Nordycka Planeta

Polskie blogi o Północy w jednym miejscu

Naszym celem jest zebranie w jednym miejscu najnowszych wpisów z blogów poświęconych szeroko rozumianej tematyce nordyckiej.

Stacja Islandia

Thorsteinn Einarsson :: INGI (recenzja)

Thorsteinn Einarsson to młody islandzki singer-songwriter, który stał się ogromną sensacją na wyspie. Wstyd nie znać! Historię Thorsteinna Einarssona przedstawiliśmy szczegółowo w poprzednim artykule będącym równocześnie recenzją jego solowego debiutanckiego krążka „1” (2016; recenzja TUTAJ). 24 maja 2019 roku Thorsteinn Einarsson wydał swój drugi longplay zatytułowany „INGI” i określa go najbardziej osobistym materiałem. Na ten […]

Szkice Nordyckie

„Nikt mnie nie ma” Åsa Linderborg

Åsa Linderborg w 2007, gdy ukazało się Nikt mnie nie ma słynęła z wyrazistej publicznej postawy, bezkompromisowego pióra i ciętej retoryki. Znana była z krytyki wszystkiego co dotyczy USA, wojny w Iraku, a za nieugięte kwestionowanie sensu ataku USA na Irak, „Expressen” przypięło jej łatkę faszystki. Jej powieść zaskoczyła wszystkich. Nikt po tak drapieżnej publicystce […]

Artykuł „Nikt mnie nie ma” Åsa Linderborg pochodzi z serwisu Szkice Nordyckie.

Kierunek Norwegia

Besseggen – piękny trekking w Norwegii

Pasmo górskie Jotunheimen to wiele ciekawych szlaków i niezliczone ilości zapierających dech w piersiach widoków. Wycieczka na Besseggen to jeden z najpopularniejszych jednodniowych trekkingów po Norwegii. Norweskie stowarzyszenie turystyczne zakwalifikowało nawet tę wyprawę to grona dziesięciu najpopularniejszych i najlepszych wycieczek w Norwegii. Turkusowa woda, góry, jeziora górskie, wiele przepięknych punktów widokowych. Zwiedzając Norwegię nie może zabraknąć na Waszej mapie właśnie Bessegen.     O Besseggen Besseggen jest to grzbiet górki, który leży w górach Jotunheimen. Znajduje się pomiędzy dwoma urokliwymi jeziorami czyli turkusowym Gjende i niebieskim Bessvatnet. Pomiędzy tymi dwoma największymi jeziorami różnica poziomów wynosi 400 metrów, a zdjęcia z tego miejsca są wizytowką Besseggen.  Najwyższy punkt znajduje się na wysokości 1743 m n.p.m i jest to Veslfjellet.     Rocznie Besseggen odwiedza ponad 50 000 turystów.     Szlak na Besseggen Trasa na Besseggen oznaczona jest jak wymagająca, mierzy 14 km, przewyższenie 950 metrów, a czas jej pokonania to około 6- 9 godzin. Najpopularniejsze są dwie opcje trasy. Początkowa w Memurubu lub Gjendesheim. Opinie na temat trudności tych szlaków są różne. Oficjalne norweskie przewodniki turystyczne informują, że łatwiejszą trasą jest trasa z punktem początkowym w Memurubu. Czy faktycznie tak jest? Oba szlaki mają bardzo podobny stopień trudności i ile osób tyle opnii na temat tej trasy. Najcięższym momentem jest na pewno wejście pod stromą grań. Wybierając szlak, którym będziecie iść weźcie pod uwagę, czy wolicie wchodzić po stromych kamieniach, czy z nich schodzić.     Obojętnie, którą trasę wybierzecie, najpierw musicie dostać się w okolice Gjendesheim. Niedaleko początku trasy znajduje się duży parking. Koszt zostawienia samochodu na cały dzień to 150 nok. Stamtąd pod przystanek z łodziami oraz do punktu początkowego trasy zabiera Was darmowy autobus. Możecie również wybrać się spod parkingu piechotą, Wasza trasa wydłuży się wtedy o 1,7 km. Przy wyborze szlaku nie sugerujcie się tym, jakby jedna trasa miała lepsze widoki od drugiej. Rozglądajcie się dookoła, podziwiajcie piękne krajobrazy, a żadne piękne widoki Was nie ominą. Nie rezygnujcie również z przejścia całej trasy, bo widoki na dwa jeziora wcale nie są wg mnie na tej trasie najpiękniejsze. Warto przejść cały 14 km szlak. Na parkingu znajdują się toalety.     Szlak 1 – początek w Memurubu Jest to oficjalnie najłatwiejsza trasa. Z Gjendesheim promem dostajecie się do Memurubu. Koszt przeprawy promowej to 160 nok osoba dorosła, 80 nok dzieci. Bilety polecam zakupić wcześniej, bo ilość miejsc jest ograniczona i bardzo prawdopodobne jest, że nie uda Wam się kupić biletów na miejscu. W weekendy łódki są oblegane, więc warto zakupić bilety z wyprzedzeniem, nawet przez internet. Zakup biletów promowych >>> Przeprawa promowa trwa 20 minut.     Tuż po opuszczeniu statku znajdziemy bardzo fajną miejscówkę na rozłożenie namiotu. W Memurubu znajduje się również schronisko turystyczne, w którym możemy przenocować.     Szlak z Memurubu na początku to 2 km pod górę. Niby nic trudnego, a jedna przewyższenie jest spore i ta pierwsza część trasy może być męcząca. Potem szlak wiedzie raz z górki, raz pod górkę. Dookoła są piękne widoki, więc nie idźcie zbyt szybko, rozglądajcie się i róbcie sobie sporo przerw. Jest po prostu pięknie!     Po drodze miniecie kilka górskich jeziorek, mniejszych i większych, kilka strumyków. Szlak wygląda tak.     A to najładniejsze według mnie miejsce na trasie. Kolorowe jeziorko i góry przypominające krater dookoła.     Po 7 km docieramy do jeziora Bessvatnet, czyli charakterystycznego punktu z dwoma jeziorkami. Jest to też najtrudniejsza część trasy, czyli najbardziej strome podejście. Minusem tego miejsca na pewno jest brak łańcuchów. Zachowajcie tutaj ostrożność, zwłaszcza gdy mocno wieje wiatr lub pada deszcze. Możecie wybrać również inne, łatwiejsze podejście, ale dłuższe o ponad 4 km, wzdłuż jeziora.     Po tym podejściu trasa do Gjendesheim to jeszcze 6,5 km, ale powoli zaczynamy schodzić w dół, przez pewien czas idziemy po płaskowyżu. Ostatnia część trasy wymaga jeszcze skupienia, ale ogólnie jest już z górki.     Po pięknej wędrówce docieramy do parkingu, na którym startowaliśmy. Stąd na parking samochodowy zabierze Was również darmowy bus, który jeździ do godziny 22.     Szlak 2 z Gjendesheim do Memurubu To podejście przez wiele osób postrzegane jest jako trudniejsze. Tak jak już pisałam, opinii jest wiele, a trasy są tak naprawdę bardzo podobne. Początek to oczywiście spore przewyższenie jest kilka miejsc, w których może być ciężko, ale i w tę stronę najcięższym punktem jest właśnie wcześniej wspomniane strome przewyższenie. Ja zdecydowanie wole w takich miejscach wchodzić pod górę, niż schodzić, dlatego wybieram szlak 1.     Jeżeli nie planujecie noclegu w Memurubu to jesteście również ograniczeni w pewien sposób czasowo, ponieważ musicie zdążyć na prom powrotny do Gjendesheim. W drogę powrotną można ruszyć również wzdłuż jeziora Gjende, ale jest to opcja tylko dla osób zaawansowanych w górskich wędrówkach.     Trasa na Besseggen nie należy do najłatwiejszych, ale jeżeli chodziliście wcześniej po górach nie powinniście mieć z tym miejscem problemów. Z drugiej strony nie jest to szlak, na którym polecałabym zaczynać Waszą przygodę w górach. O ile przy dobrej pogodzie jest przyjemnie, o tyle w czasie deszczu i wiatru momentami może być niebezpiecznie. Na trasie mijałam wiele rodzin z dziećmi, ale rekomendowany jest jeden dorosły na jedno dziecko, ponieważ czasami dzieci wymagają pomocy dorosłych. Ze względu na odległość nie jest to szlak dla dzieci, które po górach wcześniej nie chodziły lub dla małych dzieci. Najmniejsze dzieci, jakie mijałam miały około 8-9 lat. Trekking z psem może być problemem. O ile małego psa możecie wziąć na ręce, o tyle duże psy przy niektórych podejściach mogą sobie nie poradzić. Przerażone otwartą przestrzenią i stromym podejściem psy zmuszały właścicieli do zawrócenia. Osobiście nie poszłabym z żadnym zwierzakiem w to miejsce.     Informacje praktyczne 🔸 Pamiętajcie o wcześniejszym zarezerwowaniu promu. 🔹 W okolicach znajduje się mnóstwo pięknych miejsc, w których można rozbić namiot lub zatrzymać się camperem. Również na dziko. 🔸 Weźcie ze sobą zapas wody i jedzenia. Pamiętajcie o ubraniu na każdą pogodę i dobrych butach. Jeżeli nie chodzicie dużo po górach, nie idźcie na Besseggen w czasie złej pogody. Zdobycie Besseggen zimą to opcja dla osób doświadczonych. 🔹 Na tę wycieczkę zarezerwujcie sobie cały dzień. Tutaj powinno się iść powoli […]

Artykuł Besseggen – piękny trekking w Norwegii pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Szwecjoblog - blog o Szwecji

19. Festiwal Filmów Skandynawskich w Darłowie



Urlop nad polskim morzem może wyglądać tak: najpierw plaża, woda, smażona ryba i lody, książka na leżaku, a wieczorami skandynawskie kino. Ja w każdym razie tak wyobrażam sobie swój urlop nad Bałtykiem. Gdzie czeka na Was takie połączenie? W Darłowie. I to już po raz dziewiętnasty. Już w przyszłym tygodniu, w czwartek 25.07. rozpocznie się 19. Festiwal Filmów Skandynawskich, który potrwa do niedzieli.


19. Festiwal Filmów Skandynawskich to 17 projekcji filmowych, w tym 8 dla dzieci i młodzieży - każdy znajdzie więc coś dla siebie. Projekcje odbędą się w darłowskim kinie Bajka (ul. Morska 56). Warto zaznaczyć, że wstęp na festiwalowe seanse jest wolny. 

Pełen harmonogram seansów znajdziecie na facebookowym fanpage'u Festiwalu Filmów Skandynawskich (udostępniam post z informacjami na końcu tego wpisu), a ja chciałabym zaprezentować Wam kilka punktów programu (przede wszystkim tych szwedzkich, ale nie tylko), których moim zdaniem nie można przegapić.


Granica (Gräns), reż. Ali Abbasi


O czym jest? 
O ludziach i o trollach, ale bardziej o ludziach. O poczuciu wyobcowania, inności, samotności i specyficznej więzi człowieka z naturą.
Dlaczego warto go zobaczyć? 
Żeby przekonać się na własnej skórze, że filmy, które oglądamy, nie muszą być miłe. I że samemu odpowiedzieć sobie na pytanie, o czym jest tak naprawdę jest ten film.


O Granicy pisałam na blogu TUTAJ.


Persona, reż. Ingmar Bergman



O czym jest? 
O stawianiu pytań o tożsamość i maski, o międzyludzkich napięciach.
Dlaczego warto go zobaczyć? 
Bo to jeden z najbardziej znanych, ale tez najbardziej zagadkowych filmów mistrza Bergmana.


Bergman - Rok z życia (Bergman - Ett år, ett liv), reż. Jane Magnusson



O czym jest? 
O pracy Ingmara Bergmana i o tym, jak jego życie osobiste i lęki znajdują odzwierciedlenie w jego filmach.
Dlaczego warto go zobaczyć? 
Żeby lepiej zrozumieć m.in. Personę.


Młodość Astrid (Unga Astrid), reż. Pernille Fischer Christensen


O czym jest? 
O Astrid Lindgren, jaka polskim czytelnikom być może jest mniej znana, to znaczy o światowej sławy autorce książek dla dzieci, zanim się jeszcze stała się słaną autorką.
Dlaczego warto go zobaczyć? 
Żeby dowiedzieć się więcej o autorce m.in. Pippi Långstrump (a film z samą Pippi jako główną bohaterką zresztą też jest w programie)


Dom, który zbudował Jack (The House That Jack Built), reż. Lars von Trier



O czym jest? 
O seryjnym mordercy, który swoje zbrodniach uważa za dzieła sztuki. Kontrowersyjny, brutalny (podobno podczas seansów niektórzy widzowie wychodzili z kina).
Dlaczego warto go zobaczyć? 
Bo nazwisko Larsa von Triera pojawia się w programie Festiwalu Filmów Skandynawskich niemalże co roku (choć ja tego filmu trochę bym się chyba bała).


The Quake. Trzęsienie ziemi (Skjelvet) reż. John Andreas Andersen


O czym jest? 
O trzęsieniu ziemi o niespotykanej wcześniej na Ziemi skali, które nawiedza Oslo.

Dlaczego warto go zobaczyć? 
Bo film Fala, w którym Norwegię nawiedza fala tsunami, został doceniony przez widzów i krytyków. Teraz pora na trzęsienie ziemi - w tej samej obsadzie aktorskiej.

Utoya, 22 lipca (Utøya 22. juli), reż. Erik Poppe 


O czym jest? 
O ataku terrorystycznym w Norwegii z 22 lipca 2011 roku.
Dlaczego warto go zobaczyć? 
Bo to, o czym opowiada film, wydarzyło się naprawdę.



https://www.facebook.com/ffsdarlowo/photos/a.289160544582957/1355162864649381/?type=3&theater

Na który seans wybralibyście się najchętniej?

Stacja Islandia

Þorsteinn Kári :: Eyland (recenzja)

Þorsteinn Kári (Þorsteinn Kári Guðmundsson) to islandzki kompozytor, wokalista, gitarzysta i producent muzyczny. Artysta w przeszłości występował w różnych zespołach m.in. Brák i Buxnaskjónar 31 maja 2019 roku Þorsteinn Kári wydał swój debiutancki solowy album „Eyland”. Prace nad krążkiem trwały 3 lata, chociaż pierwsze wersje tych kompozycji powstały w sumie 7 lat temu. Wśród osób, […]

Trolltunga

Det gikk til hodet! Norweskie wyrażenia związane z głową

Ostatnio serce, pora na... rozum – podobno dobrze, jeśli idą w parze. ;) A właściwie, jeszcze ogólniej, pora na głowę. Latem uważajmy na nią szczególnie, zwłaszcza w słonecznie popołudnia. Choć oczywiście dobrze, jeśli czasem będzie parowała od norweskiego! Lykke til!å bære hodet høyt„nosić głowę wysoko”być dumnymVi bærer hodet høyt, for vi har kjempet av alle krefter i flere måneder.å få inn i hodet på noen„wbić komuś do głowy”Dessverre var det noen som for mange år siden fikk det inn i hodet

Stacja Islandia

Mill :: Woman’s World (365 Days) (recenzja)

Mill (Hanna Mia) to szwedzko-islandzka wokalistka, kompozytorka i producentka, studentka na wydziale muzycznym Islandzkiej Akademii Sztuk (Icelandic Academy of the Arts). Mill dorastała wśród nagrań Arethy Franklin i Boba Dylana. To szczególnie ci artyści ukształtowali jej gust muzyczny w dzieciństwie. Później w gimnazjum, dwoje nauczycieli wprowadziło ją jeszcze głębiej w świat jazzu, bluesa, soulu i […]

