Nordycka Planeta

Polskie blogi o Północy w jednym miejscu

Naszym celem jest zebranie w jednym miejscu najnowszych wpisów z blogów poświęconych szeroko rozumianej tematyce nordyckiej.

Stacja Islandia

rauður :: Semilunar (recenzja)

Rauður (pl. Czerony/Rudy) to pseudonim artystyczny kompozytorki, wokalistki, multiinstrumentalistki i producentki muzycznej Auður Viðarsdóttir. Niektórzy z Was mogą kojarzyć Auður Viðarsdóttir jako klawiszowca i wokalistkę z indie rockowego zespołu Nóra, który ma na swoim koncie 2 albumy:„Er einhver að hlusta” (2008) i „Himinbrim” (2012; recenzja TUTAJ). W tym zespole Auður występowała m.in. ze swoimi braćmi […]

Nordic Talking

Opowieści z Wysp Owczych – 10 lat później

Od czasu pierwszej na polskim rynku reporterskiej publikacji o Wyspach Owczych minie w 2021 roku dekada. Jeden z autorów “81:1. Opowieści z Wysp Owczych”, Marcin Michalski, analizuje co zmieniło się […]

Artykuł Opowieści z Wysp Owczych – 10 lat później pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Utulę Thule

Mówisz o sobie: artystka

Sztuka na Islandii to już nie tylko artyści islandzcy. Coraz widoczniejsze są tam również działania naszych rodaczek. Rozmawiałam z Wiolą Ujazdowską i Agnieszką Majką. W ostatnim czasie skontaktowałam się z dwiema polskimi artystkami tworzącymi na Islandii. Choć różnią się wykształceniem, charakterem swojej artystycznej działalności i obszarem zainteresowań, sylwetki obu naszych rodaczek pokazują pewną różnicę traktowania …

Artykuł Mówisz o sobie: artystka pochodzi z serwisu .

Pat i Norway

TV-AKSJONEN 2019

Dziś w całej Norwegii odbywa się TV-AKSJONEN. Na załączonej infografice znajdziesz najważniejsze informacje!


Nordic Talking

Instagram kontra farerska rzeczywistość

Wyspy Owcze z każdy rokiem zyskują coraz większą turystyczną popularność. Rośnie liczba krążących w sieci zdjęć z archipelagu. Niestety, spora część z nich przeszła od etapu uchwycenia kadru do umieszczenia […]

Artykuł Instagram kontra farerska rzeczywistość pochodzi z serwisu Nordic Talking.

SKANDIS

Runiczna blaszka z Ulvsunda (U AST1;150) – amulet przeciw „powtórnie chodzącym” czy raczej ochrona przed nieumiejętnym ryciem run?

Bohaterka dzisiejszego wpisu, niewielka blaszka znaleziona w Ulvsunda, jest raczej dość mało znanym zabytkiem runicznym. A szkoda. Sama pierwszy raz natknęłam się na nią czytając pracę doktorską Sofii Pereswetoff-Morath i właśnie w oparciu o tekst szwedzkiej badaczki chciałam Wam opisać ciekawy, choć niestety nie odczytany w pełni amulet. W 1939 roku w Ulvsunda (dzielnica admistracyjna... Czytaj dalej →

Trolltunga

Hvem sin bil er det? Wyrażanie przynależności po norwesku

Czy w języku norweskim istnieją przypadki? Na szczęście nie takie, które byłoby szczególnie widać i które sprawiałyby trudności w odmianie, a zakamuflowane – mianownik, czyli absolutnie podstawowa forma, oraz dopełniacz, który pomaga nam wyrazić, że coś do kogoś należy. Po norwesku określamy go jako S-genitiv, bo tworzymy go właśnie poprzez dodanie końcówki -s do rzeczownika:Agatas bil – samochód AgatyBenjamins bok – książka Benjaminafamiliens hus – dom rodzinyjentas bror – brat

Pat i Norway

283. Norweska sztuka uliczna cz. 10

Na blog wjechał właśnie dziesiąty post serii "Norweska sztuka uliczna" a ja już mam listę nowych murali na część 11! Dzisiejszych dzieł nie zobaczycie w centrum Bergen bo trzeba się wybrać poza miasto, na wyspę Askøy.
Tam pewien paryski artysta stworzył swoją galerię na świeżym powietrzu. Jako płótna użył .. typowych norweskich naustet, czyli małych domków w których przechowuje się łodzie. Efekt jest .. zachwycający. Niestety, co piękne to i nietrwałe. Jego galeria w zmaganiu z bergeńską pogodą niestety znacznie przegrywa. Większość dzieł zostało już bowiem zmytych przez deszcz. Do niektórych dostać się można tylko łodzią, albo przechodząc przez prywatne posesje ( co nie do końca podoba się właścicielom), dlatego nie wszystkie zdjęcia są robione z bliskiej odległości. 

Artysta nazywa się Philippe Herard a więcej o projekcie można dowiedzieć się na facebookowym fanpage @philippeherardfjordart





























Pozdrawiam, Pati

Nordic Talking

Muzyka z Wysp Owczych

Oto kilka muzycznych pocztówek z archipelagu Farojów. Utwory nie tylko do słuchania, ale i do patrzenia. Ciekawe (czasem zaskakujące) muzycznie, a zarazem pozwalające wejrzeć w farerskie krajobrazy, naturę i obyczajowość.  […]

Artykuł Muzyka z Wysp Owczych pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Stacja Islandia

Fremmed :: Fremmed (recenzja)

Kilka lat temu mocno zachwycałem się farersko-duńskim zespołem Drowned Session, który skradł moje serce swoją mroczną odmianą folk rocka. Kapela ta wydała a pośrednictwem wytwórni Tutl Records dwa rewelacyjne i hipnotyzujące albumy EP: „Horses” (2015; recenzja TUTAJ) i „Home To The Wind” (2015; recenzja TUTAJ). Przyznaję, że z dużym zaangażowaniem śledziłem dalsze losy Drowned Session, […]

Nowa w Szwecji

Aplikacje Mobilne Niezbędne w Szwecji

Szwecja aplikacjami stoi - obecnie przez apki można załatwić w Szwecji niemalże wszystko. Poczynając od spraw urzędowych, na zakupach kończąc, tutaj do wszystkiego znajdziecie aplikację. Oto lista mobilnych apek, bez których nie można obyć się w tym skandynawskim kraju - zarówno dla turystów, jak i dla tych, którzy się już nieco zasiedzieli. Język Google Translate To oczywista oczywistość w każdej zagranicznej podróży. Należy jednak pamiętać, że język polski nie jest językiem germańskim, a więc jego gramatyka jest zupełnie inna niż w języku szwedzkim. Dlatego gorąco polecam tłumaczenia szwedzki - angielski - szwedzki. Google dużo lepiej sobie radzi między tymi dwoma językami i daje prawie 100-procentową gwarancję poprawnego gramatycznie tłumaczenia. Wiedzieliście, że w Google Translate można już tłumaczyć głos, a nawet całe konwersacje? Duolingo To aplikacja do nauki języków, ale dzięki niej poznacie najbardziej przydatne w Szwecji zwroty, powiedzenia oraz nauczycie się na nie odpowiadać i reagować. Transport Google Maps Bez nawigacji nie ma życia! Google Maps obsługują trasy dla samochodów, rowerów, pieszych, transport publiczny, a nawet... elektryczne hulajnogi. I całkiem nieźle im to wychodzi! SJ Oficjalna aplikacja szwedzkich kolei. Umożliwia wyszukanie trasy, zakup biletu na pociąg oraz informuje o ewentualnych opóźnieniach. Swedavia Aplikacja ta pozwala na monitoring lotów na prawie wszystkich szwedzkich lotniskach. Regionalne aplikacje transportowe Obsługują całą komunikację w danych regionach - pociągi, autobusy, tramwaje i inne kolektywne środki transportu. Można zaplanować w nich trasę oraz zakupić bilety. Sprawdźcie jakie aplikacje działają w regionie, w którym akurat jesteście. Przykłady: Sztokholm - SL Västra Götaland i Göteborg - Västtrafik Skåne i Malmö - Skånetrafiken Aplikacje lokalne Pozwalają poruszać się w granicach poszczególnych miast na rowerach oraz elektrycznych skuterkach (hulajnogach). W przypadku Malmö są to: Hulajogi - Lime, VOI, Tier, Circ Rowery - Donkey Republic, Malmö by bike Taksówki - Taxi Skåne, UBER Sprawdźcie, jakie apki działają w mieście, w którym jesteście! Parkowanie EasyPark, Parkster, APCOA Parkowanie w szwedzkich miastach to nie lada wyzwanie, nie tylko ze względu na brak miejsc. Oznaczenia na parkingach są dość tajemnicze i nie są jasne dla większości turystów, a nawet samych mieszkańców Szwecji. Powyższe aplikacje pomogą Wam zlokalizować najbliższy parking oraz podpowiedzą jaka jest opłata i kiedy jest ona wymagana. Można w nich też wygodnie zapłacić za parking, i to dokładnie za tyle, ile na nim staliście - bez przepłacania. W razie kontroli, warto za szybą zostawić informację jakiej apki użyliście. Pogoda W Szwecji niezbędna jest też dokładna aplikacja pogodowa. Tutaj pogoda zmienia się z minuty na minutę. U mnie najbardziej sprawdza się niemiecka apka Pogoda&Radar - bezbłędnie przewiduje drogę chmur na niebie przez najbliższe godziny. Jedzenie OnlinePizza, Hungrig, Foodora, Mat.se To najpopularniejsze aplikacje pozwalające na zakup jedzenia na wynos z restauracji - z dostawą prosto do domu. Karma To świetna apka, której założeniem jest redukcja food waste. Kawiarnie i restauracje sprzedają w niej po dużo zaniżonych cenach jedzenie, którego nie zużyją. To również super opcja, aby zaoszczędzić na restauracyjnym jedzeniu, które w Szwecji, cóż, nie jest najtańsze. Pincho Nation Pinchos to sieć bardzo ciekawych restauracji, w których nie ma kelnerów. Jedzenie zamawia się wyłącznie przez dedykowaną aplikację. Porcje są malutkie, wszystko wygląda jak dla krasnoludków, ale dzięki temu można spróbować kilku dań. Swoje aplikacje mają również inne popularne szwedzkie sieciówki, na przykład: Max Express od Max Hamburgare Sibylla Espresso House Zakupy ICA, Willy's, Coop To trzy najpopularniejsze w Szwecji sieci marketów, które prowadzą sprzedaż online - z dostawą do domu albo odbiorem w sklepie. Nawet jeśli nie macie zamiaru robić zakupów online, można w nich łatwo sprawdzić i porównać ceny produktów. Swoją aplikację ma nawet państwowa sieć sklepów monopolowych - Systembolaget. Blocket, Tradera To odpowiedniki polskiego OLX oraz Allegro. Znajdziecie tam absolutnie wszystko - od używanych rzeczy przez samochody i nieruchomości do ofert pracy. Płacenie Aplikacja banku Jeśli macie konto w szwedzkim banku, koniecznie ściągnijcie apkę tego banku. Pozwala ona na robienie przelewów czy administrację kontem oraz kartą płatniczą. Aby ją mieć, potrzebne jest jednak... BankID Posiadając BankID oraz Mobilt BankID, załatwicie w Szwecji niemalże każdą sprawę bez ruszania się z sofy. To elektroniczna autoryzacja i weryfikacja wszelkich płatności, wniosków oraz logowania do większości serwisów - odpowiednik polskiego profilu zaufanego, ePUAP oraz podpisu kwalifikowanego w jednym. A jeśli macie już aplikację bankową oraz Mobilt BankID, to możecie mieć także... Swish To taki polski Blik, z tym, że o wiele bardziej popularny. Przelewy na numer telefonu są natychmiastowe i ogromnie ułatwiają życie. Swishem zapłacicie na bazarkach, podczas zakupów używanych rzeczy przez Blocket, wspomożecie bezdomnego, a także szybko oddacie znajomemu pieniądze za lunch. Sprawy urzędowe Kivra To cyfrowa skrzynka pocztowa. Współpracuje ze szwedzkimi urzędami, ubezpieczycielami, dostawcami mediów czy bankami. Dostaje się na nią ważne pisma, faktury, a nawet PITy - przy jej użyciu można zrobić też rozliczenie podatkowe. Realna skrzynka pocztowa zaś unika tym samym przyjmowania niepotrzebnej makulatury. Skatteverket, Försäkringskassan Szwedzki Urząd Podatkowy oraz odpowiednik ZUSu również posiadają swoje aplikacje. Szczególnie przydatna jest apka Försäkringskassan - tam z poziomu aplikacji można szybko zgłosić VAB, czyli opiekę nad chorym dzieckiem w danym dniu. Do tych "najpoważniejszych" aplikacji z końca listy niezbędny jest oczywiście szwedzki numer personalny. Jak widać, bez niego życie w Szwecji jest nieco trudniejsze. W pozostałych apkach wystarczą podstawowe dane - adres mailowy oraz dane karty płatniczej. A Tobie, jaka aplikacja najbardziej przydaje się w Szwecji? Może Cię zainteresować również: 11 Najczęstszych Błędów Polskich Turystów w Szwecji Szwedzkie Savoir-Vivre, Czyli Czego Nie Robić w Szwecji Przeprowadzka Do Szwecji - Od Czego Zacząć?

