Nordycka Planeta

Polskie blogi o Północy w jednym miejscu

Naszym celem jest zebranie w jednym miejscu najnowszych wpisów z blogów poświęconych szeroko rozumianej tematyce nordyckiej.

Stacja Islandia

VAR :: The Never-Ending Year (recenzja)

Emocjonujący i wzruszający post rock islandzkiego zespołu VAR. Zespół VAR dotychczas miał na swoim koncie dwa albumy EP: „VAR” (2014; recenzja tutaj) i „Kafbátur” (2016) oraz jeden longplay „Vetur” (2017; recenzja tutaj), który zawierał po prostu zbiór wszystkich kompozycji z poprzednich EPek. Na szczęście 23 maja 2019 roku zespół VAR wydał swój drugi pełnowymiarowy album […]

Trolltunga

Najbardziej znany norweski poranek, czyli kilka słów o Griegu

Nawet jeśli nazwisko Edvarda Griega nie mówi Wam kompletnie nic, a rozmarzona twarz z charakterystycznym wąsem przywodzi Wam ewentualnie na myśl krewniaka Alberta Einsteina, i tak stawiamy dziesięć do jednego, że nieraz słyszeliście którąś z poniższych melodii:https://www.youtube.com/watch?v=ZAiEPUu0iO4 https://www.youtube.com/watch?v=kzTQ9fjforYKreskówki, reklamy, gry komputerowe, liczne zapożyczenia w innych gatunkach muzycznych... Kompozycje tego wybitnego Norwega na dobre zadomowiły się

Stacja Islandia

Kira Kira & Hermigervill :: Summer Children (is. Sumarbörn) (recenzja)

Dwójka islandzkich artystów, Kira Kira i Hermigervill, połączyli swoje siły i stworzyli dźwiękowy portal prowadzący słuchacza do jego utraconego dzieciństwa. Kira Kira (Kristín Björk Kristjánsdóttir) to islandzka artystka, która już niejednokrotnie pojawiała się w naszym portalu. Zatem zainteresowanych szczegółowymi informacjami na jej temat odsyłam do wcześniejszych materiałów: „Our Map To The Monster Olympics” (2008; recenzja […]

Stacja Islandia

Marbles Lost :: EnterTrouble (recenzja)

Marbles Lost to pseudonim artystyczny 23-letniej farerskiej artystki Marii Mercedes Lindenskov. Jak czytamy na stronie internetowej artystki, Marbles Lost to solistka urodzona na Wyspach Owczych w 1995 roku, którą ukształtowało dość nietypowe dzieciństwo – częściowo dorastała w Kopenhadze, stolicy Danii, ale także przez kilka lat mieszkała w małej wiosce na Wyspach Owczych. Pierwszego dnia szkoły […]

Szkice Nordyckie

Film Sons of Denmark o duńskim rasizmie zwycięzcą OFF Camera

Film Sons of Denmark o duńskim rasizmie i radykalnym obliczu Danii zwycięzcą 12. Międzynarodowego Festiwalu Kina Niezależnego Mastercard Off Camera. Reżyser to Ulaa Salim urodzony w 1987 w Danii syn irackich imigrantów. Sons of Denmark to jego pierwszy film pełnometrażowy, którym zachwycił krytyków filmowych i widzów. Reżyser dwa lata temu ukończył szkołę filmową a już […]

Artykuł Film Sons of Denmark o duńskim rasizmie zwycięzcą OFF Camera pochodzi z serwisu Szkice Nordyckie.

Stacja Islandia

Andy Svarthol :: Mörur (recenzja)

Andy Svarthol to kolejny intrygujący projekt muzyczny pochodzący z jakże płodnej islandzkiej sceny alternatywnej.   Duet Andy Svarthol, który tworzą dwaj bracia Egill i Bjarki Hreinn Viðarsson został założony w 2015 roku. Muzycy zaczęli tworzyć razem muzykę po rozpadzie poprzedniej kapeli, w której śpiewał i grał Egill (Nóra). Co ciekaw obaj panowie nie mają formalnego wykształcenia […]

Finolubna

Fińskie "dyscypliny" sportowe

Kiedy byłam w Finlandii, miałam okazję oglądać na żywo suopotkupallo. Drużyny z różnych zakątków świata rozgrywały ze sobą mini-mecze w piłkę nożną. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że boiska wyznaczone były na terenach bagiennych, a zamiast zielonej murawy, królowało na nich błoto. Do tego padał deszcz, co dodatkowo utrudniało zawodnikom grę. Bagna wsysały graczy, było im ciężko się wydostać. Niektórzy stracili obuwie, ale wszyscy dzielnie walczyli o wygraną. Nie wiem kto wtedy zwyciężył. W pewnym momencie rozpadało się na tyle, że trzeba było zejść z trybun i szukać schronienia pod dachem. Kilka dni później znajoma Finka przyznała: Owszem, jesteśmy dziwni, ale przynajmniej zdajemy sobie z tego sprawę. Już wtedy wiedziałam, że Finlandia to specyficzny kraj. Ma swoje dziwactwa, ale za to ją lubię.

Wspomniana suopotkupallo, czyli błotna piłka nożna, to tylko jeden z przykładów dziwnych dyscyplin i zawodów sportowych (lub semi-sportowych) powstałych w Finlandii. Ten kraj kojarzy się zwykle z hokejem i innymi sportami zimowymi. Nawiasem mówiąc, to nie hokej, ale pesäpallo (w skrócie: pesis, fińska odmiana baseballu) jest oficjalnym sportem narodowym tego kraju. Jednak biorąc pod uwagę najczęściej oglądane transmisje sportowe, prym wiedzie właśnie hokej i Formuła 1. Powszechnie uprawiane sporty to bieganie i nordic walking, unihokej, a w zimie narciarstwo. Być może to zamiłowanie do aktywności fizycznej i specyficzne poczucie humoru wyzwoliło w Finach potrzebę zajęcia się innymi, niespotykanymi nigdzie indziej aktywnościami.

Suopotkupallo
Zawody w błotnej piłce nożnej, suopotkupallo, odbywają się latem w Hyrynsalmi. Na 20 boiskach umieszczonych na bagnistych terenach Vuorisuo konkuruje ze sobą prawie tysiąc uczestników z różnych zakątków świata. Każda drużyna składa się z sześciu zawodników (wliczając bramkarza), a mecze trwają 2 x 10 minut. Rozgrywki toczą się w kilku kategoriach. Gra się także o tytuł Mistrzów bagien.


Eukonkanto  
Także latem, ale tym razem w Sonkajärvi, mają miejsce zawody w noszeniu żon, eukonkanto. To chyba najbardziej popularne fińskie dziwne zawody sportowe. Polegają one na jak najszybszym pokonaniu toru przeszkód z żoną (bądź inną kobietą ;)) zarzuconą przez ramię bądź noszoną na plechach. Kobieta musi ważyć co najmniej 49 kg. Nagrodą jest tyle litrów piwa, ile kilogramów waży partnerka zwycięzcy. Co ciekawe, noszenie żon ma podłoże historyczne. Jak głosi legenda, w XIX wieku w Finlandii grasowała szajka nijakiego Rosvo-Ronkainena, która słynęła z porywania kobiet dla okupu bądź ożenku. 

Keppihevosharrastus 
Całkiem niedawno popularność zdobyła w Finlandii jazda na zabawkowym koniku, keppihevosharrastus. Keppihevonen to nazwa zabawki, gdzie głowa konia przyczepiona jest do trzonka. Osoba "siedząca" na nim naśladuje swoimi nogami ruchy nóg konia. Zwykłą dziecięcą zabawę młode miłośniczki wierzchowców z Vantaa przemieniły w pełnowymiarowe hobby. Z filmików dostępnych w sieci widać ich pasję i serce wkładane w udawanie chodu czy biegu konia. Co roku organizuje się w Vantaa zawody z biegami z przeszkodami zupełnie takimi, z jakimi zmagają się konie podczas zawodów jeździeckich. Instrukcje jak stworzyć własnego konia i lekcje podstawowych ruchów dostępne są na oficjalnej stronie.

Merenneitouinti 
Czy kiedykolwiek marzyło się Wam pływać jak Ariel albo inna syrena? Pewna przedszkolanka z Finlandii zrealizowała to marzenie i nauczyła się pływać z syrenim ogonem. Później zaczęła uczyć swoich znajomych, a ostatecznie rzuciła pracę w przedszkolu, aby na pełen etat poświęcić się nauczaniu tego stylu pływania. Nie jestem pewna, czy to akurat z Finlandii pochodzi ten sport, ale nie ulega wątpliwości, że nurkowanie z ogonem robi się tam coraz bardziej popularne. Nie tylko wśród pań, ale też i panów. Piękne, kolorowe rybie ogony, do tego odpowiednia stylizacja. Wszystko robi ogromne wrażenie!

Kukkamekkokorkokenkäsuohiihto 
Na koniec zostawiłam zupełnie abstrakcyjną dla mnie dyscyplinę, która już po swojej nazwie wydaje się być czymś absolutnie dziwacznym. Kukkamekkokorkokenkäsuohiihto. Jak sama nazwa wskazuje: kukkamekko(kwiecista sukienka)-korkokenkä(szpilka - but)-suo(bagno)-hiihto(narciarstwo) - czyli biegi na nartach w kwiecistych sukienkach i na szpilkach. Jest to pomysł autorstwa Kariego Tykkyläinena, który chciał połączyć fińskie szaleństwo i sisu z odrobioną erotyzmu. Biegi odbywają się latem w Pudasjärvi, a biorą w nich udział także mężczyźni.

Jeśli interesują Was inne mniej lub bardziej dziwaczne fińskie dyscypliny i zawody sportowe, odsyłam do filmiku:

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Made in Sweden - 60 słów, które ukształtowały naród

Elisabeth Åsbrink dała się poznać jako autorka o niezwykle uważnym spojrzeniu, wielkiej wrażliwości, warsztatowym kunszcie i siłą do podejmowania tematów ważnych choć trudnych. Marek Beylin w "KSIĄŻKACH. Magazynie do czytania" w tekście na temat Made in Sweden, najnowszej książki autorki, napisał tak: "Zazdroszczę Szwedom, że mają Elisabeth Åsbrink. Chciałbym czytać o nas tak, jak ona pisze o nich".




Napisałam tę książkę, bo była dla mnie kojąca. Bo była niepokojąca. Bo urodziłam się w Szwecji. Bo moi rodzice nie urodzili się w Szwecji. [...] Bo jest coś takiego jak kryzys tożsamości, ale nie ma czegoś takiego jak euforia tożsamości. [...]. 
Tak we wstępie tłumaczy autorka. W jednym ze szwedzkich wywiadów poświęconych tej książce dodała kolejne wyjaśnienie. Szwedzcy Demokraci często posługują się pojęciem "szwedzkich wartości". Budzi to sprzeciw tych, którzy twierdzą, że nie ma czegoś takiego, że istnieją natomiast wartości uniwersalne. Åsbrink uważa jednak, że jedni i drudzy są w błędzie. I to także dlatego napisała tę książkę.

Made in Sweden autorka prezentuje - tak jak głosi polski podtytuł - 60 słów, które ukształtowały naród, szwedzki naród. To słowa (powiedzenia, cytaty z dzieł literackich i filmowych, fragmenty piosenek, inskrypcje runiczne, hasła, a nawet jeden hasztag) od pierwszego wieku naszej ery (zdanie z Germanii Tacyta) po rok 2017 (#MeToo). Åsbrink pokazuje spory kawał szwedzkiej historii i tak jak w poprzedniej książce (1947. Świat zaczyna się teraz) z pojedynczych wydarzeń, pojedynczych scen i pojedynczych postaci, tworzy mozaikę, nierzadko zaskakującą. Królestwo Larsa von Triera okazuje się wyrażać ciągłość szwedzko-duńskiej ksenofobii ciągnącej się od XV wieku. Psalm śpiewany na uroczystościach zakończenia roku szkolnego oraz internetowy akronim OMG stają się pretekstem do refleksji nad religijnością Szwedów. Nazwy pszennego pieczywa - początkiem opowieści o szwedzkim antysemityzmie. Cytat z Kopciuszka Disneya prowadzi do rozważań nad monarchią w Szwecji w kontekście takich wartości jak równość i równouprawnienie. Zlatan Ibrahimović odzwierciedla przemiany zachodzące w szwedzkim podejściu do kolektywizmu i indywidualizmu. Hokej na ludzi ma dużo wspólnego i z wikingami, i z pracownikami fabryk czy hut. A IKEA? Jeśli czytaliście W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa tej samej autorki, na pewno wiecie już, do jakiej historii będzie prowadzić opowieść o sukcesie tej marki. Nie brakuje też fragmentów osobistej historii samej autorki - córki Brytyjki i Węgra, którzy wyemigrowali do Szwecji. Nie raz zdarzało jej się słyszeć pytanie o to, skąd jest, chociaż urodziła się w Szwecji, ma szwedzkobrzmiące nazwisko i mówi bez akcentu. W esejach wciąż pobrzmiewają pytania o tożsamość - tożsamość jednostki, tożsamość narodową, o obraz własny narodu i o to, jak naród postrzegany jest przez inne narody.

Myślę sobie, że Made in Sweden można traktować jako odpowiedź na falę książek o lagom, szwedzkim sposobie na szczęście i szwedzkich sekretach dobrego życia, nawet jeśli samo lagom nie znalazło się wśród sześćdziesięciu słów, o których pisze Åsbrink. Książka pokazuje natomiast, że Szwedzi wcale nie są tacy lagom, jak postrzega się ich za granicą i jak sami czasem być może chcieliby siebie widzieć. Wręcz przeciwnie - Szwecja pod wieloma względami to właśnie skrajności. Nie ma też gotowego szwedzkiego sposobu na szczęście, bo historia Szwecji to nie tylko dobre życie.


Młot Thora • Szwedzka zawiść  Homo sapiens  Helan går • Szwecja dla Szwedów  Lapończyk ma pozostać Lapończykiem • Dom ludu • Przeciętny Svensson • Jestem Śmierć  Przemoc rodzi przemoc • W tym kraju nie można tego mówić głośno  Most nad Sundem • Na mój sukces musi pracować cała drużyna  Otwórzcie Wasze serca
To wybrane tytuły rozdziałów, kilkanaście z sześćdziesięciu słów, które wybrała autorka (w materiale dla szwedzkiej telewizji przyznała, że przed napisaniem książki miała w głowie sto pięćdziesiąt takich haseł), które moim zdaniem pokazują zróżnicowanie książki za równo pod względem historycznym jak i tematycznym. Książkę można czytać linearnie (chronologicznie) albo wybierać sobie poszczególne eseje w zależności od tego, jakie zagadnienia interesują Was najbardziej - naturalnie pewne zagadnienia będą wydawały się bliższe, inne - bardziej egzotyczne.

Pracując nad przekładem tej książki dowiedziałam się wiele nowego i jestem pewna, że Made in Sweden i Was nie raz zaskoczy, nawet jeśli o Szwecji wiecie już sporo. Masowe wyburzenia budynków, które zupełnie zmieniły krajobraz wielu miast, polityka narkotykowa, która zamiast tępić narkotyki tępi narkomanów czy wreszcie kolonie i niewolnictwo - to nie są przecież tematy, o których często mówi się w kontekście Szwecji. 

Made in Sweden to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy interesują się kulturą i historią Szwecji, a także językiem szwedzkim - oprócz tego, że eseje dotyczą szwedzkich słów, jest tutaj też kilka rozdziałów poświęconych właśnie językowi szwedzkiemu. Ponadto Åsbrink często odwołuje się do książek, filmów i muzyki - tych znanych niemalże na całym świecie, ale i tych mniej popularnych. Dla mnie było to świetną okazją do dalszego zagłębiania się w poruszanych tematach. Dla Was przygotowałam playlistę na Spotify, która może przydać się jako ścieżka muzyczna do słuchania podczas lektury. Niech nie zdziwi Was rozbieżność gatunkowa: chóralne wykonania psalmów obok przebojów z Melodifestivalen - na liście umieściłam piosenki, do których autorka odwołuje się w poszczególnych rozdziałach (w kolejności pojawiania się w książce).