Nowa w Szwecji

Wyspa Ven - Perła Öresund

"Perła Öresund", czyli szwedzka wyspa Ven, jeszcze do połowy XVII wieku była duńska. "Får jag inte Ven, bryter jag freden! " ("Jeśli nie dostanę Ven, zrywam pokój!") - miał zagrozić szwedzki król Karol X Gustaw. Ven dostał, pokój i tak zerwał, ale w ogóle mu się nie dziwię - też skłamałabym dla Ven. Na pewno wiele dla sławy wyspy zrobił szwedzki poeta Gabriel Jönsson, dla którego Hven (wolał nazwę razem z "H", ale o tym na końcu) była największą życiową inspiracją. Jego wiersz "Vid vakten" ("Na straży"), opowiadający o tym, co chciałoby się zrobić "dziewczynie z Backafall", gdy "księżyc trzyma straż nad wyspą", doczekał się nie tylko interpretacji muzycznej, ale i filmowej. Tymczasem widok na klify Backafall jest rzeczywiście niezwykle inspirujący. Cała wyspa przypomina zresztą wysuniętą z morza platformę, co powoduje, że zaczyna się doceniać na niej uroki rowerów elektrycznych. Droga z wybrzeża wgłąb wyspy to istna mordęga - o ile akurat nie jest to pionowa ściana, to do pokonania mamy zawsze slalom o nachyleniu mniej więcej 25% (jeśli nie potraficie sobie tego wyobrazić, to powiem tylko, że zwykły śmiertelnik na pewno nie da rady podjechać pod tę górę rowerem). Środek Ven jest płaski, z nielicznymi wzniesieniami, wśród których osadzone są pola uprawne, niewielkie gospodarstwa i malutkie, urocze wioski. Przesuwaj w prawo, by zobaczyć więcej zdjęć! Ven to mała wyspa, ma mniej więcej 4,5 x 8,5 km, co daje powierzchnię 7,5 km kw. Nieco ponad trzystu jej mieszkańców w każde lato znosi oblężenie turystów (oblężenie po szwedzku - w sensie, że nagle w zasięgu wzroku pojawiają się jacyś ludzie). Na Ven można dopłynąć promem z Landskrony, zaś w letnim okresie również z Kopenhagi oraz uroczego miasteczka Råå pod Helsingborgiem. Promy pływają dość często, więc wyprawa na cały dzień to optymalna opcja. My płynęliśmy promem z Landskrony, rejs trwa pół godziny. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje 75 SEK, dla dziecka 25 SEK, dzieci do lat 5 płyną bezpłatnie. Wzięliśmy oczywiście rowery - to koszt 50 SEK w jedną stronę. Jasne, że na Ven można zabrać samochód (kosztuje to 700 SEK), ale... Nie będziecie mieli tam nim gdzie jeździć. Na tej małej wyspie jest zaledwie kilka dróg, a więcej niż połowa z nich to drogi dla pieszych i rowerów. Zapewniam Was, że w najlepsze miejsca na Ven samochodem po prostu nie dojedziecie. Zaraz przy porcie znajduje się wypożyczalnia rowerów, tandemów, przyczepek, doczepek, kasków, fotelików dla dzieci i czego tylko dusza zapragnie - rowerów jest tam zawsze zdecydowanie więcej niż ludzi. Wszyscy turyści ciągną w jedno oczywiste miejsce: do centrum, gdzie znajduje się muzeum oraz obserwatoria Tycho Brahe'go - duńskiego astronoma, który w XVI wieku dostał wyspę Ven od króla, by tam prowadzić badania nad kosmosem. My oczywiście, widząc tłum jak na Krupówkach, zgrabnie ominęliśmy głodnych informacji wycieczkowiczów i objechaliśmy rowerami całą wyspę wzdłuż i wszerz. Naszym hotelem był namiot pod drzewami przy brzegu morza i obawiamy się, że nic lepszego już nas na campingach w życiu nie spotka. Umówmy się: turystyka w polskim tego słowa rozumieniu, w Szwecji po prostu nie istnieje. Nie znajdziecie tutaj kramików z bibelotami i pamiątkami, budek z fast-foodami, automatów do wrzucania pieniędzy za cokolwiek, kiosków i spożywczaków na każdym rogu. Tym bardziej nie znajdziecie tego na Ven. Jest tam co prawda kilka świetnych knajp i kawiarni, znaleźliśmy nawet jeden sklep (był zamknięty, tak po prostu), ale lepiej wyposażyć się w prowiant i wodę, zwłaszcza przy takiej śródziemnomorskiej aurze jak tegoroczna. Gorrrąco polecam również okrycie na głowę - niestety, cienia wśród tych złotych pól można nie uświadczyć przez naprawdę wiele minut. Na pewno bez problemu uda Wam się odwiedzić wszystkie miejscowości na wyspie: port Bäckviken, w którym "wylądujecie", Norreborg (tam jest camping i plaża), Kyrkbacken oraz centralne Tuna by. Szczególnie pięknie jest w najbardziej oddalonym na zachód Kyrkbacken - to nad nim góruje bardzo stary i przepiękny XIII-wieczny kościół w stylu śródziemnomorskim, który jest bardzo popularnym miejscem szwedzkich ślubów. Jest jeszcze jeden duży plus nieposiadania auta na wyspie Ven - otóż wyspa ma własną destylarnię, w której można spróbować lokalnych alkoholi (w tym kilku aromatów whisky) oraz poznać sposoby produkcji trunków. Jeśli jednak nie jesteście zagorzałymi koneserami whisky, możecie dać sobie spokój z destylarnią - ciężko tam o miejsce bez rezerwacji, obsługa jest dość niemiła (sprawdzone dwukrotnie!), a ceny alkoholi są po prostu kosmiczne. I na koniec niezbyt istotna, ale ciekawa kwestia. Spotkacie się z dwojakim zapisem nazwy wyspy: "Ven" oraz "Hven". Pierwszy zapis jest oficjalny i aktualny, drugi zaś wywodzi się jeszcze z czasów kiedy po pierwsze wyspa była duńska, a po drugie - z czasów, gdy jeszcze do początku XX wieku przed szwedzkimi słowami obecnie zaczynającymi się na literę "v", pisało się "h" (np. "hvad?"). To nieszczęsne "h" usunęła reforma językowa z 1906 roku i tym samym objęła ona również nazwę wyspy, która tak oto została wyspą "Ven". Jeśli więc spotkacie się z zapisem przez "H", to autorem jest albo Duńczyk albo tradycjonalista albo osoba, która uważa, że tak jest bardziej uroczo - do tych ostatnich należał na przykład wyżej wspomniany poeta Gabriel Jönsson. Aha, lokalny żarcik: "På Ven man pratar venska". Przydatne linki: Kup bilety promowe Wynajmij rower na Ven Zabookuj miejsce na campingu Muzeum Tycho Brahe

Stacja Islandia

Anton Liljedahl :: Summarnætur (recenzja)

Anton Liljedahl jest pół-Szwedem i pół-Farerczykiem. Zmęczony dotychczasowym stresującym życiem w szwedzkim mieście, w wieku 18 lat, Anton postanowił przenieść się do swojego drugiego domu, odległych i zacisznych Wysp Owczych. Do miejsca, w którym od zawsze znajdował spokój i ukojenie. Anton Liljedahl to 18-letni multiinstrumentalista, wokalista, autor tekstów i producent, który przez ostatnie 10 lat […]

Kierunek Norwegia

Gaustatoppen – Norwegia w zasięgu wzroku

Gaustatoppen to moje ulubione miejsce na jednodniową wycieczkę rozpoczynającą się w Oslo. Widoki ze szczytu są bardzo ładne i na pewno są dużą konkurencją dla wielu popularnych w Norwegii szczytów. Na Gausta można wejść kilkoma szlakami, a nawet wjechać na szczyt kolejką wewnątrz góry. Jeżeli macie ochotę pochodzić po górach i znajdujecie się w tych okolicach, koniecznie ruszajcie na Gaustatoppen.     Gaustatoppen Gaustatoppen znajduje się 1883 m n.p.m. i daje tej Gausta tytuł najwyższej góry w regionie Telemark. Co ciekawe, wiele osób uważa właśnie tę górę, za jedną z najpiękniejszych w Norwegii. I nie ma się co dziwić, ponieważ przy sprzyjającej pogodzie jesteśmy w stanie zobaczyć nawet 1/6 Norwegii. Pierwsza znana nam obecnie wspinaczka na Gausta miała miejsce w 1810 roku. Zdobywcami byli botanik Christen  Smith oraz geolog Jens Esmark. Co ciekawe, wyruszyli z różnych miejsc i nie zdobywali szczytu razem.     Szlak W przypadku tego szczytu do wyboru mamy kilka dróg, a większość szlaków jest bardzo dobrze oznaczonych. Najpopularniejszy szlak zaczyna się w okolicach sporego płatnego parkingu (koszt 150 nok) i kawiarni Stavsro. Do pokonania mamy w dwie strony 9 km, a wędrówka powinna zająć około 6 godzin + odpoczynek na szczycie. Jest to jedna z najłatwiejszych tras.     Drugą alternatywą jest szlak rozpoczynający się tu obok parkingu przy kolejce Gaustabanen. Z pewnością ta trasa jest trudniejsza od pierwszej. Szlak jest bardziej stromy dlatego zdobycie szczytu wymaga od nas więcej wysiłku, co prawda trasa jest krótsza, ale zdobycie szczytu zajmuje podobny czas. W drogę możemy ruszy również z Rjukan (to już długa wycieczka) lub z punktem początkowym Svineroi lub Selstali.     Trasę na Gaustatoppen na pewno utrudnia spora ilość kamieni, na które warto uważać. Większość jest ruchomych dlatego często trzeba skupiać się na każdym kroku podczas trekkingu.     Po około 3 godzinach jesteśmy już prawie na szczycie, czyli w małym przytulnym schronisku działającym od 1893 roku. Można tutaj coś zjeść, wypić kawę, a nawet nabyć pamiątki z Gausta. W szczycie sezonu sprzedawanych jest nawet 1000 gofrów dziennie. Jadłam, polecam!     Część schodów w okolicach szczytu układana była przez Szerpów z Nepalu.     Szczyt znajduje się kawałek za wieżą telekomunikacyjną i jest to z pewnością najtrudniejsza część szlaku po grani. Jeszcze więcej kamieni i jeszcze lepsze widoki.     Kolejka Gaustabana Dla tych, którzy niekoniecznie chcą lub mogą zdobywać szczyty na nogach dobra wiadomość – w sezonie letnim kursuje tutaj kolejka górska, wewnątrz góry. Historia kolejki rozpoczęła się w 1953 roku, kiedy to zaczęto rozważać jej budowę. Gaustabanen miała dawać przede wszystkim możliwość cieszenia się widokami każdemu. Starszym, młodszym, niepełnosprawnym. Po 6 latach w 1959 otworzono niesamowitą kolej wydrążoną w górze, ale trafiła ona w ręce NATO. Był to okres zimnej wojny i turystyka zeszła na drugi plan. Kolejka kursuje regularnie dopiero od 2010 roku. Kolejka zabiera nas najpierw na wysokość 850 metrów, następnie przesiadka do następnego wagonu. Podczas drugiej części podróży pokonujemy 1040 metrów z nachylenie 39 ° i  docieramy prawie na sam szczyt góry.  Podróż trwa zaledwie 15 minut, a jednocześnie w górę mogą podróżować maksymalnie 24 osoby. Ceny oraz godziny otwarcia do sprawdzenia na oficjalnej stronie. >>>>     Okolice Gaustatoppen:     Informacje praktyczne 🔸 Zabierzcie ze sobą ciepłe i przeciwdeszczowe ubrania, czapkę oraz rękawiczki, ponieważ pogoda na Gaustatoppen jest bardzo zmienna. W wyższych partiach góry często wieje mocny wiatr. 🔹 Dobre buty na tej trasie są niezbędne. 🔸 Dookoła Gaustatoppen w okolicach asfaltowej drogi znajduje się dużo pięknych miejsc, w których można rozstawić namiot. Jeżeli nie chcecie płacić za parking to po drodze również znajdziecie miejsca, w których możecie zostawić auto. Pamiętajcie zawsze o bezpieczeństwie. 🔹 Gaustatoppen rocznie odwiedza około 100 00 osób. 🔸 W zimie szczyt zdobywać powinny tylko osoby doświadczone w zimowych trekkingach. W okolicach znajdują się popularne stoki narciarskie oraz przytulne domki do wynajęcia.   A po zdobyciu szczytu czas na wycieczkę po Rjukan >>> Sylwia.  

Artykuł Gaustatoppen – Norwegia w zasięgu wzroku pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Szwedzkie książki na plażę

Jakie książki zabrać ze sobą na plażę? Nie ma na to jednej odpowiedzi. Jedni lubią lektury przyjemne jak ciepło słońca na skórze i kojące jak szum fal. Raczej lekkie, także dosłownie, takie które bez problemu zmieszczą się do torby plażowej obok kosmetyków do opalania. Inni wręcz przeciwnie, sięgają po bardziej opasłe tomy, na które wreszcie jest czas podczas kilkugodzinnego leżakowania - to przyjemna odmiana, szczególnie jeśli na co dzień czytelnicze zaległości nadrabiamy w tramwajach.

W dzisiejszym wpisie mam dla Was kilka propozycji, które kojarzą mi się z latem, wakacjami i plażą. Są tu lektury zabawne i straszne, pouczające i relaksujące. O różnej objętości. Mam nadzieję, że świetnie skomponują się Wam z piaskiem, kocem, krzykiem mew i smakiem lodów!


Tove Jansson Lato

Na mojej liście nie mogło zabraknąć książki autorstwa Tove Jansson, choć tym razem nie z opowieściami z serii o Muminkach, choć klimatem bardzo do muminkowych historii zbliżonej. Lato to sceny z życia babci i jej wnuczki na fińskich szkierach. Opowieść o dziecięcej ciekawości i doświadczeniu starości. O prawdach życia, nie zawsze podanych wprost. Jak u Tove Jansson.

Tove Jansson Lato (Sommarboken)
przeł. Zygmunt Łanowski
Nasza Księgarnia
2007

Mons Kallentoft Śmierć letnią porą

To jedna z okładek, które od razu przychodzą mi do głowy, kiedy myślę o lekturach na plażę. Ma w sobie to, dzięki czemu w ogóle zwróciłam uwagę na książki Kallentofta po raz pierwszy - jest odpychająca, a jednocześnie w jakiś sposób piękna. No i kojarzy mi się też z wrażeniami, jakie zrobiło na mnie przeczytanie zbyt wielu kryminałów podczas letnich wycieczek po Szwecji - aż strach było grzebać w piasku 😉 Śmierć letnią porą to druga z serii powieści o Malin Fors, policjantce z Linköpingu (w Szwecji ukazało się do dziś już dwanaście tomów). Linköping opanowują nieznośne letnie upały, a miasto musi zmierzyć się nie tylko z falą gorąca, ale i falą zła, które dotyka młode dziewczyny. U Kallentofta jak zawsze mrożące krew w żyłach sprawy i pełen metafor język, którym spisuje także wewnętrzne monologi ofiar.
Więcej o serii książek tego autora przeczytacie TUTAJ, a TUTAJ znajdziecie mój wywiad z autorem z Targów Książki w Krakowie w 2018 roku.


Mons Kallentoft Śmierć letnią porą (Sommardöden)
przeł. Bratumiła Pawłowska-Petterson
Dom Wydawniczy Rebis
2010


Bodil Malmsten Cena wody w Finistère

Propozycja dla tych, którzy lubią lektury spokojniejsze, niespieszne. Latem dobrze się czyta o perypetiach autorki, która obrażona na swój kraj opuszcza Szwecję i przeprowadza się do Bretanii, Finistère. To dla niej inny świat, inni ludzie, nowy dom, spełnienie marzeń o ogrodzie, zmagania z językiem, biurokracją, kretami, ale i twórczą niemocą.

Bodil Malmsten Cena wody w Finistère (Priset på vatten i Finistère)
przeł. Jan Rost
Wydawnictwo Literackie 2007

Lars Berge Korponinja

Na wakacyjny odpoczynek świetnie może sprawdzić się lektura o pracy w korporacji. Tym bardziej, że bohater znużony własnym życiem i korpopracą postanawia zniknąć. Jego plan to jednak nie "rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady" (czy może raczej: do Laponii), ale ukrywać się we własnym biurze. Absurdalna opowieść pełna przerysowanych bohaterów, absurdalnych sytuacji i z zakończeniem jakby z innej bajki. Takie właśnie książki pasują na urlop. 
PS. To jeden z moich przekładów! O książce pisałam też TUTAJ.


Lars Berge Korponinja (Kontorsninja)
tłum. Natalia Kołaczek
 Wydawnictwo W.A.B. 2016 


Jonas Jonasson Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął

Ta książka była bestsellerem kilka lat temu, ale jeśli nie mieliście okazji po nią sięgnąć wcześniej, nadróbcie zaległości i zabierzcie ją właśnie na wakacje. Przygody tytułowego stulatka są tak niesamowite, niewiarygodne, a jednocześnie zabawne, że autorowi pozazdrościć można szalonej wyobraźni, lekkiego pióra i poczucia humoru. Jeśli czytacie na plaży, wśród ludzi, uważajcie - bo może zdarzyć się Wam głośno parsknąć śmiechem. 
O książce pisałam na blogu TUTAJ, a o jej filmowej wersji TUTAJ.


Jonas Jonasson Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął 
(Hundraåringen som klev ut genom fönstret och försvann)
przeł. Joanna Myszkowska-Mangold 
Świat Książki 
2012

Marie Hermanson Plaża muszli


W tej książce jest tajemniczość, która sprawia, że trudno się od niej oderwać, szykujcie się na godziny spędzone w leżaku lub na kocu! Główna bohaterka, Ulrika,  prowadzi badania naukowe nad tajemniczym zagadnieniem jakim są mity o porwaniach przez trolle (swoją drogą, o tym temacie poczytać możecie na blogu Skandis). Kiedy była młodsza, spędzała lato u rodziny przyjaciółki na zachodnim wybrzeżu, to były dla niej najbarwniejsze, najciekawsze chwile jej dzieciństwa. Poznała tam Maję, dziewczynkę, która jest inna niż wszystkie dzieci. Pewnego dnia Maja znika bez wyjaśnienia. Po kilkudziesięciu latach Ulrika powraca ze swoimi dziećmi do zatoki muszelek z dawnych lat i przyjdzie jej wrócić do zagadek z przeszłości. Plaża muszli to nie tyle kryminał, co proza psychologiczna. W Szwecji została wydana w 1998 roku i spotkała się z dobrym przyjęciem krytyków i czytelników. Kilka lat temu doczekała się wznowienia, dzięki któremu historia miała szansę dotrzeć do nowego pokolenia odbiorców. Myślę, że i w Polsce warto o niej przypomnieć.

Marie Hermanson Plaża muszli (Musselstranden)
przeł. Bratumiła Pawłowska
słowo/obraz/terytoria
2008


Karin Bojs Moja europejska rodzina

A gdyby tak urlop poświęcić nie tylko na podróże po Polsce i po świecie, ale na podróż przez historię, naszą historię, po naszym drzewie genealogicznym? Albo poczytać o podróżach do najważniejszych miejsc związanych z historią Europejczyków, o znalezionych przez archeologów materiałach i o tym, jak można je interpretować? Książka Karin Bojs nie suche fakty i daty, ale śledztwo kojarzące się raczej z serialami pokroju CSI i tematy takie jak sztuka, postrzegania kobiecości i męskości, obecność bliskich nam dziś zwierząt i przede wszystkim kluczowe pytania związane z naszym pochodzeniem. Nadaje się na dłuższe przesiadywanie na plaży albo dłuższe podróże nad morze czy jezioro. I najlepiej w towarzystwie, bo pewnie o treści będziecie chcieć potem dyskutować.
Więcej o książce na blogu TUTAJ.

Karin Bojs Moja europejska rodzina. Pierwsze 54 000 lat 
(Min europeiska familj. De senaste 54 000 åren) 
z jęz. angielskiego przeł. Urszula Gardner, 
konsultacja naukowa dr Małgorzata Bonar
Wydawnictwo Insignis 
2018 

Bea Uusma Ekspedycja

Jeśli w letnie szukacie ochłody, sięgnijcie po Ekspedycję Bei Uusmy. Książka opowiada o wyprawie balonem nad biegun północny z 1897 roku. O jej uczestnikach ślad zaginął, dopiero w 1930 na Wyspie Białej w archipelagu Svalbard znaleziono ciała podróżników wraz z pozostałościami po ich ostatnim obozie. Przez prawie wiek próbowano rozwiązać zagadkę ich śmierci, ale nie udało się jednak przedstawić żadnej naukowo udowodnionej teorii. Bea Uusma próbuje znaleźć odpowiedzi. Tym samym Ekspedycja nie jest tylko opowieścią o trzech podróżnikach, ale staje się też niezmiernie ciekawą historią autorki. Opowieścią o terenach skutych lodem, ale w która rozpala żarem jej determinacji i pasję, graniczących wręcz z obsesją autorki na punkcie uczestników wyprawy. Ciekawa rzecz, która zostaje na dłużej w pamięci. A do tego tak pięknie wydana! 
Więcej o książce przeczytacie TUTAJ.