Kierunek Norwegia

Wodospad Rjukandefossen w Hemsedal

Hemsedal to zimowa stolica tej części Norwegii. Gdy zrobi się chłodniej, spadnie śnieg lub stoki zostaną ośnieżone, wtedy małe miasteczko budzi się do życia i przyciąga naprawdę dużo osób z różnych części kraju. W lecie również jest tutaj co robić, bo po tych okolicach prowadzi wiele przyjemnych szlaków, mam wrażenie czasami trochę niedocenianych. Jest tutaj również bardzo ładny wodospad, do którego prowadzi prosta ścieżka przez las.     Rjukandefossen Jadąc drogą numer 52 z Hemsedal w kierunku Lærdal, po kilku minutach jazdy od centrum Hemsedal, o wodospadzie da Wam znać tablica informacyjna przy drodze. Trudno jej nie zauważyć, więc trafienie w to miejsce nie powinno być problemem. Za zjazdem znajduje się mały, darmowy parking. Od tego miejsca dzieli nas chwila spaceru przez las i już jesteśmy. Wodospad Rjukandefossen ma tylko 15 metrów wysokości, ale  mimo niewielkich rozmiarów wygląda naprawdę pięknie. Zwłaszcza w okresie dość deszczowym lub w czasie roztopów.     Sporą atrakcją tego miejsca jest możliwość przejazdu tyrolką tuż nad wodospadem. W ciepłe dni wiele osób patrząc na wodospad może wpaść na pomysł kąpieli w jego otoczeniu. Jest to zabronione, więc dla własnego bezpieczeństwa nie ryzykujcie. Zimą za to lubiący adrenalinę mogą wziąć udział we wspinaczce po zamarzniętym wodospadzie. Kawałek za wodospadem znajduje się drewniany mostek. Po przejściu możemy ruszyć w dalszą drogę i spojrzeć na wodospad Rjukandefossen z jeszcze innej strony.     Rzeka Hemsila, na której znajduje się ten wodospad, obfituje w ciekawe formacje skalne oraz kotły erozyjne. Jeden z nich możemy zobaczyć stojąc, na wcześniej wspomnianym wiszącym moście. Ten mostek to również świetny punkt widokowy. Z jednej strony wodospad, z drugiej piękne góry.     Jadąc w to miejsce, miejcie oczy szeroko otwarte. Niedaleko, tuż przy drodze, znajduje się ta niezwykle fotogeniczna chatka. Patrząc na nią, nie sposób nie pomyśleć o tym, jak wyglądałby świat po kilku latach bez ludzi.     Wybierając się w przejażdżkę po Norwegii, koniecznie zróbcie sobie małą przerwę nad tym urokliwym wodospadem. Jeśli w Hemsedal zamierzacie zostać dłużej, również nie pomijajcie tego miejsca w swoim planie zwiedzania. Nie tylko wysokie wodospady należą do pięknych! Sylwia.   Ps. A stąd już tylko godzina drogi do przepięknych okolic Lærdal. >>>

Artykuł Wodospad Rjukandefossen w Hemsedal pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Nowa w Szwecji

Szwedzkie Obywatelstwo: Obalamy Mity

Emigracja to zawsze trudny temat. Niektórzy nigdy nie czują się w obcym kraju jak w domu, inni zaś asymilują się na tyle, że zaczynają myśleć o postaraniu się o nowe obywatelstwo. Szwedzkie obywatelstwo to popularny temat, który obrósł w kilka powielanych mitów, mniej lub bardziej zgodnych z prawdą. W tym tekście postaram się rozwiać wątpliwości w kwestii najpopularniejszych z nich. MIT 1: Szwedzkie obywatelstwo dostaje się od ręki Fakt, kiedyś tak było! W drugiej połowie XX wieku, kiedy władze szwedzkie, zmartwione niskim zaludnieniem kraju, zaczęły sprowadzać imigrantów z południa Europy, faktycznie obywatelstwa przyznawane były praktycznie w chwili przekroczenia granicy. Było to oczywiście działanie "na zachętę", dzięki czemu wiele osób, chociażby z Bałkanów, przyjeżdżało do Szwecji "na saksy", z których już nie wracali. Obecnie, najpopularniejszym sposobem nabycia szwedzkiego obywatelstwa przez osoby dorosłe jest naturalizacja. Aby dostać szwedzkie obywatelstwo, należy spełnić następujące warunki: - być zdolnym do udowodnienia swojej tożsamości (tj. posiadać paszport lub dowód stwierdzający naszą tożsamość oraz obywatelstwo), - mieć powyżej 18 lat, - mieć pozwolenie na pobyt stały w Szwecji (obywatele UE mają niejako automatyczne prawo pobytu, jeśli legalnie pracują, prowadzą przedsiębiorstwo, uczą się lub mają wystarczające środki na utrzymanie się), - spełnić warunki dotyczące okresu permanentnego zamieszkiwania w Szwecji (generalnie jest to 5 lat, ale w zależności od sytuacji te okresy różnią się - np. dla obywatela UE, który jest/był w związku kohabitacyjnym z obywatelem szwedzkim przez co najmniej dwa lata, właściwy będzie okres 3 lat), - dobrze prowadzić się w Szwecji (nie mieć problemów z prawem, zaległości podatkowych, etc.). Oczywiście występowanie wszystkich powyższych okoliczności należy precyzyjnie udowodnić, dostarczając właściwe dokumenty oraz oświadczenia. Do uzyskania szwedzkiego obywatelstwa nie jest potrzebna znajomość języka, kultury czy historii kraju. Test wskazujący, czy ma się szansę na szwedzkie obywatelstwo, jest na stronie Urzędu Migracyjnego (w języku szwedzkim). MIT 2: Szwedzki paszport jest najlepszym paszportem świata To absolutnie nieprawda. Szwedzki paszport znajduje się dopiero na czwartym miejscu w Global Passport Index 2019 wraz z równorzędnymi mu paszportami: francuskim, belgijskim, maltańskim, greckim, norweskim i szwajcarskim. Najpotężniejszym paszportem świata jest obecnie dokument wydany przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Lepszy mobility score od szwedzkiego paszportu mają też paszporty niemieckie, fińskie, luksemburskie, hiszpańskie, singapurskie, duńskie, włoskie, holenderskie, austriackie, portugalskie, japońskie, południowokoreańskie, irlandzkie oraz północnoamerykańskie. Polski paszport jest na 6. miejscu w rankingu wraz z paszportami słoweńskim, słowackim, kanadyjskim, nowozelandzkim i... islandzkim. Wydaje się więc, że zasadniczą przewagą szwedzkiego paszportu nad polskim jest bezwizowy wstęp do USA. MIT 3: Wystarczy wziąć ślub ze szwedzkim obywatelem, aby dostać szwedzkie obywatelstwo Znaczenie prawne związku małżeńskiego w Szwecji jest znikome, podobnie jest w przypadku starania się o szwedzkie obywatelstwo. Mało tego, ślub ze szwedzkim obywatelem nie pomoże nawet w zdobyciu szwedzkiego PESELu! Jednak związek kohabitacyjny (czyli wspólne zamieszkiwanie partnerów, nie musi być to małżeństwo) w Szwecji przez co najmniej dwa lata z osobą, która jest szwedzkim obywatelem od co najmniej dwóch lat, zmniejsza okres permanentnego zamieszkiwania w Szwecji warunkującego rozpoczęcie starań o szwedzkie obywatelstwo, do lat trzech. MIT 4: Dziecko urodzone w Szwecji będzie miało szwedzkie obywatelstwo W Szwecji, podobnie jak w Polsce, obowiązuje ius sanguinis, czyli prawo krwi. Oznacza to, że obywatelstwo jest dziedziczone i nie jest zależne od miejsca urodzenia (tak jak jest to na przykład w USA, nazywa się to wtedy prawo ziemi). Tak więc dziecko obywateli wyłącznie polskich urodzone w Szwecji, będzie mogło mieć wyłącznie polskie obywatelstwo. Jeśli co najmniej jedno z rodziców ma obywatelstwo szwedzkie (obojętnie czy wyłącznie szwedzkie czy też łączone), to dziecko również automatycznie dostanie szwedzkie obywatelstwo. MIT 5: Brak paszportu to brak obywatelstwa Wielu Polaków, którzy mieszkają w Szwecji od bardzo dawna i posiadają już wyłącznie szwedzkie paszporty (bo ważność polskich się już skończyła), zdaje się wierzyć, że stracili polskie obywatelstwo. To absolutnie błędne rozumowanie. Obywatelstwo to stan prawny, wynikający z zaistnienia określonych warunków (np. bycie dzieckiem obywatela danego państwa), którego potwierdzeniem jest dokument (paszport lub dowód osobisty), określający tożsamość oraz obywatelstwo danej osoby. Brak dokumentu nie oznacza braku obywatelstwa - tracimy jedynie szybką, doraźną możliwość jego udokumentowania. Nawet osoba, która nigdy nie mieszkała w Polsce, a posiada polskie obywatelstwo, bo jej wstępny (przodek) był Polakiem, może postarać się o polski paszport, przedkładając polskim władzom dowody na swoje polskie pochodzenie (prawo krwi). Jedynym sposobem "pozbycia się" obywatelstwa, zarówno w Polsce, jak i w Szwecji, jest czynne zrzeczenie się go. Tak samo Polska, jak i Szwecja, pozwalają na posiadanie przez swoich obywateli łączonych obywatelstw bez konieczności zrzekania się któregokolwiek z nich. EDIT: Dzisiaj dziewczyny na Facebooku zwróciły moją uwagę na przepisy ustawy o obywatelstwie polskim, z których wynika, że polski obywatel nie może ze skutkiem prawnym powoływać się wobec władz polskich na obywatelstwo innego państwa. W praktyce oznacza to na przykład to, że polski obywatel nie może przekroczyć polskiej granicy powołując się na paszport innego państwa. Każdy polski obywatel, jeśli chce odwiedzić Polskę, powinien mieć ważny polski dokument tożsamości upoważniający go do przekroczenia granicy. W przeciwnym razie straż graniczna ma obowiązek zatrzymać go i nie wpuścić na teren Polski. I na koniec... Ciekawostka! Szwedzki paszport tymczasowy jest... różowiutki! Można go wyrobić od ręki w dosłownie 15 minut na posterunku Policji i obowiązuje on tylko podczas określonej zagranicznej podróży.