Elisabeth Åsbrink pisze, że "język to władza". Czym są w takim razie słowa -  tworzywo, po które sięga w swojej najnowszej książce? I czym jest historia przedstawiona w książce? O tym autorka wspomina sama:
Słowa spoczywają niczym monety na dnie studni i pobłyskują, kiedy ktoś ma napisać opowieść, ze wstępem, rozwinięciem i zakończeniem. To może być historia o ludziach, o języku, o kraju, historia, która może być prawdziwa, fałszywa lub pełna upiększeń; historia o historii.

Elisabeth Åsbrink Made in Sweden. 60 słów, które stworzyły naród
(Orden som formade Sverige)
Wielka Litera
2019
tłum. Natalia Kołaczek

Stacja Islandia

SUNNA :: Declaration (recenzja)

SUNNA, czyli tak naprawdę Sunna Guðlaugsdóttir to islandzka wokalistka, kompozytorka i autorka tekstów. Artystka dorastała w małej wiosce rybackiej znajdującej się w północno-zachodniej części Islandii. Jak sama przyznaje, jej dom od zawsze wypełniony był muzyką i śpiewem, już jako dziecko śpiewała chórki w piosenkach swojego ojca. W wieku 13 lat przeprowadziła się do Danii i […]

Apetyt na Świat

8 gadżetów, które mogą przydać się w podróży

Świat idzie do przodu, a my razem z nim Zebraliśmy kilka ciekawostek z pogranicza światów technologii i podróży – zapraszamy do zapoznania się z naszym zestawieniem ciekawych gadżetów, które mogą przydać się w podróży. Być może będzie to dla Ciebie […]

Artykuł 8 gadżetów, które mogą przydać się w podróży pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

poFIKAsz?

Konik z Dalarna. Dalahäst.

Konik z Dalarna jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Szwecji. Skąd się wziął i dlaczego ludzie mają na jego punkcie bzika? Konik z Dalarna znany jest na całym świecie. Ojczyzną Dalahästa jest region Dalarna, położonyContinue reading

Artykuł Konik z Dalarna. Dalahäst. pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Apetyt na Świat

Ciekawostki o Islandii i Islandczykach

Ciekawostki o Islandii i Islandczykach zebrane poniżej, to efekt naszych kilkudziesięciu wypraw na Islandię. Oczywiście nie są to wszystkie ciekawe informacje, które znamy – jest ich bardzo bardzo dużo. Niemniej jednak być może nawet ten zbiór pozwoli Wam lepiej zrozumieć […]

Artykuł Ciekawostki o Islandii i Islandczykach pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

Trolltunga

Både, begge, enten, jo... Porównania składające się z dwóch elementów

I w Polsce, i w Norwegii, albo sprawdzić, albo nie... Tego typu porównań używamy na co dzień, stąd dobrze je znać również w językach obcych, którymi się posługujemy. W dzisiejszym poście garść informacji dotyczących podobnych konstrukcji w języku trolli. Im więcej razy powtórzysz, tym potem będzie łatwiej!BÅDE... OG...I to, i tamto, zarówno to, jak i tamto – konstrukcja sprawdzi się w obu tych przypadkach, w sytuacjach potocznych i bardziej oficjalnych:Jeg kan snakke både norsk og engelsk.Mówię

Kierunek Norwegia

Mørkgonga i Gyrihaugen – idziemy w góry

Czy w bliskich okolicach Oslo można wybrać się na dłuższą wędrówkę po górach? Są tutaj jakieś fajne widoczki? Mam ochotę na trekking w okolicy stolicy, gdzie ruszyć? – takie pytania to codzienność na mojej skrzynce odbiorczej, a teraz dla wszystkich pytających mam miłą odpowiedź. Ta odpowiedź to Mørkgonga i Gyrihaugen, czyli dwa ciekawe miejsca, które znajdują się tylko 50 km od Oslo. I już na samym początku uprzedzam, bardzo warto się tam wybrać.   Jak dojechać? Kilka informacji praktycznych, czyli jak w ogóle się tam dostać to zawsze dobry pomysł.  Najlepiej zaparkować w poniższym miejscu.     To mały, leśny parking, więc jeżeli wybieram się tam np. w wolne dni, warto przyjechać trochę wcześniej. Chyba nikt nie lubi czekać zbyt długo na miejsce parkingowe. Stamtąd ruszamy w drogę, którą wskazuje nam kilka tabliczek informacyjnych.     Mørkgonga   Drogi do Mørkgonga są dwie. Dłuższa, bezpieczniejsza, bez mocno stromego podejścia oraz krótsza, stroma, bardzo kamienista. Krótsza droga jest na pewno dla osób, które radzą sobie ze stromymi podejściami. Kamienie są bardzo ruchome, gmina odradza poruszanie się tę drogę i rekomenduje pójście dłuższą trasą. Także krótszą trasę wybieracie na własną odpowiedzialność. Na pewno nie polecam jej w zimie oraz po deszczach. Przed wybraniem się na wycieczkę, sprawdźcie tutaj, czy szlak nie jest zamknięty. W tamtym roku DNT zamknęło tymczasowo szlak, ze względu na spadające kamienie.     Na szlaku Trasa do Mørkgonga to 2,5 km, pod stromą górkę. Idąc, trzeba bardzo uważać na kamienie, które spadają przez osoby idące przed nami. Poza tym trzeba mieć dobre obuwie, bo o skręcenie, czy złamanie nogi naprawdę tutaj nie trudno. Ostatni odcinek to przejście przez krótki kanion. Z niezbędną pomocą przychodzą tutaj stalowe liny przymocowane do skał, bez których wejście byłoby dla wielu osób niemożliwe. Dla mnie nie jest to szczególnie trudna trasa, po mnie wchodziły również rodziny z dziećmi, ale na pewno trzeba wziąć pod uwagę, że jest to podejście wymagające. Druga trasa jest mniej wyczerpująca, ale dłuższa o 500 metrów.     Nagrodę za chwilowy trud otrzymujemy bardzo szybko, bo tuż za kanionem czekają na nas przepiękne widoki. Wysoki kanion, a w tle piękny Steinsfjorden. Naprawdę unikatowe miejsce jak na tak bliską okolicę Oslo. A jak w ogóle powstała Mørkgonga? Wszystko dzięki erozji skał. Akurat ten odcinek góry, był mniej odporny na erozję i dzięki temu możemy teraz korzystać z przepięknego punktu widokowego. Mørkgonga znajduje się na terenie rezerwatu przyrody od 7 grudnia 2001 roku. Cały teren i jego otoczenie podlega ochronie.       Gyrihaugen Po nacieszeniu się widokami możemy ruszać w dalszą drogę. Nie rezygnujcie, bo naprawdę warto, zwłaszcza że z Mørkgonga to już tylko 1,5 km. Tu również mamy do wyboru dwie drogi. Pierwsza dłuższa (1,5 km) jest bardzo przyjemna i łatwa, krótsza (1 km) droga jest dość stroma i wymaga więcej wysiłku. Ja wchodziłam dłuższą drogą, a schodziłam krótszą. Wam również polecam wejście zarówno na Mørkgonga, jak i Gyrihaugen korzystając z dwóch tras. Dłuższa wycieczka i więcej widoków do zobaczenia po drodze. Oba szlaki są niebieskie, ale momentami oznaczenia zanikają. Mnie przydała się mapa, Tobie też polecam. Kilka map, które działają również offline znajdziesz w tym wpisie: aplikacje przydatne w podróży. >>>>     Droga na Gyrihaugen (682 m n.p.m) prowadzi przez piękny, zielony las. Dużo strumyków, małych wodospadów, od czasu do czasu po drodze mijamy hytty. Pierwszy obowiązkowy przystanek to mały, ale uroczy zbiornik wody Migartjern. Tutaj znajduje się między innymi bardzo klimatyczna huśtawka, o którą muszę za każdym razem zahaczyć. No powiedzcie sami, jak się tutaj nie zatrzymać?     Szczyt Na szczycie czekają na nas piękne widoki. Często w tym miejscu byłam zupełnie sama, co dziwi, bo widoki są jednymi z najfajniejszych w tych okolicach. Przy dobrej pogodzie możemy zobaczyć stąd m.in. Gaustatoppen, Norefjel i Blefjell. Oprócz widoków na szczycie Gyrihaugen czeka na nas kilka instalacji militarnych. Jest tutaj oczywiście Tur-post, czyli skrzynka z notatnikiem, do którego można oddać pamiątkowy wpis. Jest też pieczątka z Skiforeningen.     Jeżeli macie ochotę na dalsze zwiedzanie to w tej okolicy jest dużo pięknych miejsc. Możemy ruszyć w kierunku Kongens Utsikt, zabytkowego gospodarstwa Retthella. Cała wycieczka z przejściem za każdym razem inną trasą zajęła mi prawie cały dzień, to co prawda tylko 12 km w dwie strony, ale kilka razy robiłam długie przystanki, żeby nacieszyć się widokami i miejscami. Spędziłam sporo czasu nad Mørkgonga, potem nad małym jeziorkiem, zatrzymałam się na dłuższą chwilę przy jednej z mijanych hyttek, a w końcu spędziłam dwie godziny na szczycie Gyrihaugen. To był piękny dzień! Mam nadzieję, że i Wy spędzicie tutaj przepiękny czas.   Sylwia.      

Artykuł Mørkgonga i Gyrihaugen – idziemy w góry pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Nowa w Szwecji

Malmö, Szwecja: Czy można czuć się bezpiecznie w “wyklętym mieście”?

Spójrzmy prawdzie w oczy - przed tym tematem nie mogłam uciec. Dlaczego? Cóż, mroczne doniesienia o “islamizacji” Szwecji i wszechobecnym terrorze panującym w jej największych miastach, krążą w eterze od kilku lat. Nawet nie wyobrażacie sobie, czego musiałam nasłuchać i naczytać się w odpowiedzi na moją decyzję o przeprowadzce do Malmö. Linki do tragikomicznych artykułów z prawicowych portali informacyjnych czy kąśliwe życzenia powodzenia spływały zarówno od czytelników mojego bloga, jak i niektórych moich znajomych. Jeśli ktoś chciał mnie przestraszyć, to udało mu się, bo na początku z dużą nieufnością przemierzałam miasto. Teraz mieszkam w Malmö już dłuższy czas i nieustannie poznaję je ze wszystkich stron. Prawie codziennie piszą do mnie osoby, które mają obawy co do Szwecji, a w szczególności samego Malmö. Czy tutaj można czuć się bezpiecznie? Czy te wszystkie artykuły w sieci mówią prawdę? Czy istnieje przyczyna, dla której mielibyście nie zabrać tutaj swojej rodziny na weekend? Czy Malmö to wyklęte miasto, które Szwecja już spisała na straty i ze świecą szukać tutaj jakiegokolwiek Szweda? Postaram się odpowiedzieć na te pytania, ale muszę uprzedzić, że nie mam zamiaru przy tym wdawać się w dysputy odnośnie zasadności przyjmowania uchodźców, nie będę również polemizować ze statystykami, ani omawiać głównych wytycznych prawa szariatu. Chcę tylko dać Wam odczucie tego, co czuję ja, mieszkając w najbardziej multikulturowym mieście Szwecji. Zacznijmy od początku. Jak to się stało? Szwecja to naprawdę duży kraj. Duży, piękny i obfity w surowce naturalne, które od zarania dziejów ciężko było wykorzystać, przy tak małej populacji blondwłosych Szwedów oraz bardzo kiepskim sposobie zarządzania krajem. Wierzcie lub nie, ale jeszcze w połowie XX wieku, Szwecja zdecydowanie nie była krainą mlekiem i miodem płynącą. Szwedzi masowo umierali z głodu, cierpieli na alkoholizm i... migrowali do Stanów Zjednoczonych. Jasnogłowi wpadli więc na genialny pomysł, aby podrasować swoją demografię i zaczęli zapraszać do siebie kogo popadnie - każdemu gościowi z południa dawali opierunek, pracę, a nawet szwedzkie obywatelstwo. Do dzisiaj przodują też wśród europejskich krajów w ilości przyjmowanych uchodźców. Ta imigrancka utopia trwała do niedawna, bo zdaje się, że dopiero kilka lat temu Szwedzi uznali, że chyba idzie to w złą stronę. Nie wiem, czy wiecie, ale w listopadzie 2017 roku Szwecja została zaskarżona do Komisji Europejskiej za to, że wbrew unijnym przepisom o swobodnym przepływie ludności, utrudnia (nawet!) obywatelom UE pobyt w Szwecji (my, świeżo upieczeni imigranci, znamy te klimaty krwawej walki o numer personalny w szwedzkich urzędach). Ponadto, Szwecja jest obecnie uważana za kraj, w którym najtrudniej o azyl na całej kuli ziemskiej. Ah, ci muzułmanie Tak, Szwecja przyjmuje duże ilości uchodźców. Serio, duże. Wybaczcie, ale nie liczcie na poprawność polityczną z mojej strony - doskonale wiem, jak wyglądają Wasze obawy w kwestii bezpieczeństwa w Malmö. Uosabia je mniej lub więcej mężczyzna o ciemnej karnacji, z Koranem w kieszeni, turbanem na głowie i bombą pod pazuchą. A konkretnie: wielu takich mężczyzn. Ale próżno tutaj ich szukać. Malmö to 350-tysięczne miasto, w którym ponad połowa osób ma co najmniej jednego rodzica pochodzącego zza granicy. Czołowymi mniejszościami narodowymi w Malmö są... Duńczycy, Syryjczycy, Polacy i Bośniacy. Sami swoi, co? No cóż, może jednak ciemnowłosi Syryjczycy i kobiety w hijabach zdecydowanie bardziej rzucają się w oczy na tle naszych bladych twarzy. Mimo, że uchodźcy na pewno mocno w Szwecji namieszali, to uwierzcie mi, że mocno miesza tutaj też sto tysięcy polskich imigrantów. W dodatku, nikt Polaków nie szufladkuje, nie tworzy im obozów i nie wydziela im dzielnic do życia - nie sposób tutaj nie wspomnieć owianego złą sławą Rosengård, które jest dzielnicą zamieszkaną głównie przez wszelkiego pochodzenia muzułmanów lub przybyszów z Bliskiego Wschodu i rzeczywiście przestępczość w niej jest znacznie wyższa niż w innych częściach miasta. Wielokrotnie przejeżdżałam przez centrum Rosengård samochodem czy rowerem - ot, zwykłe blokowisko. Nie ma tam trupów na ulicach ani ściętych głów na palach. Poza boiskiem Zlatana Ibrahimovica, naprawdę nie ma po co tam iść. Lepiej obejrzyjcie Centrum i urocze osiedla starych, kolorowych domków, dopieszczonych przez starych, siwych Szwedów. Czy to jeszcze Szwecja? Nie da się zaprzeczyć, że dotychczasowa polityka migracyjna Szwecji ma swoje konsekwencje: ulice Malmö są dość kolorowe i multikulturowość aż kipi na chodnikach. Malmö, szyderczo nazywane jest nawet przez niektórych “wyklętym miastem”, które nie jest już szwedzkie, gdyż zwyczajnie nie ma już tutaj Szwedów... Po pierwsze - to bzdura. Co prawda tak zwani “Szwedzi o typowo szwedzkich nazwiskach” przestają tutaj dominować, ale wybaczcie, nie będę rozwodzić się nad kwestiami czystości krwi, gdyż tego typu retoryka jest poniżej ludzkiej godności. A po drugie! Byliście ostatnio w Paryżu, Londynie, czy chociażby Berlinie? Widzieliście jak wyglądają tamtejsze, europejskie przecież, ulice i jak wyglądają ludzie, którzy każdego dnia je przemierzają? Obojętnie czy byliście w tych miastach, czy nie, to zapewniam Was, że Malmö jest bardziej “szwedzkie” niż Paryż jest “francuski”, Londyn “angielski”, a Berlin “niemiecki”. Byłam osobiście w więcej niż połowie europejskich stolic, mieszkałam wcześniej w dwóch dużych miastach i często zastanawiam się czy wybrałabym wieczorem przejść się sama przez niesławne Rosengård czy przez ciemne uliczki Pragi Północ... i tak naprawdę nie wiem, co byłoby bardziej ryzykowne. Jedno jest pewne - gdyby przydarzył mi się wypadek, to wolałabym, aby leczył mnie wypoczęty i dobrze zarabiający szwedzki lekarz (nawet jeśli pochodzi z Syrii albo z Indii), a sprawą zajęła się dobrze zorganizowana szwedzka policja, która nie jest tutaj od szukania zaczepek i wlepiania mandatów, tylko od pomagania ludziom (swoją drogą, wiecie, że szwedzcy policjanci wożą w swoich wozach zapas paliwa, kable i inne pomocne rzeczy, które mogą przydać się pechowcom na drogach?). Jaka jest Twoja bańka? Ostatniej rzeczy, którą musicie wiedzieć, uczy się dzieci w szwedzkich szkołach - Polacy za to zdają się nie mieć pojęcia co to jest dezinformacja. Jeśli używacie Google do wyszukiwania informacji, a Facebooka do przeglądania niusów ze świata, to wiedzcie, że Wasza świadomość i Wasze horyzonty zamknięte są w tak zwanej bańce filtrującej. Oznacza to w skrócie tyle, że im więcej klikacie w pewne treści, im dłużej zatrzymujecie na nich wzrok i im więcej czytacie o danej rzeczy, tym więcej informacji o tej rzeczy będziecie widzieć w swoim news feedzie - niekoniecznie prawdziwych, ale zawsze tendencyjnych i subiektywnie wybranych dla Was przez cyfrowy algorytm. Jeśli więc lubujecie się w katowaniu siebie i innych chwytliwymi nagłówkami o upadku państwa szwedzkiego i wprowadzeniu w nim prawa szariatu, to niestety - Wasze Internety będą kręcić się wokół tego tematu już zawsze i bardzo możliwe, że przez Waszą osobistą bańkę strachu i hejtu, nigdy nie zobaczycie wielu pięknych miast, takich jak Malmö czy Sztokholm chociażby. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego ludzie, którzy mają swoje zdanie na jakiś kontrowersyjny temat, wydają się być święcie przekonani o swojej racji, a na Wasze kontrargumenty reagują oburzeniem i pytają skąd wytrzasnęliście takie informacje? To właśnie efekt bańki, samonapędzającego się strumienia opinii, który nigdy nie skieruje nikogo do przeciwnego brzegu. Pozostaje mi mieć nadzieję, że ten tekst zniesie Was w innym kierunku, niż wszystkie dramatyczne nagłówki z prawicowych portali. Jechać czy nie jechać? Malmö to duże (jak na szwedzkie standardy) miasto, które z otaczającymi je komunami oraz Kopenhagą po drugiej stronie mostu, tworzy naprawdę potężną aglomerację. W dużych miastach dzieją się różne rzeczy - słychać sygnały karetek, straży pożarnej, wozów policyjnych. Są tutaj lepsze dzielnice i gorsze dzielnice. Zdarzają się wypadki, kradzieże, napady, a nawet gwałty i morderstwa - dokładnie tak samo jak w innych większych, europejskich miastach. I dokładnie tak samo NIE biegają tutaj po ulicach bojówki islamskie w wystrzałowych kamizelkach, jak wiele osób zdaje się sądzić - wydaje mi się, że ludzie mają tu inne rzeczy do roboty. Zapewniam Was, że o ile nie przyjdzie Wam do głowy nocny spacer po najbardziej szemranych ulicach i blokowiskach, to nie przytrafi Wam się tutaj nic wykraczającego poza europejską statystykę i nic bardziej traumatycznego, niż ból zmęczonych nóg, przepełnienie karty SD w aparacie fotograficznym i ewentualnie drobne zderzenie z którymś z szalonych rowerzystów (bo samochodami jeździ się tu bardzo ostrożnie). Dajcie mi znać, gdy będziecie się tutaj wybierać - Malmö to piękne, żywe i kolorowe miasto, a ja na pewno Wam podpowiem, co koniecznie trzeba zobaczyć. Tyle z mojej strony jako przewodnika turystycznego. A co myślę jako imigrantka i Polka mieszkająca na co dzień w Szwecji? Cóż, szczerze mówiąc, moi sąsiedzi i ludzie, których mijam na ulicy, bez względu na ich pochodzenie, są na samym końcu w hierarchii moich zmartwień. Ale to już inna historia. I wiecie, co jest najlepsze? To, że nie przyjechałam tutaj z musu, że nie uciekłam z własnego kraju, do którego nie mogę wrócić i to, że kiedy przyjdzie mi uznać, że czuję się tutaj niebezpiecznie, zawsze mogę stąd wyjechać. Dla dociekliwych w kwestii imigrantów: wywiad z Polką, która pracuje z uchodźcami w Szwecji. Wszystko od kuchni, bardzo polecam!