Bea Uusma Ekspedycja. Historia mojej miłości
(Expeditionen. Min kärlekshistoria)
przeł. Justyna Czechowska 
Wydawnictwo Marginesy 
2017 

Stacja Islandia

PORT :: Canals (recenzja)

Projekt PORT został założony w 2017 roku w Islandii, ale pomysł na jego powstanie narodził się w Holandii, dokładnie w Amsterdamie, gdzie studiował jego lider AV Haraldsson. Jednoosobowy projekt PORT szybko jednak nabrał własnego życia i rozwinął się w pięcioosobowy zespół składający się z weteranów islandzkiej sceny muzycznej, począwszy od minima wave, aż po black […]

Farerskie kadry

Farerska rozmowa – Marcin Michalski (część 2)

Dziś zapraszam na ciąg dalszy rozmowy ze współautorem pierwszej polskiej książki poświęconej Wyspom Owczym – „81:1. Opowieści z Wysp Owczych” – Marcinem Michalskim. Przeczytaj część pierwszą Zainspirowany “farerskim psychotestem” z naszego spotkania w ramach Nordic Talking, pozwól, że zrewanżuję się podobnym pytaniem. Jakie skojarzenie przychodzi Tobie na myśl w związku z tymi farerskimi miejscami i […]

Artykuł Farerska rozmowa – Marcin Michalski (część 2) pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Trolltunga

Har du noe på hjertet? Norweskie zwroty okołosercowe

Co prawda to nie walentynki... ale i latem serducho potrafi zabić szybciej, prawda? Dzisiejszy post dla zakochanych (np. w Norwegii?) to lista utartych wyrażeń związanych właśnie z tą niezbędną częścią ciała. Od serca! :)å bli/være varm om hjertet„zrobić się ciepło na sercu”wzruszyć, uszczęśliwićJeg ble varm om hjertet da jeg så de to nygifte.å granske hjerte og nyrer„badać serce i nerki”badać coś bardzo dokładnieI retten har dommeren plikt til å granske hjerte og nyrer.å ha hjerte for„mieć

Nowa w Szwecji

Moje TOP 9 Miejsc w Malmö + MAPA

Szwecja to geograficznie bliski Polsce, ale bardzo egzotyczny kraj. Polecam Wam wybrać się za morze, by powdychać trochę czystego powietrza i pozwiedzać przepiękną Skandynawię. Samolotem najbliżej, bo tylko 40 minut lotu z Gdańska, a nieco ponad godzinę z Katowic, macie do Malmö - i uwierzcie, że dużo lepiej trafić nie możecie! Zobaczcie, jakie są moje ulubione miejsca w mieście. Na końcu artykułu czeka na Was link do mapy. 1. Slottsträdgården i Slottsmöllan Te nazwy Was zabiją, wiem. Ale to, co się pod nimi kryje, totalnie Was zauroczy. Podczas gdy (moim skromnym zdaniem) zamek królewski w Malmö nie zasługuje na wiele uwagi, bo wygląda dobrze jedynie z góry, Ogrody Zamkowe to już zupełnie inna bajka. Wyobraźcie sobie, że jesteście w przepięknym królewskim parku - kręte żwirowe alejki wiją się pomiędzy idealnie przystrzyżonymi trawnikami, bardzo starymi drzewami, klombami kolorowych kwiatów i urokliwych stawów. Z daleka widać piękny, stary młyn, który w otoczeniu soczystej zieleni wygląda tak, jakby miała z niego zaraz wyskoczyć umorusana mąką królewna Fiona. I nagle, zjeżdżając z jednego z mostów, trafiacie do ogródka. Do swojskiego, podzielonego drewnianymi płotkami na grządki ogródka, ale zamiast marchewki i kalarepy, jest pełen kolorowych roślin z różnych zakątków świata. Idąc jego ścieżkami, dotrzecie do kawiarni - białego drewnianego budynku, gdzie możecie zjeść pyszne lody, napić się piwa, a przede wszystkim odpocząć w cieniu wśród różanych kwiatów. Bajka! 2. Ribersborgs Kallbadhus i Ribersborgsstranden Taką miejską plażę to ja rozumiem! Szeroka i piaszczysta plaża Ribersborg ciągnie się przez 2 kilometry wzdłuż wybrzeża Malmö. Gdy spojrzymy prosto na morze, część horyzontu zasłonią nam niezwykle fotogeniczne łaźnie, do których co bardziej uparci Szwedzi chodzą przez cały rok, aby kąpać się w morzu. Do budynku, który grał w pierwszym sezonie serialu “Bron”, prowadzi z plaży długie molo, ale nie musimy wieńczyć spaceru kąpielą - możemy zwieńczyć go kawą w klimatycznej kawiarence. To nie koniec - po prawej stronie czeka na nas jeden z lepszych widoków na symbol Malmö, czyli zakręcony wieżowiec Turning Torso, zaś po lewej stronie dostrzeżemy w dali Most Öresund. Gdy my podziwiamy, dzieci mogą bawić się na placu zabaw, biegać po trawie, pluskać się w morzu lub jeść lody. Idealne miejsce na zachód słońca! 3. Stare Miasto: Jakob Nilsgatan, Larochegatan, Lilla Torg “Gatan”, czyli uliczka. Moją ulubioną na Starym Mieście jest właśnie uliczka Jakoba Nilsa. Kolorowe, bardzo stare kamieniczki ciągną się wzdłuż niej aż do Zamkowego Parku - tutaj naprawdę można poczuć klimat starego Malmö. Gdy pójdziemy w stronę małego, ale niezwykle urokliwego Lilla Torg (dosłownie “małego skweru”), który stał się niedawno nieoficjalnym centrum miasta, będziemy mogli podziwiać świetnie zachowane, kilkusetletnie budynki. Prawdziwa cegła, pruski mur, drewno, kamień - miłośnicy dawnej architektury poczują się jak w raju. Wszystko to zaadaptowane na kawiarnie, restauracje i galerie sztuki. Wisienką na tym torcie jest Larochegatan - to nieodwoływalny fika alert ;) 4. Lernacken To mało popularne miejsce - aby dostać się na Lernacken, należy przejechać przez przepiękne osiedla dość bogatych dzielnic Limhamn oraz Bunkeflo. Na mojej mapie zaznaczyłam już-nie-takie-tajne miejsce, które możecie użyć jako parkingu dla auta, ale jak wszędzie w Malmö, lepiej wybrać się tam rowerem. To przepięknie położone, rozległe tereny rekreacyjne z oszałamiającym widokiem na Öresundsbron i Bunkeflostrand. Widać stąd także farmę wiatrową pośrodku Sundu oraz duńskie wybrzeże. Jeśli jesteście wyjątkowo uparci, to można tędy dostać się aż pod sam słynny most. W najwyższym punkcie Lernacken znajduje się też tajemnicze “coś” - jedni mówią, że to efektowny czujnik, inni, że to baza kontaktowa z obcymi cywilizacjami, ale zawsze możecie stworzyć własną teorię. 5. Alnarp Siedziba Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego. Brzmi średnio? No to sami zobaczcie - wypadniecie z własnych butów. Bez wątpienia można nazwać to miejsce szwedzkim Hogwartem. Jedno jest pewne - każdy chciałby studiować w zamku, w otoczeniu przepięknych parków, ogrodu botanicznego oraz dawnych zamkowych budynków gospodarczych, zaadaptowanych na uczelniane sale, biblioteki i akademiki. A wszystko to rzut beretem od “szwedzkiego Miami”, czyli miasteczka Lomma. Już nie Malmö, ale jeszcze Malmö - wszystko dalej w zasięgu Waszych rowerów. To zdecydowanie moje ulubione okolice. 6. Västra Hamnen Wiele osób twierdzi, że Västra Hamnen „robi Malmö”. Port Zachodni, bo tak tłumaczy się tę nazwę, to nowoczesna dzielnica mieszkalna, zbudowana na miejscu dawnej, industrialnej dzielnicy portowej. Pamiętacie taką starą kreskówkę Hanna-Barbera, „Jetsonowie”, o rodzince która żyje w przyszłości? Taki właśnie klimat ma Västra Hamnen! Warto zrobić sobie dłuższy spacer wzdłuż wybrzeża na Sundspromenaden, gdzie mamy piękny widok na Cieśninę, następnie odbić w prawo wprost pod podstawę Turning Torso i zakończyć spacer przy Dockan Marina, gdzie najzamożniejsi mieszkańcy miasta trzymają swoje żaglówki. 7. Rosengård - miejsce, gdzie powstała legenda Wiecie, że jeden z najsłynniejszych na świecie piłkarzy, Zlatan Ibrahimovic, pochodzi właśnie z Malmö? Żeby tego było mało, dzieciństwo spędził w niesławnej dzielnicy Rosengård, gdzie mieszkał i uczył się kopać w piłkę. Teraz, skromne boisko pod jego blokiem, zostało pięknie wyremontowane i nosi dumną nazwę Zlatan Court. Można też podejść tuż pod drzwi klatki jego klatki schodowej. Zaraz obok jest wiadukt z wypowiedzianymi przez piłkarza słowami: „Można wyciągnąć człowieka z Rosengård, ale nigdy nie wyciągnie się Rosengård z człowieka”. 8. Gamla Limhamn i Kirseberg To dwie najstarsze, zaraz obok Starego Miasta, dzielnice Malmö. Nie zapomnijcie aparatu, bo są wyjątkowo „instagramowe” – uliczki kolorowych, uroczych domków sprzed wieku, niezwykle zadbanych przez szwedzkie rodziny, zupełnie nie wskazują na to, że jesteśmy niemal w centrum dużego miasta. Krajobraz wskazuje bardziej na baśniową wieś, a za rogiem spodziewać się można krasnala lub księżniczki. Polecam taki spacer w szczególności latem, gdy pod murami domów kwitną malwy. 9. Lomma Dojazd z centrum rowerem do “szwedzkiego Miami”, czyli miasteczka Lomma, zajmuje nieco ponad pół godziny. Lomma to magiczne, idylliczne miejsce i bardzo znany wakacyjny cel wszystkich Szwedów, ale próżno tam szukać rozległego turystycznego zaplecza rodem z polskich kurortów. Hermetyczne środowisko mieszkańców stworzyło sobie na Ziemi małą namiastkę raju – dowodzą tego również statystyki. Już nie Malmö, ale jeszcze Malmö - to zdecydowanie moje ulubione okolice, a zachody słońca na plaży w Lomma są najpiękniejsze! Transport Kiedy będziecie wjeżdżać do miasta, na pewno zobaczycie duże tablice, głoszące, że Malmö to “miasto rowerowe” i rzeczywiście tak jest - najlepiej i najbezpieczniej podróżuje się po nim rowerem lub… elektryczną hulajnogą. Możecie wypożyczyć je w wielu punktach w mieście – jedyne, czego potrzebujecie to aplikacja na telefon (rowery: Donkey Republic, Malmö by bike, hulajnogi: Voi, Lime, Tier). Jeśli chcecie skorzystać z autobusu czy pociągu, ściągnijcie apkę Skånetrafiken – możecie w niej znaleźć przystanek, trasę oraz kupić bilety. . Bez żartów - porzućcie samochody, gdyż żółwie tempo, pozamykane ulice oraz brak miejsc parkingowych doprowadzą Was do furii. Samochód przyda się tylko, gdy postanowicie wybrać się dalej za miasto - na przykład do mojego ulubionego Skanör czy do zamku w Torup. Skorzystajcie wtedy z zaznaczonych przeze mnie parkingów. Nie musicie mieć drobnych pieniędzy, wręcz przeciwnie - niewiele z nimi nie zdziałacie. Parkingi opłaca się przy użyciu karty bankowej lub aplikacji mobilnych. Mapa Malmö to naprawdę świetne i klimatyczne miasto - więcej lokalizacji, wartych odwiedzenia, znajdziecie na mapie, którą dla Was stworzyłam. Z takim materiałem, zaplanowanie wycieczki po Malmö będzie łatwizną! Oczywiście, na pewno nie uwzględniłam wszystkich interesujących punktów w mieście - wyszczególniłam tylko moje ulubione. Wiele jeszcze przede mną do odkrycia, więc jeśli dodalibyście coś do mapy, to koniecznie do mnie napiszcie!Jeśli jeszcze macie jakieś wątpliwości, na przykład co do własnego bezpieczeństwa w Malmö, to koniecznie zerknijcie na ten artykuł. Śledźcie też moje profile na Facebooku i Instagramie, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o Malmö. Słonecznych wakacji! Wybierasz się do Malmö? Przeczytaj również: Malmö, Szwecja: Czy można czuć się bezpiecznie w “wyklętym mieście”? Szwedzkie Savoir-Vivre, Czyli Czego Nie Robić w Szwecji 11 Najczęstszych Błędów Polskich Turystów w Szwecji 5 popularnych mitów o Szwecji i Szwedach - prawdziwe czy nie? Moje Skåne - 10 Miejsc, Które Trzeba Zobaczyć w Skanii + MAPA

Kierunek Norwegia

Preikestolen – wycieczka nad Lysefjord

Preikestolen to jeden z symboli Norwegii. Potężna skała tuż nad Lysefjord zyskała sławę na całym świecie, jako jeden z piękniejszych punktów widokowych. Zdjęcia tego miejsca to wizytówka Norwegii, mekka fotografów i ciekawych świata turystów. Zachęca niezbyt ciężki szlak i cudowne widoki na szczycie. Nic, tylko ruszać w drogę. 🙂     Preikestolen (Pulpit Rock) to pionowa, mierząca 604 metry skała, z której rozpocierają się widoki m.in. na Lysefjord. Lokalni mieszkańcy nazywają to miejsce Hyvlatonnå. Samo Preikestolen nie jest szczególnie dużym miejscem, klif u góry mierzy około 25 x 25 metrów i na żywo wygląda na dość mały. Preiekstolen jest stosunkowo młodą atrakcją turystyczną, bo szlak odkryto dopiero około 1900 roku. Thomas Peter Randulff podczas swojej podróży statkiem po Lysefjord zobaczył nietypową skałę. Podobno krzyknął, że skała wygląda jak ambona (preikestol) i tym sposobem odnalazł nową perełkę na mapie Norwegii. W roku 2018 to miejsce odwiedziło ponad 300 00 turystów z całego świata.     Nocleg i dojazd W okolice Preikestolen docieramy w sobotę wieczorem, chcemy ruszyć jak najszybciej następnego dnia. Aby dotrzeć do najbliżej położonych miejscowości najpierw musimy skorzystać z przeprawy promowej Lauvvik – Oanes. Koszt dla 4 osób +samochód osoby to 189 nok w jedną stronę. Nocować można na campingu w Oanes, Forsand lub bezpośrednio przy drodze prowadzącej do Preikestolen. Ważne, aby nocleg zarezerwować wcześniej, bo w sezonie letnim jest to bardzo oblegane miejsce. Dużo osób wybiera spanie na dziko pod namiotem, również na szlaku bezpośrednio prowadzącym na Preikestolen. Jest tam sporo miejsc, głównie przy malowniczych jeziorkach, około 1,5 km od ambony. Plusem spania pod namiotem na szlaku na pewno jest możliwość podziwiania zachodu i wschodu słońca w tych malowniczych okolicach.     Jadąc w to miejsce samochodem na pewno musimy pamietać, że parking to koszt 250 nok. Wybierając się np. w weekend, w poźniejszych godzinach, możemy być zmuszeni do zaparkowania na dalszym parkingu, ze względu na ograniczoną ilość miejsc. Jeżeli na Preikestolen wybieramy się bez auta to również dotarcie w to miejsce nie powinno sprawiać większych problemów. M.in. ze Stavanger można dotrzeć na szlak korzystając  np. z autobusu. Bilety do kupienia m.in. na tej stronie >>>   Szlak na Preikestolen Ruszamy punktualnie o 7, trochę zmęczeni po wczorajszej wyprawie na Kjerag, ale oczywiście bardzo zadowoleni. W sezonie letnim na Preikestolen, zwłaszcza w weekendy, ściągają prawdziwe tłumy. Recepta na ich ominięcie jest prosta – ruszajcie jak najwcześniej. Naszym planem było rozpoczęcie drogi o 6, ale mieliśmy mały poślizg i ruszyliśmy godzinę później. Mimo to na szlaku dalej było pusto. W drodze powrotnej mijaliśmy za to już mnóstwo ludzi. Różnica poziomów na szlaku to około 500 metrów. Trasa to 8 km w dwie strony, a jej przejście zajmuje około 4 godzin + odpoczynek na szczycie. Szlak nie jest szczególnie trudny, dla osób chodzących po górach powiedziałabym nawet, że łatwy, oficjalnie oznaczony jako szlak o średniej trudności. Droga na Preikestolen to dużo układanych przez Szerpów z Nepalu schodków, część drogi to płaski teren.     Końcówka szlaku to przyjemna wędrówka po płaskich skałach. Momentami musimy przejść nad skarpą, ale przejścia są dobrze zabezpieczone.     Preiekestolen Tuż przed samym wejściem na Preiekstolen przechodzimy kilka metrów od przepaści. Dla mnie, czyli osoby z lękiem wysokości, był to najcięższy moment, ale też nie jakoś szczególnie paraliżujący.     Po chwili widzimy nasz cel – Preiekstolen. Na żywo ten słynny klif wygląda na dużo mniejszy, ale i tak oczywiście robi wrażenie. Tak samo, jak wrażenie robi okolica, kilka nieuważnych kroków i tragedia gotowa. Na pewno, jak wszędzie, trzeba zachować rozsądek.     Na ambonie znajduje się szczelina. Wygląda to tak, jakby skała miała zaraz się oberwać, ale spokojnie, wg naukowców Preikestolen cieszyć będzie jeszcze następne pokolenia. Szczelina powstała w wyniku topnienia lodowców. Najlepsze widoki na Preiekstolen są jednak z góry. Tuż obok ambony znajdują się dwa szlaki, którymi możemy ruszyć w górę. Naprawdę warto!     Preikestolen można podziwiać również z dołu wybierając się na rejs promem po Lysefjord.     Podsumowanie Wejście zajęło nam 1 h i 45 minut, na szczycie spędziliśmy około 50 minut, powrót zajął nam 1 h 20 minut. Szliśmy normalnym tempem, po drodze było sporo przerw na zdjęcia i czekoladę. Pamiętajmy o butach, ubraniach wodoodpornych i wodzie. Naprawdę polecam wyruszyć Wam jak najwcześniej, niemal pusta skała wygląda jeszcze bardziej imponująco, a i nasze pamiątkowe zdjęcia wyglądają bardzo ładnie.   To był bardzo dobry dzień! Preiekstolen to ciekawa wycieczka dla wszystkich bez względu na wiek. Po drodze mijamy całe rodziny, dzieciaczki i starszych ludzi, którzy mimo wkładanego wysiłku, również dają radę. Bezpiecznej drogi! Sylwia. Więcej relacji i filmików z moich podróży znajdziecie na Instagramie – kliknij tutaj >>>  

Artykuł Preikestolen – wycieczka nad Lysefjord pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Kierunek Norwegia