Nowa w Szwecji

Praca w Szwecji - Poradnik dla Szukających

Nowy kraj - nowe możliwości. To prawda. O ile niektórym znalezienie pracy w Szwecji przychodzi bezczelnie łatwo, o tyle inni miesiącami, a czasem latami poszukują zatrudnienia. Z czego to wynika? Warto sprawdzić jakie są najczęściej popełnianie błędy i jak w Szwecji szukać pracy, aby ją znaleźć. Oto krótki przewodnik dla wszystkich poszukujących. Zacznijmy od podstaw: rynek pracy na terenie Unii Europejskiej jest otwarty, a to oznacza, że obywatele UE nie potrzebują żadnych zezwoleń na legalną pracę w Szwecji. Umowę o pracę można podpisać z pracodawcą od ręki. Fakt ten należy jednak zgłosić do Urzędu Podatkowego (Skatteverket), który nada wtedy pracownikowi tymczasowy numer identyfikacji podatkowej (samordningsnummer). Specjaliści poszukiwani Jeśli jesteś specjalistą w jakiejś dziedzinie i dobrze znasz język angielski, to prawdopodobnie pracę znajdziesz dość szybko. Jeśli dodatkowo znasz szwedzki, a Twoje umiejętności są uniwersalne albo dostosowane do szwedzkich wymogów, to Twoje szanse wzrastają jeszcze bardziej. Szwecja potrzebuje specjalistów - inżynierzy, konstruktorzy, budowlańcy (operatorzy maszyn budowlanych, murarze, spawacze, betoniarze, cieśle, malarze, zbrojarze, asfalciarze, ślusarze), elektrycy, architekci oraz specjaliści od IT to w tej chwili top poszukiwanych pracowników. Duży popyt jest też na pracowników ochrony zdrowia, lekarzy specjalistów czy pielęgniarzy. Są to zawody, w których przydatna, a czasem konieczna jest znajomość języka szwedzkiego, szwedzkich standardów, dodatkowa nauka czy nostryfikacja dyplomów, więc w przeciwieństwie do pozostałych powyższych, trudniej dostać taką pracę od ręki. Ze względu jednak na pogłębiające się braki w personelu medycznym, jest to coraz łatwiejsze. Dość duży jest również popyt na niewykwalifikowany personel - osoby sprzątające czy pomocników do prac fizycznych: przy budowach, w magazynach etc. W najgorszej sytuacji są niestety osoby po zagranicznych studiach humanistycznych, które nie mają konkretnej specjalizacji, a nie chcą wykonywać pracy poniżej swoich kwalifikacji - dla takich osób optymalnym wyjściem jest na przykład założenie własnej działalności gospodarczej lub rozpoczęcie specjalistycznych studiów na szwedzkiej uczelni. Praca fizyczna, praca umysłowa "Idź pracować jako sprzątaczka, tak jak inne Polki" - to autentyczny tekst urzędniczki do pewnej dziewczyny, która starała się o szwedzki personnummer (szwedzki PESEL). Jest w tym dużo prawdy - trudno mówić o statystykach, ale naprawdę ogromna część Polek pracuje w Szwecji jako sprzątaczki, mężczyźni zaś najczęściej wykonują prace remontowo-budowlane. Trudno jest to oceniać w jakikolwiek sposób, niemniej należy pamiętać o jednym: legalna praca w Szwecji u uczciwego pracodawcy, jakakolwiek by nie była, po prostu opłaca się pod względem finansowym. W Szwecji nie ma dużego rozstrzału w wysokości wynagrodzeń i pełnoetatowa sprzątaczka jest w stanie bez problemu utrzymać się w tym kraju ze swojej pensji. Jeśli nie możecie znaleźć wymarzonej pracy w swoim zawodzie, naprawdę warto na początek pomyśleć o prostej, fizycznej pracy, która pozwoli zarobić pieniądze, zdobyć doświadczenie w szwedzkich realiach, a przede wszystkim - wejść na szwedzki rynek pracy. W dużych miastach jest łatwiej Trzy największe szwedzkie miasta to Sztokholm, Göteborg i Malmö. Oczywistym jest, że duże miasta mają większy rynek pracy, a więc teoretycznie ofert pracy również jest więcej, są one bardziej zróżnicowane i pracę można znaleźć w nich szybciej. W dużych miastach są też siedziby międzynarodowych firm, w których językiem korporacyjnym jest angielski, a więc jest to dobra opcja dla osób nieznających języka szwedzkiego. Istnieją firmy, w których znajomość szwedzkiego zupełnie nie ma znaczenia, należy jednak pamiętać, że w większości firm, nawet jeśli do pracy wymagana jest wyłącznie znajomość angielskiego, znajomość szwedzkiego jest mile widziana i zdecydowanie ułatwia funkcjonowanie w pracy. Szwedzki się przydaje O ile szwedzki może faktycznie nie przydawać się w pracy, to jednak jest on zdecydowanie przydatny w kontekście społecznym. W większości dużych firm język angielski jest oczywistością i o ile oficjalne zebrania czy dokumentacja mogą być prowadzone po angielsku, o tyle praca wśród Szwedów bez chociażby podstawowej znajomości szwedzkiego, może być uciążliwa. Szwedzi doskonale znają angielski, niemniej generalnie, jeśli mają do wyboru towarzyską rozmowę po angielsku i po szwedzku, to oczywistością jest, że chętniej będą rozmawiać po szwedzku. Wiele osób skarży się, że pomimo tego, że korporacyjnym językiem w ich pracy jest angielski, czują się wykluczone społecznie w środowisku współpracowników, nie znając szwedzkiego. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w małych miastach i miasteczkach oraz mniejszych firmach - tam najczęściej niestety wszystkie CV napisane po angielsku trafiają od razu do kosza, a do większości posad wymagana jest dobra znajomość szwedzkiego. Gdzie szukać Wykształceni specjaliści, menadżerzy i ludzie zainteresowani wyższymi stanowiskami w większych firmach oraz korporacjach, mogą w zasadzie ograniczyć się do poszukiwania pracy na LinkedIn. Platforma ta pozwala na bardzo szczegółowe wyszukiwanie ofert pracy zgodnych z umiejętnościami, wykształceniem i preferencjami. Należy jednak zadbać o swój linkedinowy profil, który powinien być w języku angielskim, a najlepiej w dwóch wersjach językowych: angielskiej i szwedzkiej. Drugą i najpopularniejszą w Szwecji platformą do szukania pracy jest portal szwedzkiego Urzędu Pracy, Arbetsförmedlingen. Znajdziecie tam pełny wachlarz ofert pracy - od prac fizycznych niewymagających doświadczenia i wykształcenia, aż po mocno specyfikowane oferty, które pojawiają się też na LinkedIn. Należy jednak mieć na uwadze, że część ofert pracy, które pojawiają się na stronach Arbetsförmedlingen, wisi na nich wyłącznie dlatego, że... musi. Są to sytuacje, w których pracodawca z różnych względów ma prawny obowiązek opublikować ofertę pracy, mimo tego, że stanowisko jest już nieoficjalnie obsadzone. Pracę można znaleźć również na... Facebooku. Oferuje on narzędzia do zamieszczania ofert pracy i znajdziecie tam całą masę grup stworzonych do łączenia potencjalnych pracowników z pracodawcami. Podpytajcie osoby z Waszego miasta lub regionu czy znają jakieś grupy do poszukiwań pracy lub wyszukajcie je sami. Inne portale ze szwedzkimi ofertami pracy: BlocketJobb, Jobbsafari, Metrojobb, Indeed, Monster, CareerBuilder, Manpower, Academic Work. Pracy w Szwecji można szukać również na polskich portalach, np. polonia.info, pracujwunii.pl, jobs.pl, a także u sprawdzonych pośredników typu hotista.pl. Na niesprawdzonych pośredników należy jednak bardzo uważać - o tym niżej. Jak szukać "Czy te oferty są w ogóle prawdziwe?" - takie pytanie dostałam od osoby poszukującej pracy w Szwecji. Wysłała ona poprzez e-mail dziesiątki aplikacji do ofert pracy zamieszczonych na powyższych portalach i, nie dostawszy ani jednej odpowiedzi, zaczęła podejrzewać, że coś tu jest nie tak. Niestety, wszystko jest w jak najlepszym szwedzkim porządku - po prostu nie należy spodziewać się odpowiedzi od szwedzkich firm na wysłane aplikacje. O ile ktoś nie ma zamiaru zaprosić Was na rozmowę kwalifikacyjną, raczej nie odezwie się do Was, nawet z kurtuazyjnym "Dziękujemy, ale nie". Mało tego - nawet w przypadku uczestnictwa w interview, nie liczcie na zbyt wiele. Jeśli dostaniecie tę pracę, to telefon zadzwoni bardzo szybko, jeżeli zaś odpadniecie z procesu rekrutacji po rozmowie, możecie liczyć wyłącznie na krótkiego maila i to zwykle wtedy, kiedy już w ogóle zapomnieliście, że byliście w tej firmie na rozmowie. Nie raz słyszałam z pierwszej ręki opowieści stażystów w działach rekrutacji, którym kazano z góry odrzucać aplikacje osób niespełniających konkretnych wymagań, np. skończenia konkretnej szkoły, bycia w określonym wieku, czy nawet... konkretnego pochodzenia. Musicie więc liczyć się z tym, że Wasze bogate CV i wartościowe listy motywacyjne w niektórych firmach trafiają do przysłowiowego kosza tylko dlatego, że Wasze nazwisko nie kończy się na "sson". Jest na to jednak pewien sposób - dać się poznać, nie być anonimowym, wyróżnić się z tłumu. Tak więc obowiązkowym elementem każdej złożonej aplikacji powinien być... wykonany telefon do firmy, do której właśnie wysłaliście CV. Wiem, że trudno jest się przełamać, ale to naprawdę działa. Dzwoniąc, musicie pokazać się od najlepszej strony, wykazać zainteresowanie posadą i dać rekruterom coś, co spowoduje, że zostaniecie zapamiętani, a Wasze CV wyląduje na biurku HR-owca. Networking Tak jak wszędzie, w Szwecji łatwiej jest zdobyć pracę, gdy ma się "znajomości". Polskie "plecy" jednak noszą oficjalnie dumną nazwę "networkingu" - jest to budowanie sieci kontaktów i wyłapywanie z niej tych powiązań, które mogą przysłużyć się rozwojowi naszej kariery. W Szwecji, w której środowiska są wyjątkowo hermetyczne, networking ma podwójną wartość. Działania networkingowe możemy rozpocząć już online przez nawiązywanie kontaktów na LinkedIn czy Facebooku. Warto wyszukiwać branżowe eventy, wkręcić się w środowisko startupowe w swoim mieście, chodzić na imprezy i prelekcje. Networking ma jeden ogromny plus - wystarczy zacząć, efekty przychodzą same! Interview i referencje Jeśli chodzi o rozmowy kwalifikacyjne, to ich zasady oraz przebieg są podobne do tych odbywanych w Polsce. Pamiętajcie o tym, że macie prawa takie jak wszyscy w Szwecji i nie pozwólcie, aby ktoś naginał reguły tylko dlatego, że jesteście obcokrajowcami (a to zdarza się dość często). Dajcie po sobie poznać, że znacie zasady i wiecie, co robicie. W naprawdę dużych firmach proces rekrutacji jest bardzo długi i składa się z kilku poziomów, m. in.: wstępne interview, różnego rodzaju testy, spotkania ze współpracownikami, badania krwi, a także to, co Szwedzi bardzo lubią: zbieranie referencji. Referencje to bardzo ważna rzecz dla szwedzkich pracodawców. To absolutny standard, że już w CV lub liście motywacyjnym wskazuje się osobę, z którą potencjalny pracodawca może skontaktować się telefonicznie, aby uzyskać referencje na temat potencjalnego pracownika. Zwykle taką "osobą od referencji" są koledzy z poprzedniej/aktualnej pracy. Jeśli mamy dobre kontakty z byłym szefem, może być to również on/ona, jednak w dużych firmach rzadko szefowie zgadzają się na bycie referensperson dla byłych/aktualnych pracowników, gdyż może być to pojmowane jako działanie na szkodę firmy. Tak więc przed złożeniem aplikacji, warto wcześniej porozmawiać z osobami, które miałyby być osobami kontaktowymi dla naszego potencjalnego pracodawcy i zamieścić ich dane w aplikacji. Nie daj się oszukać Podobnie jak w Polsce, również w Szwecji zdarzają się nieuczciwi pracodawcy, a więc przed przyjęciem pracy należy dokładnie sprawdzić z kim mamy do czynienia oraz przeanalizować warunki, jakie nam proponuje. W Szwecji prawie wszystkie informacje o osobach fizycznych i firmach są jawne, więc wiarygodność pracodawcy warto sprawdzić wyszukując go w jednej z wyszukiwarek, na przykład allabolag.se. Szwedzkie prawo pracy wyjątkowo skutecznie chroni pracowników, jednak należy pamiętać, że wyłącznie umowa o pracę (anställningsavtal albo arbetsavtal) gwarantuje nam stałość zatrudnienia, pensji, urlopu oraz innych korzyści wynikających ze stosunku pracy i należy pilnować, aby w umowie było to wyraźnie zaznaczone. W Szwecji nie ma pojęcia płacy minimalnej, a więc teoretycznie pracodawca ma prawo nas zatrudnić za 1 SEK/godzinę, jeśli wyrazimy na to zgodę. Skandynawskie kraje określiły jednak gwarantowany poziom dochodu dla każdego obywatela. Można tę kwotę utożsamiać z minimalnym zasiłkiem dla osób bezrobotnych, a więc jeśli ktoś oferuje nam pracę z pensją poniżej kwoty zasiłku, który byśmy dostawali jako bezrobotni, to raczej nie jest to dobra oferta pracy. Często pracownicy mniej wykwalifikowani czy sezonowi znajdują pracę poprzez pośredników - w takich sytuacjach należy być wyjątkowo czujnym, gdyż często pośrednicy okazują się nieuczciwi i wykorzystują niewiedzę kandydatów i ich nieznajomość szwedzkiego rynku pracy oraz prawa. Wiadomo, że szwedzkie zarobki, nawet jeśli niskie, są i tak kuszące, jednak oferty pracy za mniej niż 120 SEK brutto na godzinę to zwyczajne naciągactwo (to kwota, jaką zarabia początkująca sprzątaczka w kiepskiej szwedzkiej firmie). Warto też pamiętać o podatku dochodowym, który w Szwecji naprawdę robi różnicę - to aż 32% wypłaty. Łatwo policzyć, że 120 SEK brutto to tak naprawdę niecałe 82 SEK netto (na rękę). Związki zawodowe Związki zawodowe (fackföreningar, w skrócie facket) to temat bardzo żywy w Szwecji i jeśli pracujemy w jakimś konkretnym zawodzie, to warto znaleźć odpowiedni związek zawodowy i wstąpić w jego szeregi. Za niewielką opłatą zyskujemy wsparcie w ewentualnych sporach z pracodawcą, niektóre związki oferują również dopłaty do zasiłku w przypadku utraty pracy. Jeśli chodzi o pracodawców, to naprawdę warto znaleźć zatrudnienie u takiego, który ma podpisaną umowę kolektywną (kollektivavtal) ze związkami zawodowymi. Umowa ta gwarantuje pracownikom stałość pensji, urlopów oraz w ogóle zatrudnienia, a także najwyższą ochronę w przypadku nagięcia warunków umowy przez pracodawcę. Jeśli potencjalny pracodawca ma podpisaną kollektivavtal, to na pewno trzeba umieścić go na samym szczycie swojej listy. Więcej o związkach zawodowych dowiecie się na przykład ze strony fackforbund.com. Wypłaty Wypłaty zwykle wpływają na konto pracownika w 25. dniu każdego miesiąca. Należy uważać na zapisy w umowie, gdyż najczęściej jest to pensja za poprzedni miesiąc kalendarzowy. Czyli na przykład, jeśli zaczynamy pracę 2 stycznia 2019 roku, to pierwszą wypłatę (tę za styczeń) dostaniemy dopiero 25 lutego 2019 roku. Szwedzkie firmy nie wypłacają wynagrodzeń w gotówce. W przypadku osób, które nie mają konta w szwedzkim banku, najpopularniejszą opcją jest wypłata w formie... czeku, który możemy zrealizować w banku. Niektórzy pracodawcy dopuszczają też wypłacanie pensji na konto innej osoby, o ile wyrazimy taką prośbę albo zgodę na piśmie. Wiem jednak z doświadczenia, że realizacja czeku nie jest prostą sprawą, więc jak tylko zdobędziemy umowę o pracę, lepiej od razu wybrać się z nią do banku i założyć konto. Każdy obywatel Unii Europejskiej może założyć konto w szwedzkim banku na podstawie prawa o depozycie bankowym (lag (1995:1571) om insättningsgaranti 11§d). Na koniec najbardziej interesująca kwestia! Ile będę zarabiać? Według oficjalnych statystyk SCB (Statistiska centralbyrån, czyli Szwedzkie Biuro Statystyczne), średnia pensja w 2017 roku to 33 700 SEK brutto. Najpopularniejsza stopa podatku dochodowego w Szwecji to 32%, a więc przy średniej pensji dostaje się 22 916 SEK netto miesięcznie. Po przeliczeniu to około 9 120 PLN na rękę. Ale przeliczać nie należy, gdyż koszty życia w Szwecji są nieco wyższe niż w Polsce (zasadniczo jednak, nie o tyle wyższe, co wypłaty). W Szwecji nie ma też tak dużego rozstrzału w wysokościach pensji, a dodając do tego obowiązujący minimalny dochód, również sprzątaczka czy magazynier mają pensję, która pozwala na swobodne związanie końca z końcem co miesiąc, a nawet zaoszczędzenie pieniędzy na wakacje. Orientacyjne średnie pensje (SEK brutto/miesiąc): Szefowie wyższego szczebla w finansach - 124k Lekarze specjaliści - 78k Szefowie wyższego szczebla w IT - 66k Adwokaci - 51k Backend/frontend deweloperzy - 40k Inżynierzy - 30k - 40k Elektrycy - 25k Stolarze - 24k Kasjerzy - 23k Sprzątający - 23k Kelnerzy - 21k Więcej oficjalnych statystyk na temat średnich pensji w Szwecji znajdziecie tutaj: SCB Medellöner i Sverige Lönestatistik.se Planujesz pracować w Szwecji? Zerknij tutaj: Przeprowadzka Do Szwecji - Od Czego Zacząć?

