Nordycka Planeta

Polskie blogi o Północy w jednym miejscu

Naszym celem jest zebranie w jednym miejscu najnowszych wpisów z blogów poświęconych szeroko rozumianej tematyce nordyckiej.

Kierunek Dania

Duńczycy: jacy są? PODCAST

Duńczycy: jacy są? Czy duński naród ma jakieś cechy charakterystyczne? Jak rozpoznać Duńczyka?  Posłuchaj podcasty. Dzisiaj będzie o Duńczykach. Kim […]

Artykuł Duńczycy: jacy są? PODCAST pochodzi z serwisu Kierunek Dania.

Stacja Islandia

Andvaka :: Andvana (recenzja)

Andvaka to islandzki metalowy zespół, który powstał w 2019 roku w Reykjaviku. O grupie Andvaka wiemy tylko tyle, że tworzy ją trzech anonimowych muzyków (przypuszczam, że jednym z nich jest I z projektu ZAKAZ, ale mogę się mylić). Ponadto z profilu tego metalowego tria na platformie bandcamp możemy wyczytać, że nazwa zespołu jest islandzkim pojęciem, […]

Gazela w Laponii

ZORZA POLARNA – 5 RAD !

Północna Norwegia to ponoć najlepsze miejsce na świecie do obserwowania zorzy polarnej! To właśnie tu możesz doświadczyć Aurorę Borealis od końca sierpnia do końca marca, w zależności od szerokości geograficznej. Zapraszam na moje 5 rad jak zobaczyć zorzę polarną w Północnej Norwegii!

Artykuł ZORZA POLARNA – 5 RAD ! pochodzi z serwisu Gazela w Laponii.

Nordic Talking

Język farerski – 12 faktów

Język farerski to dopiero nisza! W Polsce niewiele jest osób, które farerskiego się uczą (koniecznie się do nas odezwijcie, jeśli się uczycie!), dlatego spokojnie można nadać mu miano języka egzotycznego. […]

Artykuł Język farerski – 12 faktów pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Pat i Norway

Największe na świecie miasteczko z piernika

Piernikowe miasteczko w Bergen obchodzi w tym roku 25 lat! Wybrałam się tam z moją niezastąpioną Patką pod koniec listopada zaraz po otwarciu. Dobrym pomysłem było wybranie się tam po południu w środku tygodnia bo nie było tam prawie nikogo więc w spokoju mogłyśmy podziwiać piernikowe domki.
Od kiedy przeprowadziłam się do Bergen, staram się co roku odwiedzić miasteczko. To przepiękny przykład norweskiego "dugnad" czyli czynu społecznego. Każdego roku w październiku większość szkół, przedszkoli, firm i osób prywatnych piecze domki, domy, dzieła sztuki! Następnie dostarczają swoje prace do Pepperkakebyen i pod koniec listopada otwiera się największe na świecie miasteczko pachnące cynamonem i przyprawami! 
Zresztą, spójrz na te zdjęcia z tegorocznego miasteczka!





















Wstęp dla osób dorosłych kosztuje 100 koron. Miasteczko mieści się w starej hali basenu Sentralbadet. Więcej informacji na www.pepperkakebyen.org

Mvh
Pati

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Świąteczny humor

W odliczaniu do Świąt skupiamy się na tworzeniu uroczystej, przytulnej atmosfery i czasem skupiamy się na tym tak bardzo, że łatwo zaczynamy się Świętami stresować. Dlatego dziś przypominam Wam, jak ważne w tym przedświątecznym czasie są uśmiech i humor. Dlatego też przyjrzymy się szwedzkim świątecznym żartom i dowcipom.

Pamiętacie wpis o göteborskim humorze? Było w nim wiele żartów słownych i "sucharów", nie zabraknie ich też w dzisiejszym wpisie. Domyślam, że nikt nie lubi, jak tłumaczy się komuś dowcipy, dziś sobie jednak na to pozwolę, bo domyślam się, że nie wszyscy czytelnicy znają język szwedzki.

Żarty słowne związane z Bożym Narodzeniem są o tyle prostsze, że szwedzkie słowo na Boże Narodzenie to jul. Jul brzmi trochę jak angielskie you i wymawia się tak samo jak inne szwedzkie słowo o odmiennej pisowni: hjul, czyli "koło". To dlatego uśmiechniemy się pewnie, kiedy zobaczymy to:

źródło - na stronie można zamówić pdf z szablonem do tego haftu

To moja ulubiona grafika, o której przypominam sobie co roku przed świętami, bo świetnie oddaje to, co powinniśmy śpiewać w refrenie piosenki Mariah Carey - na Święta potrzebujemy (ducha) Świąt. Tylko tyle i aż tyle.

Bawi mnie też to zdjęcie:

(Jeśli uczycie się szwedzkiego, pamiętajcie, że słowo hjul jest rodzaju nijakiego!)

Święta kojarzą się Wam z suto zastawionym stołem, masą jedzenia i obżarstwem? Zastanawiacie się, jak w tym czasie utrzymać formę? Właśnie tak:



źródło


Macie w domu kalendarz adwentowy? Otwieracie uczciwie po jednym okienku dziennie? Czy zdarza się Wam to, co na grafice Herregud&Co?


"Dziwne. Zacząłem ten czekoladowy kalendarz adwentowy wczoraj , a już jest 23 grudnia..."




Post udostępniony przez Herregud & Co (@herregudco)


I teraz porcja świątecznych dowcipów z polskim tłumaczeniem:

Det finns fyra stadier i en mans liv:
1. Han tror på tomten.
2. Han tror inte på tomten.
3. Han är tomten.
4. Han har glömt bort tomten.

W życiu mężczyzny są cztery etapy:
1. Wierzy w Mikołaja.
2. Nie wierzy w Mikołaja.
3. Jest Mikołajem.
4. Zapomniał o istnieniu Mikołaja.


*

- Hur går det för Lucia i år?
 - Lysande!


- Jak tam Łucja w tym roku?
- Olśniewająco!

*

- Vad gör orkesten den 23:e december?
- De har julstämmning.


- Co robi orkiestra 23. grudnia?
- Nastraja się na święta.

*

- Vilken låt av poppgruppen Roxette handlar om julen?
- MUST have been love.

- Jaki utwór Roxette jest o Bożym Narodzeniu?
- MUST have been love.



Glad andra advent! * Wesołej drugiej niedzieli adwentu!


Nordic Talking

Duńskie smaki – Smørrebrød

Smørrebrød. Jeden z największych duńskich klasyków jest tak głęboko zakorzeniony w żołądkach Duńczyków, że ani rusz! Iga Faurholt Jensen Via Skandynawia Te popularne kanapki obładowane obkładem różnego rodzaju, stały się […]

Artykuł Duńskie smaki – Smørrebrød pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Trolltunga

Hvordan er kroppen bygd opp? Lekcja anatomii

Z naszego posta sprzed kilku tygodni mogliście dowiedzieć się, jak rozmawiać po norwesku o dolegliwościach związanych z przeziębieniem czy grypą. Zdarza się jednak (tfu tfu!), że dopadające nas problemy zdrowotne dotyczą czegoś innego niż zatkany nos czy niewielka gorączka. Dostajemy rozpoznanie od lekarza, a tam czarna magia! Na ogólnych kursach językowych pojawia się zazwyczaj tylko podstawowy zestaw słówek związanych z częściami ciała, i to najczęściej tych zewnętrznych – a my akurat mamy

Stacja Islandia

Hamradun :: Hetjuslóð (recenzja)

Farerscy folk rockowcy z Hamradun po czteroletniej przerwie wydawniczej w końcu ponownie znaleźli się na ścieżce bohaterów. Tych, którzy nie znają twórczości Hamradun uprzedzam, że nie jest to muzyka oparta na znanych patentach i banalnych rozwiązaniach, czy przaśnych przebojowych melodiach i folkowej energii. W dzisiejszym zalewie zespołów folk rockowych trudno jest znaleźć jakiejś naprawdę interesujące […]

Kierunek Norwegia

Pamiątki z Norwegii – co przywieźć z Krainy Fiordów?

Lubię z wakacji przywieźć sobie “coś”, co przywoła za jakiś czas miłe wspomnienia. Nie musi to być duża rzecz, nie musi być nowa. O większości miejsc, które odwiedziłam, przypominają mi magnesy na lodówce, dodatkowo mam swoje pudełko ze “wspomnienia” w którym trzymam np. butelkę z piaskiem z lazurowej plaży albo ładny kamyk znaleziony gdzieś po drodze na szczyt. Zawsze z przyjemnością otwieram ten mój karton po brzegi wypełniony fajnymi dla mnie chwilami. Mieszkam w Krainie Fiordów, więc czy zbieram jakieś pamiątki z Norwegii? Tak! Mam kilka drobnych rzeczy z ulubionych miejsc. Pamiątki z Norwegii również często pomagałam wybierać rodzinie, znajomym, którzy odwiedzili mnie nad fiordami. Dzielę się z Wami kilkoma moimi pomysłami na to, co przywieźć z Norwegii.     Lokalne jedzenie Lubię kupić, choć mały lokalny smakołyk. Jedzony potem w domu najintensywniej przypomina o wakacjach. Kupując lokalne jedzenie, możesz również zabrać w małą kulinarną podróż Twoich bliskich, którzy nie mogli z Tobą odwiedzić tych miejsc. Najfajniejsze norweskie przysmaki, które możesz przywieźć z Norwegii to wg. mnie: norweskie ser np. brązowy (brunost) lub kozi (geitost) czekoladę Freia, kultowy batonik Kvikk Lunsj lub inne słodycze, których nie sprzedaje się w Polsce produkty z lukrecją (lakris), tutaj duże prawdopodobieństwo, że prezent nie będzie smakował suszone, lokalne wędliny suszone ryby (tørrfisk) lub inne produkty rybne, których wybór w wielu miejscach jest spory produkty z maliną moroszką (multe) , która w Polsce nie jest aż tak popularna, jak w Norwegii alkohol np. Aquavit (norweska wódka ziołowa). Podróżując po Norwegii na pewno wielokrotnie spotkasz miejsca z lokalnym jedzeniem. Oprócz tego, że odwiedzając nowe kraje zawsze warto próbować inne smaki, to fajnie w takim miejscu kupić coś “na pamiątkę”. Jeżeli znajdziecie produkt, który szczególnie Was zainteresuje, to kupcie go od razu. Może się okazać, że podczas podróży nie będziecie mieć już drugi raz okazji.           2. Wełna, ubrania Nie ma co ukrywać, jest to bardzo droga pamiątka, ale kupiona dobrej jakości jest też pamiątką na długie lata. Wełniane skarpety, piękne norweskie wełniane swetry, czapki, rękawiczki. To wszystko kosztuje zazwyczaj krocie, ale jest też bardzo ciepłe i często dobrej jakości. Jeżeli zdecydujecie się na taki zakup, zawsze dokładnie sprawdźcie kraj pochodzenia i skład. Na wielu straganach widziałam urocze “norweskie” ubrania, które pochodziły z Chin, a z wełną miały wspólną tylko cenę.     Po sezonie zimowym można trafić na wiele fajnych okazji. Polecam wtedy zakupić bieliznę wełnianą. Nie ma nic lepszego na mrozy, a taką bieliznę można nosić przez kilka sezonów. To też bardzo fajna sprawa dla wszystkich dzieci, które lubią zimowe szaleństwo. Wełniane skarpety to w Norwegii podstawa. Dla tych, dla których zakup nowego swetra jest poza zasięgiem finansowym, a chcieliby mieć taką pamiątkę, polecam odwiedzić Fretex. To norweski sklep z odzieżą używaną, w którym można znaleźć sporo perełek w przystępnych cenach. Z ciekawostek dodam, że ja wełniane swetry kupuje zawsze w polskich lumpeksach. Ten ze zdjęcia to w 100% wełniany sweter, który do Polski przyjechał prosto z Bergen. Kosztował całe 15 zł i wrócił ze mną do swojej Ojczyzny.          3. Trolle, łosie, renifery Większość sklepów z pamiątkami jest wręcz zalana trollami, łosiami i reniferami. Nie ma co się dziwić, większości osób właśnie z nimi kojarzy się Norwegia. Duża część takich sklepów ma w ofercie niemal takie same rzeczy, więc tutaj z zakupem nie musicie się spieszyć. Najpopularniejsze są oczywiście magnesy, figurki, kubki, zeszyty oraz masa gadżetów dla najmłodszych m.in. wielkie pluszowe łosie.          4. Znalazłam! Jak wspominałam na wstępie, dla mnie najfajniejsze pamiątki to te, które sama znalazłam. Kamyk, trochę piasku w butelce, którą wyrzuciło morze, muszla (pamiętaj, żeby przed zabraniem muszli sprawdzić, czy nie jest to muszla od zagrożonych gatunków). Może to być również np. wyschnięta gałązka, która leżała na drodze, a z której można zrobić coś ładnego do domu. Pomysłów jest mnóstwo, a własnoręcznie przygotowana pamiątka, naprawdę bardzo cieszy.        5. Z drugiej ręki W Norwegii, w wielu wsiach, miastach, miasteczkach, możecie trafić na sklepy z używanymi rzeczami. Często organizowane są również cyklicznie wydarzenia, które przypominają nasz polski “ryneczek”. Okoliczni mieszkańcy spotykają się i sprzedają swoje używane “skarby”. Takie sklepy to po norwesku bruktbutikk. Kupisz tam od oryginalnych, często bardzo starych mebli, po masę bibelotów. W takich sklepach można upolować stylowe i unikatowe rzeczy w dobrych cenach. Drewniane rzeźby, kubki i filiżanki, również z norweskimi akcentami, zdjęcia, obrazy. Moim zdaniem nie ma lepszego miejsca do znalezienia naprawdę niespotykanej pamiątki z Norwegii.          6. Rękodzieło Fani rękodzieła również powinni znaleźć w Norwegii coś dla siebie. Małych sklepików, często blisko atrakcji turystycznych, jest dość sporo. Można tam kupić wyroby z drewna, szkła, biżuterię. Chcąc kupić oryginalne norweskie rękodzieło, należy przygotować się jednak na zazwyczaj bardzo wysokie ceny. Z drugiej strony widziałam tutaj naprawdę dużo ładnych, klasycznych rzeczy, wykonanych z niezwykłą dbałością i smakiem.         7. Przy okazji Kolejną pamiątką, za którą i tak płacimy, to różnego rodzaju bilety wstępu, bilety na promy. Warto też zajrzeć do Informacji Turystycznych. Możemy znaleźć tam ciekawe mapy, foldery reklamowe z cudownymi zdjęciami za symboliczne kwoty lub zupełnie za darmo. Takie gazetki zazwyczaj są w wielu językach, dlatego na pewno przydadzą się w podróży również tym, którzy nie znają języka norweskiego.     Przy zakupie pamiątek warto, zwłaszcza w Norwegii, zachować zdrowy rozsądek. W sklepach wybór jest ogromny, a nie wszystko, co drogie jest fajne. I norweskie. Najfajniejsze pamiątki i prezenty to te od serca, niekoniecznie nowe, niekoniecznie ze sklepu. A jakie Wy przywieźliście pamiątki z Norwegii ?? Sylwia.  