Kjerag i Kjeragbolten – słynny kamień i ciekawy szlak

Kamień wiszący nad przepaścią, czyli Kjeragbolten, przyciąga do siebie niczym magnes. Kjerag znajduje się na liście wielu osób planujących wycieczkę do Norwegii. To z pewnością najsłynniejszy kamień w Krainie Fiordów i kolejna miejsce, które warto zobaczyć. Kjerag jest to góra, która znajduje się nad Lysefjordem i mierzy 1100 m n.p.m. Kjeragbolten, czyli głaz pomiędzy skałami zawieszony jest około 1000 m nad ziemią i mierzy tylko 5 m³.     Trasa Na Kjerag wybraliśmy się z Oslo, po drodze odbieraliśmy nasze współtowarzyszki wyprawy z lotniska Torp. Tym razem wybór nasza trasa wyglądała tak:     Droga jest wąska i kręta, ale jest na niej bardzo mały ruch, więc jechało się nam bardzo przyjemnie. Następnego dnia jechaliśmy w okolice Preikestolen:     Sama jazda samochodem trwała krócej niż 3 godziny, ponieważ w międzyczasie czekaliśmy na prom do Oanes ( 4 osoby + samochód osobowy to koszt 189 nok) i samą przeprawę na prom. Trasa jest bardzo ładna, a droga jest ok. Alternatywą jest wybranie się na wycieczkę promem. Jadąc ze Stavanger również możemy wybrać się drogą lądową lub skorzystać z promu. W lecie kursują nawet specjalne autobusy w to miejsce.  Więcej informacji tutaj >>>   Nocleg Przy okazji wycieczki na Kjerag zdecydowaliśmy się na spanie na tzw. dziko. Zależało nam, aby ruszyć w miarę wcześnie, a i okolice są na tyle malownicze, że szkoda byłoby wybrać inną opcję. Miejsce, w którym zostaliśmy, znajdowało się około 15 minut drogi od parkingu pod początkiem trasy na Kjerag.     Było tam po prostu pięknie! W dole małe jeziorko, dookoła góry, cisza i spokój od czasu do czasu zmącona jedynie odgłosami dzwonków na szyjach owiec. Zachód słońca za milion dolarów gratis!     Jeżeli spanie na dziko to nie Wasze klimaty to najbliższy camping znajduje się w Lysebotn (nocleg najlepiej rezerwować dużo wcześniej). Do tej miejscowości prowadzi również popularna, baaaardzo kręta droga numer 27. Duży spadek i mnóstwo serpentyn, więc przejażdżka nią to obowiązkowy punkt wycieczki na Kjerag.     Spanie na szlaku na Kjerag również jest możliwe, po drodze mijamy kilka miejsc, w których można rozłożyć namiot.   Start!   Wędrówka na Kjeragbolten to około 11 km w dwie strony o przewyższeniu 800 metrów, a przejście zajmuje około 6 godzin. Teoretycznie wycieczkę mieliśmy zacząć super wcześnie, jednak mając cały dzień na wędrowkę zrezygnowaliśmy z pośpiechu. Przed 8 byliśmy na parkingu obok początku szlaku i restauracji Øygardstølen (640 m. n.p.m). Zjedliśmy śniadanie, trochę pamiątkowych zdjęć, uzupełnienie zapasów wody.   Wyruszyliśmy dokładnie o 9:15. Jeżeli zależy Wam na jak najmniejszym ruchu, ruszajcie około godziny 7, wtedy jest tutaj dużo mniej osób. Nam tym razem na tym mocno nie zależało, więc cały dzień na spokojnie i bez pośpiechu wędrowaliśmy we własnym tempie. Koszt zostawienia auta na parkingu pod Kjeragiem to 300 nok, płatność możliwa gotówką i kartą. Na parkingu znajdują się łazienki, restauracja z cudnym widokiem i sklep z pamiątkami.   Zdobywamy Kjerag! Trasa na Kjerag nie jest najłatwiejsza, ale też nie jest bardzo trudna. Jeżeli chodzicie po górach to na pewno nie sprawi Wam wiekszej trudności. Szlak na przemian to podejścia pod górkę i z górki. Duża część drogi to wejście w asyście łańcuchów.  Trasa wygląda tak:   Pod koniec idziemy po płaski terenie. Szlak jest bardzo dobrze oznakowany.       Po drodze robiliśmy sobie sporo przerw i na odpoczynek i na podziwianie widoków. Dajcie sobie na tę trasę trochę więcej czasu, bo po drodze naprawdę warto zatrzymać się w kilku miejscach.     Kjeragbolten O 11: 50 docieramy pod cel naszej wędrówki, czyli po Kjeragbolten. Do głazu idziemy wąską drogą, a na miejscu jest już dużo ludzi. Sama okolica Kjeragbolten to dość mało miejsca, więc przygotujcie się, że w sezonie jest tu dosyć gwarno. Ja oczywiście na wejście się nie decydują – mam lęk wysokości i na wysokościach wariuje mi błędnik, więc od początku wiem, że to nie jest dla mnie. Ale na głaz wchodzi Michasia, która wybrała się tam ze mną.     Przed samym wejściem jest spora kolejka, więc uwzględnijcie to planując Wasz harmonogram wyprawy. Tuż przed głazem jest wąska dróżka, a z drugiej strony przepaść. Żeby wejść i zejść trzeba zrobić większy krok lub delikatnie podskoczyć. Podobno zejście z kamienia jest gorsze niż wejście.     Z drugiej strony stoją ludzie, którzy robią zdjęcia pozującym na Kjeragbolten.     Okolice Kjeragbolten:     Zachowajcie zdrowy rozsądek, bo to miejsce jest niebezpieczne, a żadne zdjęcie nie jest warte Waszego życia. Jeżeli macie tak jak ja i Wasz błędnik na wysokościach wariuje – nie wchodźcie. My w okolicach najsłynniejszego głazu w Norwegii spędzamy ponad 1,5 h. Zrobiliśmy tutaj sobie obiad, nacieszyliśmy się widokami i bardzo spokojnie ruszyliśmy w drogę powrotną około godziny 13:30. Droga powrotna zajęła nam około 2,5 h. Około 15:45 dotarliśmy szczęśliwi i bardzo uśmiechnięci na parking, który o tej porze był prawie pełny.     Podsumowanie   Wejście zajęło nam 2 godziny i 35 minut, a zejście 2 godziny 15 minut. Po drodze robiliśmy sporo przerw, szliśmy bez zbędnego pośpiechu. Na górze spędzieliśmy około 1,5 h, w kolejce na Kjeragbolten Michasia stała 0,5 h. Na Kjeragu byliśmy w sobotę, na trasie było bardzo dużo osób. Dużo mniej osób rusza wcześnie rano, więc jeżeli zależy Wam na jak najmniejszym tłoku, ruszajcie wcześnie.     Co wziąć ze sobą na Kjerag?   Wycieczka na Kjerag to prawie cały dzień w górach. O czym trzeba pamiętać? ✔️ Przede wszystkim dobre ubranie. Pogoda w górach jest nieprzewidywalna, więc oczywiście ubranie przeciwdeszczowe i coś od wiatru jest koniecznością. Weźcie ze sobą rękawiczki, bo duża część drogi wymaga wsparcia łańcuchów. Dobre buty to konieczność. Nie zapomnij również o apteczce, a w ciepłe dni o kremie z filtrem. ☑️ Po drodze mijamy parę strumyków, ale w sezonie jest tutaj dużo osób. Myją w nich ręce, nogi, wchodzą tam psy. Jeżeli nie macie butelki z filtrem, weźcie swój zapas wody. ✔️ Na trasie na Kjerag oraz nad samym Kjeragbolten obowiązuje zakaz latania dronami. ☑️  Trudność tej trasy znacząco wzrasta w czasie deszczu. Po śliskich kamieniach chodzi się ciężko i jest wtedy dużo bardziej niebezpiecznie. ✔️ Niestety Krejag to również miejsce wielu […]

Artykuł Kjerag i Kjeragbolten – słynny kamień i ciekawy szlak pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Marchewkowa Skandynawia

Najlepsze skandynawskie i nordyckie seriale – część druga

Od ostatniego wpisu o moich ulubionych nordyckich serialach minęły niecałe cztery miesiące, a w międzyczasie pojawiło się sporo nowych oraz udało mi się nadrobić kilka zaległości. Wpis możecie znaleźć tutaj. Ten post zaczniemy od seriali, które są dostępne na Netflixie, a zostały pominięte w poprzednim zestawieniu. Znów kolejność nie jest przypadkowa 😉 Pierwszy z nich […]

Farerskie kadry

Farerska rozmowa – Marcin Michalski

Dziś w kolejnym odcinku “Farerskiej rozmowy” goszczę współautora pierwszej polskiej książki poświęconej Wyspom Owczym – „81:1. Opowieści z Wysp Owczych”. Naszą rozmowę publikujemy w dwóch częściach. Zapraszamy do lektury pierwszej z nich. Marcin Michalski – wielki pasjonat i kolekcjoner wszystkiego co farerskie. Marcinie, jakie jest Twoje pierwsze farerskie wspomnienie? Kiedy po raz pierwszy usłyszałeś o […]

Artykuł Farerska rozmowa – Marcin Michalski pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Trolltunga

Har du sett det? Quiz o norweskich filmach i serialach

Kolejna fala upałów za nami, następna podobno już w niedzielę... Nic dziwnego, że motywacja do nauki troszkę spada. Może warto wobec tego w sobotni wieczór przemycić trochę norweskiego w ramach rozrywki, oglądając np. jakiś film lub serial? Jeśli nie macie pomysłu, jaki, może Wam w tym pomóc dzisiejszy post – quiz. Odpowiedzi jak zwykle podajemy na końcu. Lykke til! :)1. Zaczynamy co prawda od filmu... szwedzko-amerykańskiego, nie powstałby jednak gdyby nie jego norweski pierwowzór. Aktorem,

Kierunek Norwegia

Punkt widokowy Dalsnibba – jedziemy!

Miejsc, z których można podziwiać widoki, w Norwegii nie brakuje. Wysokie szczyty, otwarte przestrzenie, woda, góry, lasy. Dodatkowo często sama trasa w nasz punkt docelowy jest tak ciekawa i po prostu ładna, że nawet mgła na końcu drogi nie zepsuje wrażenia. Kolejny punkt widokowy, do którego Was zabieram to Dalsnibba w okolicach Geiranger. Nic tylko cieszyć swoje oczy.     Dalsnibba Punkt widokowy Dalsnibba, co zdradzę Wam już na samym początku, to moim zdaniem jedna z ciekawszych platform widokowych w Norwegii. Znajduje się na szczycie góry Dalsnibba, która mierzy 1495 m n.p.m. tuż przy jednej z ciekawszych tras, czyli drodze numer 63. Obecna platforma widokowa to dość świeża sprawa. Jej oficjalne otwarcie miało miejsce w sierpniu 2016 roku. Punkt widokowy jest częściowo przeszklony, a momentami stoimy na metalowej siatce 500 metrów nad ziemią. Oficjalna nazwa platformy to „Geiranger Skywalk”, ale wszyscy i tak nazywają to po prostu Dalsnibba. Sam pomysł na wybudowanie drogi w tym miejscu powstał już w 1857 rok. Już wtedy zdawano sobie sprawę, jak ważna jest dla Norwegii turystyka. Ostatecznie budowa drogi rozpoczęła się w 1937, budowały ją m.in. osoby, które wcześniej były zaangażowane w budowę Drogi Trolli. Po długich latach ciężkiej pracy przerwanej II Wojną Światową, 18 lipca 1948r. oficjalnie otwarto naprawdę niezwykłą, jak na tamte czasy, trasę. Do dzisiaj trasa była wielokrotnie już modernizowana, ale mimo upływu lat, niezmiennie zachwyca kolejne pokolenia. A za mną ściana śniegu w czerwcu.       Droga do Dalsnibba Zaczynając naszą wycieczkę, w sezonie letnim, od strony Geiranger (około 30 minut jazdy samochodem) mijamy najpierw zielone tereny, wjeżdżając coraz wyżej w coraz bardziej surowe krajobrazy, a od wysokości około 1000 m n.p.m. zaczyna się obszar, w którym śnieg leży prawie przez cały rok.     A tak było na początku trasy:     Co jakiś czas będziecie mijać takie drewniane „chatki”. Są to tzw. „myldehus” miejsca, w których przechowywano specjalną ziemię, którą wykorzystywano do wiosennego czyszczenia dróg. Były w użyciu jeszcze do 1960 roku.     Przejażdżka tą trasą to już fajna atrakcja sama w sobie. Na samym szczycie znajduje się spory parking, ławeczki. Znajduje się tutaj również sklep z pamiątkami, którego budynek naprawdę współgra z otaczającym krajobrazem. Lubię to, że punkty widokowe w Norwegii są zazwyczaj bardzo dobrze wkomponowane w otoczenie, zarówno kolorystycznie, jak i pod względem projektu.     Informacje praktyczne: 🔹 Za wjazd na ostatni odcinek drogi należy dokonać opłaty, która w 2019 roku wynosi 150 nok. Przed wyjazdem sprawdź, czy punkt jest otwarty (zazwyczaj wjazd możliwy jest w godzinach 5- 21). W sezonie zimowym droga jest zamknięta. 🔹 Zachowaj ostrożność na stromych podjazdach, zwłaszcza w czasie deszczu. 🔸 Toalety znajdują się w budynku sklepu. 🔹 Do Dalsnibba dojedziemy bez problemu również autobusami z Geiranger. Koszt w zależności od oferty od około 300 nok.   Życzę Wam pięknej pogody na szczycie! Sylwia. Inne ciekawe miejsca w okolicach Geiranger >>>  

Artykuł Punkt widokowy Dalsnibba – jedziemy! pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Marchewkowa Skandynawia

Ales Stenar jedna z najbardziej tajemniczych atrakcji Szwecji

Kiedy o godzinie 6:00 z małym hakiem zjechaliśmy z promu w Ystad postanowiliśmy pojechać wzdłuż wybrzeża, aby poszukać jakiegoś urokliwego miejsca na śniadanie, a także aby przeczekać do otwarcia muzeów w Ystad. Daleko szukać nie musieliśmy. Jadąc na wschód od miasta portowego (około 16 kilometrów) odnaleźliśmy szwedzką wersję Stonehege – Ales Stenar.  Kåseberga, tak nazywa […]

Trolltunga

Kald som is... Zimno w norweskich wyrażeniach

Po burzach odrobinę u nas chłodniej, ale kto wie, co przyniosą kolejne dni? Na wszelki wypadek warto trenować wyobraźnię i myśleć o przyjemnie chłodnych rzeczach... W dzisiejszym poście uzupełnienie listy sprzed tygodnia – norweskie zwroty o temperaturze, tym razem ze słowem kald. :)å bli møtt med kulde«spotkać się z chłodem»spotkać się z chłodnym przyjęciemHelseministeren ble møtt med kulde og kritikk etter at sykehuset ble lagt ned.å få kalde føtter«dostać zimnych stóp»spanikować, przestraszyć

Szwedzka półka

Marta Biernat, Adam Biernat „LAPONIA. WSZYSTKIE IMIONA ŚNIEGU”

„Laponia. Wszystkie imiona śniegu” Marty Biernat ze zdjęciami Adama Biernata to druga książka autorów bloga Bite of Iceland. Pierwsza, „Rekin i baran”, traktowała o Islandii. Wraz z kolejną przenosimy się do krainy obejmującej tereny Szwecji, Norwegii, Finlandii i Rosji, by poznać jej mieszkańców – Saamów. […]

Artykuł Marta Biernat, Adam Biernat „LAPONIA. WSZYSTKIE IMIONA ŚNIEGU” pochodzi z serwisu SZWEDZKA PÓŁKA.

Norwegolożka

Skandynawia na wakacje – spotkanie autorskie

Informacja o najbliższym spotkaniu autorskim, na którym wraz z Natalią ze Szwecjobloga będziemy rozmawiać o wakacyjnej Skandynawii.

Nowa w Szwecji

Przeprowadzka Do Szwecji - Od Czego Zacząć?