Norwegolożka

Frokostblanding #34 Top 5 dziwnych norweskich słów

Kim jest taksidermist i gdzie może mieszkać palec? Tego wszystkiego dowiecie się z dzisiejszego wpisu o pięciu dziwacznych norweskich słowach.

poFIKAsz?

Język szwedzki

Język szwedzki jest piękny! Może otworzyć Ci drzwi do kariery lub do największej przygody życia. Dlaczego warto nauczyć się szwedzkiego? Język szwedzki (svenska språket) jest językiem indoeuropejskim, wywodzącym się z grupy języków północnogermańskich. Wraz zContinue reading

Artykuł Język szwedzki pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Nowa w Szwecji

Ponarzekajmy: 6 Rzeczy, Których Nie Lubię w Szwecji

Zwykle nie narzekam na Szwecję - wychodzę z założenia, że jestem tutaj gościem i w każdej chwili mogę stąd wyjechać, więc trochę nie wypada. Z reguły odnajduję się w tym kraju, chociaż czasem bywa ciężko, ale próbuję dostosować się do nowych, otaczających mnie realiów, a wszystkie negatywy traktuję jak osobliwości, na które nie mam wpływu. W ramach oswajania się z nimi, postanowiłam je spisać i krótko przeanalizować. 1. Zautomatyzowana uprzejmość W Polsce od razu widać kiedy ktoś wstał lewą nogą albo kogoś po prostu nie lubi. Ale nie tutaj. Szwecja to oaza życzliwości i uprzejmości oraz... Poprawności pociągniętej czasem do granic absurdu. Szwedzi są zawsze mili i uśmiechnięci. Wizyta w urzędzie czy koleżeńskie small-talki to czysta przyjemność. Problem polega na tym, że mimo całej tej życzliwości, dalej nie masz zielonego pojęcia, czy uda Ci się załatwić swoją sprawy albo czy koledzy z pracy darzą Cię sympatią. Bywa też tak, że przemiła i uczynna pani urzędniczka, zaraz po Twoim odejściu, przeciągnie Twoją sprawę tylko po to, by ostatecznie wysłać Ci niezwykle uprzejmie napisaną decyzję odmowną, a kolega wbije Ci nóż w plecy, kiedy tylko się odwrócisz. Oczywiście nie dosłownie - to byłoby niepoprawne politycznie! (Oczywiście, generalizuję - nie każdy Szwed zachowuje się tak samo i jestem pewna, że wiele osób ma całkiem odwrotne doświadczenia :) Zresztą, Szwecja to kraj tak multikulturowy, że bardzo możliwe jest nie mieć w codziennym życiu do czynienia z ani jednym pełnokrwistym Szwedem - co czwarty mieszkaniec Szwecji urodził się za granicą lub jest dzieckiem imigrantów.) 2. Jedzenie Typowo szwedzka dieta jest bardzo ciężka: mocno węglowodanowa, tłusta i słona. Osobiście nie mam żadnego ulubionego szwedzkiego dania. Mimo ogromnego wyboru ekologicznych produktów, na sklepowych półkach ciągle znajduję masę chemii. Oprócz tego, Szwedzi uwielbiają słodycze, a cukier potrafią dodawać dosłownie do wszystkiego. Poważnie. Na przykład szwedzki chleb - nie dość, że jest średnio smaczny i, co gorsza, standardowo słodzony (a masło solone - WTF?), to jeszcze jest on niebotycznie drogi. Za bochenek najzwyklejszego chleba ze sklepowej półki trzeba zapłacić około 20 SEK (8 PLN). Jeśli masz na tyle szczęścia, że po drodze Ci do piekarni, to możesz wybrać tam w miarę zjadliwy chleb na zakwasie, który przynajmniej nie będzie kosmicznie słodki. Szkoda, że na widok ceny skwaśnieje Ci mina. 3. Szwedzkie problemy z alkoholem Niekiedy wieczorami, podczas wybierania filmu na Netlixie, nabieram ochoty na wino. Wrzucam coś na siebie i szybkim krokiem pędzę do pustego kiosku za rogiem, w którym butelki z alkoholem piętrzą się na półkach. Szukam ulubionego wina i w końcu dostrzegam je blisko lodówki z piwem... Wtedy się budzę. Systembolaget W Szwecji mój sen musi pozostać w sferze marzeń - tutaj zakup alkoholu trzeba planować z wyprzedzeniem. Alkohol powyżej 3,5% kupić można wyłącznie w państwowej sieci sklepów Systembolaget. Sklepów tych w całej Szwecji jest... nieco ponad 400 i zwykle czynne są one od poniedziałku do piątku w godz. 10:00 - 19:00, a w sobotę od 10:00 do 15:00. Sieć sklepów monopolowych Systembolaget powstała w połowie ubiegłego stulecia w celu walki z... problemem alkoholizmu wśród Szwedów. Podobno pomogło - przynajmniej tak mówią statystyki. Mało tego - Szwedzi są z tego dumni, a narzekanie na system sprzedaży alkoholu jest tutaj bardzo niemile widziane. To może na miasto? W Szwecji nie poimprezujesz na mieście, no chyba, że po wypłacie. I to raz. Ceny drinków w lokalach są tutaj kilkukrotnie, a nawet kilkunastokrotnie wyższe, niż w Polsce. Szwedzi próbują radzić sobie ze swoim alkoholowym problemem jak mogą - latają na weekendy do Polski i jeżdżą na kryssning, czyli takie promowe imprezy w strefie wolnocłowej. Ostatnio, podczas pobytu w Gdańsku, piwo wypite w popularnej knajpie w centrum miasta było dla mnie największą atrakcją całego weekendu. Po pierwsze dlatego, że dawno tego nie robiłam, a po drugie dlatego, że owo piwo kosztowało mnie 9 PLN. Moja mina przy płaceniu rachunku musiała być bezcenna. 4. Hermetyczność szwedzkiego środowiska Ten, kto próbował kiedyś zakręcić się w szwedzkim towarzystwie, na pewno wie, o czym mowa. W skrócie: jest to niemożliwe. No, chyba, że nie nosisz już żadnych widocznych śladów nieszwedzkości, z imieniem i nazwiskiem na pierwszym miejscu. W innym wypadku zawsze będziesz nieco z boku. W Szwecji zwykle jest tak, że Szwedzi trzymają się ze Szwedami, a imigranci z imigrantami. Wszystko to odbywa się w pełnej harmonii i życzliwej atmosferze, ale czasem wydaje się, że myśl o zaburzeniu tego ładu jest dla Szwedów nieakceptowalna, a efekt będzie porównywalny z efektem motyla - gdy ktoś zacznie, wszystko runie. Z jednej strony jest to trochę przykre, a z drugiej... W Szwecji jest cała masa ludzi z tylu ciekawych krajów świata, którzy bardzo chętnie się z Tobą zaprzyjaźnią! ;) 5. Brak leków w aptekach Jesteś przeziębiony? Weź paracetamol i odpoczywaj. Skręciłeś nogę? Weź paracetamol i odpoczywaj. Masz zapalenie ucha? Zgadnij! ...Weź paracetamol i odpoczywaj! Alvedon, czyli najpopularniejszy szwedzki paracetamol, to lek na wszystko. Apteki tutaj świecą pustkami. Nie znajdziesz tu większości leków dostępnych w Polsce bez recepty, między innymi: leków antywirusowych z inozyną, furaginy na zapalenie dróg moczowych, leków z kodeiną i ketoprofenem na ból czy dekstrometorfanem na kaszel, a nawet produktów z popularnymi w Polsce ziołami, na przykład sensem. Bardzo mocno zawężony jest też wybór dermokosmetyków, więc osoby z przewlekłymi chorobami skóry są mocno ograniczone w leczeniu. Ponadto, chemioterapeutyki są tutaj klasyfikowane jako antybiotyki, przez co również ogranicza się ich używanie. 6. Znalezienie mieszkania to cud Poszukiwania czterech kątów i dachu nad głową wyglądają niestety zupełnie inaczej niż w Polsce. Tutaj, ze względu na panujący od wielu lat kryzys mieszkaniowy, to rentierzy, spółdzielnie i deweloperzy są górą, gdyż mieszkań zwyczajnie jest w Szwecji zbyt mało. Jeśli już najmuje się lokal mieszkalny, to najlepiej jest go nająć od spółdzielni, która podlega pod obowiązujące w Szwecji prawo. Wyobraźcie sobie, że Szwedzi stoją w kolejkach do mieszkań i mało tego - zbierają za to punkty! Im dłużej się stoi, tym więcej punktów się ma. Przykładowo, w Malmö kilka spółdzielni połączyło się w "konsorcjum kolejkowe", do którego jest jedna kolejka, a "stanie" w niej kosztuje 350 koron rocznie. Obecnie w tej kolejce czeka już prawie... 100 tysięcy osób! Najem mieszkania prywatnego z kolei, to rozwiązanie dość ryzykowne, zwłaszcza w dużych miastach. Taka umowa najmu jest mocno niestabilna, a więc grożą nam nieregulowane podwyżki czynszu oraz wypowiedzenie umowy w każdej chwili. A Wy? Co byście dodali do tej listy? Więcej pięknej Szwecji zobaczycie na moim Instagramie!