Artykuł Pamiątki z Norwegii – co przywieźć z Krainy Fiordów? pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Stacja Islandia

Biggi Hilmars :: The Last Igloo (OST) (recenzja)

Biggi Hillmars – islandzki artysta i kompozytor powraca z kolejną ścieżką dźwiękową. Wśród dotychczasowych albumów Biggi’ego Hillmarsa znajdują się: „Cinematic songs”, „All We Can Be”, „ROF” (2014; recenzja TUTAJ), „Dark Horse” (2017; recenzja TUTAJ), „Grenfell Our Home” (2018; recenzja TUTAJ), „Ephemeral Dream” (2019; recenzja TUTAJ). 22 października 2019 roku dyskografia Biggi’ego Hilmarsa powiększyła się o […]

Utulę Thule

“Uniejów to taka mała Islandia”

Jak to się stało, że w Uniejowie są maskonury i flagi islandzkie? 28 listopada miasto podpisało umowę partnerską z islandzkim Grindavíkiem, co ukoronowało kilkuletnią znajomość między ośrodkami. Czy wiecie, że w Polsce też mamy gorące źródła? Może nie znajdzie się u nas gejzerów, ale jest kilka miejsc, w których woda termalna osiąga wysokie temperatury i …

Artykuł “Uniejów to taka mała Islandia” pochodzi z serwisu .

Stacja Islandia

Reality Bytes :: Symphony of Storms (recenzja)

Reality Bytes to nowy i ciekawy zespół pochodzący z Wysp Owczych. Zespół Reality Bytes został założony w 2018 roku przez szóstkę muzyków: Dania O. Tausen – wokal Ingmar Berg Mikkelsen – rhodos, organy, fortepian, vocoder, chórki David Simonsen – bas, chórki Pauli R. Poulsen – gitary Tórður D. Jacobsen – perkusja Maria á Lakjuni – […]

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Prezentownik Szwecjobloga

Znacie taki ślubny zwyczaj, zgodnie z którym panna młoda powinna mieć na ślubie rzeczy z czterech kategorii - coś starego i nowego oraz coś pożyczonego i coś niebieskiego? Kiedy myślałam o tym, co ze szwecjoblogowej perspektywy polecić Wam do wsunięcia pod choinkę Waszym bliskim albo o czym możecie wspomnieć w liście do Świętego Mikołaja, też pomyślałam o czterech kategoriach: coś o Szwecji, coś ze Szwecji, coś po szwedzku i... coś z konikiem dalahäst, który - jak zresztą zobaczycie - będzie się przewijał przez pozostałe propozycje. To rzeczy, które sama chciałabym dostać albo sama chętnie sprawiłabym komuś w prezencie, albo takie, które z jakiegoś powodu są dla mnie ważne.


COŚ O SZWECJI


Made in Sweden. 60 słów, które stworzyły naród Elisabeth Åsbrink to chyba najobszerniejsza i najbardziej przekrojowa książka o Szwecji, jaka ukazała się w tym roku. Pozycja obowiązkowa dla tych, którzy interesują się szwedzką kulturą, historią i językiem. Ważna dla mnie, bo przeczytacie ją w moim tłumaczeniu. Więcej o tym, o czym przeczytacie w książce, i czego możecie słuchać podczas lektury, pisałam TUTAJ.


zdjęcie: Szwedzka Półka


Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą Katarzyny Tubylewicz to przewodnik-nieprzewodnik, świetna rzecz pod choinkę dla tych, którzy do stolicy Szwecji się dopiero wybierają albo dla tych, którzy do tej pory zwiedzali ją utartymi turystycznymi szlakami. Dobrze się czyta i dobrze ogląda się też zdjęcia Daniela Tubylewicza.


zdjęcie: Marchewkowa Skandynawia


Lars Berge napisał mądry reportaż o tragedii w szwedzkim zoo sprzed sześciu lat, który świetnie się czyta także w szerszej perspektywie: z myślą o stereotypowej szwedzkiej bliskości do natury, o zmianie w myśleniu o zwierzętach, jaka stopniowo dokonuje się na świecie, o losie tygrysów, które trafiły do poznańskiego zoo... Dobry wilk to książka, którą warto sprezentować tym, z którymi lubicie dyskutować o lekturach.





W dziale "coś o Szwecji" nie mogło zabraknąć mojej książki, I cóż, że o Szwecji. Myślę, że jako prezent sprawi radość czytelnikom bloga, którzy jeszcze nie mają jej na półce i tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze Szwecją.





COŚ ZE SZWECJI


Jakie marki i produkty kojarzą się Wam ze Szwecją? Meble IKEA, plecaki Kånken, a może i skarpetki Happy Socks? Firmę w 2008 roku założyli Mikael Söderlindh i Viktor Tell, którzy chcieli, by w codzienności pojawiało się więcej radosnych elementów - takich jak kolorowe skarpetki.W grochy, paski, z wzorami z owoców, hamburgerów, zwierząt... Na pewno znajdziecie model dla każdego. Happy Socks ze swoimi produktami trafili już do 90 krajów na każdym kontynencie. 



Duże firmy to jedno, dobrze też, kiedy pod choinkę może trafić rękodzieło, produkty z duszą, w które włożono kawał serca. Najlepiej jeszcze, kiedy wiadomo, kto za nimi stoi. W tej kategorii polecam Wam Feels Like North, sklep z przedmiotami insprowanymi lapońskim designem w wegańskiej wersji, prowadzony przez Agnieszkę i Konrada Boeske, których być może znacie z instagramowego profilu Kundelek na biegunieZnajdziecie tam ręcznie wykonane kubki, lampy, meble oraz biżuterię. Prosto z północy Szwecji.







COŚ PO SZWEDZKU

Szwedzki zespół Opeth swoją nową płytę In Cauda Venenum wydał w dwóch wersjach: angielskiej i szwedzkiej. Lider zespołu, Mikael Åkerfeldt, przyznaje, że to szwedzka wersja jest tą "oryginalną". To ciekawostka nie tylko dla fanów grupy, ale i dla tych, którym zdarza się narzekać, że tak wielu szwedzkich wykonawców śpiewa po angielsku, a nie w swoim ojczystym języku. 


Szwedzko-duński serial Most nad Sundem odniósł ogromny sukces na świecie - pierwszy sezon sprzedano do 160 krajów, widzowie pokochali postać Sagi Norén. Powstały też nowe wersje serialu, których akcja rozgrywa się na ternie innych państw: Stanów Zjednoczonych i Meksyku (The Bridge) oraz Wielkiej Brytanii i Francji (The Tunnel). Od kiedy serial zniknął z platformy Netflix, wielu fanów nie miało możliwości nadrobienia sezonów albo ponownego obejrzenia ulubionych odcinków. Dlatego dobrym pomysłem pod choinkę może być zestaw DVD z kilkoma sezonami serialu. Dla tych, którzy uczą się języków skandynawskich możliwość wyboru szwedzkich lub duńskich napisów może być dodatkowym atutem.







COŚ Z KONIKIEM DALAHÄST

Dalahäst to jeden z najbardziej rozpoznawalnych szwedzkich symboli i często pojawiający na pamiątkach ze Szwecji. Gadżety z konikiem na pewno ucieszą miłośników Szwecji. Czy to w postaci na przykład kubeczków, po które nie trzeba jechać do Szwecji, tylko można je znaleźć w sklepach DUKA (model HAST):



czy jako kamionkowa figurka ze świątecznej serii VINTERFEST, którą znajdziecie w sklepach IKEA:





Co z tej listy najbardziej Was zainteresowało?



Jeśli też lubicie obdarowywać bliskich książkami, zajrzyjcie jeszcze do ubiegłorocznego wpisu o książkach, które nadają się pod choinkę - prezentuję tam uniwersalne propozycje dla starszych i młodszych czytelników.

Zapraszam też do wpisu o szwedzkim Gwiazdkowym Prezencie Roku (Årets julklapp) - zobaczcie, co zostawało uznane jako prezent roku w Szwecji na przestrzeni kilkudziesięciu lat.