Nordic Talking

Farerskie TOP 10 – nieznane atrakcje Wysp Owczych

Z roku na rok wzrasta liczba podróżnych odwiedzających Wyspy Owcze. Niektórzy – rozkochani w archipelagu po pierwszej wizycie, decydują się powrócić w poszukiwaniu spokoju, zapierającej dech w piersiach przyrody oraz […]

Artykuł Farerskie TOP 10 – nieznane atrakcje Wysp Owczych pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Stacja Islandia

Afenginn :: Klingra (recenzja)

Choć pochodzą z Danii to jednak od długiego czasu związani są na wielu płaszczyznach z Wyspami Owczymi. Mowa tutaj o zespole Afenginn, którego liderem jest Kim Nyberg. Na marginesie dodam, że Kim Nyberg jest również jednym z założycieli farerskiego zespołu Dánjal. Zainteresowanych tym projektem odsyłam do wcześniejszych materiałów – kliknij TUTAJ. Wracając natomiast do grupy […]

Utulę Thule

Echoiczna postnarracja?

Echo tytuł oryginalny: BERGMÁL reżyseria: Rúnar Rúnarsson rok produkcji: 2019 kraj: Islandia, Francja, Szwajcaria Na najnowszy film Rúnara Rúnarssona wybrałam się w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Co roku festiwal proponuje przynajmniej kilka tytułów z Islandii, ale tym razem na liście znalazło się tylko Echo, które miało swoją polską premierę w ubiegły poniedziałek. Premierowemu pokazowi filmu …

Artykuł Echoiczna postnarracja? pochodzi z serwisu .

Nordic Talking

Architektura Wysp Owczych – wstęp do budowlanych cudów archipelagu

Dobra architektura potrafi oszołomić i zachwycić, jej moc oddziaływania na ludzi bywa ogromna. Ci, którzy potrafią opowiadać o architekturze, są niczym czarnoksiężnicy czerpiący z wiedzy tajemnej. W architektonicznym krajobrazie Wysp […]

Artykuł Architektura Wysp Owczych – wstęp do budowlanych cudów archipelagu pochodzi z serwisu Nordic Talking.

Stacja Islandia

Aleksandra Michta-Juntunen – „Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki”

      „Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki ” Autor: Aleksandra Michta-Juntunen Data wydania: 16 październik 2019 Wydawnictwo : Wydawnictwo Poznańskie Liczba stron: 313           * Opis książki: Poznajcie kraj, w którym policja poszukuje zaginionego Słońca, mieszkańcy świętują Dzień Porażki i w którym nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednie ubranie. […]

Stacja Islandia

Jónsi & Alex Somers :: Lost and Found (recenzja)

To jest ten moment kiedy muszę uderzyć się mocno w pierś, a przy okazji puknąć się w swój łeb. Bo zawaliłem sprawę i to konkretnie. Nie wiem jak to się stało. Byłem święcie przekonany o tym, że pisałem już na naszym portalu o projekcie Jónsi & Alex aka Riceboy Sleeps, ale okazuje się, że jednak […]

Farerskie kadry

Owce, liczby i wymiary

Stare farerskie przysłowie ull er Føroya gull mówi, że wełna jest farerskim złotem. Hodowla owiec, mimo, że straciła na znaczeniu wraz z prężnym rozwojem farerskiego rybołówstwa pod koniec XIX wieku, nadal jest ważnym element życia archipelagu, a jego kudłaci mieszkańcy zdobią krajobraz Wysp. Dziś o tym, który fragment Wysp Owczych jest najbardziej owczy i dlaczego […]

Artykuł Owce, liczby i wymiary pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Utulę Thule

Sonety z krańca świata

autor: Krystyna Konecka tytuł: Ultima Thule. Głosy Islandii (eng: Voices of Iceland) tłumaczenie na angielski: Ewa Sherman rok: 2017 wydawnictwo: BUK liczba stron: 58 Gdy tylko dowiedziałam się o istnieniu tej publikacji, zapragnęłam ją mieć. Nie tylko dlatego, że zbieram wszystkie polskie wydawnictwa dotyczące Islandii, ale głównie ze względu na tytuł. Odkąd wymyśliłam nazwę dla swojego …

Artykuł Sonety z krańca świata pochodzi z serwisu .

Trolltunga

Norwescy laureaci Nagrody Nobla. Norske nobelprisvinnere.

Na początku października jak co roku głośno o nowych laureatach Nagrody Nobla. Nas oczywiście najbardziej cieszy wyróżnienie dla Olgi Tokarczuk, już drugiej polskiej zwyciężczyni w kategorii literatury! Czy wiecie może, ilu Norwegów może pochwalić się podobnym osiągnięciem? Jeśli nie, to polecamy naszą małą podróż w czasie - nie tylko humanistom, ale też pasjonatom nauk ścisłych. :)May-Britt Moser i Edvard Moserfizjologia lub medycyna2014Para norweskich psychologów i neurologów z uniwersytetu w

Nowa w Szwecji

Szwedzkie Savoir-Vivre, Czyli Czego Nie Robić w Szwecji

Polskę i Szwecję dzieli jedynie 200 km, ale zapewniam Was, że ta odległość działa cuda. Wiele osób nie potrafi odnaleźć się za morzem, ponieważ szwedzka mentalność jest mocno inna niż nasza, polska. Po kilku latach poznawania szwedzkiej kultury, wiem już mniej więcej, jakich zachowań na pewno tutaj unikać i postanowiłam podzielić się tym z Wami. 1. Bycie szczerym do bólu Gdy Szwed pyta Was jak się macie, to podobnie jak w krajach anglosaskich, jest to tylko kurtuazja. Dlatego odpowiadanie na takie pytanie zwięzłym monologiem o problemach w pracy, bólu pleców czy samopoczuciu w czasie deszczu, może skończyć się zaszufladkowaniem Was jako dziwaków (albo po prostu obcokrajowców ;)). Szwedom również często zarzuca się, że są dwulicowi, chociaż ja nazywam to dyplomacją. Unikają oni bezpośredniej krytyki, źle jest widziane narzekanie. Nie dajcie się zwieść, jeśli ktoś jest dla Was bardzo miły - prawdopodobnie musi taki być, bo tego wymaga jego praca oraz maniery i szwedzka mentalność. Plus tego wszystkiego jest taki, że w Szwecji wszelkie sprawy załatwia się w bardzo miłej, nawet jeśli sztucznej, atmosferze i można odpocząć od obrażonych na cały świat ekspedientów czy urzędniczek. 2. Głośne rozmowy Poszanowanie przestrzeni osobistej innych ludzi to bardzo ważna rzecz. W Szwecji głośne rozmowy są uważane za bardzo niestosowne - po pierwsze, mogą przeszkadzać innym, a po drugie, uwierzcie, że ludzie dookoła zupełnie nie mają ochoty Was słuchać. Mają własne sprawy na głowie i średnio obchodzi ich co wyczynialiście na sobotniej imprezie. Pewnie już zauważyliście, a jeśli nie, to szybko zauważycie, że Szwedzi mówią stonowanym głosem i unikają wyrazistej gestykulacji. Często spotkania w kawiarni to dla mnie nie lada problem, bo w tym całym szumie zwyczajnie nie słyszę, co druga osoba przy stoliku do mnie mówi... 3. Przerywanie czyjejś wypowiedzi Jeśli czasem macie wrażenie, że Szwedzi są znudzeni tym, co mówicie, bo nie włączają się żwawo w dyskusję i nie odzwierciedlają ekspresywnie Waszego monologu, to spokojnie - nie musi to oznaczać braku zainteresowania. Czasami, zwłaszcza przy rozmowach przez telefon, niezręczna cisza po Waszej wypowiedzi może trwać o wyjątkowo niezręczne milisekundy dłużej, niż jesteście do tego przyzwyczajeni. W Szwecji należy wysłuchać do końca, co dana osoba ma do powiedzenia i wyczuć odpowiedni moment na własną odpowiedź. Przerywanie, wtrącanie się, dygresje oraz rzucone w trakcie nieprzemyślane wypowiedzi nigdzie Was nie zaprowadzą. 4. Przychodzenie do kogoś bez zapowiedzi Niezależnie czy jesteście: babcią, przyjacielem rodziny, dalszym znajomym, serwisantem zmywarek, sąsiadem czy woźnym w bloku, Wasza wizyta w czyimś domu powinna zostać zapowiedziana telefonicznie, najlepiej też dodatkowo potwierdzona chwilę wcześniej. W sytuacjach biznesowych czy podczas poszukiwań pracy, również wypada najpierw zadzwonić do danej firmy i umówić się na spotkanie albo chociaż kurtuazyjnie zapowiedzieć swoje przybycie. Tutaj nawet listonosze i listonoszki nie pukają do drzwi - co można, zostawiają w skrzynce na listy, a resztę korespondencji trzeba odebrać z punktu pocztowego. 5. Chodzenie w butach po mieszkaniu Widzieliście ile w IKEI jest rodzajów szafek i półek na buty? To nie przypadek. W Szwecji obowiązuje zdejmowanie butów. WSZĘDZIE. U znajomych w mieszkaniu (nie ma znaczenia, że wpadasz dosłownie na chwilę) i gdy zostawiasz dziecko w przedszkolu, u fryzjera i kosmetyczki, na siłowni, a nawet w niektórych kawiarniach. Szwedzi uciekną się do każdego sposobu, aby ochronić swoje panele, włączając w to filcowe nakładki na obcasy podczas bankietów. Jednak szczególnie rozczulają mnie serwisanci sprzętu AGD, ganiający po moim mieszkaniu w skarpetkach. 6. Dżentelmeńskie gesty wobec kobiet Szwecja to kraj, w którym równouprawnienie kobiet i mężczyzn jest traktowane bardzo poważnie. Dżentelmeńskie gesty, wyuczone w polskich rodzinach, jak eleganckie i pełne szacunku by nie były, nie są raczej poważane w Szwecji. A więc panowie! Całowanie kobiet po rękach, ustępowanie miejsca, otwieranie drzwi albo stawianie kawy czy kolacji, podyktowane tylko i wyłącznie różnicą płci, może zostać bardzo źle odebrane. Drogie panie! To samo działa w drugą stronę - kobiety w Szwecji nie spodziewają się, że będą traktowane inaczej niż mężczyźni tylko dlatego, że są kobietami. Dlatego jeśli przystojniak w okularach zaprosi Was na drinka, na powitanie uściśnie dłoń, nie przepuści w drzwiach, nie odsunie Wam krzesła, nie weźmie Waszego płaszcza, a za swojego drinka zapłacicie same - to witamy w Szwecji :) 7. Seksistowskie i ksenofobiczne żarciki Traktowane w Polsce z pobłażaniem żarty o blondynkach, mężach i żonach, Żydach i muzułmanach, gejach czy niepełnosprawnych dzieciach - tutaj nie przejdą. Oczywiście w zaufanym towarzystwie, przy pewności, że nikogo nie urażą, można sobie na nie pozwolić, ale generalnie tego typu humor spotka się tutaj z reakcją zażenowania, a nawet z gniewem. Poprawność polityczna to w Szwecji cnota. 8. Oglądanie się za ludźmi Przez pierwsze miesiące w Szwecji moje poczucie atrakcyjności przeżywało niemały kryzys - żaden przypadkowy facet ze mną nie flirtował, żaden nie puszczał mi oczek, żaden za mną nie gwizdał, żaden się nawet nie obejrzał! Dziewczyny, spokojnie, takie coś nie oznacza, że nie jesteście w szwedzkim typie. Tutaj po prostu się tego nie robi, bo jest to niestosowne i krępujące. I nie chodzi wyłącznie o oglądanie się za co bardziej atrakcyjnymi osobnikami, ale w ogóle o przesadne zwracanie uwagi na przypadkowe osoby czy nawiązywanie kontaktu wzrokowego. Dlatego powstrzymajcie się od takich zachowań, bo może zrobić się niezręcznie. 9. Zgniatanie puszek i butelek Walczę z tym cały czas i zdarza się, że wykształcony na polskiej ziemi odruch bezwarunkowy po prostu mnie pokonuje. W Szwecji zgniatanie puszek i butelek jest absolutnie niedopuszczalne - nie dziwcie się zniesmaczonym spojrzeniom w razie takiego występku przeciwko ekologii. Wszystko dlatego, że w Szwecji istnieje rozbudowany system kaucji i zwrotów pustych opakowań, a zgniecione puszki i butelki nie są przyjmowane przez maszyny sortujące. Jeśli nie macie co zrobić z puszką albo butelką, wsuńcie ją do specjalnej rynienki przy śmietniku (pantamera! - pantuj więcej!) albo po prostu zostawcie w widocznym miejscu (nie mylić ze śmieceniem), aby "łowcy pantów" mogli ją znaleźć. 10. Obnoszenie się z pieniędzmi Szwecja to kraj "lagom" - wszystko tutaj musi być wyważone. To kraj, w którym milionerzy mieszkają w 150-metrowych parterówkach (ale na najdroższych działkach nad morzem) i jeżdżą Volvo (ale najbardziej wypasionymi wersjami). To kraj, w którym wychylanie się ponad przeciętność jest odbierane jako kontrowersja. Nawet założyciel IKEA, Ingvar Kamprad, mimo swoich miliardów dolarów w aktywach, znany był ze skromnego stylu życia. Dlatego nikomu tutaj nie zaimponujecie markowymi ciuchami, drogą biżuterią, piskiem opon lansiarskiego samochodu - co najwyżej może to wywołać pobłażliwe uśmiechy i przewracanie oczami za Waszymi plecami, ale na pewno nikt nie będzie Was traktował poważnie. 11. Posługiwanie się gotówką Szwecja jest krajem, który za kilka lat planuje być już zupełnie bezgotówkowy - niemalże uniemożliwia to malwersacje finansowe i zapewnia państwu kontrolę nad przepływem pieniędzy (już z kilkutysięcznych przelewów czy wypłat z bankomatu należy się tłumaczyć na piśmie). Wiele obiektów w Szwecji jest po prostu wolnych od gotówki ("cash-free"), co można przeczytać na drzwiach przy wejściu. Wszędzie, nawet na bazarkach i w każdym automacie, płaci się kartą, przez SMS oraz aplikacjami mobilnymi (Szwedzi przez Swish, czyli odpowiednik naszego Blika, płacą nawet kupując samochód; numer Swish zamiast kapelusza spotkamy też często na ulicach u... żebraków). Ponadto, wymieniając pieniądze w kantorze, ryzykujecie otrzymanie banknotów, które wyszły już z obiegu i które możecie teraz co najwyżej upchnąć w jakimś klaserze. Jeszcze jedna ciekawostka: w Szwecji gotówkowy odpowiednik "groszy" (öre) istnieje tylko wirtualnie, więc jeśli zapłacicie gotówką, to cena za Wasze zakupy zostanie zaokrąglona w górę do pełnej korony. 12. Buntowanie się Szwedzi, w przeciwieństwie do postkomunistycznego polskiego pokolenia, wierzą w swój system. Są dumni ze swojego kraju (choć nie brakuje u nich konstruktywnego krytycyzmu), a wspólne dobro jest dla nich najwyższą wartością. Tego typu mindset, wypracowany przez lata w szwedzkim społeczeństwie, pozwala na efektywną współpracę obywateli z opiekuńczym państwem, w którym mieszkają. Będąc w Szwecji, należy pogodzić się z tym, że jesteśmy trybikami w systemie, a wszelkie przejawy buntu wobec niego, powodują, że stajemy się po prostu słabymi ogniwami. Dlatego powstrzymajcie swojego ducha rewolucji i dostosujcie się do otoczenia - to gwarancja spokojnego życia w tym skandynawskim kraju. EDIT: 13. Zjadanie ostatniego kawałka Milena przypomniała mi o jeszcze jednej ciekawej rzeczy, zwanej "last piece taboo". Mianowicie Szwedzi zdają się panicznie bać bycia tą osobą, która weźmie z talerza ostatni kawałek jedzenia (zwany trivselbit - dosłownie "kawałek komfortu"). Fobia ta prowadzi do sytuacji, które przedstawia się jako satyryczne, ale zdarzają się one naprawdę! Gdy na środku stołu zostanie ostatni kawałek ciasta, nie wypada wziąć go całego, więc odkrawa się pół. Potem połowę połowy, potem połowę połowy połowy... Sprostowanie Powyższe punkty to oczywiście generalizacja. Pamiętajcie, że Szwecja to ogromny kraj, którego największe miasta są w tej chwili multikulturowe, a więc na moje rady należy patrzeć z odpowiednią dozą relatywizmu i zawsze dopasowywać swoje zachowanie do konkretnej sytuacji, mając na uwadze dobro swoje i osób, z którymi mamy do czynienia. Anka Jeśli interesują Was takie szwedzkie smaczki i niuanse, poczytajcie również: 11 Najczęstszych Błędów Polskich Turystów w Szwecji 5 popularnych mitów o Szwecji i Szwedach - prawdziwe czy nie? 10 rzeczy, którym musisz sprostać, gdy mieszkasz ze Szwedem