Nowa w Szwecji

Co łączy Wikingów z łączem Bluetooth, czyli 3 ciekawostki z czasów Wikingów

1. Trelleborg Znasz tę nazwę? No tak, to nieduże miasto i port, z którego można dostać się promem na drugą stronę Bałtyku. Tak naprawdę jednak "trelleborgen" to nazwa okrągłej, drewnianej, wikińskiej fortecy. Na terenie Szwecji i Danii można obecnie zwiedzić 8 muzeów powstałych na wykopaliskach "trelleborgów". W samym mieście Trelleborg, gród odkryto dopiero w 1988 roku, obecnie jego rekonstrukcja oraz muzeum znane są pod niezbyt oryginalną nazwą "Trelleborgen". 2. Bluetooth Nazwa tego sposobu przesyłu cyfrowych danych pochodzi od Haralda Sinozębego (szw. Harald Blåtand, ang. Harald Bluetooth), króla Danii i Norwegii, panującego w X wieku, który wprowadził chrześcijaństwo do Skandynawii oraz miał niebywałe zapędy imperialistyczne (próbował POŁĄCZYĆ podbite ziemie w jedno dobrze funkcjonujące królestwo). To właśnie za jego czasów wybudowano większość "trelleborgów", a szwedzcy archeolodzy wskazują, że najprawdopodobniej pochowany został w kościele w... Wiejkowie (woj. zachodniopomorskie, gmina Wolin, powiat Kamień). Symbol łącza Bluetooth, wymyślony w 1997 roku, to hybryda runicznego zapisu inicjałów Haralda: H (ᚼ) oraz B (ᛒ). Zrobiłam Ci dzień?😉 3. Hełmy z rogami Zapomnij, Wikingowie nigdy nie nosili czegoś takiego. To romantyczny wymysł artystów, oparty prawdopodobnie na starożytnej mitologii, który zapoczątkował Gustav Malström - żyjący na przełomie XIX i XX wieku ilustrator "Sagi o Frithjofie". I właśnie tam odleciał z rogatymi hełmami. Zakłamany wizerunek "barbarzyńskich" wojowników zadomowił się w naszych głowach na dobre, utrwalony przez malarzy oraz... Hollywood. Tymczasem Wikingowie na głowach nosili wełniane lub skórzane czapki, a podczas walki żelazne hełmy bez żadnych zbędnych elementów. Z bydlęcych rogów zaś pili podczas uczt. Słyszałam, że to wikińskie picie z jednego roga było początkiem filozofii "lagom" - każdy po kolei musiał wypić nie za mało i nie za dużo - dokładnie tyle, aby wystarczyło dla wszystkich. I co, ciekawe? 😉 To daj lajka i podziel się z innymi!👍🏼

Farerskie kadry

Są rzeczy, których nie ma

Ta głęboka prawda wypisana sprayem na murze utkwiła mi w pamięci już ładnych naście lat temu. A powróciła wraz z pytaniem, które zadano mi niedawno – jakich zawodów, które nam – Polakom, ludziom z kontynentu – wydają się oczywiste i codziennie, nie spotkamy na Wyspach. A także – odwracając to pytanie – jakich farerskich rzeczy […]

Artykuł Są rzeczy, których nie ma pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Nowa w Szwecji

Moje Skåne - 10 Miejsc, Które Trzeba Zobaczyć w Skanii + MAPA

Sezon wakacyjny coraz bliżej, postanowiłam więc stworzyć dla Was zestawienie moich ulubionych miejsc w najbliższym Polsce regionie Szwecji - Skåne. Te spoty to moje absolutne "must-see" podczas zwiedzania Skanii. Na dole artykułu znajdziecie mapę do zaplanowania wycieczki. Klikajcie na zdjęcia, by przesuwać galerie! 1. Skanör med Falsterbo Niewielkie miasteczka Skanör oraz Falsterbo na Półwyspie Falsterbo, tworzą urokliwą enklawę, oddaloną tylko 40 km na południe od Malmö. Warto zobaczyć tam jedne z piękniejszych skańskich plaż i małe, kolorowe domki gospodarcze, osadzone wśród trawiastych wydm. Krajobrazy są iście bajkowe i zapierają dech w piersiach za każdym razem, gdy się tam trafi. Same miasteczka są również przepiękne - świetnie zachowane domy z początku ubiegłego stulecia są ozdobą wąskich ulic. Półwysep to idealne miejsce na sesje zdjęciowe. Oprócz tego, jest tutaj także rezerwat przyrody Måkläppen, gdzie w zimowych miesiącach można oglądać foki wylegujące się na plażach. Przy drodze prowadzącej do portu i plaży miejskiej w Skanör, stoi jeden z najstarszych w Szwecji młynów - jego udokumentowana historia sięga... XII wieku! To zdecydowanie moje ulubione miejsce w Skåne! 2. Kullaberg Naturreservat Rezerwat przyrody Kullaberg cechuje się niezwykłą różnorodnością biologiczną, a jego wybrzeże jest nieregularne i bardzo skaliste. Na Półwyspie stoi też okazała latarnia morska z XIX wieku, która uznawana jest za najjaśniejszą latarnię w całej Szwecji. Jadąc na kraniec Półwyspu, przejeżdża się przez urocze miasteczko Mölle, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu było jednym z najbardziej luksusowych szwedzkich kurortów wakacyjnych. Po krótkim spacerze w dół północnego wybrzeża, dotrzemy do ogromnych i bardzo dziwnych drewnianych konstrukcji. Te konstrukcje to Nimis, a stoją one na terenie samozwańczego mikropaństwa - Królestwa Ladonii, utworzonego przez kontrowersyjnego szwedzkiego artystę, Larsa Vilksa. 3. Wschodnie wybrzeże Wschodnie wybrzeże Skanii jest niczym przyrodniczy park rozrywki. W Parku Narodowym Stenshuvud, znajdziemy malowniczą plażę Knäbäckshusen, znaną jako "szwedzkie Karaiby". Przy okazji warto wybrać się do pobliskich miejscowości - Simrishamn, Kivik (produkuje się tam najlepsze cydry w Szwecji!) oraz Åhus. Kilka kilometrów wyżej na północ mamy kamienny krąg Haväng dolmen, znajdujący się przy przepięknie ukształtowanym wybrzeżu. W okolicy są też dwa całkiem spore wodospady: Hallamölla oraz Forsakar. Na fikę i odpoczynek warto zajechać do jednej z najstarszych kawiarni w Szwecji, Kaffestugan Alunbruket. 4. Liryczna wyspa Ven Ven nazywane jest "perłą Öresund" i rzeczywiście tak jest - to mało znana, niewielka wysepka, po której porusza się rowerami. Na Ven można dopłynąć promem z Landskrony, zaś w letnim okresie również z Kopenhagi oraz uroczego miasteczka Råå pod Helsingborgiem. Promy pływają dość często, więc wyprawa na cały dzień to optymalna opcja. Sama wyspa przypomina platformę wyrastającą z morza, a widoki na niej są zabójcze - to krótsza, ale równie emocjonująca alternatywa do wyprawy na Bornholm. O magicznej wyspie Ven pisałam w tym artykule. 5. Klimatyczne Malmö Stolica regionu Skåne, czyli Malmö, to naprawdę świetne i klimatyczne miasto - obszerny artykuł z moimi ulubionymi miejscami w centrum i okolicach, znajdziecie tutaj. Jest tam również mapa Google, którą dla Was stworzyłam. Z takim materiałem, zaplanowanie wycieczki po Malmö będzie łatwizną! Kiedy będziecie wjeżdżać do miasta, na pewno zobaczycie duże tablice, głoszące, że Malmö to “miasto rowerowe” i rzeczywiście tak jest - najlepiej i najbezpieczniej podróżuje się po nim rowerem. Bez żartów - porzućcie samochody, gdyż żółwie tempo, pozamykane ulice oraz brak miejsc parkingowych doprowadzą Was do furii. Samochód przyda się tylko, gdy postanowicie wybrać się dalej za miasto. 6. Kamienny krąg w Kåseberga "Szwedzkie Stonehenge", czyli kamienny krąg Ales Stenar, to niezwykle popularny turystyczny spot w Skåne. Nie polecam odwiedzać go w ciepłe letnie popołudnie, bo wtedy na pewno nie będzie szansy na jakiekolwiek zdjęcie bez co najmniej dziesięciu obcych osób na pierwszym planie. Niedługi szlak wędrowny, który prowadzi wzdłuż pastwisk z przesłodkimi owieczkami aż do stromego wybrzeża, rozgałęzia się w pewnej chwili. Idąc w lewo, można zejść do miejskiego portu, zaś ścieżka po prawej zaprowadzi nas wprost na strome klify, na których stoi kamienny krąg. Koniecznie weźcie ze sobą latawiec - tam wieje zawsze! 7. Malownicze Ystad Ystad założone zostało w XI wieku i jest tłem dla znanych powieści Henninga Mankella o kontrowersyjnym detektywie Kurcie Wallanderze. Miasta nigdy nie dotknęła ani wojna, ani pożar, ani żadna inna plaga. Możemy podziwiać tam wiele bardzo starych, średniowiecznych jeszcze, budynków. Niektóre z nich wyglądają, jakby trzymały się w pionie wyłącznie na "słowo honoru", ale to chyba tylko dodaje im uroku. Warto przejść się jego uliczkami - czasem miałam wrażenie, że mogłoby ono być misternie stworzoną scenografią do filmu, którego akcja toczy się w średniowieczu. Jeśli pojedziecie tam wiosną albo latem, czyli w sezonie turystycznym, to ostrzegam, że będzie marzyć tylko o jednym - wyeliminowaniu samochodów i tłumu turystów. Więcej o Ystad przeczytacie tutaj. 8. Dalby - kraina kamieniołomów Okolice miasteczka Dalby, oddalone około 30 km od Malmö, to bardzo niepozorne miejsce, ale warto tam zajrzeć, jeśli macie kilka godzin na spacery w pięknych okolicznościach przyrody. Rezerwat Skrylle to ogromny las pełen ścieżek, a jego sercem jest zalany wodą niewielki kamieniołom, który w otoczeniu zielonych łąk, stał się malowniczym jeziorkiem, a jego brzeg to idealne miejsce na piknik. Kilka kilometrów na południe od Skrylle, znajduje się kolejny, większy i głębszy kamieniołom, Dalby Stenbrottet, który jest popularnym miejscem podczas wakacyjnych weekendów - można podziwiać widoki z jego wysokich brzegów i kąpać się w turkusowej wodzie. 9. Akademickie miasteczko Lund Lund to 100-tysięczne miasteczko położone 15 km na północny wschód od Malmö i w swoim klimacie podobne jest do Ystad. Różnica polega na tym, że Lund to miasto akademickie, więc tętni życiem i charakteryzuje się wyraźną nadreprezentacją grupy wiekowej 20–29 lat (21% populacji) oraz osób z wyższym wykształceniem (58% w stosunku do 29% w skali kraju). A więc odwrotnie niż w przypadku większości miast - zwiedzanie opustoszałego Lund w okresie wakacyjnym to całkiem niezły pomysł. Miasto należy do najstarszych w Szwecji, założono je w X wieku i obecnie jest siedzibą Regia Academia Carolina, największego dziś ośrodka akademickiego w krajach nordyckich, kształcącego ponad 24 000 studentów pochodzących z krajów całego świata. 10. Zamki i pałace Skanii Skåne to kraina zamków i pałaców - w całym regionie jest ich ponad 200, więc jeżdżąc po Skanii natrafia się na nie co chwilę zupełnie przypadkowo. Niektóre można zwiedzać, inne nie, ale zwykle można podejść dość blisko, by pooglądać budynek z zewnątrz albo nawet pospacerować po jego ogrodach. Po szwedzku zamek/pałac to "slott" - polecam wyszukiwanie zameczków wzdłuż trasy podczas nawigacji! Całą listę skańskich zamków i pałaców znajdziecie tutaj. Transport Do Skanii z Polski można dotrzeć na przykład promem ze Świnoujścia do Ystad. Dobrą opcją są też promy z niemieckich Sassnitz i Rostock do Trelleborga. Tanie linie lotnicze latają na lotnisko Malmö Sturup z Katowic, Krakowa, Warszawy i Gdańska. Śmiało można też poszukać lotów do Kopenhagi albo wybrać się samochodem "na około", gdyż do Szwecji można dojechać drogą lądową - umożliwia to Most Öresund, który łączy duńską Kopenhagę ze szwedzkim Malmö. Jednorazowy przejazd przez most samochodem osobowym to koszt około 50 euro. Więcej o cenach przejazdu przez Öresundsbron dowiecie się tutaj. Most można pokonać również pociągiem. W samym Skåne, jeśli nie posiada się własnego auta, niezbędna jest aplikacja Skånetrafiken - obsługuje ona wszystkie połączenia wewnątrz województwa oraz te wchodzące i wychodzące z regionu, również te między Szwecją a Danią. Można w niej wyszukać trasę, kupić bilet i przedłożyć go do kontroli. Podróżowanie po Skanii samochodem jest jednak najbardziej opłacalne, nawet cenowo. Paliwo w Szwecji jest tylko kilka procent droższe niż w Polsce, jednak warto pomyśleć o tankowaniu przed wjazdem na prom. Odległości nie są duże, w dodatku w Szwecji jeździ się bardzo powoli - ograniczenie prędkości na autostradzie to 110 km/h i... wszyscy się go trzymają. Należy również pamiętać o sprawdzeniu stanu technicznego samochodu przed wyjazdem i dobrym ubezpieczeniu, gdyż ceny usług mechaników samochodowych są tutaj kilkakrotnie wyższe niż w Polsce. Wybierasz się do Szwecji? Oto inne artykuły, które mogą być przydatne: 11 Najczęstszych Błędów Polskich Turystów w Szwecji Szwedzkie Savoir-Vivre, Czyli Czego Nie Robić w Szwecji 5 popularnych mitów o Szwecji i Szwedach - prawdziwe czy nie?

Kierunek Norwegia

Wodospad w okolicach Oslo – Solbergfossen, Lier

Od jakiegoś czasu wydawało mi się, że okolice Oslo mam już „przeczesane” wszerz i wzdłuż. Odkąd zamieszkałam w Norwegii, każdy wolny weekend spędzam na wędrówkach, więc uwierzcie mi, rejon Oslo nie ma przede mną większych tajemnic. Ale udało się! Jedna z osób na Instagramie poleciła mi to miejsce, za co bardzo dziękuje. Nie byłam tu wcześniej, a szkoda, bo ten wodospad uważam aktualnie za najfajniejszy w bliskiej okolicy stolicy. Solbergfossen to okoliczna perełka, o której nie wie nawet część rodowitych mieszkańców tych terenów.   Jak tam trafić? No właśnie, wcale nie tak łatwo dostać się w to miejsce. Nie ma go na większości map, więc pinezka mocno wskazana:     Po drodze możemy poobserwować całkiem niezłe, w sumie zaskakująco górzyste widoczki. Parkujemy w Kanada i Lier. Są tutaj dwa spore parkingi, ale uwaga, parkujecie na własną odpowiedzialność. Nie ma tam co prawda żadnego zakazu, ale aktualnie trwają prace budowlane. Już na parkingu znajdziemy pierwszą tabliczkę informującą, w którą stronę się udać, aby dotrzeć do Solbergfossen. Należy przejść na drugą stronę ulicy i ruszyć czerwonym szlakiem, który jest bardzo dobrze oznakowany, aż do samego miejsca docelowego. Trasa jest krótka i przyjemna, bo tylko 1,5 km w jedną stronę. Na jednym odcinku dość stroma, więc spacer z wózkiem moim zdaniem odpada. Dobre obuwie jest koniecznością.     Idziemy… Pierwsza miejsce do którego trafiamy to spora tama na rzece, która przynależy do elektrowni w Tronstad. Następnie będziemy mijać dwie tabliczki z drogowskazem do ringhølene. Są to kotły erozyjne, które powstały w wyniku działań lodowca. Te miejsca w lecie zamieniają się w naturalne baseny, z których chętnie korzysta wiele osób (możecie to sprawdzić wpisując na Instagramie Solbergfossen). Koniecznie zejdźcie z drogi, bo widoki w tych miejscach eleganckie.     Potem już chwila drogi i jesteśmy u celu. Robiący wrażenie wodospad Solbergfossen przed naszymi oczami.     Jak to z wodospadami bywa, w porze mocno deszczowej, po roztopach robią największe wrażenie. Latem w tej okolicy zazwyczaj jest dużo mniej wody, co jak wspominałam sprzyja letnim kąpielom w tej rzece i znacznie zmienia okoliczny krajobraz.   To krótka wycieczka, więc tym, którzy czują niedosyt polecam udać się w dalszą drogę np. do Gjevlekollen lub na wycieczkę śladami starej kolejki w Drammen lub powspinać się po świetnym kanionie w Drammen. W drogę! Sylwia.  

Artykuł Wodospad w okolicach Oslo – Solbergfossen, Lier pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

poFIKAsz?