Dostaję od Was wiele pytań odnośnie przeprowadzki do Szwecji. Wiem, że dużo osób pragnie rozpocząć życie w tym skandynawskim kraju, ale jest to tak wielki i znaczący krok w życiu, że większość z nich zwyczajnie gubi się w tym całym przedsięwzięciu i porzuca swój plan w przedbiegach. Dla jeszcze większej ilości ludzi Szwecja jest po prostu marzeniem, które gdzieś tam sobie dryfuje pomiędzy zdjęciami z Instagrama i wieczorami spędzonymi na oglądaniu szwedzkiej kinematografii. Jak marzenie przekształcić w rzeczywistość? Od czego zacząć? Postaram się odpowiedzieć na te wątpliwości - ale uwaga, bez lukru. Zorientuj się Szwecja to piękny kraj, a stabilne życie i wysokie, jak na polskie warunki, zarobki, przyciągają jak magnes. Na dzień dzisiejszy, liczba polskich imigrantów w Szwecji przekracza 100 tysięcy osób - oficjalnie. Ilość osób, które nie są tutaj zarejestrowane jest jednak znacznie wyższa, gdyż na podstawie unijnych przepisów o swobodnym przepływie osób, Polacy nie potrzebują żadnego pozwolenia na pobyt w Szwecji. Zgodnie z prawem UE, każdy obywatel UE, który przebywa w innym państwie UE do 3 miesięcy, nie musi tego faktu nigdzie zgłaszać. W Szwecji nie trzeba zgłaszać swojego pobytu nawet w przypadku, gdy przekroczymy czas trzech miesięcy. W praktyce więc można "siedzieć" sobie w Szwecji bez załatwiania żadnych formalności przez nieograniczoną ilość czasu. Minus tego będzie taki, że jest się wtedy poza systemem i nie można liczyć na pomoc państwa w wielu sprawach. Bez szwedzkiego numeru personalnego (odpowiednik PESEL) trudno jest też o założenie konta w banku (trudne, ale możliwe), rejestracje w różnych systemach, aplikacjach, programach lojalnościowych sklepów, etc. Generalnie - jesteście, ale nie istniejecie. Bez numeru personalnego w Szwecji - co można? - poradnik od kommers.se TEORETYCZNIE każda osoba, która MA ZAMIAR przebywać w Szwecji więcej niż rok, powinna złożyć wniosek o rejestrację w szwedzkim spisie ludności (folkbokföring), który prowadzi szwedzki odpowiednik urzędu skarbowego (Skatteverket). W praktyce jednak... Szwecja Cię nie chce ...i niestety, z tym faktem należy pogodzić się od razu. Lepiej późno niż wcale, ale szwedzkie państwo uczy się na swoich błędach i obecnie chwyta się naprawdę wielu sposobów, czasem takich na granicy prawa, aby po prostu ograniczyć napływ ludzi do Szwecji. Rejestracja w folkbokföring oznacza nierozerwalny związek państwa z mieszkańcem i nakłada na obie strony wiele przywilejów, ale i zobowiązań - to poważna sprawa. Opowieści ludzi o trudnościach związanych z rejestracją i otrzymaniem numeru personalnego mogę mnożyć i dzielić, a niektóre zyskują status niemalże "urban legend". Przeprowadzka do Szwecji "na czysto", czyli w sytuacji, gdy ktoś nie jest wysłany tu przez pracodawcę albo nie przyjeżdża "na gotowe" do rodziny, jest bardzo trudnym, ale nie niemożliwym, przedsięwzięciem. Należy wyposażyć się w ogromne pokłady wytrwałości, konsekwencji i... pokory. Dostosowanie się do szwedzkiego systemu, niezależnie od tego, co myślimy o poszczególnych jego elementach, jest kluczem do sukcesu i stabilnego życia. Nauka języka Czy szwedzki jest potrzebny do życia w Szwecji? I tak, i nie. Na początkowym etapie można poradzić sobie ze wszystkim, posiadając tylko dobrą znajomość języka angielskiego. Po angielsku można załatwić sprawy urzędowe (przynajmniej w dużej części), nie powinno być też problemu z załatwieniem sobie mieszkania. Schody zaczynają się później. Jeśli chodzi o pracę, to w dużych miastach są oczywiście korporacje, w których wystarczy znajomość angielskiego, gdyż jest to pierwszy język w wielu międzynarodowych molochach, ale w każdym innym miejscu, bez znajomości szwedzkiego jest się kandydatem rezerwowym, nawet jeśli ma się większe kompetencje niż konkurenci. W codziennym życiu nieznajomość szwedzkiego zaczyna utrudniać funkcjonowanie bardzo szybko - dociera do nas, że stajemy się ofiarami nieoczywistej, ukrytej, bardzo dyplomatycznej szwedzkiej dyskryminacji. Ponadto, nieznajomość szwedzkiego utrudnia kontakty prywatne ze Szwedami, którzy oczywiście znają angielski, ale jeśli będą mieli wybór, wybiorą rozmowę z osobą znającą szwedzki. Państwo szwedzkie zapewnia bezpłatną naukę języka wszystkim imigrantom. Haczyk jednak polega na tym, że do zdania egzaminów na kursach SFI (svenska för invandrare) potrzebny jest... szwedzki numer personalny. Rozpoczęcie SFI, według ogólnych przepisów, jest możliwe bez personnummer, jednak nie wszędzie jest to respektowane. W niektórych kommun (gminach) można uczęszczać na SFI w takiej sytuacji przez trzy miesiące - do pierwszych egzaminów. Jeśli nie zdecydujemy się na SFI, pozostaje nam nauka języka we własnym zakresie. Mieszkanie W chwili, gdy pomyśli się o przeprowadzce do Szwecji, jeszcze przed ustaleniem jej daty, należy zacząć szukać mieszkania. Takie poszukiwania niestety wyglądają zupełnie inaczej niż w Polsce. Tutaj, ze względu na panujący od wielu lat kryzys mieszkaniowy, to rentierzy, spółdzielnie i deweloperzy są górą, gdyż mieszkań zwyczajnie jest w Szwecji zbyt mało. Opcje, jakie mamy w temacie znalezienia własnego kąta to: Kupno mieszkania Jeśli tylko ma się na to pieniądze, to najlepsza opcja. Wartość nieruchomości w Szwecji obecnie rośnie, więc generalnie zakup mieszkania, zwłaszcza w stanie deweloperskim, to dobra inwestycja. Trzeba jednak pamiętać, że to w końcu Szwecja, więc nie można tak po prostu kupić sobie takiego mieszkania, jakie się chce, nawet jeśli ma się na nie pieniądze - w wielu miejscach, zwłaszcza istniejących już "komunach sąsiedzkich", kandydatura do zakupu mieszkania, nawet jeśli została zaakceptowana przez obecnego właściciela mieszkania, musi spotkać się z akceptacją potencjalnych sąsiadów. Należy więc przygotować się na mimowolne uczestnictwo w castingu, gdzie kwestiami przesądzającymi o akceptacji mogą być takie rzeczy, jak wykształcenie kandydata, rodzaj pracy, posiadana rodzina, tryb życia czy... maniery. Bardzo często zakup wolnostojącego domu jest nie tylko prostszy do zrealizowania, ale i... tańszy, więc warto rozważyć taką opcję. Najem od spółdzielni To bardzo szwedzka rzecz! Jeśli już najmuje się lokal mieszkalny, to najlepiej jest go nająć od spółdzielni, która podlega pod obowiązujące w Szwecji prawo. Takie rozwiązanie gwarantuje nam stałość umowy oraz stabilność podwyżek czynszu (są one regulowane odgórnie przez państwo). Niestety, taki rodzaj najmu to rzecz niemalże niewykonalna dla osoby przyjezdnej. Dlaczego? Wyobraźcie sobie, że Szwedzi stoją w kolejkach do mieszkań i mało tego - zbierają za to punkty! Im dłużej się stoi, tym więcej punktów się ma. Przykładowo, w Malmö kilka spółdzielni połączyło się w "konsorcjum kolejkowe", do którego jest jedna kolejka, a "stanie" w niej kosztuje 350 koron rocznie. Obecnie w tej kolejce czeka już prawie... 100 tysięcy osób, a MINIMALNY czas oczekiwania na mieszkanie to 6 lat (oficjalnie, czyli to raczej nieprawda). Dobra wiadomość, jest taka, że są również spółdzielnie, w których kolejki nie obowiązują, jednak w takim przypadku należy przygotować się na bardzo rygorystyczny casting. Zwykle kryteria, które obowiązują w spółdzielniach to: brak długów i problemów finansowych w historii, niekaralność, brak częstych zmian miejsca zamieszkania w historii oraz pensja przekraczająca co najmniej trzy razy kwotę czynszu. Jak widać - do najmu mieszkania tą drogą należy mieć w Szwecji historię, dlatego jest to opcja nieosiągalna dla "świeżaków". Najem od "prywaciarza" Czyli najem mieszkania od właściciela, ale niekoniecznie, bo w Szwecji zdarza się najem z drugiej, a nawet trzeciej ręki. Jest to rozwiązanie, które powinno być osiągalne dla świeżo przyjezdnych, ale jest dość ryzykowne, zwłaszcza w dużych miastach. Taka umowa najmu jest mocno niestabilna, a więc grożą nam nieregulowane podwyżki czynszu oraz wypowiedzenie umowy w każdej chwili - niektórzy nazywają to "życiem na walizkach", a sztokholmscy rekordziści przeprowadzają się nawet kilkanaście razy w ciągu roku! Należy również pamiętać o tym, że właściciel mieszkania często zobowiązany jest przedłożyć kandydaturę najemców pod rozpatrzenie przez sąsiadów i niekiedy możemy spotkać się dziwnymi obostrzeniami w umowie, na przykład zakazem nocowania osób trzecich. Jak znaleźć mieszkanie u "prywaciarza"? Zupełnie odwrotnie niż w Polsce - pozwól, aby właściciel mieszkania znalazł Ciebie! Brzmi dziwacznie, ale ze względu na realia rynku, w Szwecji to nie właściciele lokali na wynajem muszą się reklamować, ale właśnie kandydaci do najmu. Najwięcej ogłoszeń obu stron znajduje się na blocket.se oraz na Facebooku. Gdy masz już adres... ...jesteś w domu! No, przynajmniej jedną nogą. Posiadanie adresu w Szwecji otwiera bardzo wiele drzwi: możesz podpisać chociażby umowę o pracę i masz adres korespondencyjny. Obowiązek meldunkowy w Szwecji jest bardzo żywy i surowo przestrzegany. Jest jeszcze jeden plus posiadania adresu w Szwecji i jest to szczególnie istotne dla rodziców - można wtedy zapisać swoje dziecko do szkoły czy przedszkola. Według szwedzkiego prawa KAŻDE dziecko mieszkające w Szwecji ma prawo do edukacji i nie jest potrzebny do tego numer personalny. W celu zapisania dziecka do przedszkola/szkoły, należy złożyć wniosek w "kommun" (gminie lub mieście), w którym dziecko ma adres zamieszkania. Dzieciom, które nie mają numeru personalnego, kommun nadaje numery wewnętrzne, jednak nie mają one mocy stałego numeru. Czas oczekiwania na przydział do szkoły i przedszkola to nawet kilka miesięcy, więc należy wziąć to pod uwagę przy planowaniu przeprowadzki. Praca Najlepiej jednocześnie podczas poszukiwań mieszkania, rozpocząć poszukiwanie pracy. Jasne, że jest to trudne do skoordynowania, ale "wyjdzie w praniu" to w tej kwestii najlepsze podejście, które gorąco polecam. Poszukiwanie pracy w Szwecji to ogromny temat na osobny post, gdyż również wygląda to dosyć specyficznie. Nie dość, że Szwedzi mają tendencję do nieodpowiadania na maile, to jeszcze jako Polacy padamy przy tym wszystkim ofiarą ukrytej szwedzkiej ksenofobii. Nie ma jednego dobrego sposobu na znalezienie pracy, gdyż zależy to w ogromnej mierze od naszej branży i... ambicji. A zapewniam Was, że im dłużej się szuka, tym bardziej ambicje się obniżają. Ale dawka pokory jest tutaj wskazana, gdyż praca poniżej kompetencji to całkiem niezły pomysł na start w Szwecji. Dlaczego? Ma to bezpośredni związek z... Personnummer ...czyli numer personalny, to przepustka do szwedzkiego systemu. Tym razem skupmy się jednak na tym, jak go otrzymać. Otóż najprostsza droga ku temu, to... Stała praca. Umowa o pracę powinna być zawarta na co najmniej rok, a godzin pracy w tygodniu musi być na tyle dużo, by uniemożliwiało to zamieszkanie w innym państwie (bo musimy udowodnić, że mamy zamiar mieszkać w Szwecji co najmniej rok). Taka standardowa szwedzka umowa z 6-miesięcznym okresem próbnym, którego upłynięcie automatycznie przeradza naszą umowę próbną w umowę stałą, też jest akceptowana. To sposób, który działa niemalże w 100%, dlatego jeżeli nie możecie znaleźć swojej wymarzonej pracy, to naprawdę warto rozważyć zatrudnienie w... mniej wymarzonej pracy, ale na odpowiedniej umowie. Drugi w miarę pewny sposób na otrzymanie personnummer to studia, ale musi być to program co najmniej 2-letni. Wniosek o numer możemy złożyć dopiero po rozpoczęciu studiowania, należy też udowodnić, że ma się gdzie mieszkać oraz podpisać oświadczenie o tym, że posiada się środki na utrzymanie w czasie studiów. Innymi opcjami, ale już mniej skutecznymi i wymagającymi ciągnącego się postępowania dowodowego, są: założenie działalności lub spółki z siedzibą w Szwecji (co też nie jest prostą sprawą bez numeru), posiadanie dostatecznej ilości pieniędzy na utrzymanie się przez co najmniej rok w Szwecji (odpowiednik mniej więcej 100 tysięcy złotych) lub udowodnienie, że jesteśmy utrzymywani przez osobę trzecią. Nie słyszałam jednak, aby komuś udało się ostatnio otrzymać numer personalny na podstawie posiadanego majątku, więc jeśli się to zdarza, to raczej rzadko. UWAGA: Restrykcje oraz podejście urzędów do wydawania personnummer, zmieniło się znacząco w ciągu ostatnich dwóch lat. Obecnie otrzymanie numeru personalnego jest zdecydowanie trudniejsze, niż jeszcze kilka lat temu. Uważajcie więc na opowieści osób, które otrzymały swoje numery kilka lat temu i dawniej - ich doświadczenia są zwykle niewspółmierne z obecnymi realiami. Kolejną istotną rzeczą jest to, że nie ma już możliwości otrzymania numeru od Skatteverket drogą "na sambo" - fakt posiadania partnera czy nawet współmałżonka ze szwedzkim obywatelstwem nie uprawnia do otrzymania personnummer, jeśli nie mieszkało się wcześniej razem za granicą. Jeśli chce się uzyskać numer, opierając się wyłącznie na fakcie posiadania szwedzkiego partnera, należy zgłosić się do szwedzkiego urzędu migracyjnego (Migrationsverket). Trzeba jednak liczyć się z horrendalnie długim czasem oczekiwania na decyzję urzędu - postępowanie na pewno będzie trwało znacznie więcej niż rok, gdyż urząd ten odkłada sprawy mniej pilne od spraw uchodźców czy azylantów na sam koniec kolejki. Tutaj możecie sprawdzić czasy oczekiwania w Migrationsverket. Samordningsnummer Numer koordynacyjny, porządkowy, który jest numerem tymczasowym, można otrzymać, jeśli nie spełnia się kryteriów do otrzymania numeru personalnego, ale ma się w Szwecji sprawy, z których trzeba rozliczyć się z państwem - praca tymczasowa, zlecenia, dzieła, kupno czy sprzedaż ruchomości i nieruchomości w Szwecji. O taki numer należy wystąpić samemu do Skatteverket i podać podstawę do jego nadania. W przypadku, gdy ktoś chce mieć w Szwecji status osoby poszukującej pracy, należy zarejestrować się w szwedzkim Urzędzie Pracy (Arbetsförmedlingen), a urząd powinien sam wystąpić o taki numer dla zainteresowanego. Samordningsnummer nie ma "mocy" numeru personalnego i, o ile nie przedłużymy jego obowiązywania, wygasa po roku od jego nadania. Wytrwałości! Szwedzki "systemet" jest dosyć bezlitosny, ale sprawiedliwie bezlitosny. Niektóre zasady tu obowiązujące mogą być zupełnie nielogiczne, a czasem nawet szokujące dla przybyszów z Południa. Jeśli jednak wejdzie się w system i działa się zgodnie z zasadami, a przede wszystkim w odpowiedniej kolejności, Szwecja daje szansę na całkiem przyjemne, godne życie. Druga bardzo cenna rada ode mnie: nie bójcie się pytać i prosić o pomoc. Obsługa w szwedzkich urzędach jest bardzo miła i uczynna. Z odrobiną śmiałości i uporu, zdobędziecie wszystkie potrzebne informacje. Informacje Skatteverket o przeprowadzce do Szwecji (po angielsku) Arbetsförmedlingen - szwedzki Urząd Pracy Verksamt.se - szwedzki portal dla przedsiębiorców Blocket.se - największa szwedzka tablica ogłoszeń Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz, ale na moich zasadach. -- Szwecja Ogrom rzeczy, które trzeba ogarnąć przy procesie przeprowadzki niestety nie pozwala na szczegółowe opisanie go w jednym poście. Wiem, że wiele osób szuka takich informacji, wiec postów z tej serii będzie na pewno więcej. Staram się podawać informacje istotne w przystępny sposób, ale bądźcie uważni - nie dość, że każdy przypadek jest inny, to przepisy się zmieniają, więc wszystko zawsze sprawdzajcie na własną rękę! Życzę Wam, aby marzenia stały się celami oraz trzymam kciuki za Waszą wytrwałość i konsekwencję w dążeniu do tych celów! Anka Zobacz również: Praca w Szwecji - Poradnik dla Szukających

poFIKAsz?

Midsommar, czyli szwedzkie powitanie wakacji

Midsommar dla wielu Szwedów oznacza początek długo wyczekiwanych wakacji. Jest świętem ruchomym, które obchodzi się zawsze w piątek między 19 a 25 czerwca. Czym dokładnie jest Midsommar i skąd wzięły się zwyczaje związane z tymContinue reading

Artykuł Midsommar, czyli szwedzkie powitanie wakacji pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Nowa w Szwecji