Kierunek Norwegia

Fabryka czekolady w Oslo – Freia Land

Gdy za oknem szaro, chłodno i deszczowo idealnym pomysłem na spędzenie dnia okazała się fabryka czekolady w Oslo. Już na samym początku muszę przyznać, że wycieczka w to miejsce to atrakcja nie tylko dla najmłodszych, ale również dla dorosłych. Dużo czekolady, ciekawostki, historia, a nawet sztuka. Wszystko zwieńczone świetnym prezentem – własnoręcznie wyprodukowaną czekoladą. Czas na najsłodszą wycieczkę na tym blogu.     Czekolada Freia Czekolada Freia to norweska wizytówka, produkt, z którego dumna jest spora część Norwegów. Wyroby tej firmy towarzyszą im wszędzie, w pracy, na szlakach, w górach i na leśnych wędrówkach. Duża część mieszkańców Krainy Fiordów, zwłaszcza tych, którzy mają dzieci, nie wyobraża sobie ruszenia na szlak bez kultowego batonika Kvikk Lunsj. Okresem, w którym szczególnie wzrasta sprzedaż Kvikk Lunsj to Wielkanoc. Dla wielu to niepisany symbol tego święta i wiosennych wędrówek. Fabryka czekolady w Oslo została założona już w 1889 przez  Fredrika Christensen i Olafa Larsen. Rozwój Freia zawdzięcza jednak Johanowi Throne Holst, który od dziecka miał smykałkę do biznesu. Początkowo zajmował się głównie kawą, ale w 1982 roku kupił w Oslo malutką fabrykę czekolady. I tak zaczęła się czekoladowa, norweska legenda. Mimo braku doświadczenia Johan poradził sobie świetnie, ściągając do Norwegii wybitnych specjalistów z różnych zakątków świata.     Początki, jak to w biznesie często bywa, nie należały do najłatwiejszych. Mimo wszystko Johan Throne nie poddawał się, próbował nowych rozwiązań, rozwijał firmę, budował lub przejmował kolejne fabryki. Oprócz tego w fabryce zaczął wprowadzać nowe standardy, jeżeli chodzi o warunki pracy. Stworzył stołówkę, miejsce spotkań dla swoich pracowników, zatrudnił firmowego lekarza. To właśnie w fabryce Freia wprowadzono pierwszy w Norwegii system pracy, który polegał na tym, że nie pracowano więcej niż 48h. Mimo niezadowolenia współakcjonariuszy założył fundację „Johan Throne Holst Fund for Nutrition Research”, która miała na celu m.in. badanie związku pomiędzy spożywaniem cukru a próchnicą. Przekazał na ten cel 250 000 nok dla Uniwersytetu w Oslo.  W 1939 przeszedł na zasłużoną emeryturę, a w 1946 roku zmarł. Obecnie firma Freia należy do spółki Mondelez Norge AS.     Fabryka czekolady w Oslo W dzielnicy Rodeløkka w Oslo znajduje się fabryka czekolady Freia, którą można odwiedzić. Koszt takiej wizyty to 250 nok/osoba. Bilety do kupienia na ticketmaster.     Na wycieczkę wybrałam się tym razem po południu, w związku z tym, zwiedzanie zaczynamy od zakupów w małym firmowym butiku, w którym po bardzo promocyjnych cenach można kupić najróżniejsze produkty firmy. Jest to sklepik m.in. dla pracowników Freia, a ceny w porównaniu do tych, jakie znam z norweskich sklepów, są bardzo konkurencyjne.     Własna czekolada Po zakupach ruszamy do kuchni. Dosłownie! Pierwsza atrakcja to przygotowanie własnej czekolady od A do Z. Czekolada musi przez jakiś czas znajdować się w lodówce, więc jest to pierwszy punkt programu.     Oczywiście opakowania również przygotowuje się samemu. Moje oczywiście z logiem Kierunek Norwegia, nie wykazałam się kreatywnością.     Po przygotowaniu czekolady zaczyna się lekcja historii, całość opowiedziana w naprawdę interesujący sposób, bez tysiąca dat i regułek rodem z Wikipedii. Dowiedziałam się dużo o początkach firmy, jej historii w Oslo, a także bardzo dużo o kakao i samej czekoladzie. Nawet przeniosłam się w czasie, ale nie będę Wam zdradzać wszystkich sekretów, co by tych, którzy sami odwiedzą to miejsce, również byli czymś zaskoczeni.     Tak wyglądały opakowania produktów przed laty. Jak dla mnie, dużo ładniejsze od obecnych.     Tyle czekolady w ciągu roku zjada statystyczny Norweg/Norweżka, czyli około 9 kg.     Dawniej w każdym kinie pracownicy ubrani w takie stroje, jak na poniższym zdjęciu sprzedawali nie popcorn, a ulubioną czekoladę Norwegów.     Po sporej dawce wiedzy czas na najciekawsze, czyli zwiedzanie fabryki. Przed wizytą w fabryce należy odłożyć telefony i aparaty, ubrać fartuch oraz ochronny czepek. Wizyta w fabryce była bardzo ciekawa, ale szkoda, że nie trawa dłużej. Fabryka czekolady w Oslo jest dość spora, a wizyta w tym miejscu trwa 2 godziny. Podczas zwiedzania co chwilę byliśmy częstowani słodkimi wyrobami, dodatkowo dostaliśmy również słodkie upominki “na wynos”. To była bardzo fajna odskocznia, zwłaszcza dla lubiących czekoladę.     Ciekawostki: ◾️Fabryka Freia to aktualnie jedyna fabryka czekolady w Oslo. ◽️W fabryce Freia stworzony był salon manicure, co wiązało się z utrzymaniem odpowiedniej higieny dłoni wśród ówczesnych pracowników. ◾️Czekolada dawniej była produktem bardzo ekskluzywnym. Jedna tabliczka czekolady na początku XX wieku kosztowała w Oslo tyle, co 4 bochenki chleba. ◽️Logo czekolady Freia to bocian Marabou. ◾️Kvikk Lunsj wprowadzony do sprzedaży w 1937 roku. Prawdziwy rekord sprzedaży osiągnięto w 1952 roku podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Oslo. Sprzedano wtedy ponad 10 milionów batoników. Statystyczny Norweg/Norweżka spożywa rocznie dziewięć Kvikk Lunsj, z czego trzy podczas Wielkanocy.   Więcej ciekawych miejsc do odwiedzenia w Oslo znajdziesz tutaj>>> Sylwia.   

Artykuł Fabryka czekolady w Oslo – Freia Land pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Utulę Thule

Kraina Lodu, czyli Islandia?

Już sześć lat temu, kiedy wszystkie dziewczynki śpiewały “Mam tę moc”, ja zastanawiałam się czy tytułowa Kraina Lodu to nie przypadkiem Islandia… Nazwa przecież bardzo się zgadza. Jednak to tylko polskie tłumaczenie, bo oryginalne Frozen może dotyczyć losowego miejsca, w którym jest zimno. Jednak Miłośnik Północy znajdzie pewnie wiele elementów przypominających miejsca czy obyczaje dobrze mu znane. …

Artykuł Kraina Lodu, czyli Islandia? pochodzi z serwisu .

Farerskie kadry

Poczytaj mi, Bárðurze

Język farerski, który przez kilka stuleci przekazywany był jedynie w formie ustnej, długo czekał na swoją literaturę. Na fali XIX-wiecznego romantyzmu publikowano farerską poezję, zbiory dawnych ballad i sag. Farerska proza musiała jeszcze poczekać. Dopiero w 1909 roku ukazała się drukiem pierwsza farerska powieść – Babelstornið (pol. Wieża Babel) autorstwa Rasmusa Rasmussena (tworzącego pod pseudonimem […]

Artykuł Poczytaj mi, Bárðurze pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Trolltunga

«Det falt meg inn...» Zwroty z czasownikiem «falle»

Po dłuższej przerwie wracamy z zestawieniem utartych wyrażeń opartym o jeden konkretny czasownik – a że to już koniec listopada, zgodzicie się chyba, że najodpowiedniejsze będzie chyba å falle ;) Korzystajcie, po więcej zapraszamy jak zawsze już za tydzień!falle avodpaść, oderwać się - dosłownie i w przenośni, gdy nie jesteśmy w stanie dłużej się na czymś skoncentrować1. Først blir bladene gule og røde, og så faller de av trærne.2. Halvparten av klassen har falt av etter fem minutter.falle

Nordic Talking

Test z języka fińskiego – sprawdź się w quizie!

Specjalnie dla Was Aleksandra Michta-Juntunen przygotowała językowy quiz! Daj znać, jak Ci poszło w quizie “test z języka fińskiego”.    

Artykuł Test z języka fińskiego – sprawdź się w quizie! pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Stacja Islandia

Inuk :: Qalipaatit (recenzja)

Inuk to indie pop rockowy kwartet z Grenlandii. Zespół debiutował w 2015 roku bardzo dobrze przyjętym w ich ojczyźnie albumem „Aanngalerneq”, który dzięki dużej sprzedaży pokrył się złotem. Jego recenzję znajdziecie TUTAJ. Dziś spotykamy się ponownie z muzyką Inuk z okazji premiery ich nowej płyty długogrającej zatytułowanej „Qalipaatit”. Album ukazał się 5 września 2019 roku […]

Kierunek Dania

Przeprowadzka do Danii – jak się urządzić i nie zbankrutować?

Przeprowadzka do Danii, zarówno na czas erasmusowego stypendium jak i w celach zawodowych, to spory wydatek. Jak powszechnie wiadomo, kraje […]

Artykuł Przeprowadzka do Danii – jak się urządzić i nie zbankrutować? pochodzi z serwisu Kierunek Dania.

Pat i Norway

Obywatelstwo norweskie - co i jak

Dziś wpis na który czekało wiele osób. Po trzech egzaminach (ustnym,pisemnym oraz z wiedzy o społeczeństwie) nareszcie mogłam zacząć kompletować dokumenty.
Sam proces kompletowania dokumentów nie jest jakoś specjalnie trudny, na stronie UDI można wybrać państwo w którym mamy obecnie obywatelstwo oraz gminę w Norwegii w której mieszkamy (rożne gminy maja rożne procedury). Po wybraniu tych dwóch opcji pokazuje się interaktywna lista ze wszystkimi wymogami dopasowanymi do naszej sytuacji.
Aby starać się o obywatelstwo trzeba przebywać w Norwegii co najmniej siedem lat. Jednak, jeśli jest się w związku z Norwegiem (i mieszka się z nim pod tym samym adresem) to czas pobytu w kraju liczy się jakby podwójnie. Przykładowo: ja mieszkam w Norwegii dopiero 6 lat, ale od 4 lat mieszkam z Ørjanem wiec liczy mi się to jako 10 lat.


Dokumenty, które ja muszę dostarczyć to:

Søknadsskjema : wypełniony wniosek z niezbędnymi danymi, numerem personalnym, lista wszystkich podroży za granice Norwegii od momentu zamieszkania w kraju. Lista podroży jest bardzo szczegółowa - należy wpisać dokładny dzień/miesiąc/rok wyjazdu i powrotu, państwo pobytu i liczba dni poza granicami Norwegii. Søknadsskjema wypełnia się przez internet na swoim koncie UDI.

Zaświadczenie o zdanym egzaminie ustnym - można również dostarczyć wykaz ocen ze szkoły średniej (jeśli uczęszczało się do niej w Norwegii), zaświadczenie o odbytym kursie językowym (zaliczona określona liczba godzin) lub wypełniony formularz z gminy, jeśli zostaliśmy zwolnieni z tego punktu.

Zaświadczenie o zdanym egzaminie pisemnym - można również dostarczyć wykaz ocen ze szkoły średniej (jeśli uczęszczało się do niej w Norwegii), zaświadczenie o odbytym kursie językowym (zaliczona określona liczba godzin) lub wypełniony formularz z gminy, jeśli zostaliśmy zwolnieni z tego punktu.

Zaświadczenie o zdanym egzaminie z wiedzy o społeczeństwie/statsborgerprøve. - również tu można dostarczyć wykaz ocen ze szkoły średniej, zaświadczenie o odbytym kursie (kursy językowe na Folkeuniversitetet zawierają część *sammfunnskunskap* i na dyplomie ukończenia jest podana liczba godzin).

Samlivserklaringsskjema - Zaświadczenie o przebywaniu w związku z obywatelem Norwegii. W tym formularzu zaznacza się jaka to forma zwiazku - małżeński czy partnerski (samboerskap). Nie trzeba starać sie osobno o status samboer jeśli nie jest się w formalnym związku ale mieszka się pod tym samym dachem. Ørjan musi złożyć swój podpis na wniosku - tylko wtedy mogę starać się o obywatelstwo przed upływem 7 lat.

Wszystkie dokumenty potrzebne do uzyskania statusu rezydenta (varig lub permanent oppholdstillatelse) jeśli jeszcze takiego statusu nie posiadamy.

Zaświadczenie o niekaralności, które można pobrać ze strony policji.


Oprócz tego muszę wypełnić wniosek na stronie UDI i zapłacić za niego 3700 koron. Po opłaceniu tej kwoty można wybrać najbliższy wolny termin na osobiste dostarczenie dokumentów. W danym dniu należy stawić się na posterunku policji, który zajmuje się wydawaniem paszportów i przekazać oryginały i kopie dokumentów, w tym paszport i dowód osobisty jeśli posiadamy.