Noc Walpurgii

Skąd wywodzi się tradycja Nocy Walpurgii? Dlaczego ogień odgrywa w szwedzkiej kulturze niezwykle ważną rolę? Wiele współczesnych szwedzkich tradycji i świąt wywodzi się z pogańskich obrządków. Przykładem może być święto Midsommar czy niektóre tradycje związaneContinue reading

Artykuł Noc Walpurgii pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Kierunek Dania

Duńskie marki podbijają świat

Choć Dania jest krajem stosunkowo niewielkim, Duńczykom udało się stworzyć wiele brandów, które zyskały rozpoznawalność. Duńskie marki mają uznanie na […]

Artykuł Duńskie marki podbijają świat pochodzi z serwisu .

Kierunek Norwegia

Grefsenkollen – ulubione miejsce na zachód słońca w Oslo

Od czasu do czasu chyba każdego z nas nachodzi ochota na obejrzenie pięknego spektaklu na niebie, jakim jest zachód słońca. W Oslo nie trudno o dobre miejsce do obserwacji tego, jak nasze słońce zbliża się ku horyzontowi. Jednym z nich jest właśnie Grefsenkollen. Wieczorami możemy spotkać tu wiele osób, które przyszły odpocząć, złapać ostatnie słoneczne promienie, popatrzeć na Oslo i otaczający je fiord. Jest też kilka innych rzeczy, które przyciąga do Grefsenkollen.     Kawa z widokiem No dobra, który z kawoszy nie miałby ochoty na łyk małej czarnej z takim widokiem?     Właśnie dlatego Grefsenkollen jest miejscem spotkań mieszkańców stolicy i gości przyjeżdżających zwiedzić Oslo. Dobra kawa, piękny widok, dużo miejsc, w których można się wygodnie rozsiąść. I to przez cały rok. Czy to mroźna zima, czy gorące lato, amatorów widoczków nie brakuje. No bo czego potrzeba więcej? Nic, tylko siedzieć i łapać chwilę, która smakuje dobrze zarówno ze znajomymi, jak i w towarzystwie własnych myśli. Kawiarnia, a raczej bar, mieści się tuż obok parkingu, jakby z boku budynku. Zaprasza nas do niej spory szyld i drewniane, wiekowe drzwi. Kawa oczywiście nie jest ulubionym trunkiem każdego, ale spokojnie, macie tutaj wybór zarówno innych pysznych napojów, jak i smacznych przekąsek. Baro-kawiarnia otwarta jest aktualnie tylko w weekendy. W dni powszednie często wystawiany jest na zewnątrz termos z gorącą kawą, bułki słodkie, woda. Zapłacić można z pomocą aplikacji vipps. Jeżeli z niej nie korzystacie, zostawcie odpowiednią kwotę w koszyczku. Od 12 kwietnia otwarty jest również taras, na którym możemy zamówić między innymi smaczną pizzę.     Restauracja Ze szczytu Grefsenkollen na Oslo spogląda piękny, drewniany budynek, którego historia zaczęła się już w 1926 roku. Restaurację wybudował browar Ringnes, który nie był zbyt długo gospodarzem tego miejsca. Już w 1930 przekazał piękną restaurację w PREZENCIE miastu Oslo. W czasie wojny oczywiście nazistom nie umknął uwadze i ten teren, a zamiast restauracji stworzono tam stację radiową. Na szczęście opuszczający Norwegię okupanci nie zniszczyli budynków, ale po wojnie dopiero w latach 50 miejsce odzyskało dawne uznanie lokalsów. Od 1960 roku  lokal należy do osób prywatnych. Z ciekawostek tylko dodam, że budynek, w którym mieści się restauracja został wybudowany wręcz ekspresowo, bo w tylko 10 miesięcy!     Restauracja znajduje się w pięknych, typowo norweskich, drewnianych wnętrzach, ale mimo wszystko jest bardzo elegancka. Warto wcześniej zarezerwować stolik, aby uniknąć rozczarowania na miejscu. Ceny również nie należą do najniższych, więc przed wizytą sprawdźcie menu na stronie restauracji. Organizowane są tutaj również różnego rodzaju wydarzenia kulturalne, koncerty, spotkania z autorami, a nawet wycieczki z przewodnikiem po okolicy. Program dostępny na oficjalnej stronie restauracji i baru. Overoslo Co roku organizowany jest na tym wzgórzu festival muzyczny. W tym roku odbędzie się w dniach 19/22 lipca. Wydarzenie niecodzienne, bo festival z takim widokiem i w takiej lokalizacji nie jest czymś co można spotkać na każdym kroku. Występuje wiele gwiazd, a bilety zazwyczaj znikają niczym świeże bułeczki. Frekwencja wynosi około 15 000 osób, spragnionych dobrej muzyki na świeżym powietrzu.     Jak trafić? Najszybciej i najsprawniej dojechać po prostu autem. W okolicy dwa spore parkingi, z których można ruszyć również w drogę na leśny szlak. Dla lubiących spacery polecam pieszą wycieczkę wzdłuż drogi. Komunikacja miejska niestety wymaga przesiadek. I tak na przykład z centrum Oslo najlepiej ruszyć z przystanku Jernbanetorget, a dalszą trasę sprawdzać na ruter.no, ponieważ opcje przejazdu dość często się zmieniają. Miejscem docelowym powinno być oczywiście Grefsenkollen.     Grefsenkollen od samego początku swojego istnienia było bardzo popularnym wyborem. Już przed laty uwielbiały przesiadywać tu zakochane pary, osoby, które robiły sobie przerwę podczas weekendowych wypadów i młodzi ludzie spotykający się ze znajomymi. Mimo upływu lat powodzenie tego miejsca nie maleje, niezmiennie mieszkańcy stolicy Norwegii podziwiają z Grefsenkollen zachody słońca. Od dwóch lat i ja od czasu do czasu odwiedzam to wzgórze i z kubkiem gorącej czekolady wpatruję się otaczające miasto Oslofjorden.   I jak, zachęciłam Was na małą wycieczkę do kawiarnii z jednym z lepszych widoków w Oslo? Sylwia.   Ps. Inne miejsce z widokami na Oslo to przepiękne wzgórze Vettakollen. >>>>>  

Artykuł Grefsenkollen – ulubione miejsce na zachód słońca w Oslo pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

poFIKAsz?

Stopniowanie przymiotników w języku szwedzkim

Stopniowanie przymiotników nie jest wcale trudne. Można określić dzięki temu, co bardziej Ci się podoba, czy czujesz się gorzej i gdzie sprzedają najlepsze frytki w mieście. W języku szwedzkim istnieją trzy grupy przymiotników, które stopniujeContinue reading

Artykuł Stopniowanie przymiotników w języku szwedzkim pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Trolltunga

Gdzie na majówkę, czyli o norweskich atrakcjach przyrodniczych

Do majówki ledwie pół tygodnia, a to oznacza nie tylko grillowanie, ale też czas na wycieczkę! Może akurat macie możliwość spędzenia jej w Norwegii albo snujecie plany na wakacje, bardziej lub mniej konkretne? Dzisiejszy post powstał specjalnie z myślą o Was – znajdziecie w nim propozycje norweskich przyrodniczych atrakcji turystycznych. Do zobaczenia na szlaku!Hardangervidda...największy europejski płaskowyż położony na południe od linii kolejowej Oslo-Bergen. Słynną równinę można przemierzać

Apetyt na Świat

Jak przygotować się kondycyjnie na górską wyprawę na Lofotach?

Szereg informacji o tym, jak przygotować się kondycyjnie na górską wyprawę na Lofotach oraz co warto wiedzieć przed wyjazdem w te piękne góry.

Artykuł Jak przygotować się kondycyjnie na górską wyprawę na Lofotach? pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

Finolubna

Trzy ciekawe zamki w Finlandii

Myśląc o Finlandii, jej historii i architekturze, częściej niż o zamkach, pomyślimy o drewnianych saunach i domkach, albo o nowoczesnych budynkach zaprojektowanych na przykład przez Aalto. Przecież Finlandia, kraina tysiąca jezior, to nie kraina tysiąca zamków - jest ich tam bowiem kilkanaście. W ramach akcji W 80 blogów dookoła świata, przyglądamy się w tym miesiącu zamkom, zabytkom i ruinom. Wykorzystałam tę okazję, by dowiedzieć się czegoś ciekawego na temat fińskich zamków w ogóle. W tym wpisie przedstawiam pokrótce trzy, moim zdaniem, najbardziej interesujące obiekty. Celowo pomijam Suomenlinnę, ponieważ to najbardziej znana fortyfikacja fińska i dużo się o niej pisze (np. tutaj). Ja sięgnęłam po coś mniej oczywistego i wspominam o zamku w Turku, który miałam okazję zobaczyć na żywo; o twierdzy świętego Olafa, z którą wiąże się ciekawa legenda; oraz o niesamowitym zamku zbudowanym... ze śniegu.

Turun linna 

By Kallerna / Wikicommons 

Zamek w Turku (szw. Åbo slott) to zbudowana w 1280 roku u ujścia rzeki Aurajoki warownia obronna. Założony pod koniec XIII wieku (a więc podczas panowania Szwecji) zamek służył jako bastion i centrum administracyjne Österlandu, jednego z ówczesnych landów szwedzkich. Czasy świetności zamku przypadają na połowę XVI wieku, kiedy to pod rządami księcia Finlandii Jana III i Katarzyny Jagiellonki, zyskał on swoją obecną renesansową formę. To jeden z najbardziej bojowych zamków Finlandii, poddawany wielu oblężeniom i bitwom. Przez wieki lochy zamku służyły jako więzienie, w którym przebywała między innymi szwedzka królowa Katarzyna Månsdotter. Obecnie Turun linna to chyba najczęściej odwiedzane muzeum w Finlandii, a także jedna z lokalnych atrakcji podczas odbywającego się latem festiwalu średniowiecznego. Niektóre pomieszczenia zamku, takie jak królewskie sale bankietowe, można wynająć i na przykład urządzić tam urodziny, a zamkowa kaplica jest jednym z najbardziej popularnych miejsc zaślubin w Turku.

Olavinlinna

By Koothe / Wikicommons

Zamek św. Olafa (szw. Olofsborg), powstał w XV wieku w Savonlinnie. Jest to najbardziej wysunięta na północ, zachowana do dzisiaj, średniowieczna kamienna budowla na świecie. Położona na wyspie Kyrönsalmi, ta twierdza z trzema wieżami powstała na zlecenie Erika Axelssona Totta w 1475 roku by ochronić granice Królestwa Szwecji przed najazdami ze strony Rosjan. Z zamkiem wiąże się legenda o tragicznej miłości: Córka zarządcy zamku wdała się w zakazany romans z rosyjskim wojakiem. Pewnej nocy, dziewczyna otworzyła bramę zamku i wpuściła swojego kochanka do środka. Niestety, wojak nie był sam, i grupa rosyjskich rycerzy wdarła się za nim do twierdzy. Chociaż ochronie zamku ostatecznie udało się odeprzeć atak wroga, zarządca zdecydował się ukarać swoją córkę za to, co zrobiła, śmiercią. Dziewczynę zamurowano żywcem w murach zamku. Wkrótce potem, w miejscu egzekucji, zakwitła jarzębina, której białe kwiaty miały przypominać o niewinności dziewczyny. Legenda była tak popularna, że doczekała się nawet ballady w wykonaniu Annikki Tähti. Dzisiaj Olavinlinna stanowi atrakcję turystyczną Savonlinny i lokalizację wielu wystaw, zawierających między innymi fińskie i rosyjskie artefakty. Każdego lata od 1912 roku zamek zmienia się także w scenę festiwalu operowego.

Lumilinna

By Dmitry Makarov / Wikicommons

Zamki to nie tylko średniowiecze! Współczesny zimowy zamek w Kemi jest największym na świecie fortem zbudowanym ze śniegu. Pierwszy raz postawiono go w 1996 roku. Zamek zwykle topnieje na wiosnę, a co roku odbudowywany jest w nowej konfiguracji. Znajduje się w nim hotel, restauracja, bar, i kaplica. Wnętrze zamku utrzymane jest w lodowo-śnieżnej stylistyce: znajdują się tam rzeźby z lodu oraz skóry reniferów. Nie brakuje tam atrakcji dla dzieci i dorosłych, odbywają się tam przedstawienia teatralne, wystawy, koncerty i różnego rodzaju pokazy, a w lokalnej kapliczce także śluby.


P.S. Ciekawostka językowa. Słowo linna oznaczające zamek, w języku potocznym to także określenie więzienia. Wzięło się ono stąd, że to właśnie w lochach zamków przetrzymywano niegdyś więźniów.

Źródła: Wikipedia, kansallismuseo.fi, turku.fi. 

 W 80 Blogów Dookoła Świata
Przeczytacie także inne wpisy z zamkowo-zabytkowej akcji:
Japonia-info.pl: Rashōmon - brama duchów

Biały Mały Tajfun: Świątynia Huating

Turcja okiem nieobiektywnym: Uçhisar, czyli Trzy Twierdze 
Kirgiski.pl: Osz - Turkijska Stolica Kultury i jej zabytki 
Szwecjoblog: Z książką zamiast przewodnika: Arn, templariusze i ruiny
Gruzja okiem nieobiektywnym: Ruiny z widokiem na Abchazję
Enesaj.pl: Rok Göbekli Tepe

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Z książką zamiast przewodnika: Arn, templariusze i ruiny

Film Templariusze. Miłość i krew (szw. Arn - Tempelriddaren / Arn - Riket vid vägens slut) to jest to jedna z najdroższych (jeśli nie najdroższa) produkcji w historii skandynawskiej kinematografii. Kiedy trafił do kin w Szwecji (właściwie jako pierwszy z dwóch filmów, do dystrybucji w Polsce trafiła połączona i skrócona wersja międzynarodowa), w ciągu pierwszych dwóch dni sprzedano 160 310 biletów i tym samym pobito szwedzki rekord. Produkcja powstała na podstawie serii Krzyżowcy Jana Guillou. Popularność książkowej i filmowej opowieści o fikcyjnym szwedzkim rycerzu, który broniąc Jerozolimy przed niewiernymi, próbuje odkupić błędy młodości, przyciągnęła turystów w regiony Västergötland i Östergötland, zachęcano wręcz do wycieczek śladami rycerza Arna. Jego losy przypadają na dwunasty wiek, dlatego też dziś wiele miejsc związanych z bohaterem to już tylko zachowane ruiny. Ruiny i zamki są natomiast tematem aktualnej odsłony akcji "W 80 blogów dookoła świata" organizowanej przez autorów blogów językowych i kulturowych. Listę tekstów na temat zabytków, ruin i zamków z różnych krajów znajdziecie pod koniec wpisu.


Jeśli macie ochotę obejrzeć ten film, zajrzyjcie do serwisu VOD.pl. W obsadzie rozpoznacie pewnie Sofię Helin, znaną teraz z roli Sagi Norén w serialu Most nad Sundem, a która tu wciela się w rolę Cecylii, która podbije serce Arna. Głównego bohatera gra Joakim Nätterqvist - być może widzieliście go w filmie Pocałuj mnie. W filmie zagrała też część rodziny Skarsgårdów: Stellan i młodziutcy wtedy synowie Gustaf, Bill i Walter. W matkę Rychezę wcieliła się Bibi Andersson, a Magnusa Folkessona zagrał Mikael Nyqvist.




W dzisiejszym wpisie posłużymy się książką zamiast przewodnika. O takim sposobie zwiedzania pisałam Wam, sięgając po Cudowną podróż Selmy Lagerlöf. Dziś towarzyszyć nam będą Droga do Jerozolimy Jana Guillou, pierwsza część sagi o krzyżowcach, w przekładzie Mariana Leona Kalinowskiego, oraz Rycerz zakonu templariuszy w przekładzie Mariana Leona Kalinowskiego i Janusza Korka, wydane przez śląskie wydawnictwo Videograf II w 2008 i 2009 roku. Pod ręką mam też broszurę I Arns fotspår (Śladami Arna), którą opracowało Västergötlands museum.