Pat i Norway

Kanion w Voss

Dobrze czytasz! W Voss jest kanion. Jeśli chcesz zatrzymać się w Voss i nie interesują Cię sporty zimowe i ekstremalne (Voss jest nazwane stolicą sportów ekstremalnych) to możesz wybrać się właśnie tam. To bardzo mało reklamowane miejsce więc jest duża szansa, że nie spotkasz tam żywej duszy. A wybrać się warto bo to bardzo ciekawy widok.  

Trochę historii i ciekawostek 
Charakterystyczne leje widziane z gory
Nie będę Was zanudzać datami ale opowiem trochę o budowie kanionu. Jego długość to 5 kilometrów ale trasa z punktami widokowymi nie jest tak długaPowstał dawno temu, kiedy dolinę Bordal wypełnił lodowiec (Raundalsbreen). Sam krajobraz w Voss i okolicach jest złożony z rożnych rodzajów skal a dolina Bordal jest zbudowana w dosyć specyficzny sposób. Na dnie znajdował się miękki filolit podczas gdy otaczające ja wzgórza to głownie twarde skały jak kwarc i granit. Z tego powodu rzeka spływająca z cofającego się lodowca drążyła tunele na samym dnie doliny w podatnym filolicie. W niektórych miejscach wypłukiwany materiał zbierał się pod lodowcem tworząc specyficzne leje. Widać to bardzo dobrze z punktu widokowego pod mostem i z samego mostu. Kanion jest dosyć “młody” bo powstał w czasie ostatniej epoki lodowcowej i nie miał okazji uformować się jeszcze bardziej. Dlatego tez w najwęższym miejscu ma tylko metr szerokości a otaczające go skały  w wielu miejscach wyższe niż 50 metrów. 







Jak się dostać 
Pierwsza alternatywa to spacer z centrum Voss. Aby dotrzeć do kanionu należy pójść gruzowa droga wzdłuż jeziora Vangsvatnet w kierunku PrestegardsmoenStamtąd należy przejść po drewnianym moście nad rzeka  do Prestegardsmoen i skręcić w prawo idąc wzdłuż rzeki droga Russarvegen. Na trasie  znaki prowadzące do Bordalsgjelet więc na pewno nie zabłądzisz. Trasa w dwie strony to około 5 kilometrów  a przewidywany czas spaceru to 2 godziny. Przy kanionie  3 punkty widokowe. Jeden po lewej stronie betonowego mostu, a dwa po prawej. Przy parkingu jest tablica informacyjna na której można przeczytać więcej ciekawostek. Trasa wgłąb kanionu prowadzi po schodach i kamieniach ale wzdłuż  metalowe barierki które chronią nas przed wpadnięciem na dno.  tam też dwa miejsca, gdzie można usiąść w grotach i odpocząć podziwiając wodospad wpadający do kanionu 

Jeśli wybierasz się autem, to najłatwiej wybrać się z centrum Voss skręcając na skrzyżowaniu w drogę prowadzącą do Gjernes (13km). Stamtąd wzdłuż drogi Gjernesvegen (fv311)  do parkingu przy samym kanionie. Parking znajduje się po lewej stronie i jest zaraz za betonowym mostem w małym lasku.  










Byliśmy tam już dwa razy i za każdym razem w kanionie było dosyć *mokro* po ulewach, które przeszły w tamtym regionie. Mimo to warto się tam wybrać bez względu na pogodę. Ja mam zamiar pojechać tam zima, kiedy rzeka zamarza i kanion jest zasypany śniegiem!
  
Daj znać jeśli się tam wybierzesz i koniecznie oznacz mnie na zdjęciu na instagramie @patinorway lub #patinorwayinspiruje 😊 ! 
Pozdrawiam, Pati 

Utulę Thule

Moja (i tylko moja!!!) Islandia

autor: Anna Magdalena Węcławiak tytuł: Moja Islandia rok: 2013 wydawnictwo: Novae Res liczba stron: 74 Polowałam na nią od dawna, podobno pierwsze wydanie dostępne było tylko na Islandii. Więc czekałam cierpliwie, że w końcu znajdę ją na Wyspie albo ktoś z mieszkających tam znajomych mi ją pożyczy. W międzyczasie pojawiło się nowe wydanie, tym razem dostępne w …

Artykuł Moja (i tylko moja!!!) Islandia pochodzi z serwisu .

Kierunek Norwegia

Fredrikstad – klimatyczne stare miasto i fortyfikacje

Południe Norwegii jest przez wiele osób pomijane w planach podróży po tym kraju. Z jednej strony nie ma się co dziwić, imponujące fiordy, wysokie wodospady i góry przyciągają jak magnes. Z drugiej strony południe Norwegii skrywa sporo ciekawych zakamarków o niepowtarzalnym klimacie. Jest tutaj również kilka ciekawych miast, jak np. leżące 40 km od granicy ze Szwecją, Fredrikstad.      A tak to się zaczęło… Fredrikstad zostało założone około 1567 przez Króla Fryderyka II Oldenburga. Jego pomnik do dzisiaj znajduje się w centrum starego miasta. Miasto do dzisiaj słynie ze swoich zabytkowych fortyfikacji wybudowanych w XVII, aby chronić Fredrikstad przed Szwedami. Do dzisiaj możemy podziwiać te zachowane w niesamowicie dobrym stanie fortyfikacje. Fredrikstad to również miasto jednogo najsłynniejszych odkrywców. Urodził się tutaj norweski badacz, który jako pierwszy zdobył biegun południowy – Roald Amundsen.     W drugim kwartale roku 2019 Fredrikstad zamieszkiwalo 82 206 osób. Największa mniejszość narodowa to osoby z Iraku 2286 osób, na drugim miejscu znajdują się Polacy  – 1444 osoby. W 2017 roku Fredrikstad wygrało konkurs i zostało najbardziej atrakcyjnym miastem w Norwegii.     Zwiedzamy Wizytę we Fredrikstad najlepiej zacząć od spaceru po starej części miasta, czyli Gamlebyen. Znajduje się tutaj sporo niesamowicie klimatycznych sklepów z antykami. Można upolować tu najróżniejsze cuda i cudeńka, często w okazyjnych, jak na Norwegię, cenach. W weekendy w centrum dodatkowo odbywa się pchli targ, na którym mamy jeszcze większy wybór bibelotów z poprzednich epok.     Stare miasto składa się zabytkowych drewnianych domów, przyjemnych uliczek, kilku restauracji i sklepów. Tak naprawdę spokojnie na Starym Mieście można spędzić połowę dnia spacerując po murach dawnych fortyfikacji. Miejsc, w których można odpocząć z widokiem na drugą część miasta nie brakuje. W trakcie spaceru, co ciekawsi historii tego miasta, powinni wstąpić do Muzeum Fredrikstad, a pasjonatom kolejnictwa polecam wizytę w Gamlebyen Modelljerbanesenter. Jest to podobno największa wystawa modeli pociągów w całej Skandynawii.     Darmowy rejs Kiedy skończymy spacerować po Starym Mieście czas na fajną darmową atrakcję. We Fredrikstad mamy możliwość skorzystania z darmowych promów po rzece Glomma. W ten sposób możemy pływać z miejsca na miejsce i zwiedzić sporą część tego miasta. Warto odwiedzić m.in. fort Isegran, centrum miasta z wieloma fajnymi restauracjami, Kråkerøy. Płynąc promem do Gressvik ze Starego Miasta zafundujemy sobie ponad godzinną wycieczkę po tym mieście. Więcej na temat promów m.in. aktualny rozkład znajduje się na oficjalnej stronie miasta.     Co jeszcze możemy zobaczyć we Fredrikstad? ◽️Fabrykę szkła, w której można kupić wyroby rzemieślnicze. ◾️Fort Isegran ◽️ Miejsce, w którym urodził się Roald Amundsen. ◾️Nowoczesny Dom Literatury ◽️Będąc w tych okolicach koniecznie odwiedźcie Hvaler. Archipelag składający się z setek wysp i wysepek. ◾️rezerwat Mærrapanna To jak, przekonałam Was, że na południu Norwegii również da się nie nudzić?? Sylwia.  

Artykuł Fredrikstad – klimatyczne stare miasto i fortyfikacje pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

SKANDIS

Herjólfr Hornbrjótr – barwna historia pierwszego osadnika w Härjedalen

Ingólfr Arnarson er norskr vikingr – mimo, że minęło już wiele lat do kiedy chodziłam na zajęcia ze staroislandzkiego, to nadal dobrze pamiętam jedno z pierwszych zdań podręcznika dotyczące pierwszego ponoć norweskiego wikinga zamieszkałego na wyspie. Każdemu z Was nieobcy są pewnie też inni skandynawscy osadnicy – Eryk Rudy czy jego syn, Leif Eriksson. Dziś... Czytaj dalej →

Szwedzka półka

Lars Berge „DOBRY WILK”

W 2012 roku w Kolmården, największym ogrodzie zoologicznym w Skandynawii, wilki zagryzły swoją opiekunkę, 30-letnią Karolinę. Lars Berge wyjaśnia okoliczności tego zdarzenia, które staje się punktem wyjścia do szerszych analiz i to wcale nie wilczych zwyczajów. Bardziej interesuje go ludzka natura i drzemiące w niej […]

Artykuł Lars Berge „DOBRY WILK” pochodzi z serwisu SZWEDZKA PÓŁKA.