Obecnie w Bergen jest *mały* poślizg z wnioskami o obywatelstwo, na decyzje czeka się około 12 miesięcy. Aktualny czas oczekiwania można na bieżąco sprawdzać na stronie UDI.

Oprócz dokumentów, które wymieniłam wyżej należy tez dostarczyć kopie wszystkich zużytych stron w paszporcie (ja nie miałam żadnych pieczątek/wiz, wiec nie muszę), wypełniony formularz o zaplanowanym pobycie za granica jeśli pobyt przekracza dwa miesiące (np. jeśli lecimy do innego kraju na studia/staż/wolontariat). Jeśli z jakiegoś powodu nie możemy dostarczyć dokumentów z listy, należy dołączyć tez pisemne wyjaśnienie dlaczego.

Do tej pory w Norwegii nie można było mieć podwójnego obywatelstwa. Polskie prawo mówi, ze nie można zrzec się polskiego dopóki nie dostanie się nowego. Dlatego po przyznaniu norweskiego dostaje się 12 miesięcy na zrzeczenie się polskiego. Jeśli w tym czasie nie uda mi się zrzec polskiego, to norweskie zostaje automatycznie cofnięte.

Od 1 stycznia 2020 Norwegia wprowadza możliwość posiadania podwójnego obywatelstwa. Jest to duże ułatwienie dla osób, które z jakichś względów nie chcą zrzekać się pierwszego obywatelstwa.
Dla mnie, ze względu na ścieżkę kariery, którą chce podążać opcja podwójnego obywatelstwa nie wchodzi w grę. Biorąc pod uwagę moje wykształcenie staram się właśnie o nową pracę, na stanowiskach wymagajacych *sikkerhetsklarering* czyli poświadczenia bezpieczeństwa. Proces wystawienia poświadczenia bezpieczeństwa komplikuje się w momencie kiedy osoba ma podwójne obywatelstwo/obywatelstwo inne niż norweskie. Dlatego nie jest to opcja dla mnie.

Na koniec mała dygresja. Spotkałam się z uszczypliwymi komentarzami od rodaków kiedy na pytanie, czy zachowam podwójne odpowiadałam *nie*. Wydaje mi się, ze to każdego indywidualna sprawa co robi ze swoim życiem i to nie powinno nikogo boleć. Dla jednych powrót do Polski może być jedynym marzeniem, dla mnie zostanie tu jest moim marzeniem. I tak jak ja szanuje Twoja decyzje o powrocie, tak Ty uszanuj moja decyzje o zostaniu tutaj. 

Mvh
Pati

Kierunek Norwegia

Mój HIT i KIT, czyli norweskie produkty spożywcze

Nie jestem zakochana w norweskiej kuchni, a norweskie produkty spożywcze nie należą do tych, bez których nie mogę żyć. To nie jest moja ulubiona kuchnia i nie będę Wam mydlić oczu, że w Norwegii wszystko jest smaczne i wysokiej jakości. Tak, moim zdaniem, absolutnie nie jest. Mimo to jest kilka produktów, które polubiłam i za którymi na pewno tęskniłabym po opuszczeniu Krainy Fiordów. Gdy znajoma zapytała mnie, jaki norweski produkt jest dla mnie najsmaczniejszy, nie potrafiłam odpowiedzieć. Po dłuższym namyśle zrobiłam moją listę “hitów i kitów”. W tym zestawieniu decydujące były walory smakowe, a jak wiadomo, każdy smak ma inny. Uprzedzam – ten wpis należy do mocno subiektywnych.     Moje HITY Czekolada Freia Czekolada w żółtym opakowaniu to bardzo smaczna norweska wizytówka. Moja ulubiona to ta o smaku Kvikk Lunsj. Czekolady sprzedawane są zazwyczaj w dużych opakowaniach. I słusznie – zakup małej tabliczki jest w tym przypadku zupełnie bez sensu. Ceny czekolady Freia różnią się w zależności od smaku, wielkości i zaczynają się od około 30 nok. Warto spróbować!     2. Norweski nabiał W Norwegii nie ma dużego wyboru produktów mlecznych, co specjalnie mi nie przeszkadza, bo to co jest dostępne, mi bardzo smakuje. Zarówno mleko, jak i śmietana, czy jogurty naturalne są dla mnie bardzo dobre. Większość produktów ma krótki okres przydatności i po prostu smakuje jak mleko, a nie napój mleczny. Z produktów mlecznych w łaski wkradł się u mnie również ser Norvegia.     3. Dżem z maliny moroszki Malinę moroszkę pierwszy raz spróbowałam dopiero mieszkając w Norwegii. Malina moroszka występuje w Norwegii w wielu miejscach, w Polsce jest rzadkością. Jest to wrażliwy owoc, na którego sezon trwa bardzo krótko. Stąd też i cena. Zarówno malina moroszka, jak i wyprodukowane z niej np. dżemy nie należą do najtańszych.  Przykładowo dżem, który widzicie na zdjęciu, zawierający tylko 45% owoców kosztuje 68 nok/500 g. Im więcej maliny, tym produkty droższe. Z ciekawostek, malina moroszka inaczej nazywana jest maliną norweską. Na północy Europy możecie kupić również herbaty, czekolady, a nawet pyszne likiery z tym żółtym skarbem m.in. Norwegii. Malina moroszka jest również bardzo zdrowym owocem, zawiera bardzo dużo witaminy C, przeciwutleniacze i antyoksydanty. Dla mnie pojawienie się maliny moroszki w sklepach oznacza zbliżającą się jesień.     4. Norweskie owoce morza Świeżo złowione, norweskie owoce morza to najlepsze owoce morza, jakie miałam okazje jeść. Krewetki i kraby królują na norweskich stołach, a na kutry, które wyławiają te przysmaki, często czeka niemała kolejka. Jak je sie owoce morza w Norwegii? Po prostu ugotowane, podsmażone, z cytryną, świeżym pieczywem, czasami sosami. Na wielu norweskich imprezach wspólnie zasiada się do stołów i “obiera” się np. krewetki.   5. Bułki cynamonowe Bułki cynamonowe to akurat jedna z tych nielicznych rzeczy, które potrafię upiec. I to nawet bez zakalca. Niestety pieczenie bułek zajmuje sporo czasu, więc pocieszające jest to, że naprawdę w wielu miejscach w Norwegii można kupić naprawdę smaczne, świeże cynamonowe wypieki. Zapach cynamonowej bułeczki to dla mnie zapach Norwegii. Zwłaszcza zimą. Uwielbiam!     6. Ketchup Idun Ketchup w mojej kuchni to po prostu coś bez czego nie mogę żyć. Mieszkając w Polsce zawsze i wszędzie jadłam ketchup Włocławek. W Norwegii przerzuciłam się ketchup Idun. O dziwo ma niezły skład (80% to pomidorowe puree), smakowo również pozytywnie mnie zaskoczył. Także tak, ten ketchup na stałe zagościł w mojej kuchni.     Moje KITY Lukrecja Lukrecji i anyżu nie znoszę do tego stopnia, że wyczuwam jego zapach już z bardzo daleka. To nie są moje smaki, mimo że podchody robiłam już mnóstwo razy. Za każdym razem lukrecja lądowała w śmietniku, a ja biegałam do łazienki, żeby czym prędzej umyć zęby i pozbyć się lukrecjowego posmaku. A szkoda, bo Norwegia lukrecją stoi. Wyroby z jej dodatkiem można kupić praktycznie wszędzie. Od sklepów spożywyczych po eleganckie butiki sprzedające wyłącznie lukrecjowe “dobro”.     2. Pølse Norweskie parówki to temat rzeka. Czasami mam wrażenie, że jest to danie narodowe tego kraju.Sprzedawane są na jarmakach, festivalach, a nawet osiedlowych zawodach w piłkę nożną. Norweskie dzieci wcinają je od małego przy każdej okazji. Większość zarówno skład, jak i smak ma po prostu dla mnie tragiczny. Przez moment z “braku laku” norweskie parówki lądowały na moim talerzu, ale od jakiegoś czasu omijam je szerokim łukiem. Wam też to polecam.     Skład norweskich parówek jest tragiczny. Tutaj pierwszy przykład z brzegu i 57% mięsa. Niestety to nie były najgorsze parówki na sklepowych półkach.     3. Lutefisk O lutefisk pisałam przy okazji omawiania norweskich przysmaków świątecznych (możecie przeczytać tutaj). Jest to suszony dorsz, następnie przez jakiś czas moczony w ługu i wodzie. Mimo moich szczerych chęci i spróbowania w różnych, podobno smacznych, daniach absolutnie nie jest to “mój smak”.     4. Pizza Grandiosa Grandiosa to norweska pizza mrożona. Najpopularniejsza nad fiordami, z bardzo dobrym marketingiem, kusząca dobrą jak na Norwegię, ceną. Poza tym jest to najzwyklejsza mrożona pizza. Ani zła, ani dobra. Trafia na moją listę “kitów”, ponieważ stworzono wokół niej tyle historii, że wiele osób może spodziewać się czegoś naprawdę niezwykłego. Niestety moi drodzy, ta pizza w zupełności nie przypomina tej z poniższego zdjęcia.         To tyle jeżeli chodzi o moje pochwały i narzekania. A jakie norweskie produkty Ty lubisz najbardziej? Które zdecydowanie trafiają na Twoją listę oznaczoną “KIT”?   Sylwia.  

Artykuł Mój HIT i KIT, czyli norweskie produkty spożywcze pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Utulę Thule

Potępiona Thule

autor: Einar Kárason tytuł: Wyspa diabła tłumaczenie: Jacek Godek rok: 2019 wydawnictwo:  Marpress liczba stron: 244 Z klasykami jest niemal zawsze to samo. Najpierw oglądasz film, a dopiero potem czytasz książkę. U mnie tak właśnie było z Diabelską wyspą czy Wyspą Diabła, bo pod tą pierwszą nazwą poznałam film, a pod tą drugą – książkę. Film puszczali …

Artykuł Potępiona Thule pochodzi z serwisu .

poFIKAsz?

Język szwedzki – zajęcia online czy na żywo?

Język szwedzki – uczyć się go online czy na żywo z lektorem w sali? To pytanie stawia sobie wiele osób. Ja zrobiłam ankietę w naszej grupie na Facebooku “Język szwedzki“. Zobaczcie, czego się dowiedziałam. BardzoContinue reading

Artykuł Język szwedzki – zajęcia online czy na żywo? pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Nordic Talking

Nauka języka fińskiego: przydatne materiały

Kiedy zaczynałam moją przygodę z językiem fińskim ponad dwanaście lat temu dużym problemem w Polsce był brak podręczników oraz materiałów internetowych szczególnie w języku polskim. Początkowo uczyłam się korzystając ze […]

Artykuł Nauka języka fińskiego: przydatne materiały pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Nordic Talking

Język fiński: fakty i mity

Język fiński jest wciąż uznawany za egzotyczny w naszym kraju. Dlatego z okazji tygodnia języka fińskiego, który ruszył na profilu Nordic Talking, spróbujemy go dla Was oswoić. Zestawienie faktów i […]

Artykuł Język fiński: fakty i mity pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Trolltunga

Norske overtro. Norweskie przesądy

Niektóre z nich zachowały się tylko na wsi, inne są praktykowane dla zabawy w określone wieczory w roku, jeszcze inne trzymają się mocno w teatrach i na morzu... O czym mowa? O przesądach! W końcu Andrzejki już w najbliższy piątek – i choć świętowanie akurat tej nocy jest Norwegom obce, z pewnością rozpoznają znaczenie czarnego kota przecinającego drogę, przechodzenia pod drabiną, piątku trzynastego czy znalezionej koniczyny. Jakie jeszcze metody zapewniania sobie szczęścia i wróżby można poznać