Husaby

O Husaby warto wspomnieć, ponieważ rzekomo to w tym miejscu Olof Skötkonung miał przyjąć chrzest jako pierwszy chrześcijański król Szwecji. Niedaleko kościoła w Husaby znajduje się nawet źródełko, w którym ochrzczono króla. 
I jeśliby starsza córka weszła do rodu Folkungów, byłby to ożenek iście królewski albo nawet lepszy niż królewski, skoro posiadłości Algota znalazły się w otoczeniu majątków Folkungów oraz Erykidów. Albowiem sama posiadłość Husaby stanowiła królewszczyznę, dzierżawioną od Karola Sverkerssona. Gospodarowanie na królewskich włościach wyróżniało. Poza tym Husaby było posiadłością większą i piękniej położoną - bo u podnóża góry Kinnekulle - niźli własne majątki Algota.
Na terenie królewskiej posiadłości znajdują się dziś ruiny siedziby biskupstwa (późniejsze niż akcja książki). 

źródło: Wikipedia

Dla bohaterów 
Drogi do Jerozolimy Husaby to miejsce pierwszego spotkania:
- Jak się zwiesz, klasztorny śpiewaku? - zapytała z niedowierzaniem w głosie. - Jam jest Arn Magnusson z Arnas - odrzekł natychmiast, w tym samym momencie uświadomiwszy sobie, że po raz pierwszy w życiu przedstawił się tak jak należało. - A ty? - dodał swoje pytanie i spojrzał jej głęboko w oczy. - Jam jest Cecylia Algotsdotter z Husaby - padła odpowiedź onieśmielonej panny, która zrobiła na Arnie takie samo wrażenie, jak on na niej, gdy wypowiedział swe imię, oto bowiem oboje pojęli, iż istotnie Pan sprawił, że się spotkali, a to właśnie odczuli mocno każde z nich w głębi swego jestestwa, kiedy w kościele oplatały siebie nawzajem ich żarliwe śpiewacze głosy.

Visingsö

Visingsö to największa wyspa na jeziorze Wetter. Na południowym krańcu wyspy znajdował się zamek, będący siedzibą władców, m.in. Sverkera Starszego, Karola Sverkerssona, Eryka X Knutssona, Jana I Sverkerssona czy Magnusa I Ladulåsa. Zaletą tego miejsca w dwunastowiecznej Szwecji było jego centralne położenie w królestwie i łatwość obrony.
Ich siłą mogła być niewielka liczba osób: zaledwie ośmiu dzielnych mężczyzn, którzy przepłyną Wetter, choć nikt nie uwierzyłby w taką możliwość. Po przeciwnej stronie, na południowym cyplu wyspy Vising, rezyduje królobójca, Karol Sverkersson, ze swą drużyną i myśli, że jest bezpieczny. Wszakże Bóg nie wspomoże człowieka, który dla własnej korzyści zamordował świętego. Gdy zostanie osiągnięte to, co jest teraz osiągalne, każdego spotka nagroda wedle zasług.
źródło: Jönköping läns museum

Gudhem

Klasztor Gudhem założono w drugiej połowie XII wieku - znajdował się na szlaku pielgrzymek do grobu świętego Olafa w norweskim Nidaros (dzisiejsze Trondheim). 
Miejsce ma też ogromne znaczenie dla losów naszych zakochanych bohaterów. Zakochani Arn i Cecylia będą musieli odpokutować swój romans: on spędzi dwadzieścia lat na Ziemi Świętej jako członek zakonu templariuszy, ona zostanie zamknięta w klasztorze Gudhem, pod surowym okiem matki Rychezy. 
Największe miano otrzymał pewien żeński klasztor w południowej części Zachodniej Gocji. Nazwano go Gudhem, co oznacza: „dom Boga", i przypisano Najświętszej Panience. Był on położony na wyżynie, z której roztaczał się widok na spowitą w błękit górę Billingen oraz, przy nieznacznym wysileniu wzroku, na dwie wieże katedry w Skarze. Na północ od Gudhem połyskiwało jezioro Hornborga, nad które wiosną, przed tarłem szczupaków, zlatywały się żurawie. Sam klasztor otaczały majątki, pola uprawne, niewielkie lasy dębowe. Była to okolica spokojna i piękna, gdzie raczej nie postałaby myśl o mrocznych sprawach i barbarzyństwie. Dla starszej wiekiem niewiasty, która wniosła wcześniej niemałe wiano i podążała tam teraz, aby w spokoju ducha dokonać żywota, nazwa Gudhem była pewno mianem pieszczącym ucho, a gościniec - największym traktem, jaki można by ujrzeć starzejącymi się oczami. Wszakże Cecylia Algotsdotter, w wieku siedemnastu lat zamknięta w Gudhem przez swoje grzechy, długo uważała ów klasztor za dom bez Boga, za miejsce, które trzeba by kojarzyć sobie z piekłem na ziemi.
źródło: Wikipedia

Varnhem

W połowie XII wieku założony został klasztor cystersów w Varnhem, dziś z zabudowań klasztornych pozostał tylko kościół, do zwiedzania udostępnione są za to ruiny dawnych budynków. W Varnhem pochowani zostali szwedzcy królowie z dynastii Erykidów.
Dla Arna klasztorne mury były jego domem z dzieciństwa. Trafił tu jako pięciolatek w charakterze oblata, dziecka oddanego na naukę, choć w zakonie wcześniej zaniechano już przyjmowania dzieci. Arn w klasztorze uczył się nie tylko języków, śpiewu czy literatury, ale i walki mieczem czy strzelania z łuku.
Na krótko przed dniem świętego Bartłomieja, w najgorętszej porze żniw i uboju kozłów w Zachodniej Gocji, zobaczył Arn z oddali wieżę kościoła w Varnhem, zrazu niewyraźnie, jakby koronę drzewa, które było dziwnie sękate, wyschłe czy też uszkodzone przez piorun i rosło gdzieś pośrodku bujnego dębowego lasu, potem zaś całkiem wyraźnie. Arn pamiętał ową kościelną wieżę z dzieciństwa [...] W podniosłym nastroju przejechał on teraz przez klasztorną bramę, po czym sprawdził, czy potrafi rozpoznać ową siedzibę, i przekonał się, że jej nie zapomniał, dostrzegł też to, iż bardzo podupadła.


Alvastra

W Alvastrze w 1143 roku założony został pierwszy na Północy klasztor cystersów. Ufundował go król Sverker wraz z żoną Ulvhild, klasztor był zresztą związany z dynastią Swerkerydów przez cały okres jej panowania, tu znajduje się nekropolia dynastii (pochowano tu także Ryksę z rodu Piastów, drugą żonę Sverkera). 
Król Sverker został zamordowany w drodze na pasterkę, a więc gdy udawał się do kościoła w Tollstad, i pochowano go już obok jego małżonki Ulvhild w Alvastrze. 


W klasztorze od 1342 roku mieszkała święta Brygida, to między innymi tutaj doznawała swoich objawień. 


Jeśli chcecie poczytać o innych, być może bardziej znanych szwedzkich zamkach i ruinach, polecam Wam szwecjoblogowy wpis o olandzkim Borgoholmie (gdzie zespół Roxette nakręcił teledysk między innymi do Listen to Your Heart) i mój artykuł o m.in. skańskim Glimmingehus (tekst również z myślą o książce zamiast przewodnika). A poniżej znajdziecie linki do wpisów o zamkach i ruinach z różnych stron świata:




Chiny:
Biały Mały Tajfun - Świątynia Huating

Finlandia:
Finolubna - Trzy ciekawe zamki w Finlandii

Gruzja:
Gruzja okiem nieobiektywnym - Ruiny z widokiem na Abchazję

Japonia:
japonia-info.pl - Rashōmon - brama duchów

Kirgistan:
Kirgiski.pl - Osz - Turkijska Stolica Kultury i jej zabytki  

Turcja:
Turcja okiem nieobiektywnym - Uçhisar, czyli Trzy Twierdze
Enesaj.pl - Rok Göbekli Tepe

poFIKAsz?

Typiskt svenskt: typowo szwedzkie jedzenie

My mamy bigos, pierogi i “mięsko zjedz, a ziemniaczki zostaw”.  A jak to wygląda w Szwecji? Typiskt svenskt, czyli typowo szwedzkie jedzenie. Jakie są Wasze pierwsze skojarzenia? Założę się, że mięsne klopsy. To bardzo dobraContinue reading

Artykuł Typiskt svenskt: typowo szwedzkie jedzenie pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Farerskie kadry

O morzu i malarstwie

O miejscu morza w życiu, historii, tradycji i sztuce Wysp Owczych można spisać całe tomy opowieści. W jednym z muzeów na owczym archipelagu poznać można ten silny związek – morze i sztuka dosłownie ze sobą sąsiadują. Leirvík na wschodnim wybrzeżu wyspy Eysturoy większość przejeżdża w drodze na północ archipelagu lub w kierunku Tórshavn. Ot, wylot z […]

Artykuł O morzu i malarstwie pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Szwedzka półka

Camilla Läckberg „Złota klatka”

JAK NAPISAĆ BESTSELLER Choć twórczości Camilli Läckberg można wiele zarzucić, jedno jest pewne: autorka wie, jak pisać książki, które będą się sprzedawać. „Złota klatka”, pierwsza część nowej serii królowej szwedzkiego kryminału, to produkt obliczony i skazany na sukces.   źródło: szwedzkapolka Produkt doskonały Nie książka. […]

Artykuł Camilla Läckberg „Złota klatka” pochodzi z serwisu SZWEDZKA PÓŁKA.

Nowa w Szwecji

Latté pappas, czyli szwedzcy ojcowie w klasycznym wydaniu

„O co chodzi z tymi wszystkimi gej-nianiami?” – spytał z ogromnym zdziwieniem ojciec głównego bohatera serialu „Welcome to Sweden”, typowy dumny Amerykanin, odwiedzając swojego syna, który wyemigrował do Szwecji. Kamera pokazała wtedy tłumy przystojnych mężczyzn z dziećmi w każdym wieku, trzymanymi przez nich w nosidełkach oraz wózkach i biegających wokół ich nóg. Mężczyźni spacerowali i rozmawiali w dwójkach i większych grupach. Jeśli akurat nie karmili dzieci butelkami albo nie huśtali ich na huśtawkach, to popijali kawę, obserwując bacznie plac zabaw. I bynajmniej, nie jest to utopijna wizja scenarzysty. Tak, drogie Panie – witamy w Szwecji. „Latté pappas” to fenomen, na który zwróciłam uwagę już w pierwszych dniach mojego pobytu w Szwecji. Parki, place zabaw, plaże, kawiarnie – wszędzie byli ojcowie z dziećmi. W Polsce zwykle matki biorą urlop macierzyński i zajmują się dziećmi, a mężczyzna z wózkiem na ławce w parku to widok tak rzadki, że ma się ochotę podejść bliżej i sprawdzić, czy to nie przewidzenie. W Szwecji rodzice zachęcani są do dzielenia urlopu rodzicielskiego między siebie. Mają do wykorzystania aż 480 dni na każde dziecko, w tym każde z rodziców ma 90 dni, których nie może przenieść na drugiego rodzica i właśnie te trzy miesiące to zwykle minimalna ilość czasu, przez którą tatusiowie sami zajmują się dziećmi, podczas gdy mamy pracują. Warto wspomnieć, że nie trzeba być biologicznym rodzicem, aby skorzystać z urlopu rodzicielskiego – za rodzica uważa się każdą osobę, która mieszka z biologicznym rodzicem i ma z nim inne wspólne dzieci lub jest z nim w związku małżeńskim albo partnerskim. W przypadku urlopu rodzicielskiego oraz VAB (od „vård av barn” – opieka nad chorym dzieckiem), zasiłek dla rodzica albo osoby opiekującej się, wynosi standardowo 80% pensji. W wyjątkowych sytuacjach nie ma żadnego problemu z zabraniem dziecka do pracy – w większych firmach zwykle są specjalne pokoje zabaw dla najmłodszych. Dzieci i psy biegające po korporacyjnych korytarzach nikogo nie dziwią – wręcz przeciwnie, Szwedzi doceniają luźną atmosferę w miejscu pracy. Warto dodać w tym miejscu, że co najmniej półgodzinna przerwa w ciągu dnia to w Szwecji nie przywilej, ale obowiązek pracownika. Oprócz licznych benefitów socjalnych, Szwecja ma do zaoferowania naprawdę wiele w zakresie opieki nad dziećmi. Można powiedzieć, że cały kraj dostosowany jest do rodziców i dzieci. Wejście do prawidłowej toalety w miejscu publicznym to nie lada wyzwanie – podzielone są one często na te dla mam z dziećmi, dla tatusiów z dziećmi, dla niepełnosprawnych oraz do przewijania w różnych konfiguracjach, a jeśli już zupełnie nie wiadomo gdzie wejść pod presją ze strony małego człowieka u boku, to ratunkiem jest toaleta rodzinna, która jest unisex. Pod szkołami, przedszkolami i przybytkami kultury znajdziemy nie tylko parkingi samochodowe i rowerowe, ale także parkingi dla wózków dziecięcych. Pod wejściami do sklepów czekają na nas specjalne miejsca parkingowe dla rodzin z dziećmi, które mają dodatkową przestrzeń wokół auta, aby łatwiej było całą menażerię wypakować z samochodu. Jeśli chodzi o wózki sklepowe, to mamy do dyspozycji takie z leżaczkami dla niemowląt (również dla bliźniąt), z siedzonkami dla starszych dzieci oraz całą pulę kolorowych autek i mini-wózków z chorągiewkami. Zwykle w dużych marketach przy kasach znajdziemy małe sale zabaw, a w urzędach stoliki z kredkami lub inne edukacyjne zabawki, które zajmą malucha w czasie zakupów czy stania w kolejce. Ponadto, gdziekolwiek w Szwecji się jest, zawsze jest pewność, że gdzieś w pobliżu jest plac zabaw albo chociaż mały skwer, gdzie można wybrać się na spacer. W zależności od tego czy jesteśmy bezrobotni albo na urlopie, czy pracujemy albo uczymy się, nasze dziecko może iść do przedszkola na 15 h tygodniowo albo na tyle czasu, ile potrzebujemy na pracę lub szkołę (ale nie na inne rzeczy!). Przedszkola w pełnym wymiarze są płatne, a kwota określana jest proporcjonalnie do zarobków i maksymalnie wynosi około 1300 SEK (520 PLN) miesięcznie. Nauka w szkołach oraz na uniwersytetach w Szwecji jest bezpłatna. Szwedzki rząd zmierza do tego, aby posiadanie dzieci nie wiązało się z ogromnymi wydatkami, dlatego rodzice dostają od Państwa 1250 SEK (500 PLN) miesięcznie na każde dziecko aż do ukończenia przez dziecko 16 lat. Jeśli dziecko po ukończeniu tego wieku dalej uczy się, a potem studiuje, z tego tytułu dostaje comiesięczną zapomogę na własne konto. Większość rzeczy koniecznych do nauki, takich jak przybory szkolne czy podręczniki, również jest bezpłatna. Powszechnie nieakceptowalne w Szwecji jest każdy rodzaj agresji wobec dziecka – zarówno klaps w pupę, jak i krzyczenie na dziecko może spotkać się nie tylko ze społecznym ostracyzmem, ale i problemami z prawem. Nie mogę tutaj nie odnieść się do popularnego mitu, w dużej mierze opartego na wrażeniach nieuważnych widzów polskiego filmu „Obce niebo”, jakoby w Szwecji opieka społeczna bezpodstawnie odbierała dzieci rodzicom. Nie jest to prawda, a szwedzki system prawa rodzinnego jest zdecydowanie bardziej ukierunkowany na dobro dziecka, niż na przykład system polski. Czy to wszystko działa? Cóż, biorąc pod uwagę ilości dzieci, które mijam codziennie na ulicach Malmö, a także przepełnienie przedszkoli, wydaje mi się, że podstawowy cel został spełniony – Szwecja uważana jest za najlepszy na świecie kraj, w którym można urodzić i wychować dziecko. Dzieci są tutaj skarbem narodowym i przejawia się to wiele sposobów – od organizacji infrastruktury miejskiej po postawę pracowników przedszkola. W Szwecji dziecko to człowiek, tylko jeszcze mały. Inne moje artykułu o rodzicielstwie po skandynawsku: Polski czy skandynawski? Jakim rodzicem jesteś? - TEST z przymrużeniem oka Skandynawski Parenting: 5 rzeczy, których nauczyłam się, będąc mamą w Szwecji O co chodzi szwedzkim kobietom? Śmierć patriarchatu po skandynawsku

Norwegolożka

Czy Norwegowie są niegrzeczni?