Praca w Szwecji - Poradnik dla Szukających

Nowy kraj - nowe możliwości. To prawda. O ile niektórym znalezienie pracy w Szwecji przychodzi bezczelnie łatwo, o tyle inni miesiącami, a czasem latami poszukują zatrudnienia. Z czego to wynika? Warto sprawdzić jakie są najczęściej popełnianie błędy i jak w Szwecji szukać pracy, aby ją znaleźć. Oto krótki przewodnik dla wszystkich poszukujących. Zacznijmy od podstaw: rynek pracy na terenie Unii Europejskiej jest otwarty, a to oznacza, że obywatele UE nie potrzebują żadnych zezwoleń na legalną pracę w Szwecji. Umowę o pracę można podpisać z pracodawcą od ręki. Fakt ten należy jednak zgłosić do Urzędu Podatkowego (Skatteverket), który nada wtedy pracownikowi tymczasowy numer identyfikacji podatkowej (samordningsnummer). Specjaliści poszukiwani Jeśli jesteś specjalistą w jakiejś dziedzinie i dobrze znasz język angielski, to prawdopodobnie pracę znajdziesz dość szybko. Jeśli dodatkowo znasz szwedzki, a Twoje umiejętności są uniwersalne albo dostosowane do szwedzkich wymogów, to Twoje szanse wzrastają jeszcze bardziej. Szwecja potrzebuje specjalistów - inżynierzy, konstruktorzy, budowlańcy (operatorzy maszyn budowlanych, murarze, spawacze, betoniarze, cieśle, malarze, zbrojarze, asfalciarze, ślusarze), elektrycy, architekci oraz specjaliści od IT to w tej chwili top poszukiwanych pracowników. Duży popyt jest też na pracowników ochrony zdrowia, lekarzy specjalistów czy pielęgniarzy. Są to zawody, w których przydatna, a czasem konieczna jest znajomość języka szwedzkiego, szwedzkich standardów, dodatkowa nauka czy nostryfikacja dyplomów, więc w przeciwieństwie do pozostałych powyższych, trudniej dostać taką pracę od ręki. Ze względu jednak na pogłębiające się braki w personelu medycznym, jest to coraz łatwiejsze. Dość duży jest również popyt na niewykwalifikowany personel - osoby sprzątające czy pomocników do prac fizycznych: przy budowach, w magazynach etc. W najgorszej sytuacji są niestety osoby po zagranicznych studiach humanistycznych, które nie mają konkretnej specjalizacji, a nie chcą wykonywać pracy poniżej swoich kwalifikacji - dla takich osób optymalnym wyjściem jest na przykład założenie własnej działalności gospodarczej lub rozpoczęcie specjalistycznych studiów na szwedzkiej uczelni. Praca fizyczna, praca umysłowa "Idź pracować jako sprzątaczka, tak jak inne Polki" - to autentyczny tekst urzędniczki do pewnej dziewczyny, która starała się o szwedzki personnummer (szwedzki PESEL). Jest w tym dużo prawdy - trudno mówić o statystykach, ale naprawdę ogromna część Polek pracuje w Szwecji jako sprzątaczki, mężczyźni zaś najczęściej wykonują prace remontowo-budowlane. Trudno jest to oceniać w jakikolwiek sposób, niemniej należy pamiętać o jednym: legalna praca w Szwecji u uczciwego pracodawcy, jakakolwiek by nie była, po prostu opłaca się pod względem finansowym. W Szwecji nie ma dużego rozstrzału w wysokości wynagrodzeń i pełnoetatowa sprzątaczka jest w stanie bez problemu utrzymać się w tym kraju ze swojej pensji. Jeśli nie możecie znaleźć wymarzonej pracy w swoim zawodzie, naprawdę warto na początek pomyśleć o prostej, fizycznej pracy, która pozwoli zarobić pieniądze, zdobyć doświadczenie w szwedzkich realiach, a przede wszystkim - wejść na szwedzki rynek pracy. W dużych miastach jest łatwiej Trzy największe szwedzkie miasta to Sztokholm, Göteborg i Malmö. Oczywistym jest, że duże miasta mają większy rynek pracy, a więc teoretycznie ofert pracy również jest więcej, są one bardziej zróżnicowane i pracę można znaleźć w nich szybciej. W dużych miastach są też siedziby międzynarodowych firm, w których językiem korporacyjnym jest angielski, a więc jest to dobra opcja dla osób nieznających języka szwedzkiego. Istnieją firmy, w których znajomość szwedzkiego zupełnie nie ma znaczenia, należy jednak pamiętać, że w większości firm, nawet jeśli do pracy wymagana jest wyłącznie znajomość angielskiego, znajomość szwedzkiego jest mile widziana i zdecydowanie ułatwia funkcjonowanie w pracy. Szwedzki się przydaje O ile szwedzki może faktycznie nie przydawać się w pracy, to jednak jest on zdecydowanie przydatny w kontekście społecznym. W większości dużych firm język angielski jest oczywistością i o ile oficjalne zebrania czy dokumentacja mogą być prowadzone po angielsku, o tyle praca wśród Szwedów bez chociażby podstawowej znajomości szwedzkiego, może być uciążliwa. Szwedzi doskonale znają angielski, niemniej generalnie, jeśli mają do wyboru towarzyską rozmowę po angielsku i po szwedzku, to oczywistością jest, że chętniej będą rozmawiać po szwedzku. Wiele osób skarży się, że pomimo tego, że korporacyjnym językiem w ich pracy jest angielski, czują się wykluczone społecznie w środowisku współpracowników, nie znając szwedzkiego. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w małych miastach i miasteczkach oraz mniejszych firmach - tam najczęściej niestety wszystkie CV napisane po angielsku trafiają od razu do kosza, a do większości posad wymagana jest dobra znajomość szwedzkiego. Gdzie szukać Wykształceni specjaliści, menadżerzy i ludzie zainteresowani wyższymi stanowiskami w większych firmach oraz korporacjach, mogą w zasadzie ograniczyć się do poszukiwania pracy na LinkedIn. Platforma ta pozwala na bardzo szczegółowe wyszukiwanie ofert pracy zgodnych z umiejętnościami, wykształceniem i preferencjami. Należy jednak zadbać o swój linkedinowy profil, który powinien być w języku angielskim, a najlepiej w dwóch wersjach językowych: angielskiej i szwedzkiej. Drugą i najpopularniejszą w Szwecji platformą do szukania pracy jest portal szwedzkiego Urzędu Pracy, Arbetsförmedlingen. Znajdziecie tam pełny wachlarz ofert pracy - od prac fizycznych niewymagających doświadczenia i wykształcenia, aż po mocno specyfikowane oferty, które pojawiają się też na LinkedIn. Należy jednak mieć na uwadze, że część ofert pracy, które pojawiają się na stronach Arbetsförmedlingen, wisi na nich wyłącznie dlatego, że... musi. Są to sytuacje, w których pracodawca z różnych względów ma prawny obowiązek opublikować ofertę pracy, mimo tego, że stanowisko jest już nieoficjalnie obsadzone. Pracę można znaleźć również na... Facebooku. Oferuje on narzędzia do zamieszczania ofert pracy i znajdziecie tam całą masę grup stworzonych do łączenia potencjalnych pracowników z pracodawcami. Podpytajcie osoby z Waszego miasta lub regionu czy znają jakieś grupy do poszukiwań pracy lub wyszukajcie je sami. Inne portale ze szwedzkimi ofertami pracy: BlocketJobb, Jobbsafari, Metrojobb, Indeed, Monster, CareerBuilder, Manpower, Academic Work. Pracy w Szwecji można szukać również na polskich portalach, np. polonia.info, pracujwunii.pl, jobs.pl, a także u sprawdzonych pośredników typu hotista.pl. Na niesprawdzonych pośredników należy jednak bardzo uważać - o tym niżej. Jak szukać "Czy te oferty są w ogóle prawdziwe?" - takie pytanie dostałam od osoby poszukującej pracy w Szwecji. Wysłała ona poprzez e-mail dziesiątki aplikacji do ofert pracy zamieszczonych na powyższych portalach i, nie dostawszy ani jednej odpowiedzi, zaczęła podejrzewać, że coś tu jest nie tak. Niestety, wszystko jest w jak najlepszym szwedzkim porządku - po prostu nie należy spodziewać się odpowiedzi od szwedzkich firm na wysłane aplikacje. O ile ktoś nie ma zamiaru zaprosić Was na rozmowę kwalifikacyjną, raczej nie odezwie się do Was, nawet z kurtuazyjnym "Dziękujemy, ale nie". Mało tego - nawet w przypadku uczestnictwa w interview, nie liczcie na zbyt wiele. Jeśli dostaniecie tę pracę, to telefon zadzwoni bardzo szybko, jeżeli zaś odpadniecie z procesu rekrutacji po rozmowie, możecie liczyć wyłącznie na krótkiego maila i to zwykle wtedy, kiedy już w ogóle zapomnieliście, że byliście w tej firmie na rozmowie. Nie raz słyszałam z pierwszej ręki opowieści stażystów w działach rekrutacji, którym kazano z góry odrzucać aplikacje osób niespełniających konkretnych wymagań, np. skończenia konkretnej szkoły, bycia w określonym wieku, czy nawet... konkretnego pochodzenia. Musicie więc liczyć się z tym, że Wasze bogate CV i wartościowe listy motywacyjne w niektórych firmach trafiają do przysłowiowego kosza tylko dlatego, że Wasze nazwisko nie kończy się na "sson". Jest na to jednak pewien sposób - dać się poznać, nie być anonimowym, wyróżnić się z tłumu. Tak więc obowiązkowym elementem każdej złożonej aplikacji powinien być... wykonany telefon do firmy, do której właśnie wysłaliście CV. Wiem, że trudno jest się przełamać, ale to naprawdę działa. Dzwoniąc, musicie pokazać się od najlepszej strony, wykazać zainteresowanie posadą i dać rekruterom coś, co spowoduje, że zostaniecie zapamiętani, a Wasze CV wyląduje na biurku HR-owca. Networking Tak jak wszędzie, w Szwecji łatwiej jest zdobyć pracę, gdy ma się "znajomości". Polskie "plecy" jednak noszą oficjalnie dumną nazwę "networkingu" - jest to budowanie sieci kontaktów i wyłapywanie z niej tych powiązań, które mogą przysłużyć się rozwojowi naszej kariery. W Szwecji, w której środowiska są wyjątkowo hermetyczne, networking ma podwójną wartość. Działania networkingowe możemy rozpocząć już online przez nawiązywanie kontaktów na LinkedIn czy Facebooku. Warto wyszukiwać branżowe eventy, wkręcić się w środowisko startupowe w swoim mieście, chodzić na imprezy i prelekcje. Networking ma jeden ogromny plus - wystarczy zacząć, efekty przychodzą same! Interview i referencje Jeśli chodzi o rozmowy kwalifikacyjne, to ich zasady oraz przebieg są podobne do tych odbywanych w Polsce. Pamiętajcie o tym, że macie prawa takie jak wszyscy w Szwecji i nie pozwólcie, aby ktoś naginał reguły tylko dlatego, że jesteście obcokrajowcami (a to zdarza się dość często). Dajcie po sobie poznać, że znacie zasady i wiecie, co robicie. W naprawdę dużych firmach proces rekrutacji jest bardzo długi i składa się z kilku poziomów, m. in.: wstępne interview, różnego rodzaju testy, spotkania ze współpracownikami, badania krwi, a także to, co Szwedzi bardzo lubią: zbieranie referencji. Referencje to bardzo ważna rzecz dla szwedzkich pracodawców. To absolutny standard, że już w CV lub liście motywacyjnym wskazuje się osobę, z którą potencjalny pracodawca może skontaktować się telefonicznie, aby uzyskać referencje na temat potencjalnego pracownika. Zwykle taką "osobą od referencji" są koledzy z poprzedniej/aktualnej pracy. Jeśli mamy dobre kontakty z byłym szefem, może być to również on/ona, jednak w dużych firmach rzadko szefowie zgadzają się na bycie referensperson dla byłych/aktualnych pracowników, gdyż może być to pojmowane jako działanie na szkodę firmy. Tak więc przed złożeniem aplikacji, warto wcześniej porozmawiać z osobami, które miałyby być osobami kontaktowymi dla naszego potencjalnego pracodawcy i zamieścić ich dane w aplikacji. Nie daj się oszukać Podobnie jak w Polsce, również w Szwecji zdarzają się nieuczciwi pracodawcy, a więc przed przyjęciem pracy należy dokładnie sprawdzić z kim mamy do czynienia oraz przeanalizować warunki, jakie nam proponuje. W Szwecji prawie wszystkie informacje o osobach fizycznych i firmach są jawne, więc wiarygodność pracodawcy warto sprawdzić wyszukując go w jednej z wyszukiwarek, na przykład allabolag.se. Szwedzkie prawo pracy wyjątkowo skutecznie chroni pracowników, jednak należy pamiętać, że wyłącznie umowa o pracę (anställningsavtal albo arbetsavtal) gwarantuje nam stałość zatrudnienia, pensji, urlopu oraz innych korzyści wynikających ze stosunku pracy i należy pilnować, aby w umowie było to wyraźnie zaznaczone. W Szwecji nie ma pojęcia płacy minimalnej, a więc teoretycznie pracodawca ma prawo nas zatrudnić za 1 SEK/godzinę, jeśli wyrazimy na to zgodę. Skandynawskie kraje określiły jednak gwarantowany poziom dochodu dla każdego obywatela. Można tę kwotę utożsamiać z minimalnym zasiłkiem dla osób bezrobotnych, a więc jeśli ktoś oferuje nam pracę z pensją poniżej kwoty zasiłku, który byśmy dostawali jako bezrobotni, to raczej nie jest to dobra oferta pracy. Często pracownicy mniej wykwalifikowani czy sezonowi znajdują pracę poprzez pośredników - w takich sytuacjach należy być wyjątkowo czujnym, gdyż często pośrednicy okazują się nieuczciwi i wykorzystują niewiedzę kandydatów i ich nieznajomość szwedzkiego rynku pracy oraz prawa. Wiadomo, że szwedzkie zarobki, nawet jeśli niskie, są i tak kuszące, jednak oferty pracy za mniej niż 120 SEK brutto na godzinę to zwyczajne naciągactwo (to kwota, jaką zarabia początkująca sprzątaczka w kiepskiej szwedzkiej firmie). Warto też pamiętać o podatku dochodowym, który w Szwecji naprawdę robi różnicę - to aż 32% wypłaty. Łatwo policzyć, że 120 SEK brutto to tak naprawdę niecałe 82 SEK netto (na rękę). Związki zawodowe Związki zawodowe (fackföreningar, w skrócie facket) to temat bardzo żywy w Szwecji i jeśli pracujemy w jakimś konkretnym zawodzie, to warto znaleźć odpowiedni związek zawodowy i wstąpić w jego szeregi. Za niewielką opłatą zyskujemy wsparcie w ewentualnych sporach z pracodawcą, niektóre związki oferują również dopłaty do zasiłku w przypadku utraty pracy. Jeśli chodzi o pracodawców, to naprawdę warto znaleźć zatrudnienie u takiego, który ma podpisaną umowę kolektywną (kollektivavtal) ze związkami zawodowymi. Umowa ta gwarantuje pracownikom stałość pensji, urlopów oraz w ogóle zatrudnienia, a także najwyższą ochronę w przypadku nagięcia warunków umowy przez pracodawcę. Jeśli potencjalny pracodawca ma podpisaną kollektivavtal, to na pewno trzeba umieścić go na samym szczycie swojej listy. Więcej o związkach zawodowych dowiecie się na przykład ze strony fackforbund.com. Wypłaty Wypłaty zwykle wpływają na konto pracownika w 25. dniu każdego miesiąca. Należy uważać na zapisy w umowie, gdyż najczęściej jest to pensja za poprzedni miesiąc kalendarzowy. Czyli na przykład, jeśli zaczynamy pracę 2 stycznia 2019 roku, to pierwszą wypłatę (tę za styczeń) dostaniemy dopiero 25 lutego 2019 roku. Szwedzkie firmy nie wypłacają wynagrodzeń w gotówce. W przypadku osób, które nie mają konta w szwedzkim banku, najpopularniejszą opcją jest wypłata w formie... czeku, który możemy zrealizować w banku. Niektórzy pracodawcy dopuszczają też wypłacanie pensji na konto innej osoby, o ile wyrazimy taką prośbę albo zgodę na piśmie. Wiem jednak z doświadczenia, że realizacja czeku nie jest prostą sprawą, więc jak tylko zdobędziemy umowę o pracę, lepiej od razu wybrać się z nią do banku i założyć konto. Każdy obywatel Unii Europejskiej może założyć konto w szwedzkim banku na podstawie prawa o depozycie bankowym (lag (1995:1571) om insättningsgaranti 11§d). Na koniec najbardziej interesująca kwestia! Ile będę zarabiać? Według oficjalnych statystyk SCB (Statistiska centralbyrån, czyli Szwedzkie Biuro Statystyczne), średnia pensja w 2017 roku to 33 700 SEK brutto. Najpopularniejsza stopa podatku dochodowego w Szwecji to 32%, a więc przy średniej pensji dostaje się 22 916 SEK netto miesięcznie. Po przeliczeniu to około 9 120 PLN na rękę. Ale przeliczać nie należy, gdyż koszty życia w Szwecji są nieco wyższe niż w Polsce (zasadniczo jednak, nie o tyle wyższe, co wypłaty). W Szwecji nie ma też tak dużego rozstrzału w wysokościach pensji, a dodając do tego obowiązujący minimalny dochód, również sprzątaczka czy magazynier mają pensję, która pozwala na swobodne związanie końca z końcem co miesiąc, a nawet zaoszczędzenie pieniędzy na wakacje. Orientacyjne średnie pensje (SEK brutto/miesiąc): Szefowie wyższego szczebla w finansach - 124k Lekarze specjaliści - 78k Szefowie wyższego szczebla w IT - 66k Adwokaci - 51k Backend/frontend deweloperzy - 40k Inżynierzy - 30k - 40k Elektrycy - 25k Stolarze - 24k Kasjerzy - 23k Sprzątający - 23k Kelnerzy - 21k Więcej oficjalnych statystyk na temat średnich pensji w Szwecji znajdziecie tutaj: SCB Medellöner i Sverige Lönestatistik.se Planujesz pracować w Szwecji? Zerknij tutaj: Przeprowadzka Do Szwecji - Od Czego Zacząć?

Trolltunga

Ciepło, ciepło, gorąco... Wysokie temperatury w norweskich wyrażeniach

Ciepło, ciepło, coraz cieplej... Lato w tym roku naprawdę ruszyło z kopyta. I jak tu w takich temperaturach się uczyć? Najlepiej przez zabawę – a do tego świetnie nadają się idiomy i inne utarte wyrażenia, tym razem z ciepłem i gorącem w roli głównej. Lykke til! :)en varm potet«gorący ziemniak»niewygodna sprawa, której się unikaDebatten om hvordan byen skal utvikles er stadig en varm potet.en varm krig«gorąca wojna»zadeklarowany, zbrojny konfliktNå er det mulig at den kalde krigen mot Iran til

Norwegolożka

Nie ucz się norweskiego z bajek dla dzieci

Dlaczego nie warto uczyć się norweskiego z materiałów dla dzieci?

SKANDIS

Tkaniny z Överhogdal – Ragnarök, motywy z sag, a może biblijna apokalipsa z runicznym dodatkiem?

O tkaninach z Bayeux, przestawiających na niemal 70 metrach sceny podboju Anglii przez Wilhelma Zdobywcę słyszał chyba każdy. W Skandynawii zachowały się może mniej spektakularne, ale równie ciekawe wytwory dawnego rękodzieła. W dzisiejszym wpisie chciałam Wam przybliżyć pięć tkanin odnalezionych w kościele Överhogdal w Härjedalen w regionie Jämtland.  Tereny te do 1645 roku należały do... Czytaj dalej →

Gazela w Laponii

Światowy Dzień Środowiska- 3 RADY!

poFIKAsz?

Brzmią podobnie a znaczą coś innego – szwedzkie homofony

Brzmią podobnie a czasem identycznie, ale znaczą coś zupełnie innego. Szwedzkie homofony to częsta pułapka początkujących. Poznaj podobnie brzmiące słówka szwedzkie! Szwedzkie homofony, czy też słówka do siebie podobne, sprawiają sporo kłopotów. Jest wiele szwedzkichContinue reading

Artykuł Brzmią podobnie a znaczą coś innego – szwedzkie homofony pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

poFIKAsz?

Święto Narodowe Szwecji. Sveriges nationaldag.