Kierunek Norwegia

Tajlandia – gotowy plan podróży

W Tajlandii wraz z przyjaciółmi spędziliśmy gorące dwa tygodnie na początku listopada. Były to dni pełne najróżniejszych emocji, od radości po smutek. Doświadczyliśmy dużo pozytywnych sytuacji, ale zdarzyły się również takie, które mocno nami wstrząsnęły. Tajlandia to kraj skrajności, w którym obok olbrzymiej biedy, znajduje się niewyobrażalne bogactwo. Jednocześnie jest to podobno “najłatwiejszy” kraj do rozpoczęcia swojej przygody z Azją. Wyjazd do Tajlandii od A do Z organizowaliśmy sami. Na miejscu również nie korzystaliśmy z żadnych zorganizowanych wycieczek. W ciągu 14 dni podróżowaliśmy samolotami, samochodami, łodziami, tuk-tukami, skuterami i na własnych nogach. Spaliśmy w 8 różnych hotelach, campingach i hostelach. W żadnym miejscu nie spędziliśmy więcej niż dwie noce. Nasz plan podróży był bardzo intensywny, ale okazał się dla nas, osób lubiących taki sposób odpoczywania, strzałem w dziesiątkę. Jeżeli interesuje Was Tajlandia i planujecie wyjazd do tego kraju przedstawiam Wam nasz plan podróży oraz moje przemyślenia,  co mogliśmy zrobić lepiej, gdzie zostać dłużej, a co ominąć.   Loty Do Tajlandii dolecieliśmy liniami lotniczymi Norwegian. Przy wyborze akurat norweskich linii lotniczych decydująca nie była lokalizacja (mieszkam w Oslo), ale cena. Udało nam się znaleźć bilety w cenie około 700 zł w jedną stronę, co łącznie dało 1400 zł za bilety dla jednej osoby w dwie strony. Wiele osób wyszukujących loty pomija Norwegiana, zakładając, że skoro to norweska linia lotnicza, na pewno bilety będą drogie. Prawda jest inna, zarówno do Azji, jak i Stanów Zjednoczonych można znaleźć bilety w bardzo okazyjnych cenach. Nasza podróż zaczęła się na lotnisko Oslo Gardermoen, do Bangkoku lecieliśmy 11 godzin. W cenie biletu mieliśmy bagaż podręczny (10 kg), co na dwu tygodniową podróż do Tajlandii było w zupełności wystarczające. Jeżeli zamierzacie dużo się przemieszczać absolutnie nie bierzcie ze sobą walizki, weźcie niezbędne minimum ubrań i dobrze wyposażoną apteczkę. Po 11 godzinach wylądowaliśmy w głośnej stolicy Tajlandii. A oto plan naszej dwutygodniowej podróży.     Dzień 1 – Bangkok W Bangkoku wylądowaliśmy po godzinie 9. Na lotnisku szybka zmiana garderoby, odświeżenie się i ruszamy w drogę. Po godzinie dość zmęczeni dotarliśmy do naszego miejsca docelowego. Na początek spacer po China Town. Miejsce pełne straganów, sklepów, stoisk z najrozmaitszym jedzeniem. Upał w połączeniu z rybami, mięsem, owocami sprawił, że na dzień dobry Tajlandia zafundował nam niezłe doznania zapachowe. Po sterylnej Norwegii pierwsze zetknięcie z azjatyckim targiem było dla mojego nosa szokiem.     Tutaj zjedliśmy nasz pierwszy posiłek na ulicy, chińskie wonton i ciasteczka krewetkowe. Nie obyło się również bez pierwszego tajskiego piwa Chang. W China Town spędziliśmy łącznie około 3 godzin, spacerując, jedząc i podziwiając zwyczajne życie mieszkańców stolicy. Następnie zameldowaliśmy się w naszym hotelu, chwila odpoczynku i poznawanie okolic naszego hotelu. Tego samego dnia, wieczorem, wybraliśmy się na popularną wśród turystów ulicę Khaosan Road. Miejsce jak dla nas trochę przereklamowane, spacer po bocznych ulicach Bangkoku dostarczył nam większych emocji i atrakcji. Jeżeli macie ochotę na imprezę w towarzystwie innych podróżników, wtedy to miejsce jak najbardziej polecam. Z założenia to miejsce to taka Tajlandia w pigułce dla turystów.     Dzień 2 – Bangkok Kolejny dzień to zwiedzanie świątyń. Biorąc pod uwagę temperaturę, plan był bardzo ambitny. Jednego dnia postanowiliśmy zobaczyć Wat Arun Ratchavararam, Wat Pho oraz The Grand Palace. Zwiedzanie zaczęliśmy od dostania się łódką do Wat Arun Ratchavararam. Nasz kierowca tuk-tuka podwiózł nas pod miejsce, które za przewóz życzyło sobie prawie 200 zł. Kilka metrów dalej był przystanek łódek publicznych i przejazd kosztował nas około 2 zł. W Bangkoku na każdym kroku trzeba uważać na naciągaczy.     Wstęp do świątyni Wat Arun Ratchavararam to koszt około 6 zł. Jest to piękne i bardzo imponujące miejsce, zresztą zobaczcie.     Z świątyni Wat Arun łódką udaliśmy się do The Grand Palace. Błędem było to, że zwiedzania nie zaczęliśmy od tego miejsca. Około godziny 12 tłumy były tutaj ogromne, co znacznie utrudniało odkrywanie tego obiektu. Niemniej jednak kompleks pałacowy jest przepiękny. Wstęp około 50 zł, czas jaki warto przeznaczyć na to miejsce to minimum 3h. Tajlandia jest z tego miejsca niezwykle dumna, nie dziwimy się w ogóle.     Ostatnią i zarazem tą świątynią, która podobała nam się najbardziej, była Świątynia Leżącego Buddy Wat Pho. Przepiękne posągi, zdobienia i dużo mniej ludzi. Wstęp 20 zł.     Nocleg dzień 1 i 2: SureStay Plus by Best Western Sukhumvit 2. Z hotelu byliśmy zadowoleni, a wybraliśmy go ze względu na basen na dachu. Bardzo polecam spędzić Wam chociaż jedną noc właśnie w takim miejscu. Nocny Bangkok podziwiany z tej perspektywy to coś bardzo fajnego, a po podróży i zmianie czasu chcieliśmy porządnie naładować baterie przed kolejnymi intensywnymi przygodami. W końcu Tajlandia nas wzywała!     Jedzenie: Tuż obok Świątyni Wat Pho polecam niedużą restaurację Ama. Przepyszne jedzenie, właśnie z takimi smakami od zawsze kojarzyła mi się Tajlandia!     Rady: Do The Grand Palace warto udać się jak najwcześniej rano. Pamiętaj o zakrytych ramionach i kolanach. Zasłonięcie się chustą nie wystarcza i możesz być zmuszony/a do zakupu spodni, bluzki na miejscu. Po Bangkoku przejedź się chociaż raz tuk-tukiem. Bez tego wizyta w Bangkoku nie będzie tak udana. Uważaj na naciągaczy. W Bangkoku próbowano oszukać nas na chyba wszystkie możliwe sposoby. Zorientuj się, ile powinien kosztować transport i pamiętaj, że zazwyczaj pierwsza propozycja jest bardzo, bardzo mocno przesadzona. My za pierwszym razem otrzymywaliśmy propozycje cen, które nie przeszłyby nawet w drogiej Norwegii. Za każdym razem musieliśmy ostro się targować, łącznie z odchodzeniem od kierowcy. Nie zgadzaj się na żadne przystanki, przymierzanie garniturów i inne atrakcje.   Dzień 3 Khao Sok Do Khao Sok z Bangkoku dostaliśmy się samolotem linii Air Asia. Punkt docelowy to lotnisko Surat Thani, bilety kupiliśmy 3 tygodnie przed wylotem. Do Parku Narodowego możesz dostać się również drogą lądową, ale nam zależało na oszczędzeniu jak największej ilości czasu.     Z lotniska taksówką dojechaliśmy do Khao Sok. Pierwszy dzień to aklimatyzacja i spacer po przepięknych okolicach. Dżungla robi niesamowite wrażenie i już od pierwszych chwil żałowaliśmy, że nie będziemy tutaj dłużej.     Dzień 4 Khao Sok Drugiego dnia w Khao Sok wynajęliśmy skuter i ruszyliśmy w kierunku portu CheoLan Pier, około 1,5h jazdy.     W porcie wynajęliśmy łódkę i przez 4 godziny […]

Artykuł Tajlandia – gotowy plan podróży pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Pat i Norway

Samfunnskunnskapsprøve i Statsborgerprøve - testy na obywatelstwo

W ostatnich wpisach opowiedziałam o egzaminie ustnym i pisemnym ze znajomości języka norweskiego, tzw Bergenstest. Dziś opowiem o kolejnym, który trzeba zdać aby uzyskać obywatelstwo. Oczywiście, jeśli chodziłeś/aś do norweskiego liceum lub na kurs z wiedzy o społeczeństwie to ominie Cię egzamin. W moim przypadku tylko to było opcją (bo łatwiej jest mi usiąść z materiałem w domu niż chodzić na zajęcia i zaliczać godziny) 


Istnieją dwa typy testów, które są uznawane przy wniosku o obywatelstwo. Pierwszy z nich to Statsborgerprøve (Test na obywatelstwo) a drugi to Samfunnskunnskapsprøve (Test z wiedzy o społeczeństwie). Obowiązuje je ten sam materiał a jedyną różnicą jest to, że Statsborgerprøve jest napisany łatwiejszym językiem. Samfunnskunskapsprøve jest dostępny w kilku językach, ale aby starać się o obywatelstwo należy zdać ten egzamin po norwesku. Przykładowo - starając się tylko o status rezydenta (Permament/Varig oppholdstillatelse) można zdawać w dowolnym dostępnym języku. 
Ja wybrałam samfunnskunnskapsprøve bo porównując przykładowe testy nie zauważyłam ogromnej różnicy w poziomie języka. Na stronie KOMPETANSE NORGE można znaleźć informacje o nadchodzących egzaminach, cenach oraz odpowiedzi na nurtujące nas pytania a sam materiał (który przygotowuje do obu) jest dostępny na stronie Sammfunnskunnskap.no

Jeśli chcesz się sprawdzić to test z wiedzy o społeczeństwie znajdziesz TU, a test na obywatelstwo TU. Właśnie takie testy (na komputerze) rozwiązuje się na egzaminie. 
Pytania są różne i czasem mogą wykraczać poza materiał. Obejmują życie codzienne w Norwegii i aktualną sytuację. Oprócz pytań o to ile par w Norwegii się rozwodzi, lub ile dzieci mieszka z rodzicami (te dane są w materiale do nauki) dostałam również pytanie o to, jak wysoki jest podatek na produkty spożywcze. Warto więc być na bieżąco i interesowac sie tym co nas otacza. 

Za tydzień napiszę więcej o tym, jakie dokumenty muszę dostarczyć razem z wnioskiem o obywatelstwo i po co mi to wszystko.
Pozdrawiam,
Pati

Utulę Thule

Islandia/Wyspy Owcze

Czy można pomylić Islandię z Wyspami Owczymi? Teoretycznie nie, ale kiedy porówna się zdjęcia z obu miejsc, naprawdę łatwo o pomyłkę. Czy poza krajobrazem coś jeszcze łączy te Wyspy? Odpowiadam po spotkaniu z Maćkiem Brenczem oraz Marcinem Michalskim. WYSPA Często piszę o Islandii “Wyspa”, bo w środowisku islandofilskim to niemal synonimy. To jednak spore uproszczenie, …

Artykuł Islandia/Wyspy Owcze pochodzi z serwisu .

Kierunek Dania

Język duński – 10 faktów

Tan wpis powstał w ramach tygodnia języka duńskiego na Facebooku Nordic Talking. Zatem zaczynajmy. Język duński – dziesięć faktów o […]

Artykuł Język duński – 10 faktów pochodzi z serwisu Kierunek Dania.

Trolltunga

Partikkelverb (ciąg dalszy)

Mniej więcej rok temu, może bardziej zimową porą, pisaliśmy dla Was o partikkelverb (o tutaj). W ramach przypomnienia: są to te kapryśne, ale bardzo przydatne czasowniki, które w towarzystwie przyimka nabierają zupełnie nowego znaczenia, np. falle to po prostu spadać, upadać, tymczasem falle for to już... zakochać się. ;) W dodatku wiele z tych konstrukcji potrafi mieć po kilka znaczeń! Czas najwyższy wrócić więc do tego tematu – poniżej czeka nas Was lista kolejnych czasowników frazowych.

Apetyt na Świat

Do USA bez wizy! Co musisz wiedzieć?