Kierunek Norwegia

Fjærland – norweskie miasto książek

Jakie książki najczęściej kojarzą się z Norwegią? Myślę, że kryminały, co w Ojczyźnie Jo Nesbø, jednego z najpopularniejszych pisarzy tego gatunku na świecie, szczególnie nie dziwi. Norweski klimat wydaje się idealnym do pisania tego typu książek. Trochę mroczny, mocno tajemniczy, często spowity gęstą mgłą. Taka pogoda sprzyja również czytaniu, które w Norwegii jest nadal popularne. Z tego powodu organizowanych jest sporo najróżniejszych inicjatyw, jak np. akcja Cała Norwegia Czyta. Lokalnie mieszkańcy wsi, miast, a czasami nawet malutkich wysp, tworzą przestrzeń do wymiany książek, biblioteczki osiedlowe, a nawet całe miasta książek tak jak w przypadku Fjærland.     Miasto Książek Pierwsze miasto książek zostało założone przez Richarda Booth w 1960 roku. Jest to Hay-on-Wye w Walii. Pomysł zyskał aprobatę na całym świecie i obecnie możemy odwiedzić miasta książek w najróżniejszych zakątkach świata, m.in w Finlandii, Szwajcarii, we Włoszech, czy w Hiszpanii. Istnieje nawet międzynarodowe stowarzyszenie skupiające tego typu miejsca.     Bokbyen oznacza po norwesku miasto książek. Pierwsze tego typu miejsce, nie tylko w Norwegii, ale ogólnie w Skandynawii, zostało otwarte właśnie we Fjærland w 1996 roku. Powodów do stworzenia takich przestrzeni jest wiele. Przede wszystkim wspieranie i promowanie czytania książek, również tych z odzysku. Rocznie produkowane są miliony nowych egzemplarzy, a takie miejsca mają na celu wspieranie obiegu książek,  ich sprzedaży w okazyjnych cenach.     W przypadku Fjærland wpływ na decyzję o stworzeniu miała również turystyka. Głównym celem było ożywienie tego miejsca, przyciągnięcie i zaciekawienie turystów odwiedzających te piękne okolice Fjærlandsfjorden. Miejsca, w których znajdują się aktualnie antykwariaty były dawniej np. budynkiem poczty, banku, bezużtecznymi magazynami. We Fjærland znajduje się aktualnie około 150 000 książek, które można nabyć również w sklepie internetowym.     Obecnie w Norwegii znajdują się dwa miasta tego typu, oprócz Fjærland tytuł “Bokbyen” nosi również Tvedestrand. Jest to największe Miasto Książek w Krainie Fiordów, znajduje się tam ponad 350 000 książek. Istotnym przy wyborze lokalizacji Miast Książek jest to, aby położone były w spokojnych okolicach, bez dużego natężenia ruchu samochodowego. Spokój i cisza niewątliwie sprzyjają czytaniu. A jak wygląda takie miasto? W każdym zakątku i zakamarku wypełnione jest książkami z najróżniejszych miejsc świata, zarówno nowych, jak i bardzo starych. Książki wypełniają stare magazyny, drewniane domki, antykwiariaty. Książki można kupić z półek znajdujących się dosłownie na ulicy.     Fjærland W samym Fjærland mieszka tylko 280 osób. Miejscem z unikalnym klimatem jest drewniany hotel Mundal z 1891 roku. Sama nie wiem, czy bardziej przypomina miejsce jak z bajki, czy jednak jak z horroru. W wiosce znajduje się również drewniany kościół z 1861 roku.     Do Fjærland niewątpliwie najbardziej przyciąga amatorów czytania bogata oferta lektur, ale oprócz odkrywania literatury z całego świata warto wybrać się do tego miasteczka po prostu na spacer. Fjærland jest malowniczo położone, tuż nad samym fiordem Fjærlandsfjorden. Przejście całego centrum miasteczka nie powinno zająć nam więcej niż godzinę, ale warto chociaż na chwilę zatrzymać się i spojrzeć na fiordy np. z małej przystani. Dookoła znajduje się wiele górskich szlaków, a widoki ze szczytów na fiord są naprawdę imponujące.     Co jeszcze? Te okolice są naprawdę bogate w po prostu ładne miejsca. Sama przejażdżka samochodem sprawia przyjemność, a planująć wypad w tej małej wioski warto zahaczyć m.in. o: ◽️Leżące tuż obok Norweskie Muzeum Lodowców ◾️Jęzory lodowca Jostendalsbreeb –  Supphellebrenn oraz Bøyabreen ◽️Niesamowicie klimatyczne miasteczko Solvorn>>> ◾️Trekking m.in. do Flatbrehytta. Piękne widoki gwarantowane.   Dobrej lektury! Sylwia.  

Artykuł Fjærland – norweskie miasto książek pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Trolltunga

God bedring! Czyli jak rozmawiać o zdrowiu po norwesku

Jesień potrafi być naprawdę piękna.... ale też zdradliwa – to w końcu sezon chorobowy. Zastanawiacie się, jak opisać swoje dolegliwości po norwesku? Podstawowe zwroty i słówka związane z przeziębieniem czy grypą znajdziecie poniżej. Życzymy oczywiście, byście nie musieli korzystać z nich zbyt często... 😉Jeg er syk.Jestem chory.Jeg er forkjølet.Jestem przeziębiony.Jeg føler meg noe redusert.Czuję się trochę osłabiony.Det er bare en forkjølelse.To tylko przeziębienie.Jeg hoster.Mam kaszel.Jeg er

Utulę Thule

Skąd przychodzimy?

Nie mogę uwierzyć, że skończył się już pierwszy sezon serialu HBO Przybysze (Beforeigners, Fremvandrerne). Jeszcze robiłam sobie nadzieję, że magicznie na platformie pojawi się kolejny odcinek, ale cóż… Sezon ma ich tylko 6, a ja pożarłam je niemal jeden po drugim. I teraz żałuję, bo bardzo wciągnęłam się w tę historię. Z zasady nie przepadam …

Artykuł Skąd przychodzimy? pochodzi z serwisu .

Kierunek Norwegia

Muzeum Kistefos – historia przemysłu i sztuka

O Muzeum Kistefos zrobiło się ponownie głośno z końcem września 2019. Sprawcą całego zamieszania był nowo otwarty budynek, który swoim kształtem i formą wzbudza co najmniej ciekawość. W Kistefos oprócz nowoczesnej architektury znajdziemy interesujący park rzeźb, muzeum w dawnej fabryce, galerie, a nawet elektrownię wodą. Nie lada gratka dla wszystkich amatorów sztuki oddalona o godzinę drogi od Oslo.     Muzeum Kistefos Zanim w tym miejscu zagościła sztuka, było to przez lata prężnie działające przedsiębiorstwo. Anders Sveaas w 1889 roku założył tu fabrykę produkującą m.in. pulpę wykorzystywaną do wyrobu artykułów papierniczych. Jak to w biznesie, firma działała raz lepiej raz gorzej, wchodząc w różne spółki i nawiązujące rozmaite współprace. W 1955 roku produkcja została przeniesiona do pobliskiego Follum, a w 1985 roku pozostałości po zakładzie zostały sprzedane osobom trzecim.     Po latach, w 1993 roku, to miejsce odkupił wnuk założyciela dawnej fabryki, który jest właścicielem tego obiektu do dzisiaj – Christen Sveaas. To właśnie jemu muzeum Kistefos zawdzięcza obecny kształt i charakter. Dzięki temu, że wiele maszyn, sprzętów pozostało na terenie fabryki, mamy możliwość zobaczyć na własne oczy, jak wyglądała produkcja w Kistefos Træsliberis przed laty. To ciekawa lekcja historii norweskiego przemysłu oraz tego, jak dawniej wyglądało życie ludzi zamieszkujących okolice fabryki.     Obecnie Dzisiaj na terenie Kistefos znajdziemy wiele nietypowych eksponatów. Dowiemy się tutaj m.in. o życiu pracowników fabryki, ich obowiązkach, jak wyglądał ich dzień pracy i co robili w wolnym czasie. Zobaczymy też dawną remizę strażacką i oryginalne budynki z lat świetności fabryki. Muzeum pełen jest oryginalnie zachowanych eksponatów, a część z nich możemy samodzielnie uruchomić za pomocą jednego przycisku.     Przechodząc z jednego budynku, do drugiego przenosimy się w zupełnie inny świat. Sztuka nowoczesna czeka tutaj na nas na każdym kroku, nie tylko w galerii. To dobre miejsce do pobudzenia kreatywności oraz wyobraźni. Na terenie muzeum Kistefos znajdują się rzeźby artystów z najróżniejszych zakątków świata.     The Twist Budynek “The Twist” został uroczyście otwarty 18 września przez Królowę Norwegii Sonję. Otwarcie zgromadziło wiele osobistości, gościem była m.in. Erna Solberg, czy książe Danii Fryderyk.     Budynek mierzy 60 metrów długości, a jego powierzchnia to około 1000 m². Autorem projektu tej nietypowej galerii sztuki jest duński projektant Bjarke Ingels. Założeniem twórców oprócz połączenia dwóch części parku Kistefos było to, aby “The Twist” było symbolem pomiędzy sztuką a przemysłem. The Daily Telegraph ogłosił najnowszy nabytek muzeum jednym z najciekawszych nowootwartych budynków w 2019 roku. Koszt nowego budynku to około 200 milionów nok.     Dlaczego muzeum Kistefos jest wyjątkowym miejscem? Przede wszystkim dlatego, że w bardzo ciekawy sposób połączono tutaj historię z nowoczesnością, przemysł ze sztuką, wykorzystano w bardzo mądry sposób otoczenie, w jakim znajduje się to muzeum. Każdy eksponat, rzeźba, budynek jest tutaj zupełnie inny, a jednak wszystko ze sobą niesamowicie współgra, tworząc kolejne warte odwiedzenia miejsce.   Informacje praktyczne ◽️ Bilety kupisz w automacie tuż przed wejściem na teren muzeum Kistefos. Godziny otwarcia, ceny znajdziesz tutaj >>> ◾️Zwiedzanie muzeum to sporo czasu na świeżym powietrzu, więc wybierając się w to miejsce, warto ubrać się odpowiednio do pogody. ◽️Na zwiedzanie tego obiektu przeznacz minimum 2/3 godziny. ◾️Będąc w okolicy polecam odwiedzić również Hadeland Glassverk, czyli największe muzeum szkła w Skandynawii. ◽️Muzea, które warto odwiedzić w Oslo >>> ◾️Na terenie obiektu znajduje się kawiarnia oraz sklep z pamiątkami.   Ciekawego dnia! Sylwia.   

Artykuł Muzeum Kistefos – historia przemysłu i sztuka pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Farerskie kadry

Dwie latarnie

W pobliżu kościoła Vesturkirkjan w Tórshavn znajduje się niewielki skwer zwany Viðarlundin við Fræls. 9 maja 2017 roku stanął tam pomnik podarowany przez Islandczyków w podzięce za farerską pomoc udzieloną ofiarom lawin, które zeszły na dwie islandzkie osady w 1995 roku. – Lawina zeszła o czwartej rano. Obudziło mnie trzęsienie ziemi. Usłyszałam straszliwy hałas, a […]

Artykuł Dwie latarnie pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

poFIKAsz?

Gotówka w Szwecji. Czy się przyda? Jak wymieniać walutę?

Czy gotówka w Szwecji może Ci się przydać? Gdzie nie zapłacisz banknotami? Co zrobić z pieniędzmi, które zostaną po powrocie do Polski? Wbrew pozorom, nie są to mało znaczące pytania. Gotówka w Szwecji może przysporzyćContinue reading

Artykuł Gotówka w Szwecji. Czy się przyda? Jak wymieniać walutę? pochodzi z serwisu poFIKAsz?.