6 czerwca to Sveriges nationaldag, czyli Święto Narodowe Szwecji. Dla Szwedów jest odpowiednikiem naszego Dnia Niepodległości. Niegdyś 6 czerwca nazywany był Dniem Flagi (svenska flaggans dag). Świętuje się wówczas dwa historyczne wydarzenia: wybór Gustawa WazyContinue reading

Artykuł Święto Narodowe Szwecji. Sveriges nationaldag. pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Nowa w Szwecji

Karlskrona - Szwecja w pigułce

Karlskrona, Karlshamn, Karlstad, Kristianstad - też Wam się trochę myli? Karlskrona (wym. "karlskruna"!) to miasto na południowym brzegu regionu Blekinge, położone na 33 wyspach. Zostało założone w 1680 roku, gdy przeniesiono tam siedzibę Szwedzkiej Królewskiej Marynarki. Jego nazwa to połączenie imienia ówczesnego króla, Karola XI oraz szwedzkiego słowa krona, czyli "korona". "Korona Karola" - teraz lepiej? ;) Główna z wysp miasta to Trossö - tam położone jest centrum. Inne popularne i zamieszkałe wysepki to Saltö, Sturkö, Hästö, Långö i Aspö. Skąd te nazwy? En ö to po szwedzku "wyspa", zaś wszystko przed literką ö to rzecz, która w jakiś sposób charakteryzuje wyspę, na przykład tross to cuma, häst to koń, lång to długi, a asp to rodzaj karpia. Inne dzielnice miasta mają nazwy zakończone na holmen (np. Ekholmen, Pottholmen, Lindholmen). Holmen to po szwedzku "wysepka", czyli mamy kolejno wysepkę dębową (ek), garnkową (pott) czy lipową (lind). Malutka wysepka Stumholmen, położona na wschód od centrum, była dawniej własnością Marynarki Wojennej, a teraz znajduje się tam Muzeum Marynarki Wojennej - Marinmuseum. Jest to obowiązkowe miejsce do zwiedzenia podczas wizyty w Karlskronie. Muzeum zostało otwarte w 1997 roku. Jedną z jego największych atrakcji jest tunel biegnący pod wodą, do którego schodzi się krętymi schodami. Przez szyby osadzone w ścianach tunelu można z bliska podziwiać wrak żaglowca leżącego na dnie morza od ponad 300 lat. Mi osobiście najbardziej podobała się wycieczka po wnętrzu ogromnej łodzi podwodnej HSwMS Neptun. Ciemnie otoczenie niemalże 50-metrowej łodzi robi podobne wrażenie autentyczności, jak malutkie kajuty w środku czy skomplikowane wnętrzności starej maszynowni. Marinmuseum to nie lada gratka dla wszystkich, niezależnie od wieku i zainteresowań - dobrze bawić będą się nawet najmłodsi. Samo centrum Karlskrony nie rzuca na kolana - jest tam kilka naprawdę ładnych kościołów i urokliwy plac na wzniesieniu. Uroku miastu zdecydowanie dodaje ukształtowanie terenu - Karlskrona jest dość górzysta i podejścia mogą być naprawdę strome, więc spacer po mieście jest naprawdę wymagający. Zdecydowanie warto skupić się na wybrzeżu, gdyż Karlskrona oferuje nam przepiękne morskie krajobrazy, z wyspami o kamienistych wybrzeżach, osadzonymi wśród niebieskich wód Bałtyku. Na zachód od starego miasta jest druga główna atrakcja turystyczna Karlskrony - Björkholmen, czyli brzozowa wysepka. Ta dzielnica to jedno z najbardziej "instagramowych" miejsc Szwecji! Urocze, drewniane, niezwykle kolorowe domki ciągną się szeregami wzdłuż krótkich uliczek. To idealne miejsce dla osób, które nie mają czasu na dłuższe zwiedzanie kraju - Björkholmen to Szwecja w pigułce i to naprawdę w dużej dawce! Karlskrona leży tuż przy autostradzie E22 z Kalmaru do Malmö i dojazd do miasta jest bardzo przyjemny, a co ważniejsze, widowiskowy. Niestety, w pobliżu nie ma żadnego dużego lotniska - najbliższą opcją jest lotnisko Malmö Sturup, jednak w tym przypadku musimy liczyć się z co najmniej 2,5-godzinną podróżą autem do Karlskrony albo prawie 3-godzinną podróżą pociągiem z Malmö. Do Karlskrony można jednak dotrzeć drogą morską, i to prosto z Gdyni, dzięki Stena Line. Szczególnie wygodna wydaje się tu opcja nocnej podróży luksusowym statkiem Stena Spirit, który płynie 10 godzin. O 7:30 rano można rozpocząć szwedzkie zwiedzanie! Sama Karlskrona, ze względu na ukształtowanie terenu, jest miastem dość wymagającym jeśli chodzi o piesze i rowerowe wycieczki. Brakuje też w niej ścieżek rowerowych (chociaż pewnie jestem po prostu rozpieszczona przez rzeczywistość w rowerowym mieście Malmö). Wszystko to jednak nie ma znaczenia, kiedy zobaczymy przepiękne, typowo szwedzkie krajobrazy. Jeśli więc brakuje Wam Szwecji, lub chcielibyście poznać skandynawskie smaczki, Karlskrona będzie idealnym miejscem na krótki wypad.

Apetyt na Świat

Najpiękniejsze szlaki górskie w Norwegii

Dla każdego fana górskich wycieczek Norwegia jest wymarzonym miejscem. W znacznej mierze kraj pokryty jest górami, a niezliczone szlaki przecinają go z północy na południe i ze wschodu na zachód. Znajdziemy tu niemal 300 szczytów o wysokości przekraczającej 2000 metrów, […]

Artykuł Najpiękniejsze szlaki górskie w Norwegii pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Made in Sweden - 60 słów, które ukształtowały naród

Elisabeth Åsbrink dała się poznać jako autorka o niezwykle uważnym spojrzeniu, wielkiej wrażliwości, warsztatowym kunszcie i siłą do podejmowania tematów ważnych choć trudnych. Marek Beylin w "KSIĄŻKACH. Magazynie do czytania" w tekście na temat Made in Sweden, najnowszej książki autorki, napisał tak: "Zazdroszczę Szwedom, że mają Elisabeth Åsbrink. Chciałbym czytać o nas tak, jak ona pisze o nich".




Napisałam tę książkę, bo była dla mnie kojąca. Bo była niepokojąca. Bo urodziłam się w Szwecji. Bo moi rodzice nie urodzili się w Szwecji. [...] Bo jest coś takiego jak kryzys tożsamości, ale nie ma czegoś takiego jak euforia tożsamości. [...]. 
Tak we wstępie tłumaczy autorka. W jednym ze szwedzkich wywiadów poświęconych tej książce dodała kolejne wyjaśnienie. Szwedzcy Demokraci często posługują się pojęciem "szwedzkich wartości". Budzi to sprzeciw tych, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego, że istnieją natomiast wartości uniwersalne. Åsbrink uważa jednak, że jedni i drudzy są w błędzie. I to także dlatego napisała tę książkę.

Made in Sweden autorka prezentuje - tak jak głosi polski podtytuł - 60 słów, które ukształtowały naród, szwedzki naród. To słowa (powiedzenia, cytaty z dzieł literackich i filmowych, fragmenty piosenek, inskrypcje runiczne, hasła, a nawet jeden hasztag) od pierwszego wieku naszej ery (zdanie z Germanii Tacyta) po rok 2017 (#MeToo). Åsbrink pokazuje spory kawał szwedzkiej historii i tak jak w poprzedniej książce (1947. Świat zaczyna się teraz) z pojedynczych wydarzeń, pojedynczych scen i pojedynczych postaci, tworzy mozaikę, nierzadko zaskakującą. Królestwo Larsa von Triera okazuje się wyrażać ciągłość szwedzko-duńskiej ksenofobii ciągnącej się od XV wieku. Psalm śpiewany na uroczystościach zakończenia roku szkolnego oraz internetowy akronim OMG stają się pretekstem do refleksji nad religijnością Szwedów. Nazwy pszennego pieczywa - początkiem opowieści o szwedzkim antysemityzmie. Cytat z Kopciuszka Disneya prowadzi do rozważań nad monarchią w Szwecji w kontekście takich wartości jak równość i równouprawnienie. Zlatan Ibrahimović odzwierciedla przemiany zachodzące w szwedzkim podejściu do kolektywizmu i indywidualizmu. Hokej na lodzie ma dużo wspólnego i z wikingami, i z pracownikami fabryk czy hut. A IKEA? Jeśli czytaliście W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa tej samej autorki, na pewno wiecie już, do jakiej historii będzie prowadzić opowieść o sukcesie tej marki. Nie brakuje też fragmentów osobistej historii samej autorki - córki Brytyjki i Węgra, którzy wyemigrowali do Szwecji. Nie raz zdarzało jej się słyszeć pytanie o to, skąd jest, chociaż urodziła się w Szwecji, ma szwedzkobrzmiące nazwisko i mówi bez akcentu. W esejach wciąż pobrzmiewają pytania o tożsamość - tożsamość jednostki, tożsamość narodową, o obraz własny narodu i o to, jak naród postrzegany jest przez inne narody.

Myślę sobie, że Made in Sweden można traktować jako odpowiedź na falę książek o lagom, szwedzkim sposobie na szczęście i szwedzkich sekretach dobrego życia, nawet jeśli samo lagom nie znalazło się wśród sześćdziesięciu słów, o których pisze Åsbrink. Książka pokazuje natomiast, że Szwedzi wcale nie są tacy lagom, jak postrzega się ich za granicą i jak sami czasem być może chcieliby siebie widzieć. Wręcz przeciwnie - Szwecja pod wieloma względami to właśnie skrajności. Nie ma też gotowego szwedzkiego sposobu na szczęście, bo historia Szwecji to nie tylko dobre życie.


Młot Thora • Szwedzka zawiść  Homo sapiens  Helan går • Szwecja dla Szwedów  Lapończyk ma pozostać Lapończykiem • Dom ludu • Przeciętny Svensson • Jestem Śmierć  Przemoc rodzi przemoc • W tym kraju nie można tego mówić głośno  Most nad Sundem • Na mój sukces musi pracować cała drużyna  Otwórzcie Wasze serca
To wybrane tytuły rozdziałów, kilkanaście z sześćdziesięciu słów, które wybrała autorka (w materiale dla szwedzkiej telewizji przyznała, że przed napisaniem książki miała w głowie sto pięćdziesiąt takich haseł), które moim zdaniem pokazują zróżnicowanie książki zarówno pod względem historycznym jak i tematycznym. Książkę można czytać linearnie (chronologicznie) albo wybierać sobie poszczególne eseje w zależności od tego, jakie zagadnienia interesują Was najbardziej - naturalnie pewne zagadnienia będą wydawały się bliższe, inne - bardziej egzotyczne.

Pracując nad przekładem tej książki dowiedziałam się wiele nowego i jestem pewna, że Made in Sweden i Was nie raz zaskoczy, nawet jeśli o Szwecji wiecie już sporo. Masowe wyburzenia budynków, które zupełnie zmieniły krajobraz wielu miast, polityka narkotykowa, która zamiast tępić narkotyki tępi narkomanów czy wreszcie kolonie i niewolnictwo - to nie są przecież tematy, o których często mówi się w kontekście Szwecji. 

Made in Sweden to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy interesują się kulturą i historią Szwecji, a także językiem szwedzkim - oprócz tego, że eseje dotyczą szwedzkich słów, jest tutaj też kilka rozdziałów poświęconych właśnie językowi szwedzkiemu. Ponadto Åsbrink często odwołuje się do książek, filmów i muzyki - tych znanych niemalże na całym świecie, ale i tych mniej popularnych. Dla mnie było to świetną okazją do dalszego zagłębiania się w poruszanych tematach. Dla Was przygotowałam playlistę na Spotify, która może przydać się jako ścieżka muzyczna do słuchania podczas lektury. Niech nie zdziwi Was rozbieżność gatunkowa: chóralne wykonania psalmów obok przebojów z Melodifestivalen - na liście umieściłam piosenki, do których autorka odwołuje się w poszczególnych rozdziałach (w kolejności pojawiania się w książce).


Elisabeth Åsbrink pisze, że "język to władza". Czym są w takim razie słowa -  tworzywo, po które sięga w swojej najnowszej książce? I czym jest historia przedstawiona w książce? O tym autorka wspomina sama:
Słowa spoczywają niczym monety na dnie studni i pobłyskują, kiedy ktoś ma napisać opowieść, ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. To może być historia o ludziach, o języku, o kraju, historia, która może być prawdziwa, fałszywa lub pełna upiększeń; historia o historii.

Elisabeth Åsbrink Made in Sweden. 60 słów, które stworzyły naród
(Orden som formade Sverige)
Wielka Litera
2019
tłum. Natalia Kołaczek

Finolubna

Fińskie "dyscypliny" sportowe

Kiedy byłam w Finlandii, miałam okazję oglądać na żywo suopotkupallo. Drużyny z różnych zakątków świata rozgrywały ze sobą mini-mecze w piłkę nożną. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że boiska wyznaczone były na terenach bagiennych, a zamiast zielonej murawy, królowało na nich błoto. Do tego padał deszcz, co dodatkowo utrudniało zawodnikom grę. Bagna wsysały graczy, było im ciężko się wydostać. Niektórzy stracili obuwie, ale wszyscy dzielnie walczyli o wygraną. Nie wiem kto wtedy zwyciężył. W pewnym momencie rozpadało się na tyle, że trzeba było zejść z trybun i szukać schronienia pod dachem. Kilka dni później znajoma Finka przyznała: Owszem, jesteśmy dziwni, ale przynajmniej zdajemy sobie z tego sprawę. Już wtedy wiedziałam, że Finlandia to specyficzny kraj. Ma swoje dziwactwa, ale za to ją lubię.

Wspomniana suopotkupallo, czyli błotna piłka nożna, to tylko jeden z przykładów dziwnych dyscyplin i zawodów sportowych (lub semi-sportowych) powstałych w Finlandii. Ten kraj kojarzy się zwykle z hokejem i innymi sportami zimowymi. Nawiasem mówiąc, to nie hokej, ale pesäpallo (w skrócie: pesis, fińska odmiana baseballu) jest oficjalnym sportem narodowym tego kraju. Jednak biorąc pod uwagę najczęściej oglądane transmisje sportowe, prym wiedzie właśnie hokej i Formuła 1. Powszechnie uprawiane sporty to bieganie i nordic walking, unihokej, a w zimie narciarstwo. Być może to zamiłowanie do aktywności fizycznej i specyficzne poczucie humoru wyzwoliło w Finach potrzebę zajęcia się innymi, niespotykanymi nigdzie indziej aktywnościami.

Suopotkupallo
Zawody w błotnej piłce nożnej, suopotkupallo, odbywają się latem w Hyrynsalmi. Na 20 boiskach umieszczonych na bagnistych terenach Vuorisuo konkuruje ze sobą prawie tysiąc uczestników z różnych zakątków świata. Każda drużyna składa się z sześciu zawodników (wliczając bramkarza), a mecze trwają 2 x 10 minut. Rozgrywki toczą się w kilku kategoriach. Gra się także o tytuł Mistrzów bagien.


Eukonkanto  
Także latem, ale tym razem w Sonkajärvi, mają miejsce zawody w noszeniu żon, eukonkanto. To chyba najbardziej popularne fińskie dziwne zawody sportowe. Polegają one na jak najszybszym pokonaniu toru przeszkód z żoną (bądź inną kobietą ;)) zarzuconą przez ramię bądź noszoną na plechach. Kobieta musi ważyć co najmniej 49 kg. Nagrodą jest tyle litrów piwa, ile kilogramów waży partnerka zwycięzcy. Co ciekawe, noszenie żon ma podłoże historyczne. Jak głosi legenda, w XIX wieku w Finlandii grasowała szajka nijakiego Rosvo-Ronkainena, która słynęła z porywania kobiet dla okupu bądź ożenku. 

Keppihevosharrastus 
Całkiem niedawno popularność zdobyła w Finlandii jazda na zabawkowym koniku, keppihevosharrastus. Keppihevonen to nazwa zabawki, gdzie głowa konia przyczepiona jest do trzonka. Osoba "siedząca" na nim naśladuje swoimi nogami ruchy nóg konia. Zwykłą dziecięcą zabawę młode miłośniczki wierzchowców z Vantaa przemieniły w pełnowymiarowe hobby. Z filmików dostępnych w sieci widać ich pasję i serce wkładane w udawanie chodu czy biegu konia. Co roku organizuje się w Vantaa zawody z biegami z przeszkodami zupełnie takimi, z jakimi zmagają się konie podczas zawodów jeździeckich. Instrukcje jak stworzyć własnego konia i lekcje podstawowych ruchów dostępne są na oficjalnej stronie.

Merenneitouinti 
Czy kiedykolwiek marzyło się Wam pływać jak Ariel albo inna syrena? Pewna przedszkolanka z Finlandii zrealizowała to marzenie i nauczyła się pływać z syrenim ogonem. Później zaczęła uczyć swoich znajomych, a ostatecznie rzuciła pracę w przedszkolu, aby na pełen etat poświęcić się nauczaniu tego stylu pływania. Nie jestem pewna, czy to akurat z Finlandii pochodzi ten sport, ale nie ulega wątpliwości, że nurkowanie z ogonem robi się tam coraz bardziej popularne. Nie tylko wśród pań, ale też i panów. Piękne, kolorowe rybie ogony, do tego odpowiednia stylizacja. Wszystko robi ogromne wrażenie!

Kukkamekkokorkokenkäsuohiihto 
Na koniec zostawiłam zupełnie abstrakcyjną dla mnie dyscyplinę, która już po swojej nazwie wydaje się być czymś absolutnie dziwacznym. Kukkamekkokorkokenkäsuohiihto. Jak sama nazwa wskazuje: kukkamekko(kwiecista sukienka)-korkokenkä(szpilka - but)-suo(bagno)-hiihto(narciarstwo) - czyli biegi na nartach w kwiecistych sukienkach i na szpilkach. Jest to pomysł autorstwa Kariego Tykkyläinena, który chciał połączyć fińskie szaleństwo i sisu z odrobioną erotyzmu. Biegi odbywają się latem w Pudasjärvi, a biorą w nich udział także mężczyźni.

Jeśli interesują Was inne mniej lub bardziej dziwaczne fińskie dyscypliny i zawody sportowe, odsyłam do filmiku:

Apetyt na Świat

8 gadżetów, które mogą przydać się w podróży

Świat idzie do przodu, a my razem z nim Zebraliśmy kilka ciekawostek z pogranicza światów technologii i podróży – zapraszamy do zapoznania się z naszym zestawieniem ciekawych gadżetów, które mogą przydać się w podróży. Być może będzie to dla Ciebie […]

Artykuł 8 gadżetów, które mogą przydać się w podróży pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

poFIKAsz?

Konik z Dalarna. Dalahäst.

Konik z Dalarna jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Szwecji. Skąd się wziął i dlaczego ludzie mają na jego punkcie bzika? Konik z Dalarna znany jest na całym świecie. Ojczyzną Dalahästa jest region Dalarna, położonyContinue reading

Artykuł Konik z Dalarna. Dalahäst. pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Apetyt na Świat

Ciekawostki o Islandii i Islandczykach

Ciekawostki o Islandii i Islandczykach zebrane poniżej, to efekt naszych kilkudziesięciu wypraw na Islandię. Oczywiście nie są to wszystkie ciekawe informacje, które znamy – jest ich bardzo bardzo dużo. Niemniej jednak być może nawet ten zbiór pozwoli Wam lepiej zrozumieć […]

Artykuł Ciekawostki o Islandii i Islandczykach pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

Norwegolożka

Frokostblanding #34 Top 5 dziwnych norweskich słów

Kim jest taksidermist i gdzie może mieszkać palec? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego wpisu o pięciu dziwacznych norweskich słowach.

poFIKAsz?