Od 11 listopada Polacy mogą wyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych bez konieczności ubiegania się o wizę nieimigracyjną. Jest to możliwe, ponieważ Polska została formalnie włączona do Programu Ruchu Bezwizowego (Visa Waiver Program). Dzięki temu wyjazd do USA będzie znacznie łatwiejszy i […]

Artykuł Do USA bez wizy! Co musisz wiedzieć? pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

Pat i Norway

Bergenstest pisemny - moje wskazówki

Tydzień temu opowiedziałam o pierwszym kroku do norweskiego obywatelstwa, a mianowicie egzaminie ustnym z języka norweskiego. Dziś kontynuuję temat a na pierwszy ogień idzie część pisemna tego słynnego Bergenstestu. Oczywiście, nie tylko Bergenstest jest uznawany przy wniosku o przyznanie obywatelstwa i tak jak w przypadku ustnego można zdać Norskprøve. Do mojego pierwszego egzaminu pisemnego podeszłam zaraz po ustnym, w 2015 roku. Niestety, nie zdałam ale uparcie twierdziłam, że decyzja była niesprawiedliwa i złożyłam skargę. Razem z rozpatrzoną skargą przychodzi szczegółowy opis każdej z części. Poległam na wypracowaniu, bo mój zasób słów był wg oceniających zbyt niski. Równocześnie zdałam część ustną w której zasób słów jest dosyć istotny. Wtedy postanowiłam, że podejdę do części pisemnej innym razem kiedy będę się czuć bardziej przygotowana. Podeszłam ponownie na początku 2018 roku i uzyskałam najwyższy możliwy wynik: Godt bestått.



Pokrótce o egzaminie pisemnym. Obecnie jest on podzielony na 2 człony i obejmuje pięć głównych części: Czytanie, Słuchanie, Referat, Gramatyka i Dłuższa forma pisemna. Na czytanie, słuchanie i referat jest 2.5 godziny. Czytanie dotyczy odpowiedzi na pytania do konkretnych tekstów często artykułów prasowych). Następne jest rozumienie ze słuchu i odpowiedź na pytania wielokrotnego wyboru. Co ważne, pliki dźwiękowe odtwarzane są tylko raz, więc warto się skupić. Referat to krótkie i szczegółowe streszczenie nagrania, którego musimy wysłuchać. Następnie jest krótka przerwa a po niej kolejne 2.5 godziny egzaminu. W części gramatycznej należy np. przepisać zdania innymi słowami tak, żeby ich znaczenie się nie zmieniło. Następnie czeka nas wypracowanie na około 350 słów, na które mamy 2 godziny. Są dwa tematy wypracowania do wybrania. Obecnie aby zdać należy uzyskać ocenę conajmniej "bestått"(B2) ze wszystkich 5 części. Niezaliczenie chociaż jednego z nich oznacza niezaliczenie całego egzaminu. Jest jeszcze możliwość uzyskania najwyższej oceny"godt bestått"(poziom C1) - wtedy conajmniej trzy części muszą być zaliczone z tym wynikiem aby końcowy był na poziomie C1. 

Moje wskazówki:

  • Ćwiczenia, dużo ćwiczeń - jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, przerobiłam w domu dwa podręczniki przed pierwszą próbą w 2015 roku. Po porażce, za radą Marty z www.nocnasowa.pl kupiłam podręcznik i ćwiczenia Cecilie Lønn "Det gaar bra". Powoli brnęłam przez podręcznik i rozwiązywałam zadania. Poziom tej książki jest naprawdę wysoki i jest ona skierowana do osób zdających bergenstest i studentów studiujących język norweski. Niektóre słowa i konstrukcje były tak zaawansowane, że nawet Ørjan drapał się po głowie, mimo że w szkole był z norweskiego całkiem dobry. Uważam, że ćwiczenia w tej książce są idealnym narzędziem i warto nad nimi usiąść - gwarantuję Ci, że po przerobieniu wszystkich zadania z części "Gramatikk,ord og utrykk" będą dziecinnie proste. W internecie można znaleźć odpowiedzi do większości książek - wytarczy wpisać "fasit nazwa książki"
  • Śledź uważnie co się obecnie dzieje - tematy wypracowań są zazwyczaj związane z obecną sytuacją. Przykładowo, w 2015 roku toczyła się debata o tym, czy należy wprowadzić dodatkowy test z wiedzy o społeczeństwie dla osób starających się o obywatelstwo. Taki też dostałam temat (jeden z dwóch do wyboru). W 2018 roku natomiast tematem, który wybrałam było to, czy żywność GMO powinna zostać zabroniona. Pamiętaj, że nie musisz na egzaminie przedstawiać swoich poglądów, ale warto mieć 2 argumenty za i np. 1 przeciw lub odwrotnie. W wypracowaniu bardzo ważna jest dyskusja z samym sobą. 
  • Naucz się konstrukcji wypracowania. - Cały egzamin można rozbić na czynniki pierwsze i nauczyć się jego rozwiązywania. Mi bardzo pomógł ten plik PDF, gdzie każda część jest szczegółowo wyjaśniona. Szczególnie warto przyjrzeć się wypracowaniu i temu jak jest rozbite na poszczególne części. Nauczyłam się tej formy i według niej pisałam. 
  • Czytaj! Nie ważne co, gazety, książki czy krótkie bajki/opowiadania. Czytając uczysz się konstrukcji zdań i potocznych/często używanych wyrażeń. To niby takie oczywiste ale dużo osób uważa, że mogą zacząć czytać dopiero kiedy osiągną jakiś poziom - B2, B1, C1. Ale co tak naprawdę znaczą te poziomy, jeśli nie jesteś w stanie przeczytać ze zrozumieniem krótkiej notatki prasowej czy bajki dla dzieci? Czytaj! Na początek zrozumiesz 3 słowa, potem może już jedno zdanie a następnym razem cały akapit. 
  • Osłuchuj się z językiem. Tak jak w przypadku egzaminu ustnego, powinieneś/powinnaś osłuchiwać się z językiem. Część "słuchanie" na egzaminie pisemnym to w większości krótkie informacje radiowe czy kawałki rozmów. Możesz trafić na dziwny/trudny dialekt dlatego warto być przygotowanym. 
  • Sprawdź się! Jeśli uczysz się języka, żeby go umieć a nie po to żeby zdać, to każda forma nauki będzie dla Ciebie dobra. Dlaczego nie spróbować swoich sił w quizach? Ja uwielbiam rozwiązywać wszelkiego rodzaju testy, a w tym wpisie na blogu podaję link do moich ulubionych. Ten z Klarspråk to mój faworyt i często do niego wracam.
Koniecznie podziel się swoimi wskazówkami! Albo daj znać, czy moje Ci się przydały! A już w następny czwartek napiszę o teście z wiedzy o społeczeństwie. 
Pozdrawiam



Pati

    Utulę Thule

    Na Północ!

    Ostrzegali mnie, że ten moment nadejdzie. Że w końcu fascynacja Islandią zaprowadzi mnie na Wyspy Owcze albo Grenlandię. Że jeśli pojadę na Islandię, to wszystko minie i będę szukała nowych podniet. Fascynacja Islandią nie minęła, ale pojawiła się ciekawość. Tyle razy słyszałam już o innych wyspach, że powoli rodzi się we mnie ta potrzeba. Potrzeba …

    Artykuł Na Północ! pochodzi z serwisu .

    Szwedzka półka

    Maciej Czarnecki „SKANDYNAWIA HALAL”

    O imigrantach w Szwecji powstało już wiele lepszych i gorszych książek. O niektórych sama Wam zresztą pisałam, jak choćby o świetnych „Moralistach” Katarzyny Tubylewicz, tłumaczonych przez nią „Strzałach w Kopenhadze” Niklasa Orreniusa czy oryginalnej dystopii „Utoną we łzach swoich matek” Johannesa Anyuru (w przekładzie Dominiki […]

    Artykuł Maciej Czarnecki „SKANDYNAWIA HALAL” pochodzi z serwisu SZWEDZKA PÓŁKA.

    Farerskie kadry

    Zostanie tylko wiatr – wywiad

    Dzisiejsza notka przeniesienie nas na jeszcze dalszą niż Wyspy Owcze północ. Na islandzki przemijający koniec świata zabiera nas książka “Zostanie tylko wiatr”, o której porozmawiamy z jej autorami – Bereniką Lenard i Piotrem Mikołajczakiem. Wasza druga książka zabiera czytelnika w jeden z najmniej znanych i najrzadziej odwiedzanych regionów Islandii – na Fiordy Zachodnie. Skąd i […]

    Artykuł Zostanie tylko wiatr – wywiad pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

    Trolltunga

    Bare lytt! Norweskie podcasty, które warto znać

    Z językiem warto się osłuchiwać, to nie ulega wątpliwości – a w przypadku tak melodyjnego języka jak norweski jest to podwójnie ważne. Tak, będziemy to powtarzać jak zdarta płyta, podczas nauki radio powinno być włączone kiedy tylko to możliwe, przy myciu zębów, w samochodzie, na słuchawkach i bez! Nie ma znaczenia, że z początku zrozumiecie tylko pojedyncze słowa, bo mózg już na tak wczesnym etapie nieświadomie będzie kodował rzeczy, bez których potem ani rusz. Aż pewnego dnia między wyrazami

    Pat i Norway

    Bergenstest ustny - moje wskazówki

    Jakiś czas temu zapytałam na Facebooku czy chciałbyś/chciałabyś wpis o mojej drodze do norweskiego obywatelstwa. Ta droga zaczęła się od pierwszego zdanego egzaminu językowego - ustnego Bergenstestu. Dlatego, żeby nie tworzyć niekończącego się wpisu postanowiłam podzielić cały proces na części. Dziś napiszę pokrótce czym jest Bergenstest i jakie mam wskazówki dla zdających.



    Bergenstest zwany również Test i norsk - høyre nivå jest egzaminem ze znajomości języka, który umożliwia podjęcie studiów na norweskim uniwersytecie, dostanie statusu rezydenta lub staranie się o obywatelstwo. Oprócz Bergenstestu uznawany jest również egzamin Norskprøve. Poziom testu waha się między poziomem B2 i C1 (ocena Bestått oznacza B2, a Godt bestått poziom C1). 
    Egzamin ustny jest wymagany w przypadku osób, które chcą aplikować o pracę w służbie zdrowia (helsevesenet) lub osoby starające się o obywatelstwo/status rezydenta. 

    Do części ustnej podeszłam w styczniu 2015 roku po 1,5 roku pobytu w Norwegii. Wtedy byłam jeszcze au-pair i mieszkałam u rodziny goszczącej. Ceny egzaminów zmieniają się cały czas, więc obecnie jest droższy niż jeszcze kilka lat temu. Aktualne informacje o cenach można znaleźć na stronie Folkeuniversitetet. Zanim podeszłam do Bergenstestu skończyłam cztery kursy na Folkeuniversitetet na poziomie: A1, A2, B1 del 1, B2 del.1. Świadomie pominęłam część drugą kursów B1 i B2 bo wydawały mi się niepotrzebne - nie przerabia się tam konkretnego podręcznika a poziom grupy nie zawsze jest taki, jakiego się oczekuje. 

    Na egzaminie ustnym są do wyboru trzy tematy. Po wybraniu tematu wszystkie pytania są związane właśnie z nim dlatego warto wybrać ten, w którym czujemy się najpewniej. Jeśli np.wybierzesz temat "zdrowie" to dostaniesz kilka zdjęć z tej kategorii i będziesz musiał/a wybrać jedno, które chcesz opisać.
    Egzamin też jest podzielony na trzy części ale wszystkie trzy dotyczą wybranego na początku tematu. Najpierw opisuje się zdjęcie - powiedz co widzisz, a nie co myślisz. Przykładowo: jeśli widzisz chłopca siedzącego na fotelu dentystycznym to prawidłowym opisem będzie "Widzę chłopca na fotelu dentystycznym." a nie "Widzę chłopca, którego prawdopodobnie boli ząb" bo tego nie wiesz. W następnej części egzaminator poprosi Cię o wypowiedzenie się na jeden temat. Może to być np. "Wszystkie dzieci boją się dentysty". Masz wtedy kilka minut na przemyślenie tej tezy. Później masz około 3-4 minut na omówienie czy się z tym zgadzasz czy nie i dlaczego. Ostatnia część to dyskusja z egzaminatorem. Tam w zależności od odpowiedzi na tezę w części drugiej dostaje się pytanie do dyskusji. Przykładowo, jeśli powiedziałeś/aś że Twoim zdaniem wszystkie dzieci boją się dentysty to egzaminator może zapytać "Jak myślisz, co mógłby zrobić dentysta żeby odwrócić tę sytuację".
    Jeśli wszystkie trzy części poszły dobrze to możesz iść do domu. Jeśli egzaminator uzna, że nie do końca wie jak Ci poszło może zasugerować zadanie dodatkowe. Część dodatkowa to zazwyczaj omówienie jakiegoś diagramu. Omawiając musisz użyć słów takich jak "Wzrosło, zmalało itp."