Trolltunga

Never eaaaasyyy... Norwescy wokaliści subiektywnie

Był post z subiektywnym rankingiem norweskich wokalistek, była playlista na lato... a podobnego zestawienia wartych posłuchania głosów męskich jak nie było, tak nie ma! Najwyższa pora to nadrobić, zwłaszcza że w najbliższy poniedziałek Dzień Chłopaka. A poza tym przyda się coś kojącego na te już naprawdę jesienne wieczory...Thomas DybdahlTen pochodzący z Sandnes pan nagrywa już od 19 lat, a ciągle wydaje coś nowego. Przeważnie solo, ale godny polecenia jest też album powstały we współpracy z

Kierunek Norwegia

Lato w Norwegii – podsumowanie mojego lata 2019

To lato w Norwegii było dla mnie najlepszym czasem od bardzo dawna. Przejechałam tysiące kilometrów, zobaczyłam mnóstwo zapierających dech w piersiach krajobrazów. Spałam w campingach, hostelach, pod namiotem, w samochodzie i w hamaku. Norwegię opuściłam tylko raz. W lecie muszę, chociaż na chwilę, wybrać się do Polski. Nie było wielkich zagranicznych wojaży, luksusowych hoteli, ani jedzenia w opcji all inclusive. Była za to zupa z proszku, truskawki prosto z krzaka, 3-dniowy chleb i makrela z puszki jedzona z widokiem za milion dolarów. To był też czas pełen zmęczenia, bo od maja w domu spędziłam jeden weekend, a praca jak wiadomo, nie mogła poczekać. To było lato, w którym jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że Norwegia to moja bajka. I że chcę Wam dalej o tym kraju opowiadać, a już wkrótce zabrać Was w podróż po Krainie Fiordów razem ze mną.     Białe noce W norweskim lecie najbardziej lubię to, że daje nam więcej czasu na cieszenie się z tej pory roku. Po szarych momentami smutnych miesiącach, kiedy każdy promyk słońca był niemal na wagę złota, a witamina D w tabletkach stała się moją koleżanką, każdy dłuższy dzień cieszył niesamowicie. To chyba taka nagroda, taki bonus od natury, bo lato jest tutaj krótkie i intensywne.     Uwielbiam białe noce mimo problemów ze snem i czasami zbyt długim siedzeniem na tarasie (jest jasno, jest wcześnie). Białe noce pozwalają ruszyć na szlak późno, a nawet wtedy, kiedy większość osób układa się już do snu. Każdemu, kto jeszcze tego nie doświadczył, polecam nocny, czerwcowy spacer w Norwegii. Nawet w tej południowej, bo tutaj przecież słońce chowa się za horyzont, ale tylko na krótko, żeby za chwilę uraczyć nas malowniczym wschodem. Białe noce to dla mnie trochę magia, to moment, w którym mam najwięcej energii i chęci do życia. Od września z niecierpilowością wyczekuje chwili, w której znowu czytanie na balkonie do późna będzie możliwe. I to bez zapalania lamp, lampeczek, świec. Moje tegoroczne letnie podróże były niesamowicie intensywne, to co udało mi się zobaczyć, zawdzięczam właśnie białym nocom. Gdybym nie leniwie zachodzące słońce, na pewno nie się zdobyłabym tylu szczytów, przeszła przez tyle szlaków, odwiedziła tylu sennych, spokojnych plaż i przejechała tysiące kilometrów po norweskich, krętych drogach.       Miejsca W te wakacje odwiedziłam więcej, niż zaplanowałam. Zostały mi już tylko 4 okręgi oraz moje największe podróżnicze marzenie – Svalbard, aby zajrzeć w każdą część tego kraju. Jakie miejsce, rejon był najpiękniejszy? Absolutnie nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Każda część tego kraju jest na swój sposób ciekawa, inna. Są miejsca, które lubię bardziej i takie, w które na dłuższy wypad póki co się nie wybiorę. Sogn og Fjordane oraz Hordaland to na pewno miejsce, w których serducho bije mi  mocniej. Tam wracam najczęściej i tam czuję się jak w domu. Myślę, że co bym Wam tutaj nie napisała, to i tak nie odda w pełni tego, co widziałam tego lata. Najlepiej o kilku miejscach, w których byłam opowiedzą zdjęcia.   Aurland, Flåm i okolice     Lærdal     Geiranger i okolice     Drogę Trolli, Åndalsnes, Møre og Romsdal     Kjerag     Preikestolen     Besseggen oraz Jotunheimen     Lofoty     Zahaczyłam też o lodowce.     I mnóstwo wodospadów!     Jak to w Norwegii, nie obyło się bez paru rejsów promami.     I oczywiście wielu przepięknych punktów widokowych.     Lato w Norwegii Od mojego pierwszego lata w Norwegii jestem zdania, że to najfajniejsza pora roku. Tę opinię podtrzymuję i jeszcze bardziej zachęcam Was do odwiedzenia tego kraju w miesiącach od czerwca do sierpnia. Jakie są plusy? Otwarte szlaki, przejezdne drogi, białe noce, większa szansa na to, że pod namiotem będzie się Wam spało komfortowo, przepiękna dzika natura, klimat jedyny w swoim rodzaju. Minusem podróży w tym czasie na pewno jest większa ilość osób odwiedzających Krainę Fiordów. Wybierając popularne szlaki, warto pamiętać o prostej zasadzie – wychodzimy wcześnie rano lub po południu. Prosta sprawa, a uwierzcie mi dzięki temu wiele miejsc odwiedzicie bez towarzystwa tłumów. Nawet w szczycie sezonu. Dowodem niech będą te “samotne” zdjęcia na Preikestolen. Była to ostatnia niedziela czerwca. Godzina 8.     Wyjeżdżając do Norwegii ciężko nie myśleć o pogodzie, która jest tutaj niestabilna, zmienna. Każde lato jest inne, doświadczyłam już w tym kraju suszę i upały po 35 stopni, ale też ciągły deszcz i ogólny chłodek. Dlatego planując w przyszłości wakacje dobrze jest być przygotowanym na każdą pogodę. Plan B zawsze może się przydać, a kurtka przeciwdeszczowa i ciepłe ubrania to konieczność. I coś ciepłego to spania! To była moja wersja piżamy w tym roku:     Po co? To absolutnie nie są wszystkie miejsca, do których dotarłam. Na kartach i dyskach pamięci czekają tysiące zdjęć i godziny filmów, a w głowie mnóstwo historii do opowiedzenia. Pisząc dla Was to podsumowanie nie mam pojęcia jak udało nam się to wszystko zobaczyć! Większość z wyjazdów to wyjazdy weekendowe, po których trzeba ruszyć do pracy i jakoś funkcjonować. Nie zawsze było słodko! Kryzys w górach łapał mnie bardzo często. Na początku lata moja forma…jaka forma? Z czasem po szlakach chodziło się coraz lepiej, a takie widoki były coraz rzadsze. Odpowiedzią na pytanie po co co weekend ruszaliśmy razem z Grzegorzem w drogę jest chyba to, że kochamy to robić. Może brzmi jak oklepany frazes, ale innego wytłumaczenia znaleźć nie potrafię. Żadne książki, blogi i zdjęcia nie oddadzą Wam klimatu Norwegii. Norwegię trzeba doświadczyć na własnej skórze. Te podróże pozwoliły nam jeszcze lepiej zrozumieć ludzi i kraj, w którym mieszkamy. Nie wystarczy przyjechać tutaj na chwilę, trzeba przejść dużo kilometrów po górach, odwiedzić sporo miast i wsi, spróbować lokalnych potraw i porozmawiać z tymi, którzy w tych pięknych miejscach mieszkają, żeby zrozumieć. Mam wrażenie, że mnie się w końcu to udało.     Idzie nowe… Lato w Norwegii minęło i co dalej? Teraz czas na jeszcze więcej pracy. Jesień i zima w tym roku to moment, w którym muszę dać z siebie wszystko. Pomiędzy pracą pokażę Wam zimowe krajobrazy, zorzę, renifery, wełniane swetry i krótkie dni. Trzymajcie za mnie kciuki, […]

Artykuł Lato w Norwegii – podsumowanie mojego lata 2019 pochodzi z serwisu Kierunek Norwegia.

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Jak NIE uczyć się języka szwedzkiego

Jak uczyć się języka szwedzkiego? Gdyby dało się znaleźć na to jedną, uniwersalną odpowiedź dla wszystkich, już dawno pewnie osiągnęlibyście poziom C2, co według Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego oznaczałoby, że moglibyście "z łatwością rozumieć praktycznie wszystko, co słyszycie lub czytacie" oraz "potrafilibyście wyrażać swoje myśli bardzo płynnie, spontanicznie i precyzyjnie, subtelnie różnicując odcienie znaczeniowe nawet w bardziej złożonych wypowiedziach". Dlatego też, trochę przewrotnie, postanowiłam raczej zebrać kilka moim zdaniem najważniejszych porad, jak NIE uczyć się języka szwedzkiego (czy też innego języka). To lista bardzo subiektywna, oparta o moje doświadczenia z uczeniem się języków i nauczania języka szwedzkiego. Pisząc o "uczeniu się języka szwedzkiego" w tym poście chodzi mi o taką naukę, która ma umożliwić czynne używanie języka, porozumiewanie się w języku z innymi ludźmi (a więc porady nie będą dotyczyć pasjonatów języków, którzy za kolejne języki obce zabierają się dla samego pogłębienia swojej lingwistycznej wiedzy). Porady te kieruję do osób rozpoczynających swoją naukę albo chcących rozpocząć naukę - ci, którzy swój język raczej rozwijają, a nie uczą się go od początku, są bardziej samodzielni i wiele z tych rzeczy już wiedzą lub potrafią sami zweryfikować skuteczność i przydatność opisywanych poniżej materiałów do nauki lub sposobów uczenia się.




⛔ samemu 

Domyślam się, że niektórzy z Was już w pierwszym punkcie nie będą chcieli się ze mną zgodzić. Ale już wyjaśniam dokładniej, co mam na myśli. 

Zdaję sobie sprawę, że zaledwie dekadę temu, kiedy sama zaczynałam uczyć się szwedzkiego, rzeczywistość była trochę inna: nie korzystało się z aplikacji mobilnych takich jak Memrise czy Duolingo, nie było też influencerów, opowiadających o języku czy życiu w innym kraju. Wybór dostępnych po polsku materiałów do samodzielnej nauki też nie powalał - zaczynałam od Trolla, dwutomowego słownika i samouczka z Wiedzy Powszechnej.

Choć teraz materiałów do nauki na własną rękę jest naprawdę sporo, wiele z nich nie stanowi jednak kompletnych kursów. W mediach społecznościowych często autorzy profili skupiają się na pojedynczych słówkach czy zwrotach, ale tego, co najbardziej brakuje, to trening wymowy i materiały do słuchania (o tym jeszcze będę pisać w kolejnym punkcie). Brakuje jednak przede wszystkim i osoby, która weryfikowałaby produkowane przez Was wypowiedzi ustne i pisemne, i możliwości komunikacji z drugim człowiekiem, która jest szalenie ważna, skoro uczymy się właśnie po to, żeby się komunikować. Dla porównania: gdybyście mieli się nauczyć dobrze gotować, pewnie nie wystarczyłoby oglądanie pokazowych filmików i czytanie przepisów, ale musielibyście też sami wziąć się za mieszanie, stanie przy kuchni i smakowanie potraw. Z językiem jest podobnie. Żeby nauczyć się mówić, trzeba... mówić. 

Nie zrozumcie mnie źle. Sama przecież niejednokrotnie polecałam Wam i książki, i miejsca w internecie, gdzie możecie szkolić swój szwedzki (na przykład TUTAJ TUTAJ, i jeszcze kilka wpisów z poleceniami na pewno się pojawi). Moim zdaniem to kapitalne materiały: uzupełniające i rozwijające. Ucząc się języka bez nauczyciela po pierwsze łatwo można wyrobić sobie złe nawyki - szczególnie dotyczące wymowy - których potem niestety trudno jest się pozbyć. Nauczyciel natomiast może od razu zareagować na Wasze potknięcia i od razu sprowadzać Was na właściwą drogę. Po drugie, łatwo można też zagubić się w tej różnorodności materiałów, łatwo pozwolić sobie na skok na głęboką wodę, który raczej może zaszkodzić, bo szybko się zniechęcimy. Osoba, która będzie prowadzić Wasz kurs, powinna sprawować kontrolę także nad Waszym tokiem uczenia się. Po trzecie, wielu osobom uczenie się z kimś daje większego motywacyjnego kopa. Wszystkie te trzy punkty mogłabym zresztą skomentować: been there, done that rodem z internetowych gifów - i z perspektywy ucznia, i nauczyciela.

⛔ ze Szwedem, który z nauczaniem języka nie ma wiele wspólnego


Chcielibyśmy, żeby nasze samochody czy rury w mieszkaniu naprawiali fachowcy, umowy pisali prawnicy, ale z różnych powodów nie zawsze decydujemy się na to, by to specjaliści uczyli nas języków.

Często powtarza się, jak wartościowe jest to, żeby języka uczył nas native speaker, rodzimy użytkownik języka. Jasne! Ale byt takiego native speakera warto też odmitologizować. Opowiada o tym między innymi Jagoda Ratajczak w jednym ze swoich filmów na YouTube. Mówi na przykład, że "bycie native speakerem jakiegokolwiek języka nie jest żadnym osiągnięciem, jest czystym przypadkiem i wcale nie sprawia, że jesteśmy szczególnie kompetentni, jeśli chodzi o poprawność językową czy w ogóle o to, jak danym językiem się posługiwać" i zwraca uwagę na to, że teoretycznie za native speakera  - w przypadku polszczyzny - w równej mierze należy przecież uważać i profesora Jana Miodka, i Sebixa z osiedla. Ale pewnie tylko jednego z nich chcielibyśmy mieć za nauczyciela polskiego. 

Native speaker, któremu ufamy, to świetny partner do konwersacji, który pomoże nam zanurzyć się w języku. To osoba, która może przeczytać napisany przez nas tekst i ocenić, czy jest idiomatyczny. Która może podsunąć nam sporo ciekawych zwrotów z żywego, niepodręcznikowego języka. To naprawdę niesamowicie cenne! Być może jednak sami macie takie doświadczenie, że nie zawsze jednak będzie umieć wyjaśnić pewne zagadnienia gramatyczne inaczej niż odpowiedzią "bo tak" (tu też mogę skomentować: been there, heard that). Zresztą, czy Wy potrafilibyście tak z biegu wyjaśnić, dlaczego forma jem pomidor zamiast jem pomidora jest poprawna i dawniej była wzorcowa, a teraz jest słyszana zdecydowanie rzadziej? Albo o co chodzi z tym, że są dwa psy, ale sześć... psów? Czy też jasno wyłożyć inne zawiłości polszczyzny? Takie rzeczy potrafi pewnie native speaker przygotowany do nauczania swojego języka ojczystego jako obcego. I tu wracamy też do poprzedniego punktu: na początkowym etapie nauki ważne jest, by nauka była usystematyzowana - w tym także może pomóc nauczyciel.

⛔ bez gramatyki


Ile razy już na kursach językowych słyszałam  pytania, czy możemy się uczyć tak, żeby "nie było gramatyki"! 