Norwegowie są niegrzeczni, nie szanują starszych ludzi, a kobiety w ciąży traktują obojętnie. Skąd biorą się te stereotypy? I czy faktycznie mają umocowanie w rzeczywistości?

Pat i Norway

God Påske!

Święta za pasem. Norwegowie tłumnie wyjechali do swoich hyttek i do ciepłych krajów. 
A o czym napiszę dziś? O świętach było, o polskich tradycjach po norwesku było. Ale o tym, jak złożyć sobie życzenia po norwesku - nie było! Specjalnie dla Was, podręczna lista życzeń i pozdrowień Wielkanocnych!

Radosnej Wielkanocy!
  • En påskeklem sendes til deg/dere! - Przesyłam Tobie/Wam wielkanocny uścisk!
  • Håper du får en flott påske og et trivelig opphold på hytta. - Mam nadzieję, że Twoja Wielkanoc będzie świetna i będziesz się dobrze bawił w hytce.
  • Kos deg i påsken! - Niech Ci będzie przyjemnie w Wielkanoc!
  • Nyt påsken med alt sitt innhold. - Delektuj się Wielkanocą i wszystkim co daje.
  • Ønsker deg/dere en god påske og en fin vår. - Życzę Tobie/Wam dobrej Wielkanocy i ładnej pogody.
  • Ønsker deg/dere en god påske fylt med glade påskefarger. - Życzę Tobie/Wam dobrej Wielkanocy wypełnionej szczęśliwymi wielkanocnymi kolorami.
  • Ønsker deg/dere en påske fylt med mange gode minner. - Życzę Tobie/Wam Wielkanocy pełnej dobrych wspomnień.
  • Ønsker deg/dere en gledelig påske. - Życzę Tobie/Wam radosnej Wielkanocy.
  • Håper at dere får en flott påske, og at påskeharen kommer til dere med masse sjokolade! - Mam nadzieję że będziecie mieli świetną Wielkanoc a zając przyjdzie do Was z dużą ilością czekolady!
  • Ønsker deg en flott påske sammen med familien. - Życzę Ci świetnej Wielkanocy z rodziną.
  • Måtte påskesolen skinne for deg/dere hele påsken. - Niech wielkanocne słońce świeci dla Ciebie/Was całą Wielkanoc.
  • Håper du får en flott påske, og lykke til med jakten på påskeegget! - Mam nadzieję, że twoja Wielkanoc będzie świetna i powodzenia w poszukiwaniu wielkanocnego jajka!
  • Håper du får en flott påskefeiring på hytta. Kos deg med kvikklunsj, appelsin og påskekrim! - Mam nadzieję, że miło spędzisz Wielkanoc w hytce. Ciesz się Kvik Lunchem, pomarańczami i Wielkanocnym kryminałem!
I tego wszystkiego z całego serca Wam życzę!  God Påske alle sammen!


Pati

Pat i Norway

Påske - Wielkanoc

Dziś trochę zaktualizowanych informacji o norweskich Świętach Wielkanocnych.
Mimo, że półki sklepowe uginają się od jajeczek, kurczaczków, baranków, doniczek z żonkilami i ozdób Wielkanocnych to Wielkanoc jest dla Norwegów czasem na reset niż religijnym wydarzeniem.

1. Nazwa "Påske" ma swoje korzenie w języku hebrajskim i pochodzi od słowa "Pasah" oznaczającego "Paschę", czyli Zmartwychwstanie Chrystusowe.

2. Dzieci mają wolne w szkole już od poniedziałku zaczynającego Wielki Tydzień.

3. Tydzień wolnego jest możliwy również dla dorosłych. Co ciekawe - Norwegia ma chyba najdłuższe ferie Wielkanocne ze wszystkich państw świata. Ustawowo długi weekend wielkanocny zaczyna się w środę, zazwyczaj wtedy skrócone są godziny pracy. Jednak zdecydowana większość Norwegów bierze urlop w poniedziałek, wtorek i pół środy i świętuje cały wolny tydzień. Tydzień wielkanocny to często pierwsza okazja w Nowym Roku do odwiedzenia swoich domów letniskowych w Syden (czyli na południu Europy). Druga połowa wybiera natomiast bardziej "tradycyjne" norweskie święta i podróżuje do hytek w górach. Ostatnie 4 lata spędzaliśmy z Ørjanem święta w hytce jego taty w górach. Jednak zazwyczaj w Wielką Sobotę byliśmy już w domu, bo tata leciał wtedy na przedłużony urlop do domu na Krecie. W okolicach Wielkanocy linie lotnicze zazwyczaj wznawiają bezpośrednie połączenia do popularnych miejsc odwiedzanych przez Norwegów. Z ciekawostek: lotnisko Gardermoen w Oslo zakłada rekordową liczbę podróżujących tej Wielkanocy. W poprzedni piątek (12 kwietnia) oczekiwano 102.530 pasażerów! Ta liczba bije zeszłoroczny rekord 92.000 podróżujących. 

4. Marcepan, tony marcepanu. W norweskich rodzinach podczas świąt zjada się tu monstrualne ilości marcepanu. Marcepanowe figurki, batoniki itp. itd. Mój szef uwielbia marcepan świąteczny ale zawsze czeka do końca świąt a później wykupuje całe zapasy w pobliskim sklepie (promocja -70%) i karmi nas marcepanem cały maj. Podobno, jeśli szef kupuje to się nie tyje 😅

5. Tak jak na Boże Narodzenie wszystko nazywało się "Jule", tak teraz wszystko nazywa się "Påske". Wielkanocny urlop to Påskeferie / Påsketur, słodycze to påskegodt itp.

6. A na stole.. Oczywiście gotowane ziemniaki, warzywa i jagnięcina! I słodkości, duuużo słodkości.

7. Poniedziałek Wielkanocny jest dniem wolnym od pracy w Norwegii, ale normalnym dniem w Szwecji. Co robią więc Norwegowie w poniedziałki? Podróżują na zakupy do tańszej Szwecji! Jest to to nazywane "Sverigedag" czyli "Szwedzki dzień"

8. Wielkanocne przestępstwo, czyli Påskekrim - co to znaczy? To trochę dziwna tradycja i powstaa zupełnie przez przypadek. Znany norweski pisarz Nordahl Grieg wydał wraz z innym pisarzem w 1932 roku książkę pod tytułem "Pociąg do Bergen splądrowany dziś w nocy" (Bergenstoget plyndret i natt). Ponieważ postanowili wydać ksiażkę pod pseudonimem "Jonathan Jerv", to chcieli zapewnić sobie jak największe zainteresowanie - na reklamę książki wykupili pierwszą stronę największej norweskiej gazety: Aftenposten. Reklama miała ukazać się dzień przed niedzielą palmową. Zaraz po ukazaniu się w redakcji rozdzwoniły się telefony. Tytuł książki wyglądał jak prawdziwy nagłówek i to na pierwszej stronie gazety. Dzwoniący martwili się, czy ich bliscy podróżujący pociągiem do Bergen są bezpieczni. Po tym zdarzeniu czytanie kryminalnych powieści w czasie Wielkanocy stało się wręcz symbolem tych świąt. Wielkanoc to czas w Norwegii, na który produkowane są specjalne serie kryminalne. Seriale, filmy w lokalnej telewizji i audycje radiowe z kryminalnymi historiami. Co roku również, w okresie Wielkanocy pojawiają się Wielkanocne komiksy kryminalne na.. kartonach od mleka. 



9. Słodka Duma Norwegii czyli ... Kvikk Lunsj (Szybki lunch). To batonik przypominający w smaku KitKata, ale bardziej kruchy wewnątrz. Cieszy podniebienia Norwegów juz od 1937 roku. To obowiązkowy ekwipunek jeśli wybierasz się na wyprawę w góry. Święta Wielkanocne bez Kvikk Lunsj, to nie norweskie święta. Statystyki mówią, że średni Norweg zjada 9 Kvik Lunsj rocznie, z czego 3 podczas Wielkanocy. A w środku każdego opakowania jest opisane jedno miejsce warte odwiedzenia w Norwegii i mapa. 



10. Weekend palmowy - weekend z niedzielą palmową (Palmesøndag). To dla Norwegów weekend chodzenia do kina. W niektórych przypadkach odbywają się też parady z palmami. 

11. Również Wielki Czwartek (Skjærtorsdag) jest dla Norwegów dniem "szwedzkim". Ogromne korki na drogach prowadzących do Szwecji spowodowane są faktem, że wielu Norwegów chce zrobić tańsze zakupy jeszcze przed świętami.

12. Wielki Piątek (Langfredag) to jeden z trzech dni w roku, kiedy telewizja nie nadaje reklam, tylko spoty dotyczące organizacji charytatywnych i działalności charytatywnej. 

13. Wielka Sobota (Påskeaften) jest dla sklepów normalnym dniem pracującym choć godziny otwarcia są nieco skrócone. Również wtedy dzieci dostaja zazwyczaj duże jajka wypełnione słodkościami.

14 Niedziela Wielkanocna rozpoczyna się tradycyjnym śniadaniem z malowanymi jajkami, swieżym chlebem i udekorowanym stołem. Część dzieci dopiero w niedzielę dostaje jajka ze słodkosciami. Jednak jest to celebrowane podobnie jak we Francji: jajka są ukryte i dzieci muszą znaleźć je samemu. 

15. Nie jest tu obchodzony lany poniedziałek. Nikt się niczym nie polewa a sam poniedziałek Wielkanocny to zazwyczaj czas powrotu do domu z hytek/z Syden. 

No i najważniejsze, pozdrawiamy się życzeniami "God Påske!"

Påskekyllinger (Kurczaczki Wielkanocne)




https://www.vg.no/reise/i/y35pLg/oslo-lufthavn-forventer-passasjerrekord-i-pasken
https://no.wikipedia.org/wiki/P%C3%A5skekrim

Kierunek Norwegia

Påske – norweska Wielkanoc

Wielkanoc w Norwegii nie różni się znacząco od tej, którą znamy z Polski. Norweskie domy również przystrajane są masą zielono-żółtych ozdób, sklepy już od ponad miesiąca zmieniają barwy na mocno wiosenne, a kwiaciarnie z daleka przyciągają żółtymi tulipanami i pięknymi żonkilami.  Jest dużo kurczaków, zajączków, kolorowych pisanek. Oczywiście jest kilka różnic pomiędzy świętowaniem po polsku i po norwesku, ale mimo wszystko wielkanocne tradycje nie są dalece różne od tradycji z naszej Ojczyzny.   Wolne! -Påskeferie Wielkanoc dla wielu osób to przede wszystkim czas wolny. W Norwegii do pracy nie idziemy już w Wielki Czwartek (Skjærtorsdag) i Wielki Piątek (Langfredag). Świętowanie rozpoczyna się w środę po pracy, a dla niektórych trwa już od poprzedniego weekendu, co widać szczególnie po pustkach w komunikacji miejskiej. Spora część Norwegów w tym okresie jedzie w góry, odpocząć w hyttkach. Często to ostatni dzwonek, żeby ruszyć na narty. Jeżeli święta przypadają już w ciepłym okresie, po prostu ruszają na górskie wędrówki. Spędzenie chociaż jednego dnia na świeżym powietrzu to wręcz konieczność. Nieodłącznym elementem tych wypraw jest pomarańczowy napój Sol oraz batonik Kvikk Lunsj. Jeżeli wyjeżdżacie do Norwegii w okresie świąt wielkanocnych, zarezerwujcie nocleg wcześniej. Wyjazdy na hytty są naprawdę popularnym wyborem. Oczywiście spora część Norwegów wybiera domowy „kos”, czyli relaks w domowych pieleszach, najczęściej w towarzystwie kryminałów (påskekrim). Wiele osób kojarzy Wielkanoc z grami planszowymi i ogólnie czasem spędzonym w gronie najbliższych. Wolne od szkoły przez cały tydzień mają również najmłodsi.   Wielki Tydzień Skjærtorsdag/Wielki Czwartek – w tym dniu sklepy są już zamknięte, więc dla wielu Norwegów oprócz świętowania religijnego jest to dzień, w którym mogą udać się na zakupy…do Szwecji. Na pewno coś w tym jest, bo ruch w kierunku Szwecji jest w tym okresie faktycznie zwiększony. Langfredag/Wielki Piątek – dla osób wierzących jest to na pewno czas skupienia i bardzo ważny dzień. Kościoły organizują Drogi Krzyżowe, ale jest ich na pewno mniej niż w Polsce. Jest to również czas zadumy i skupienia. Påskeaften/Wielka Sobota – w tym dniu sklepy zostają otwarte, można zrobić zapasy i przygotować się do dalszego świętowania. Dzieci dostają masę słodyczy, a dzień wieńczy świąteczena kolacja w towarzystwie najbliższych. Første påskedag/Wielkanoc –  Również w Norwegii Wielkanoc rozpoczyna się od uroczystego śniadania. Tutaj również dzieci czekają na zajączka, ktory w różnych miejscach chowa słodycze i prezenty. To radosny dzień, a większość spędza go z rodziną. Andre påskedag/Lany poniedziałek – nie jest to szczególnie uroczyście świętowany dzień. To zazwyczaj czas powrotów i zakończenie ferii wielkanocnych.     Wielkanocne potrawy Tak jak w Polsce, w Norwegii na stołach królują jajka. Oprócz kolorowych pisanek, znajdziemy również sporo pysznych dań z wielkanocnymi jajkami. Jeżeli chodzi o tradycyjne potrawy to różnią się w zależności od regionu, w jakim zamierzamy świętować. Inne potrawy zjemy na północy, a jeszcze inne na południu. Na pewno popularny jest świeży domowy chleb, różnego rodzaju pieczenie np. z jagnięciny lub pieczony indyk. Dla dzieci jest to czas, w którym mogą zjeść więcej niż zwykle słodkości. Przy bożonarodzeniowych tradycjach wspominałam Wam, że masa produktów zmienia się z dnia na dzień w produkty wielkanocne. I tak np. zwykły marcepan zamienia się w wielkanocny marcepan, sklepy zalewa masa wielkanocnych napoi i innych produktów spożywczych. Zresztą mam wrażenie, że prawie wszystko magicznie zmienia się w produkty wielkanocne zyskując przedrostek „påske”. Przykłady świątecznego menu w norweskich domach możecie zobaczyć m.in. tutaj >>>   Dom O miłości Norwegów do ozdób, lampek i innych rzeczy, które sprawią, że w mieszkaniu jest przytulnie i miło pisałam nie raz. I tak jest również w okresie Wielkanocnym. Domy zmieniają kolory na radosne i kolorowe. W oknach pojawiają się kwiaty i zajączki, a ze sklepowych półek znikają wszystkie ozdoby w kolorach żółci i zieleni. Po długiej ziemie w końcu zaczynają królować żywe i radosne barwy.     A ja z okazji Świąt Wielkanocnych życzę Wam dużo spokoju, miło spędzonego z najbliższymi czasu i pysznego jedzonka na stołach! Wesołych Świąt! Odpocznijcie!  Sylwia.  