    Moje wskazówki:
    • Samodzielna praca w domu. Kiedy postanowiłam skończyć kurs na poziomie B2 del 1 wiedziałam, że czeka mnie dużo samodzielnej pracy. W domu postanowiłam przerobić podręczniki dostępne w internecie. Tym sposobem przeszłam przez "Her på berget" oraz "Med tusen ord".
    • Otaczanie się językiem. Mieszkając z rodziną goszczącą miałam o tyle łatwiej, że dzieci mówiły tylko po norwesku więc byłam otoczona językiem na co dzień. Ale nie trzeba mieszkać z Norwegami, żeby otaczać się językiem. Konsekwentnie słuchałam radia, oglądałam telewizję (telewizja śniadaniowa jest super bo poruszane są tam różne tematy a to świetnie przygotowuje na ustny egzamin) i starałam się wsłuchiwać w różne dialekty. Napisałam też ten wpis, w którym dzielę się moimi sposobami na język norweski. 
    • Pewność siebie. Wybierz ten temat, w którym czujesz się najpewniej - czyli ten, w którym umiesz najwięcej słownictwa. Warto potrenować w domu - widzisz zdjęcie na którym pielęgniarka daje zastrzyk pacjentowi ale nie wiesz jak powiedzieć pielęgniarka, czy zastrzyk? A może masz też drugie zdjęcie na którym dziecko stoi przy mapie i pokazuje coś reszcie klasy? Umiesz opowiedzieć o tym zdjęciu więcej niż o tym z pielęgniarką? Ja opisywałam sobie zdjęcia z gazet i tworzyłam do nich możliwe pytania oraz dyskusje. I pamiętaj! Nie wystarczy znać 10 000 słów jeśli nie potrafisz ich użyć w zdaniu, czy wypowiedzieć poprawnie. Wymowa jest bardzo ważna, często ważniejsza niż same użyte słowa.
    • Przejrzyj przykładowe tematy. Tematy dyskusji na egzaminie ustnym często się powtarzają dlatego warto znaleźć te wcześniejsze i poćwiczyć. Wtedy możesz sobie wypisać wszystkie za i przeciw, ale również nauczyć się konstrukcji zdań typu "Zgadzam się z tym co powiedziałeś, ale moim zdaniem...", "Nie do końca zgodzę się w tej kwestii, ponieważ". Znajomość takich form bardzo pomoże podczas egzaminu. 
    • Nie stresuj się! Wiem, że łatwiej powiedzieć niż zrobić (bo sama też się stresowałam) ale stres wcale tu nie pomoże. Ba! W internecie można się naczytać, że egzamin ustny jest o wiele trudniejszy niż pisemny ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że to bzdura. Uwierz w siebie! 
    Już w następny czwartek część druga, którą jest Bergenstest pisemny. Serdecznie zapraszam. A może masz jeszcze jakieś rady dla zdających? 

    Hilsen Pati


    Farerskie kadry

    Czarodziej rylca

    Podróże, zarówno te dalekie jak i nieco bliższe, pozwalają poznawać nowe kraje i kultury. Z każdym kolejnym szlakiem i rozmową dowiadujemy się czegoś nowego o świecie. Największym zaskoczeniem jest jednak moment, gdy w odległym kraju dowiadujemy się czegoś o naszej własnej ojczyźnie. Gdy historia poczty małego archipelagu odsłania sylwetkę słabo nam znanego rodaka. Bohater dzisiejszego […]

    Artykuł Czarodziej rylca pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

    Norwegolożka

    Frokostblanding #35 Czego mogą nauczyć nas Norweżki (i nie tylko)?

    5 rzeczy, których mogą nauczyć nas Norweżki.

    poFIKAsz?

    Szok kulturowy. Różnice między Polską a Szwecją.

    Jakie są różnice między Polską a Szwecją? Choć geograficznie jesteśmy tak blisko siebie, to czasem mam wrażenie, że mentalnie oddaleni jesteśmy o całe galaktyki.   Ten wpis powstał na podstawie dyskusji na grupie facebookowiej Szwecja.Continue reading

    Artykuł Szok kulturowy. Różnice między Polską a Szwecją. pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

    Kierunek Dania

    Halloween w Danii

    Czy Halloween w Danii to tradycja nowa? Kiedy się pojawiła i czy jest popularna? Na te pytania spróbuję odpowiedzieć w […]

    Artykuł Halloween w Danii pochodzi z serwisu Kierunek Dania.

    Kierunek Norwegia

    Stalheim – wodospady, kręte drogi i widoki

    Stalheim to zapierające widoki na wyciągnięcie ręki. I na każdym kroku. Żeby zobaczyć cudowną panoramę, nie musisz ruszać na kilkugodzinny trekking (ale możesz). Kilka minut jazdy wąską drogą, pare tuneli i piękne widoki przed Tobą. A to dopiero początek atrakcji w tych malowniczych okolicach otoczonych z każdej strony górami.     Stalheim   Stalheim to nieduża wieś znajdująca się w Voss w Hordaland, tuż obok granicy z regionem Sogn og Fjordane (7 km od Gudvangen). Leży w urokliwej dolinie Nærøydalen. Tym, co przyciąga wiele osób do Stalheim, jest położony we wprost wymarzonej lokalizacji Hotel. Zaczęło się bardzo dawno, bo już w 1647 roku, kiedy to Król otworzył tutaj trasę pocztową. Po stu latach od otwarcia drogi pocztowej w miejscowej farmie zatrzymywało się tak wiele podróżujących osób, że aby ich wszystkich pomieścić, właściciel wybudował kolejny budynek (karczmę można obejrzeć w pobliskim muzeum). Pierwszy hotel otwarto w 1885 roku, znajdowało się w nim  wtedy 20 łóżek, a już w 1895 ponad 160. Hotel działa do dzisiaj i sam w sobie jest okoliczną atrakcją. 124 pokoje urządzono w norweskim, raczej skromnym, stylu. Kuchnia serwuje lokalną tradycyjną kuchnię. I to wszystko z widokami za milion dolarów. W ogrodzie należącym do hotelu znajduje się również najlepszy punkt widokowy na tę okolicę. Warto zapytać obsługę o zgodę i spojrzeć na dolinę akurat z tej perspektywy. Ten widok to od setek lat inspiracja dla artystów z różnych zakątków Norwegii i świata. Trudno się temu dziwić.     Droga   Trochę kilometrów już po Norwegii przejechała, nie jedną krętą i stromą drogę mam za sobą, ale mimo to Stalheimskleivi zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie. Droga wiodąca z hotelu w dół doliny powstała w latach 1842–1846, mierzy tylko 1,3 km i jest tam aż 13 bardzo ostrych zakrętów. Jest to jedna z najbardziej stromych dróg na Północy, nachylenie wynosi aż 18%, a momentami nawet 25%. Dodatkowo jest to bardzo wąska trasa, a od 2011 droga jednokierunkowa (możemy zjechać tylko w dół). Jeżeli nie czujecie się za kierownicą pewnie, odradzam. Oprócz tego, że Stalheimskleivi jest bardzo stromą drogą, to serwuje nam co chwilę dodatkowe wrażenia w postaci przepięknych widoków. Jadąc mijamy dwa wodospady Stalheimfossen oraz  Sivlefossen. Wrażenia i widoki bezcenne. Jak dostać się do tej drogi? Należy trasą E16 dojechać do Stalheim Hotel, a kilka metrów za nim znajduje się Stalheimskleivi. Trasa zamknięta jest zazwyczaj w sezonie zimowym oraz podczas trudnych warunków atmosferycznych. W moim subiektywnym rankingu jest to norweska droga, która przysporzyła mi do tej pory najwięcej emocji. Od zachwytu przez spory lęk. Na pewno przejadę się tam jeszcze kilka razy!     Wyświetl ten post na Instagramie.   Stalheimskleiva by drone 🛰️ Post udostępniony przez Conor Luddy 🇮🇪 (@opticonor) Maj 12, 2019 o 2:29 PDT     Wodospad Kiedy odwiedzimy już okolice hotelu, popatrzymy na piękne widoki i przejedziemy się po nadzwyczaj krętej trasie, polecam wybrać się nad wodospad Stalheimfsossen. Nie jest on szczególnie popularny, a prezentuje się naprawdę dobrze. Tuż przed drogą prowadzącą do Stalheimfsossen, niedaleko zjazdu ze Stalheimskleivi, znajduje się mały parking. Stamtąd około 15 minut spaceru po leśnej dróżce i jesteśmy. Obok wodospadu znajduje się taras widokowy, z którego możemy z dość bliskiej odległości oglądać spadającą z wysokości 126 metrów wodę. Strome skały po bokach, dość wysokie góry i mnóstwo kamieni z każdej strony dodają temu miejscu klimatu. Wizyty nad wodospadem nie może zabraknąć podczas wycieczki po okolicy.     Okolice   Stalheim jest dobrym wyborem, jeżeli chodzi o bazę wypadową. Zarówno w bliskich, jak i dalszych okolicach znajduje się mnóstwo pięknych miejsc. Gdzie wybrać się będąc w tym miejscu? ◾️ Do Muzeum Ludowego w Staleheim. ◽️Na trekking z hotelu Stelheim w kierunku Nåli (piękne widoki, około 2 godziny drogi w dwie strony). Trekking oficjalnie nie jest zaliczany do trudnych, ale mając lęk wysokości lub przestrzeni, można mieć problem. Część trasy jest osłonięta i prowadzi po dość stromym zboczu. Na końcu trasy znajdują się pozostałości starej farmy, ale to widoki są zdecydowanie największym atutem tego miejsca. ◾️ Sivle gard, czyli stara farma znajdująca się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. W tym miejscu znajduje się również dom do wynajęcia Kårastova. ◽️Kolejny trekking, na który można się wybrać to zdobycie szczytu Jordalsnuten (charakterystyczna okrągła góra). Czas, jaki trzeba zarezerwować na tę wędrówkę to około 4 godziny (w dwie strony). ◽️ Rejs z Gudvangem do Flåm. Na temat tych lokalizacji pisałam więcej w poprzednich wpisach tutaj i tutaj. We Flåm warto przejechać się słynną kolejką Flåmsbana, przez wielu nazywaną jedną z piękniejszych na świecie.   To jak, udało mi się przekonać Ciebie, że te miejsca są naprawdę warte zobaczenia? Sylwia.  

    Artykuł Stalheim – wodospady, kręte drogi i widoki pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

    Szwecjoblog - blog o Szwecji

    "Nie taka Szwecja lagom. 20 mitów o sąsiedzie z północy"

    Czy to prawda, że w Szwecji wszyscy mają tyle samo pieniędzy i nie ma oligarchów? Że  Szwecji znikają kościoły i pojawiają się meczety? Że podatki w Szwecji są przytłaczające? Że w Szwecji wszyscy są równi i panuje tu wolność słowa? No i że w Szwecji nie ma już własnych marek, bo wszystko albo zbankrutowało, albo zostało sprzedane?