Język szwedzki

Język szwedzki jest piękny! Może otworzyć Ci drzwi do kariery lub do największej przygody życia. Dlaczego warto nauczyć się szwedzkiego? Język szwedzki (svenska språket) jest językiem indoeuropejskim, wywodzącym się z grupy języków północnogermańskich. Wraz zContinue reading

Artykuł Język szwedzki pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Farerskie kadry

Są rzeczy, których nie ma

Ta głęboka prawda wypisana sprayem na murze utkwiła mi w pamięci już ładnych naście lat temu. A powróciła wraz z pytaniem, które zadano mi niedawno – jakich zawodów, które nam – Polakom, ludziom z kontynentu – wydają się oczywiste i codziennie, nie spotkamy na Wyspach. A także – odwracając to pytanie – jakich farerskich rzeczy […]

Artykuł Są rzeczy, których nie ma pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Kierunek Dania

Duńskie marki podbijają świat

Choć Dania jest krajem stosunkowo niewielkim, Duńczykom udało się stworzyć wiele brandów, które zyskały rozpoznawalność. Duńskie marki mają uznanie na […]

Artykuł Duńskie marki podbijają świat pochodzi z serwisu .

Apetyt na Świat

Jak przygotować się kondycyjnie na górską wyprawę na Lofotach?

Szereg informacji o tym, jak przygotować się kondycyjnie na górską wyprawę na Lofotach oraz co warto wiedzieć przed wyjazdem w te piękne góry.

Artykuł Jak przygotować się kondycyjnie na górską wyprawę na Lofotach? pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

Finolubna

Trzy ciekawe zamki w Finlandii

Myśląc o Finlandii, jej historii i architekturze, częściej niż o zamkach, pomyślimy o drewnianych saunach i domkach, albo o nowoczesnych budynkach zaprojektowanych na przykład przez Aalto. Przecież Finlandia, kraina tysiąca jezior, to nie kraina tysiąca zamków - jest ich tam bowiem kilkanaście. W ramach akcji W 80 blogów dookoła świata, przyglądamy się w tym miesiącu zamkom, zabytkom i ruinom. Wykorzystałam tę okazję, by dowiedzieć się czegoś ciekawego na temat fińskich zamków w ogóle. W tym wpisie przedstawiam pokrótce trzy, moim zdaniem, najbardziej interesujące obiekty. Celowo pomijam Suomenlinnę, ponieważ to najbardziej znana fortyfikacja fińska i dużo się o niej pisze (np. tutaj). Ja sięgnęłam po coś mniej oczywistego i wspominam o zamku w Turku, który miałam okazję zobaczyć na żywo; o twierdzy świętego Olafa, z którą wiąże się ciekawa legenda; oraz o niesamowitym zamku zbudowanym... ze śniegu.

Turun linna 

By Kallerna / Wikicommons 

Zamek w Turku (szw. Åbo slott) to zbudowana w 1280 roku u ujścia rzeki Aurajoki warownia obronna. Założony pod koniec XIII wieku (a więc podczas panowania Szwecji) zamek służył jako bastion i centrum administracyjne Österlandu, jednego z ówczesnych landów szwedzkich. Czasy świetności zamku przypadają na połowę XVI wieku, kiedy to pod rządami księcia Finlandii Jana III i Katarzyny Jagiellonki, zyskał on swoją obecną renesansową formę. To jeden z najbardziej bojowych zamków Finlandii, poddawany wielu oblężeniom i bitwom. Przez wieki lochy zamku służyły jako więzienie, w którym przebywała między innymi szwedzka królowa Katarzyna Månsdotter. Obecnie Turun linna to chyba najczęściej odwiedzane muzeum w Finlandii, a także jedna z lokalnych atrakcji podczas odbywającego się latem festiwalu średniowiecznego. Niektóre pomieszczenia zamku, takie jak królewskie sale bankietowe, można wynająć i na przykład urządzić tam urodziny, a zamkowa kaplica jest jednym z najbardziej popularnych miejsc zaślubin w Turku.

Olavinlinna

By Koothe / Wikicommons

Zamek św. Olafa (szw. Olofsborg), powstał w XV wieku w Savonlinnie. Jest to najbardziej wysunięta na północ, zachowana do dzisiaj, średniowieczna kamienna budowla na świecie. Położona na wyspie Kyrönsalmi, ta twierdza z trzema wieżami powstała na zlecenie Erika Axelssona Totta w 1475 roku by ochronić granice Królestwa Szwecji przed najazdami ze strony Rosjan. Z zamkiem wiąże się legenda o tragicznej miłości: Córka zarządcy zamku wdała się w zakazany romans z rosyjskim wojakiem. Pewnej nocy, dziewczyna otworzyła bramę zamku i wpuściła swojego kochanka do środka. Niestety, wojak nie był sam, i grupa rosyjskich rycerzy wdarła się za nim do twierdzy. Chociaż ochronie zamku ostatecznie udało się odeprzeć atak wroga, zarządca zdecydował się ukarać swoją córkę za to, co zrobiła, śmiercią. Dziewczynę zamurowano żywcem w murach zamku. Wkrótce potem, w miejscu egzekucji, zakwitła jarzębina, której białe kwiaty miały przypominać o niewinności dziewczyny. Legenda była tak popularna, że doczekała się nawet ballady w wykonaniu Annikki Tähti. Dzisiaj Olavinlinna stanowi atrakcję turystyczną Savonlinny i lokalizację wielu wystaw, zawierających między innymi fińskie i rosyjskie artefakty. Każdego lata od 1912 roku zamek zmienia się także w scenę festiwalu operowego.

Lumilinna

By Dmitry Makarov / Wikicommons

Zamki to nie tylko średniowiecze! Współczesny zimowy zamek w Kemi jest największym na świecie fortem zbudowanym ze śniegu. Pierwszy raz postawiono go w 1996 roku. Zamek zwykle topnieje na wiosnę, a co roku odbudowywany jest w nowej konfiguracji. Znajduje się w nim hotel, restauracja, bar, i kaplica. Wnętrze zamku utrzymane jest w lodowo-śnieżnej stylistyce: znajdują się tam rzeźby z lodu oraz skóry reniferów. Nie brakuje tam atrakcji dla dzieci i dorosłych, odbywają się tam przedstawienia teatralne, wystawy, koncerty i różnego rodzaju pokazy, a w lokalnej kapliczce także śluby.


P.S. Ciekawostka językowa. Słowo linna oznaczające zamek, w języku potocznym to także określenie więzienia. Wzięło się ono stąd, że to właśnie w lochach zamków przetrzymywano niegdyś więźniów.

Źródła: Wikipedia, kansallismuseo.fi, turku.fi. 

 W 80 Blogów Dookoła Świata
Przeczytacie także inne wpisy z zamkowo-zabytkowej akcji:
Japonia-info.pl: Rashōmon - brama duchów

Biały Mały Tajfun: Świątynia Huating

Turcja okiem nieobiektywnym: Uçhisar, czyli Trzy Twierdze 
Kirgiski.pl: Osz - Turkijska Stolica Kultury i jej zabytki 
Szwecjoblog: Z książką zamiast przewodnika: Arn, templariusze i ruiny
Gruzja okiem nieobiektywnym: Ruiny z widokiem na Abchazję
Enesaj.pl: Rok Göbekli Tepe

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Z książką zamiast przewodnika: Arn, templariusze i ruiny

Film Templariusze. Miłość i krew (szw. Arn - Tempelriddaren / Arn - Riket vid vägens slut) to jest to jedna z najdroższych (jeśli nie najdroższa) produkcji w historii skandynawskiej kinematografii. Kiedy trafił do kin w Szwecji (właściwie jako pierwszy z dwóch filmów, do dystrybucji w Polsce trafiła połączona i skrócona wersja międzynarodowa), w ciągu pierwszych dwóch dni sprzedano 160 310 biletów i tym samym pobito szwedzki rekord. Produkcja powstała na podstawie serii Krzyżowcy Jana Guillou. Popularność książkowej i filmowej opowieści o fikcyjnym szwedzkim rycerzu, który broniąc Jerozolimy przed niewiernymi, próbuje odkupić błędy młodości, przyciągnęła turystów w regiony Västergötland i Östergötland, zachęcano wręcz do wycieczek śladami rycerza Arna. Jego losy przypadają na dwunasty wiek, dlatego też dziś wiele miejsc związanych z bohaterem to już tylko zachowane ruiny. Ruiny i zamki są natomiast tematem aktualnej odsłony akcji "W 80 blogów dookoła świata" organizowanej przez autorów blogów językowych i kulturowych. Listę tekstów na temat zabytków, ruin i zamków z różnych krajów znajdziecie pod koniec wpisu.


Jeśli macie ochotę obejrzeć ten film, zajrzyjcie do serwisu VOD.pl. W obsadzie rozpoznacie pewnie Sofię Helin, znaną teraz z roli Sagi Norén w serialu Most nad Sundem, a która tu wciela się w rolę Cecylii, która podbije serce Arna. Głównego bohatera gra Joakim Nätterqvist - być może widzieliście go w filmie Pocałuj mnie. W filmie zagrała też część rodziny Skarsgårdów: Stellan i młodziutcy wtedy synowie Gustaf, Bill i Walter. W matkę Rychezę wcieliła się Bibi Andersson, a Magnusa Folkessona zagrał Mikael Nyqvist.




W dzisiejszym wpisie posłużymy się książką zamiast przewodnika. O takim sposobie zwiedzania pisałam Wam, sięgając po Cudowną podróż Selmy Lagerlöf. Dziś towarzyszyć nam będą Droga do Jerozolimy Jana Guillou, pierwsza część sagi o krzyżowcach, w przekładzie Mariana Leona Kalinowskiego, oraz Rycerz zakonu templariuszy w przekładzie Mariana Leona Kalinowskiego i Janusza Korka, wydane przez śląskie wydawnictwo Videograf II w 2008 i 2009 roku. Pod ręką mam też broszurę I Arns fotspår (Śladami Arna), którą opracowało Västergötlands museum.

Husaby

O Husaby warto wspomnieć, ponieważ rzekomo to w tym miejscu Olof Skötkonung miał przyjąć chrzest jako pierwszy chrześcijański król Szwecji. Niedaleko kościoła w Husaby znajduje się nawet źródełko, w którym ochrzczono króla. 
I jeśliby starsza córka weszła do rodu Folkungów, byłby to ożenek iście królewski albo nawet lepszy niż królewski, skoro posiadłości Algota znalazły się w otoczeniu majątków Folkungów oraz Erykidów. Albowiem sama posiadłość Husaby stanowiła królewszczyznę, dzierżawioną od Karola Sverkerssona. Gospodarowanie na królewskich włościach wyróżniało. Poza tym Husaby było posiadłością większą i piękniej położoną - bo u podnóża góry Kinnekulle - niźli własne majątki Algota.
Na terenie królewskiej posiadłości znajdują się dziś ruiny siedziby biskupstwa (późniejsze niż akcja książki). 

źródło: Wikipedia

Dla bohaterów 
Drogi do Jerozolimy Husaby to miejsce pierwszego spotkania:
- Jak się zwiesz, klasztorny śpiewaku? - zapytała z niedowierzaniem w głosie. - Jam jest Arn Magnusson z Arnas - odrzekł natychmiast, w tym samym momencie uświadomiwszy sobie, że po raz pierwszy w życiu przedstawił się tak jak należało. - A ty? - dodał swoje pytanie i spojrzał jej głęboko w oczy. - Jam jest Cecylia Algotsdotter z Husaby - padła odpowiedź onieśmielonej panny, która zrobiła na Arnie takie samo wrażenie, jak on na niej, gdy wypowiedział swe imię, oto bowiem oboje pojęli, iż istotnie Pan sprawił, że się spotkali, a to właśnie odczuli mocno każde z nich w głębi swego jestestwa, kiedy w kościele oplatały siebie nawzajem ich żarliwe śpiewacze głosy.

Visingsö

Visingsö to największa wyspa na jeziorze Wetter. Na południowym krańcu wyspy znajdował się zamek, będący siedzibą władców, m.in. Sverkera Starszego, Karola Sverkerssona, Eryka X Knutssona, Jana I Sverkerssona czy Magnusa I Ladulåsa. Zaletą tego miejsca w dwunastowiecznej Szwecji było jego centralne położenie w królestwie i łatwość obrony.
Ich siłą mogła być niewielka liczba osób: zaledwie ośmiu dzielnych mężczyzn, którzy przepłyną Wetter, choć nikt nie uwierzyłby w taką możliwość. Po przeciwnej stronie, na południowym cyplu wyspy Vising, rezyduje królobójca, Karol Sverkersson, ze swą drużyną i myśli, że jest bezpieczny. Wszakże Bóg nie wspomoże człowieka, który dla własnej korzyści zamordował świętego. Gdy zostanie osiągnięte to, co jest teraz osiągalne, każdego spotka nagroda wedle zasług.
źródło: Jönköping läns museum

Gudhem

Klasztor Gudhem założono w drugiej połowie XII wieku - znajdował się na szlaku pielgrzymek do grobu świętego Olafa w norweskim Nidaros (dzisiejsze Trondheim). 
Miejsce ma też ogromne znaczenie dla losów naszych zakochanych bohaterów. Zakochani Arn i Cecylia będą musieli odpokutować swój romans: on spędzi dwadzieścia lat na Ziemi Świętej jako członek zakonu templariuszy, ona zostanie zamknięta w klasztorze Gudhem, pod surowym okiem matki Rychezy. 
Największe miano otrzymał pewien żeński klasztor w południowej części Zachodniej Gocji. Nazwano go Gudhem, co oznacza: „dom Boga", i przypisano Najświętszej Panience. Był on położony na wyżynie, z której roztaczał się widok na spowitą w błękit górę Billingen oraz, przy nieznacznym wysileniu wzroku, na dwie wieże katedry w Skarze. Na północ od Gudhem połyskiwało jezioro Hornborga, nad które wiosną, przed tarłem szczupaków, zlatywały się żurawie. Sam klasztor otaczały majątki, pola uprawne, niewielkie lasy dębowe. Była to okolica spokojna i piękna, gdzie raczej nie postałaby myśl o mrocznych sprawach i barbarzyństwie. Dla starszej wiekiem niewiasty, która wniosła wcześniej niemałe wiano i podążała tam teraz, aby w spokoju ducha dokonać żywota, nazwa Gudhem była pewno mianem pieszczącym ucho, a gościniec - największym traktem, jaki można by ujrzeć starzejącymi się oczami. Wszakże Cecylia Algotsdotter, w wieku siedemnastu lat zamknięta w Gudhem przez swoje grzechy, długo uważała ów klasztor za dom bez Boga, za miejsce, które trzeba by kojarzyć sobie z piekłem na ziemi.
źródło: Wikipedia

Varnhem

W połowie XII wieku założony został klasztor cystersów w Varnhem, dziś z zabudowań klasztornych pozostał tylko kościół, do zwiedzania udostępnione są za to ruiny dawnych budynków. W Varnhem pochowani zostali szwedzcy królowie z dynastii Erykidów.
Dla Arna klasztorne mury były jego domem z dzieciństwa. Trafił tu jako pięciolatek w charakterze oblata, dziecka oddanego na naukę, choć w zakonie wcześniej zaniechano już przyjmowania dzieci. Arn w klasztorze uczył się nie tylko języków, śpiewu czy literatury, ale i walki mieczem czy strzelania z łuku.
Na krótko przed dniem świętego Bartłomieja, w najgorętszej porze żniw i uboju kozłów w Zachodniej Gocji, zobaczył Arn z oddali wieżę kościoła w Varnhem, zrazu niewyraźnie, jakby koronę drzewa, które było dziwnie sękate, wyschłe czy też uszkodzone przez piorun i rosło gdzieś pośrodku bujnego dębowego lasu, potem zaś całkiem wyraźnie. Arn pamiętał ową kościelną wieżę z dzieciństwa [...] W podniosłym nastroju przejechał on teraz przez klasztorną bramę, po czym sprawdził, czy potrafi rozpoznać ową siedzibę, i przekonał się, że jej nie zapomniał, dostrzegł też to, iż bardzo podupadła.


Alvastra

W Alvastrze w 1143 roku założony został pierwszy na Północy klasztor cystersów. Ufundował go król Sverker wraz z żoną Ulvhild, klasztor był zresztą związany z dynastią Swerkerydów przez cały okres jej panowania, tu znajduje się nekropolia dynastii (pochowano tu także Ryksę z rodu Piastów, drugą żonę Sverkera). 
Król Sverker został zamordowany w drodze na pasterkę, a więc gdy udawał się do kościoła w Tollstad, i pochowano go już obok jego małżonki Ulvhild w Alvastrze. 


W klasztorze od 1342 roku mieszkała święta Brygida, to między innymi tutaj doznawała swoich objawień. 


Jeśli chcecie poczytać o innych, być może bardziej znanych szwedzkich zamkach i ruinach, polecam Wam szwecjoblogowy wpis o olandzkim Borgoholmie (gdzie zespół Roxette nakręcił teledysk między innymi do Listen to Your Heart) i mój artykuł o m.in. skańskim Glimmingehus (tekst również z myślą o książce zamiast przewodnika). A poniżej znajdziecie linki do wpisów o zamkach i ruinach z różnych stron świata:




Chiny:
Biały Mały Tajfun - Świątynia Huating

Finlandia:
Finolubna - Trzy ciekawe zamki w Finlandii

Gruzja:
Gruzja okiem nieobiektywnym - Ruiny z widokiem na Abchazję

Japonia:
japonia-info.pl - Rashōmon - brama duchów

Kirgistan:
Kirgiski.pl - Osz - Turkijska Stolica Kultury i jej zabytki  

Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym - Uçhisar, czyli Trzy Twierdze
Enesaj.pl - Rok Göbekli Tepe

Farerskie kadry

O morzu i malarstwie

O miejscu morza w życiu, historii, tradycji i sztuce Wysp Owczych można spisać całe tomy opowieści. W jednym z muzeów na owczym archipelagu poznać można ten silny związek – morze i sztuka dosłownie ze sobą sąsiadują. Leirvík na wschodnim wybrzeżu wyspy Eysturoy większość przejeżdża w drodze na północ archipelagu lub w kierunku Tórshavn. Ot, wylot z […]

Artykuł O morzu i malarstwie pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Norwegolożka

Czy Norwegowie są niegrzeczni?

Norwegowie są niegrzeczni, nie szanują starszych ludzi, a kobiety w ciąży traktują obojętnie. Skąd biorą się te stereotypy? I czy faktycznie mają umocowanie w rzeczywistości?