Artykuł Påske – norweska Wielkanoc pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Nordic Talking

Nordic Talking druga edycja już za nami!

Nordic Talking Festival to wydarzenie dedykowane miłośnikom kultur krajów Północy. Projekt, w który zaangażowani są wszyscy najwięksi polscy twórcy internetowi, autorzy książek i artyści przybliżający słowem i obrazem kraje nordyckie. […]

Artykuł Nordic Talking druga edycja już za nami! pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Trolltunga

Falske venner 2 – fałszywi przyjaciele 2

Hallo! Jeśli uważnie czytacie naszego bloga, pamiętacie na pewno zeszłotygodniowy post o fałszywych przyjaciołach. Dziś w pewnym sensie kontynuacja, ale z dwoma językami germańskimi w roli głównej: do naszego zestawienia dołącza angielski, bardzo w końcu bliski krewniak języka Trolli. Wielu naszych uczniów zwraca uwagę, że często ciężko stwierdzić, czy danemu słowu w norweskim bliżej do owego kuzyna, czy jednak polskiego – mamy nadzieję, że przynajmniej niektóre z tych wątpliwości rozwieje

Kierunek Norwegia

Kjeåsen – najbardziej odizolowana farma na świecie

Drewniane, stare domy, owce, cudowne fiordy, mnóstwo zieleni, wodospady, a to wszystko ponad 550 m n.p.m. To właśnie jest Kjeåsen, w wielu miejscach opisywana jako „najbardziej odizolowana farma na świecie”.  Na pewno tam wrócę i piszę o tym już na samym początku, dlatego że poczułam się tam jak w bajce. Widoki? Nie z tej ziemi, to miejsce po prostu trzeba odwiedzić!     Jak to się zaczęło? Kjeåsen położone jest około 550 m n.p.m. z bajecznym widokiem na zachwycający Simadalsfjorden. Ludzie żyli w tym miejscu od ponad 400 lat. Do 1974 roku uważane było za jedno z najbardziej odizolowanych miejsc na świecie. Wyobraźcie sobie, że aby dostać się do Waszego domu musicie najpierw pokonać czarny, naprawdę trudny szlak. I oczywiście zazwyczaj niesiecie ze sobą zakupy i inne niezbędne Wam do życia rzeczy. Brzmi jak wyzwanie prawda? A mimo to znaleźli się śmiałkowie, którzy w takim miejscu mieszkali. Nawet nie wyobrażam sobie, ile wysiłku musiało kosztować ich wybudowanie farmy właśnie tam. W Kjeåsen mieszkali nie tylko dorośli, tutaj wychowywały się także dzieci. Jak możemy dowiedzieć się z tabliczek informacyjnych w pewnym okresie mieszkało tutaj aż trzynaścioro dzieci. W 1962 gospodarstwo zostało opuszczone, a obecnie zamieszkiwane jest jedynie w sezonie letnim.     To miejsce jest i było inspiracją dla wielu artystów. Powstało wiele książek i publikacji na temat tej farmy i ludzi tam żyjących. Na przykład szwedzki pisarz Bror Ekström napisał Folket på Kieåsen. W Kjeåsen nakręcono również kilka filmów oraz dokumentów, a w większości głowiono się, dlaczego ludzie w ogóle decydowali się na życie akurat tam. Sytuacja Kjeåsen diametralnie zmieniła się w 1974 roku. Wybudowano długi i dość stromy tunel, dzięki któremu dojedziemy samochodem praktycznie do samej farmy.     Jak trafić do Kjeåsem? Samochód Obecnie, nie musimy pokonywać trudnego szlaku, aby dostać się w to malowniczo położone miejsce. Dosłownie kilka metrów spacerku i jesteśmy w tym przepięknej górskiej zabudowie. Ma to też swoje minusy – w sezonie letni jest to bardzo często odwiedzane przez turystów miejsce. I w ogóle się temu nie dziwię. Ja odwiedziłam Kjeåsen we wrześniu i udało mi się tam być tylko i wyłącznie z moimi znajomymi. Kawa i zupka chińska nigdzie jeszcze nie smakowała mi tak dobrze. Mimo deszczu, który nas złapał.     Jeżeli wybieracie się w to miejsce autem, nie powinniście mieć większych problemów. Na sam szczyt wiedzie stromy i wąski tunel, poprzedzony drogą na również wąskiej skarpie (około 5 km). Pamiętajcie o zachowaniu ostrożności. Ze względu właśnie na tę wąską drogę samochody wpuszczane są wahadłowo. Do tunelu możecie wjechać o określonej godzinie. Przed wjazdem na drogę prowadzącą do tunelu znajduje się sporej wielkości tablica z podanymi godzinami, w których dozwolony jest wjazd (wjechać na górę można o każdej pełnej godzinie, zjazd 30 minut po). Nie można tam wjeżdżać na rowerze ani wchodzić pieszo. Jeżeli chcecie dostać się w to miejsce za pomocą własnych nóg, musicie wybrać opcję drugą.     Piesza wędrówka Szlak oznaczony jest jako ekstra wymagający. To co prawda tylko 1,6 km w jedną stronę, ale droga momentami jest totalnie stroma i zajmuje około dwóch godzin. To nie jest dobry pomysł dla osób mających lęk wysokości. Trasa dostępna jest od maja do października, a zaczyna się tuż obok elektrowni Sima (znajduje się tam również parking). Dobre buty i forma niezbędne.     Będąc w Kjeåsen koniecznie odwiedźcie miejscowość Eidfjord, a następnie wodospad Vøringsfossen. Na koniec dnia na pewno powiecie, że to był cudownie spędzony dzień, a tego co udało Wam się zobaczyć nie zapomnicie przez długi czas.   Uwaga, nawet w takim miejscu znajdują się piękne norweskie owieczki. Jak one tam wlazły? Sylwia.  

Artykuł Kjeåsen – najbardziej odizolowana farma na świecie pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Marchewkowa Skandynawia

Tanie podróżowanie – Finlandia

Finlandia jest jednym z najtańszych krajów Nordyckich, jednak podróżowanie po niej w cale do tanich nie należy. Poniżej przedstawię Wam parę tricków, które możecie zastosować planując wyjazd do Krainy Tysiąca Jezior. Jak tanio dotrzeć do Finlandii? Jeśli nie podróżujemy własnym samochodem najtańszym, a zarazem najszybszym środkiem transportu jest samolot. Najkorzystniejsze ceny lotów bezpośrednich są z […]

Trolltunga

Falske venner – fałszywi przyjaciele

Hei hei! Pamiętacie ten niezręczny moment, gdy Wasz norweski rozmówca uniósł ze zdziwienia brwi, choć byliście stuprocentowo pewni, że dane zdanie jest poprawne? Niewykluczone, że sprawcą tego zamieszania nie był wcale błąd gramatyczny czy przekręcenie jakiegoś wyrazu, a fałszywy przyjaciel, słowo do złudzenia przypominające wyraz funkcjonujący w języku polskim. W ramach dzisiejszego wpisu przygotowaliśmy dla Was listę najczęściej powtarzających się błędów tego typu. I jednocześnie małą pracę

Polskie gadanie o szwedzkich rzeczach

Na północ, ale nie za daleko! Zaplanuj swój weekend w południowej Szwecji. #1

    W pierwszym wpisie z serii przeczytasz o transporcie i miasteczku Lund. Samolotem? Promem? … Czytaj dalejNa północ, ale nie za daleko! Zaplanuj swój weekend w południowej Szwecji. #1

Artykuł Na północ, ale nie za daleko! Zaplanuj swój weekend w południowej Szwecji. #1 pochodzi z serwisu Polskie gadanie o szwedzkich rzeczach..

Norwegolożka

Frokostblanding #33 Norwegowie decydują sami za siebie

Dlaczego norweskie państwo wtrąca się w jedne sprawy, a inne pozostawia do rozważenia swoim obywatelom? I co mają wspólnego dobrowolne szczepienia z drugim śniadaniem?

Renifer na emigracji

Prima aprilis czyli aprilsnarr

Pierwszy dzień kwietnia to dzień żartów. Kto nie zażartuje, to dzień zmarnuje, bo okazja na zrobienie kogoś w balona, tak by uszło to na sucho, zdarza się tylko raz do roku. Fajnie jest tak przetestować znajomych, przyjaciół, rodziców, czy też nauczycieli na ile dadzą się nabrać na te nasze małe, niewinne oszustwa i kłamstewka. Moja córka trochę się wczoraj źle… Read more →

Artykuł Prima aprilis czyli aprilsnarr pochodzi z serwisu Renifer na emigracji.

SKANDIS

Kamień runiczny z Muoniovaara w szwedzkiej Laponii

Dzisiejszy bohater runicznych ciekawostek jest dziełem w miarę współczesnym, powstałym nawet nie 200 lat temu, ale to też najbardziej wysunięty na północ kamień runiczny w Szwecji. O ile sam głaz prawdopodobnie pełnił rolę świętego kamienia rodzimych mieszkańców Laponii, to inskrypcja powstała dopiero w XIX wieku z inicjatywy… angielskiego przyrodnika. Poznajcie historię kamienia z Muoniovaara: Muoniovaara... Czytaj dalej →

Renifer na emigracji

25 marca to Międzynarodowy Dzień Gofrów

25 marca to w kalendarzu Międzynarodowy Dzień Gofrów. W Norwegii wszyscy je uwielbiają. Sama robię je od czasu do czasu z okazji urodzin, świąt, pikników czy spotkań towarzyskich. Ale zdarza się też zupełnie bez okazji, gdy po prostu przyjdzie nam na nie ochota, zwłaszcza w letnie soboty. Przez lata piekłam też gofry na różne okazje. Mój rekord to 15l sztuk… Read more →

Artykuł 25 marca to Międzynarodowy Dzień Gofrów pochodzi z serwisu Renifer na emigracji.

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Język szwedzki w Finlandii - W 80 blogów dookoła świata

Język szwedzki używany jest przede wszystkim w Szwecji (co dla nikogo nie jest zaskoczeniem), ale warto pamiętać, że jest również językiem urzędowym w Finlandii. Fińska odmiana języka szwedzkiego (szw. finlandsvenska) jest językiem ojczystym przede wszystkim dla mieszkańców zachodniej i południowej Finlandii. Poznajcie kilka ciekawostek i informacji na temat tej odmiany szwedczyzny.

źródło: YLE/Teemu Kiviniemi 


Fińska odmiana języka szwedzkiego brzmi trochę inaczej niż standardowy szwedzki

Jeśli uczyliście się szwedzkiego, pewnie jedną z pierwszych reguł dotyczących wymowy, jaką poznaliście, była ta dotycząca długości głosek. Każda akcentowana spółgłoska zawiera długą spółgłoskę lub samogłoskę. Samogłoska jest długa, jeśli występuje po niej krótka spółgłoska lub nie ma po niej spółgłoski. Jeśli w akcentowanej sylabie jest długa spółgłoska, to samogłoska jest krótka. To dlatego słowa glas i glass czytamy inaczej. Reguły tej jednak nie stosuje się w fińskiej odmianie języka szwedzkiego, gdzie pewne słowa wymawia się z krótką samogłoską i krótką spółgłoską, jak np. senap, kamera, föredrag.

W tej odmianie języka szwedzkiego nie ma akcentu grawisowego, tego, który najczęściej opisywany jest przez słuchających jako "ten skaczący akcent w szwedzkich wyrazach" (obszerny artykuł o tym akcencie znajdziecie na portalu Woofla). W standardowym szwedzkim akcent toniczny różnicuje znaczenie słów, np. anden może znaczyć albo kaczkę albo ducha (oba słowa w formie określonej, od en and i en ande) a buren może oznaczać klatkę (w formie określonej, od en bur) albo imiesłów od "nosić", np. buren på axeln - noszony na ramieniu. W fińskiej odmianie języka szwedzkiego te słowa w zasadzie wymawiane są bez różnicy w akcencie.

Poza tym w tej odmianie języka szwedzkiego występuje tylko jeden dźwięk a (to znaczy, że a w słowach kaffe i bakelse nie będzie brzmieć różnie), nie występują tak zwane retrofleksy, a więc w wymowie słów takich jak hård, kort czy kors usłyszymy wyraźne r, zamiast dźwięków przypominających trochę polskie dż, cz i sz. Wyraźnie wymawiane jest też d w takich słowach jak np. djur albo djungel. Charakterystyczna jest też wymowa dźwięku określanego jako tj-ljudet, na przykład tjugo czy kärlek, która zbliżona jest do polskiego ć. Sj-ljudet (temu dźwiękowi poświęciłam już na blogu osobny wpis) wymawiane jest natomiast podobnie do polskiego sz.

Nieco inaczej wygląda też akcentowanie wyrazów w zdaniu, a co za tym idzie: melodia zdania.

Posłuchajcie, jak brzmi fińska odmiana języka szwedzkiego w nagraniu, jak Mark Levengood czyta Piotrusia Pana:

  


Fińska odmiana języka szwedzkiego kojarzy się z Muminkami


I bywa nawet nazywana muminsvenskan, muminkowym szwedzkim (ciekawostki o Muminkach znajdziecie na blogu). Tove Jansson była fińską pisarką szwedzkojęzyczną. Posłuchajcie, jak sama autorka czyta swoją książkę W Dolinie Muminków (szw. Trollkarlens hatt), a potem obejrzyjcie fragment szwedzkojęzycznej wersji anime.






Słownictwo charakterystyczne dla fińskiej odmiany języka szwedzkiego


Ta odmiana języka szwedzkiego różni się od standardowej nie tylko wymową, ale czasem i słownictwem, które jak można się spodziewać - czerpie z języka fińskiego, np. coś co jest fajne, super, po szwedzku kul, w tej odmianie jest kiva, a vessa to WC. Są też wyrażenia innego pochodzenia, np. zamiast szwedzkiego tunnelbana używa się tu słowa metro, weekend to nie helg ale veckoslut (czyli dosłownie koniec tygodnia), a semla to dla Finoszwedów po prostu bułka. Ta z kremem nazywa się fastlagsbulle. Słownik finoszwedzko-szwedzki znajdziecie TUTAJ.


Fińska odmiana języka szwedzkiego jest językiem ojczystym dla Finoszwedów

Wspominałam o tym już na początku, ale przypominam o tym jeszcze raz. Choć fińska odmiana języka szwedzkiego różni się od odmiany standardowej już na pierwszy rzut... ucha 😉, to dla Finoszwedów jest językiem ojczystym. Dlatego tak irytujące są dla nich komentarze w rodzaju "Jak dobrze mówisz po szwedzku", które czasem zdarza im się usłyszeć.



Dzisiejszy wpis jest częścią akcji "W 80 blogów dookoła świata", którą autorzy blogów językowych i kulturowych. Przeczytajcie, co piszą na temat języków rozsianych po różnych częściach świata:


Japonia-info.pl: Brazylia - ojczyzna największej japońskiej diaspory
Biały Mały Tajfun: Język chiński w Tajlandii

Turcja okiem nieobiektywnym: Turecki Berlin
Suomika: Język fiński w SzwecjiOstez Vostre Lion: Anabaptyści i niemiecka emigracja w Ameryce

Renifer na emigracji

Moja pierwsza książka przeczytana po norwesku

Moją pierwszą książką przeczytaną po norwesku była „Beatles” autorstwa bardzo popularnego w naszym kraju pisarza Larsa Saabye Christensena. Książkę tę poleciła mi moja nauczycielka. Po dziewięciu miesiącach nauki norweskiego stwierdziła, że teraz możemy już zacząć czytać niezbyt skomplikowane książki w tym języku. Tak więc od razu po szkole popędziłam do biblioteki i wypożyczyłam „Sult” (Głód), napisaną przez Knut Hamsun (o… Read more →

Artykuł Moja pierwsza książka przeczytana po norwesku pochodzi z serwisu Renifer na emigracji.