    Odpowiedzi na takie i inne pytania udziela Maciej Zborowski w książce Nie taka Szwecja lagom. 20 mitów o sąsiedzie z północy, której formuła przypomina mi zbiór dwudziestu mini-wykładów. Na początku jest teza (mit), dotycząca jednego z następujących aspektów: równość, skład etniczny ludności, życie duchowe w kraju Trzech Koron, gospodarka, polityka czy historia, np. "Szwecja to istny raj dla imigrantów", "W Szwecji dominującą pozycję ma państwowy Kościół luterański", "Dla szwedzkiej młodzieży ich ojczyzna to kraina mlekiem i miodem płynąca", "Szwedzka edukacja jest na wysokim poziomie" czy "W Szwecji - podobnie jak w całej Europie - chłopi byli warstwą ciemiężoną". Potem na kilku stronach autor omawia statystyki, zbiera dane w tabele lub wylicza przykłady w punktach, pokazuje wykresy, przytacza cytaty z prasy i telewizji, artykułów naukowych, książek i stron internetowych. Na podsumowanie każdego rozdziału zapada werdykt, najczęściej odpowiadający także na pytanie, które autor zadaje we wstępie: "Czy w ogóle możliwe jest opisanie wybranych aspektów kraju w sposób zero-jedynkowy, w biało-czarnych barwach?"

    Choć okładka nie taka i format nie ten, mam wrażenie, że Maciejowi Zborowskiemu udało się stworzyć książkę na podobieństwo coffee table book - książki, której nie czyta się od deski do deski, tylko którą można przeglądać i czytać wybrane fragmenty (niektóre mini-wykłady mieszczą się na pięciu stronach), oglądać zdjęcia (zajmujące czasem całą, czasem pół strony zdjęcia przede wszystkim znanych postaci czy budynków związanych z danym tematem) i przyglądać się tabelom i wykresom, rzucać okiem na zabawne grafiki (na przykład tęczowego łosia albo wikinga z piernikowymi serduszkami w miejscu oczu). A co najważniejsze - kiedy tak książka tak leży sobie na stoliku i zachęca do przeglądania, ma prowokować do rozmowy. Do tego sprawdza się znakomicie, bo porusza tematy, które z obrazem Szwecji w tle to konwersacyjne samograje: oligarchowie, meczety, podatki, biurokracja, lenistwo... Osób które mocno interesują się Szwecją, książka pewnie nie zaskoczy, ale zebrane w jednym miejscu statystyki i argumenty mogą przydać się jako oręż w dyskusji na temat szwedzkich prawd i mitów. Mnie natomiast zaskoczyły mity, z którymi sama się nigdy nie spotkałam - o Szwecji słyszę w mediach częściej jako skrajnie świeckiej niż luterańskiej, o szwedzkiej młodzieży jako pogrążonej w depresji, a szwedzkiej edukacji jako przechodzącej kryzys).

    W ciągu ostatnich paru lat kilkukrotnie miałam okazję w różnych miastach  i przy przeróżnych okazjach opowiadać o micie lagom jako filozofii życia i sposobu na szczęście. Kiedy zobaczyłam okładkę Nie takiej Szwecji lagom z tęczowym łosiem, hełmem wikingów (z rogami!) i talerzem pełnym cynamonowych bułeczek, spodziewałam się książki, która dyskutowałaby z lagom zawartym w popularnych poradnikach, takich jak TEN, rozliczenia się z tym, czy Szwedom do szczęścia potrzebne są świece, tacos, recycling i robienie na drutach. Dostałam pozycję, w której autor do pojęcia lagom podszedł z innej strony, ale z wnioskami, z którymi się zgadzam - Szwecja wcale nie jest taka lagom, ale jednocześnie po prostu nie jest czarno-biała. Bo żaden kraj taki nie jest. Lagom nie jest też obraz Szwecji widzianej z zewnątrz. Ten natomiast łatwiej dałoby się przedstawić jako mający tylko dwa kolory.

    Werdykt: Warto mieć w swojej biblioteczce!

    Maciej Zborowski Nie taka Szwecja lagom. 20 mitów o sąsiedzie z północy
    Editio
    2019

    Kierunek Dania

    Højskole, czyli duński fenomen edukacyjny

    Højskole, czyli w wolnym tłumaczeniu uniwersytet ludowy, to wynalazek wcale nie nowy, chociaż jego pierwotna idea z czasem ewoluowała. Pomysłodawcą […]

    Artykuł Højskole, czyli duński fenomen edukacyjny pochodzi z serwisu Kierunek Dania.

    Norwegolożka

    Jesienne ditt og datt

    Jesienny miszmasz linkowy z Norwegią i językiem norweskim w roli głównej.

    SKANDIS

    Runiczna blaszka z Ulvsunda (U AST1;150) – amulet przeciw „powtórnie chodzącym” czy raczej ochrona przed nieumiejętnym ryciem run?

    Bohaterka dzisiejszego wpisu, niewielka blaszka znaleziona w Ulvsunda, jest raczej dość mało znanym zabytkiem runicznym. A szkoda. Sama pierwszy raz natknęłam się na nią czytając pracę doktorską Sofii Pereswetoff-Morath i właśnie w oparciu o tekst szwedzkiej badaczki chciałam Wam opisać ciekawy, choć niestety nie odczytany w pełni amulet. W 1939 roku w Ulvsunda (dzielnica admistracyjna... Czytaj dalej →

    Nowa w Szwecji

    Aplikacje Mobilne Niezbędne w Szwecji

    Szwecja aplikacjami stoi - obecnie przez apki można załatwić w Szwecji niemalże wszystko. Poczynając od spraw urzędowych, na zakupach kończąc, tutaj do wszystkiego znajdziecie aplikację. Oto lista mobilnych apek, bez których nie można obyć się w tym skandynawskim kraju - zarówno dla turystów, jak i dla tych, którzy się już nieco zasiedzieli. Język Google Translate To oczywista oczywistość w każdej zagranicznej podróży. Należy jednak pamiętać, że język polski nie jest językiem germańskim, a więc jego gramatyka jest zupełnie inna niż w języku szwedzkim. Dlatego gorąco polecam tłumaczenia szwedzki - angielski - szwedzki. Google dużo lepiej sobie radzi między tymi dwoma językami i daje prawie 100-procentową gwarancję poprawnego gramatycznie tłumaczenia. Wiedzieliście, że w Google Translate można już tłumaczyć głos, a nawet całe konwersacje? Duolingo To aplikacja do nauki języków, ale dzięki niej poznacie najbardziej przydatne w Szwecji zwroty, powiedzenia oraz nauczycie się na nie odpowiadać i reagować. Transport Google Maps Bez nawigacji nie ma życia! Google Maps obsługują trasy dla samochodów, rowerów, pieszych, transport publiczny, a nawet... elektryczne hulajnogi. I całkiem nieźle im to wychodzi! SJ Oficjalna aplikacja szwedzkich kolei. Umożliwia wyszukanie trasy, zakup biletu na pociąg oraz informuje o ewentualnych opóźnieniach. Swedavia Aplikacja ta pozwala na monitoring lotów na prawie wszystkich szwedzkich lotniskach. Regionalne aplikacje transportowe Obsługują całą komunikację w danych regionach - pociągi, autobusy, tramwaje i inne kolektywne środki transportu. Można zaplanować w nich trasę oraz zakupić bilety. Sprawdźcie jakie aplikacje działają w regionie, w którym akurat jesteście. Przykłady: Sztokholm - SL Västra Götaland i Göteborg - Västtrafik Skåne i Malmö - Skånetrafiken Aplikacje lokalne Pozwalają poruszać się w granicach poszczególnych miast na rowerach oraz elektrycznych skuterkach (hulajnogach). W przypadku Malmö są to: Hulajogi - Lime, VOI, Tier, Circ Rowery - Donkey Republic, Malmö by bike Taksówki - Taxi Skåne, UBER Sprawdźcie, jakie apki działają w mieście, w którym jesteście! Parkowanie EasyPark, Parkster, APCOA Parkowanie w szwedzkich miastach to nie lada wyzwanie, nie tylko ze względu na brak miejsc. Oznaczenia na parkingach są dość tajemnicze i nie są jasne dla większości turystów, a nawet samych mieszkańców Szwecji. Powyższe aplikacje pomogą Wam zlokalizować najbliższy parking oraz podpowiedzą jaka jest opłata i kiedy jest ona wymagana. Można w nich też wygodnie zapłacić za parking, i to dokładnie za tyle, ile na nim staliście - bez przepłacania. W razie kontroli, warto za szybą zostawić informację jakiej apki użyliście. Pogoda W Szwecji niezbędna jest też dokładna aplikacja pogodowa. Tutaj pogoda zmienia się z minuty na minutę. U mnie najbardziej sprawdza się niemiecka apka Pogoda&Radar - bezbłędnie przewiduje drogę chmur na niebie przez najbliższe godziny. Jedzenie OnlinePizza, Hungrig, Foodora, Mat.se To najpopularniejsze aplikacje pozwalające na zakup jedzenia na wynos z restauracji - z dostawą prosto do domu. Karma To świetna apka, której założeniem jest redukcja food waste. Kawiarnie i restauracje sprzedają w niej po dużo zaniżonych cenach jedzenie, którego nie zużyją. To również super opcja, aby zaoszczędzić na restauracyjnym jedzeniu, które w Szwecji, cóż, nie jest najtańsze. Pincho Nation Pinchos to sieć bardzo ciekawych restauracji, w których nie ma kelnerów. Jedzenie zamawia się wyłącznie przez dedykowaną aplikację. Porcje są malutkie, wszystko wygląda jak dla krasnoludków, ale dzięki temu można spróbować kilku dań. Swoje aplikacje mają również inne popularne szwedzkie sieciówki, na przykład: Max Express od Max Hamburgare Sibylla Espresso House Zakupy ICA, Willy's, Coop To trzy najpopularniejsze w Szwecji sieci marketów, które prowadzą sprzedaż online - z dostawą do domu albo odbiorem w sklepie. Nawet jeśli nie macie zamiaru robić zakupów online, można w nich łatwo sprawdzić i porównać ceny produktów. Swoją aplikację ma nawet państwowa sieć sklepów monopolowych - Systembolaget. Blocket, Tradera To odpowiedniki polskiego OLX oraz Allegro. Znajdziecie tam absolutnie wszystko - od używanych rzeczy przez samochody i nieruchomości do ofert pracy. Płacenie Aplikacja banku Jeśli macie konto w szwedzkim banku, koniecznie ściągnijcie apkę tego banku. Pozwala ona na robienie przelewów czy administrację kontem oraz kartą płatniczą. Aby ją mieć, potrzebne jest jednak... BankID Posiadając BankID oraz Mobilt BankID, załatwicie w Szwecji niemalże każdą sprawę bez ruszania się z sofy. To elektroniczna autoryzacja i weryfikacja wszelkich płatności, wniosków oraz logowania do większości serwisów - odpowiednik polskiego profilu zaufanego, ePUAP oraz podpisu kwalifikowanego w jednym. A jeśli macie już aplikację bankową oraz Mobilt BankID, to możecie mieć także... Swish To taki polski Blik, z tym, że o wiele bardziej popularny. Przelewy na numer telefonu są natychmiastowe i ogromnie ułatwiają życie. Swishem zapłacicie na bazarkach, podczas zakupów używanych rzeczy przez Blocket, wspomożecie bezdomnego, a także szybko oddacie znajomemu pieniądze za lunch. Sprawy urzędowe Kivra To cyfrowa skrzynka pocztowa. Współpracuje ze szwedzkimi urzędami, ubezpieczycielami, dostawcami mediów czy bankami. Dostaje się na nią ważne pisma, faktury, a nawet PITy - przy jej użyciu można zrobić też rozliczenie podatkowe. Realna skrzynka pocztowa zaś unika tym samym przyjmowania niepotrzebnej makulatury. Skatteverket, Försäkringskassan Szwedzki Urząd Podatkowy oraz odpowiednik ZUSu również posiadają swoje aplikacje. Szczególnie przydatna jest apka Försäkringskassan - tam z poziomu aplikacji można szybko zgłosić VAB, czyli opiekę nad chorym dzieckiem w danym dniu. Do tych "najpoważniejszych" aplikacji z końca listy niezbędny jest oczywiście szwedzki numer personalny. Jak widać, bez niego życie w Szwecji jest nieco trudniejsze. W pozostałych apkach wystarczą podstawowe dane - adres mailowy oraz dane karty płatniczej. A Tobie, jaka aplikacja najbardziej przydaje się w Szwecji? Może Cię zainteresować również: 11 Najczęstszych Błędów Polskich Turystów w Szwecji Szwedzkie Savoir-Vivre, Czyli Czego Nie Robić w Szwecji Przeprowadzka Do Szwecji - Od Czego Zacząć?