Kilka lat temu na wykładzie Sary Lövestam na Targach Książki w Göteborgu (TUTAJ możecie posłuchać jej szwedzkiego wywiadu telewizyjnego o tym, jak pokochać gramatykę) usłyszałam świetną metaforę, która brzmiała mniej więcej tak: nasze wypowiedzi są jak haft krzyżykowy - widzimy tę przednią warstwę, obrazek, który przedstawia coś konkretnego. Ale ten haft ma też swoją lewą stronę, tam czasem kryje się niezła plątanina - to właśnie jest gramatyka: połączenia między różnymi częściami haftu, których nie widać na powierzchni. Wyszywając wzór na przodzie, nie unikniemy tych połączeń, tej lewej strony. Nie da się więc nauczyć języka "bez gramatyki".

Zawsze można uczyć się mnóstwa zdań czy form w całości, ale zajmowałoby to absurdalnie mnóstwo czasu i mnóstwo naszej pamięci - lepiej poznać zasady, które umożliwią nam zbudowanie nieskończonej ilości zdań, prawda?


We wpisie o TYCH MOMENTACH w nauce szwedzkiego
pokazywałam Wam jedno z moich zdjęć profilowych sprzed lat.
Ze słownikiem. Było też takie z ćwiczeniami do gramatyki.
Bo gramatyka jest ważna.
⛔ bez słuchania


O tym wspominałam już we wpisie z pięcioma poradami, o czym warto pamiętać zaczynając naukę szwedzkiego. Osłuchiwanie się od samego początku wpłynie nie tylko na słuchanie ze zrozumieniem, ale może też przydać się w trenowaniu mówienia - wybierając materiały do samodzielnego rozwijania Waszej nauki nie zapominajcie upewnić się, czy są do nich dostępne nagrania do odsłuchania! A jeśli chcecie sprawdzić, jak się wymawia słowa, na które natkniecie się poza materiałami, zajrzyjcie na Forvo

⛔ bez kontekstu

Listy słówek i fiszki są super, ale nie zapominajcie, że słownictwa najlepiej jest uczyć się w kontekście. Nie tylko dlatego, że kontekst pozwoli nam je łatwiej zapamiętać, ale dzięki temu od razu możemy nauczyć się, np. z jakimi przyimkami łączą się dane słowa i odróżnić galen i henne od galen på henne: galen - szalony, zwariowany, galen i henne - (szaleńczo) zakochany w niej, galen på henne - wściekły na nią. Albo możemy odróżnić, czy danego zwrotu można użyć w sytuacji formalnej lub nie. Mój anglista w liceum miał w zwyczaju mawiać "kontekst: twój przyjaciel" i warto starać się tę przyjaźń pielęgnować.

⛔ z piosenek

Piosenki są świetnym źródłem, na przykład do uczenia się słówek czy zwrotów, ale najbardziej skorzystacie z nich, kiedy szwedzki będziecie już znać trochę, to znaczy na tyle, by samodzielnie to źródło zweryfikować. Ucząc się języka dzięki piosenkom warto zachować ostrożność, jeśli chodzi o wymowę, bo ta w piosenkach może się różnić od tej standardowej, ze względu na np. zachowanie rytmu. Tu od razu jako przykład nasuwa mi się piosenka Sylwii Grzeszczak Małe rzeczy, która kilka lat temu doprowadzała mnie do szału sylabizowaniem: "Cie-szmy się z małych rze-czy-bo wzór na-szczę-ście-wnich zapisa-nyjest" 😉 Czasem to odbieganie od normalnej wymowy może dotyczyć akcentu. Wikipedia jako przykład transakcentacji w piosenkach podaje Dosko Stachurskyego: "U-wa-żaj" (zamiast "uważaj") i Świat się pomylił Patrycji Markowskiej: "twoja muzyka we mnie gra" (zamiast muzyka). Ja mam dla Was za to szwedzki przykład z Äppelknyckarjazz zespołu Movits! (pisałam o nich na blogu w TYM WPISIE). W refrenie pada tam takie zdanie: Nej, jag kan inte tveka nu, för om morsan kommer på mig blir det utegångsförbud. Ostatnie słowo, które możemy sobie przetłumaczyć jako szlaban, zakaz wychodzenia z domu, ze względu na rytm utworu zostało zaakcentowane jako utegångsförbud. Kto ma za sobą lekcje szwedzkiej fonetyki wie, że akcent w szwedzkich złożeniach (sammansättnigsaccent) polega na tym, że główny akcent pada na akcentowaną sylabę w pierwszym członie złożenia, a akcent poboczny na sylabę akcentowaną w ostatnim członie złożenia. A więc standardowo to słowo wymówilibyśmy jako utegångsförbud.



⛔ z Google Translatora


Choć Tłumacz Google radzi sobie coraz lepiej, wciąż jeszcze nie jest idealnym narzędziem i do korzystania z niego trzeba podchodzić krytycznie, co może być trudne dla osób, które dopiero zaczynają naukę szwedzkiego i z tego powodu trudno jest zweryfikować, czy to, co "wypluł" nam tłumacz jest w stu procentach poprawne. Często Google Tłumacz pomaga nam odkryć ogólny sens teksu, ale może wprowadzać w błąd na poziomie pojedynczych wyrazów czy ich form. Uważajcie też na to, że w tłumaczeniu między polskim a szwedzkim GT wciąż posiłkuje się językiem angielskim jako pośrednikiem.

Chciałabym pokazać Wam, co stałoby się z początkiem tego wpisu, gdybyśmy poprosili Tłumacza Google o przełożenie go na szwedzki:


Mamy tu nagle coś perwersyjnego (pervers), a na płaszczyźnie gramatycznej nieodmieniony został zaimek zwrotny w wyrażeniu hur jag inte ska lära MIG (a tak właściwie to nie chodziło o porady, jak ja nie będę się uczyć szwedzkiego, tylko jak Wy macie tego nie robić).

Sprawdźmy w drugą stronę. Tu wrzuciłam fragment z opisu pod filmem z YT z rozmową z Sarą Lövestam (poprawiłam w nim tylko nazwisko autorki). W opisie filmu jest mowa o grammatikporr, gramatycznej pornografii, ale raczej w kontekście pasji, tak jak w instagramowych hashtagach #bookporn, #foodporn itd. Tego GT nie rozpoznał, zobaczył za to "czyste pory gramatyczne", które kojarzyć się mogą raczej z książką o dbaniu o cerę niż o gramatyce 😅 



Nie wzbraniam się całkowicie przed korzystaniem z Translatora, wręcz przeciwnie, czasem podczas tłumaczenia tekstów posługuję się tym narzędziem, kiedy rozumiem znaczenie jakiegoś słowa, ale akurat w danym momencie nie mogę sobie przypomnieć, jak brzmi ono po polsku (albo czy w ogóle mamy taki odpowiednik jeden do jednego w polszczyźnie). Tak było na przykład, kiedy w tekście oryginału trafiłam na krypbarn, czyli raczkujące dzieci. Zastanawiałam się, czy też mamy na to jedno słowo, po czym Translator zaproponował mi to:


Zgadzacie się z tą listą? Uzupełnilibyście je o swoje porady, czego NIE robić? A może któreś z opisanych przeze mnie rozwiązań u Was akurat się jednak sprawdziły?

Trolltunga

Trives du her? Czasowniki z końcówką -s

Jeśli uważnie śledzicie nasze posty związane z gramatyką, wiecie już, że czasowniki opatrzone końcówką -s najczęściej oznaczają stronę bierną, np. w zdaniu dørene lukkes, znanym każdemu, kto chociaż raz przejechał się metrem w Oslo. Zdarza się jednak, że tego typu czasowniki pełnią jeszcze inne funkcje, które na polski będziemy tłumaczyć zupełnie inaczej. Sztandarowe przykłady to finnes (znajdować się) i synes (sądzić, uważać) – używane tak często, że po jakimś czasie brak końcówki -r typowej

Apetyt na Świat

Szlak Karhunkierros w fińskiej Laponii

Karhunkierros to długodystansowy szlak pieszy w fińskiej Laponii (północno-wschodnia część kraju). Oficjalnie otwarty w 1955 roku i od tego czasu jest jednym z najbardziej popularnych szlaków w Finlandii. Większość trasy prowadzi przez piękny Park Narodowy Oulanka, wzdłuż wysokich klifów wyznaczających brzegi rzeki.

Artykuł Szlak Karhunkierros w fińskiej Laponii pochodzi z serwisu Apetyt na Świat.

Norwegolożka

Jak nie zapomnieć? Trening mięśni językowych

Czy da się utrzymać znajomość języka obcego na wysokim poziomie, jeśli nie mieszkamy w danym kraju? I co zrobić, jeśli wiedza po prostu wyparuje nam z głowy?

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Czy język szwedzki jest trudny?

Czy język szwedzki jest trudny? Czy języka szwedzkiego trudno się nauczyć? Takie pytania słyszę bardzo często, i w prywatnych rozmowach, i na uniwersyteckich dniach otwartych drzwi i na spotkaniach autorskich. Tak naprawdę wcale nie tak łatwo na nie odpowiedzieć. Bo najlepszą odpowiedzią byłoby "to zależy".

Wiele zależy od tego, jaki jest nasz język ojczysty. Pewnie nie raz widzieliście w internecie zdjęcie z wykładu ze slajdem, prezentującym słowo 'gra' i utworzone od niego wyrazy pochodne odmienione na różne możliwe sposoby jako dowód na to, jak trudna jest polszczyzna.


źródło: Pintrest

Na co dzień pewnie nie myślimy, że polski jest trudny. Albo w ogóle nie zastanawiamy się nad tym, jaki jest. Języki jawią się nam jako łatwe lub trudne między innymi poprzez różnice między nimi, a wtedy mamy raczej na myśli trudności związane na przykład z wymową poszczególnych, "obcych" dźwięków czy z opanowaniem konkretnych kategorii gramatycznych. Na przykład: jeśli w naszym rodzimym języku nie ma rodzajników, trudność może sprawić nam ich opanowanie w szwedzkim czy niemieckim. Dodatkową trudnością i dodatkowym wysiłkiem związanym z nauką jakiegoś języka może być konieczność przyswojenia innego alfabetu czy systemu pisma.

Znajomość innych języków obcych i ogólne doświadczenie z uczeniem się języków także odgrywa rolę w ocenie języka jako trudny lub łatwy (o tym, jak najlepiej uczyć się języka szwedzkiego, napiszę w następnym poście). Powiedzenie, że ćwiczenie czyni mistrza, to nie kłamstwo i pewnie już przekonaliście się o tym na własnej skórze. Tak samo pewnie niejednokrotnie mieliście wrażenie, że łatwiej przychodzi zapamiętanie słownictwa czy konstrukcji w jednym języku obcym, jeśli możemy je porównać z innym językiem obcym. Na początku nauki szwedzkiego wszędzie w szwedzkich tekstach dostrzegałam niemieckie słówka. A na lekcjach poświęconych gramatyce przykładałam sobie chociażby użycie czasu perfect czy zdań wyrażających przyszłość do tego, co znałam z angielskiego, Har ni gjort läxan z Have you done your homework, Det kommer att regna z It's going to rain. Na dodatek konstrukcja Jag ser honom komma (Widzę, że przychodzi) od razu skojarzyła mi się z łacińskim ACI, którą tyle razy przecież ćwiczyliśmy na lekcjach w szkole.

O patrzeniu na języki jako łatwe i trudne przeczytacie też u Patryka Topolińskiego w ebooku Językowa siłka - skuteczne metody nauki języków. To właśnie rozdział na ten temat skłonił mnie, by odnieść się do Waszych pytań we wpisie. Chciałabym dziś zatem opowiedzieć w ogromnym skrócie, czego możecie spodziewać się, jeśli zaczniecie przygodę ze szwedzkim, co powinno iść gładko, a w jakich obszarach dobrze jest uzbroić się w cierpliwość w uczeniu się. Nie wiem, czy to dokładnie odpowie Wam na pytanie, czy język szwedzki jest trudny, ale może chociaż trochę pokaże, z czym to się je 😉


Bułka z masłem...

Alfabet

Na początek dobra wiadomość z kategorii chyba tych najbardziej oczywistych. Szwedzki alfabet składa się z 29 liter i oprócz standardowych liter alfabetu łacińskiego są w nim litery Å (zwane przez studentów często "świętym A", "A z aureolką" 😊), Ä i Ö. Tu zatem trudności nie trzeba się spodziewać.

Uwaga na marginesie: Å, Ä i Ö znajdziemy na końcu szwedzkiego alfabetu. Przyznaję, że czasem przy pracy zdarza mi się, że "szwedzki wjeżdża za mocno" i w polskim słowniku szukam wyrazów z Ą czy Ó za daleko!

Odmiana 

Pamiętacie tę scenę z Dnia świra z odmianą czasownika posiłkowego to be?


Byliście odpytywani z odmiany niemieckich czasowników w czasie teraźniejszym i brzmiała Wam trochę jak jakieś rymowanki, szczególnie z końcowym sie/Sie? W szwedzkim nie będziecie mieć takich problemów - czasowniki mają jedną formę dla różnych osób. Zamiast I am, you are czy sie/Sie sind usłyszelibyśmy jag är, du är, de är - do tego współcześnie zaimka formy grzecznościowej (jak niemieckie Sie czy hiszpańskie usted) czy też nie ma, bo w Szwecji wszyscy zwracają się do siebie po imieniu, na ty, a więc na du.

O przypadkach też zapomnijcie. No, może nie o dopełniaczu (we wpisie o tym, jak wymawiać nazwy szwedzkich dań, wspominałam o daniu [kogo? czego?] dnia, dagens rätt? Wytłuszczone w wyrażeniu -s to właśnie końcówka dopełniacza) i nie w kwestii zaimków (szwedzkie podręczniki częściej mówią tu jednak nie tyle o odmianie przez przypadki, co o 'formie podmiotu' i 'formie dopełnienia', subjektsform i objektsform, np. han - honom, on - jemu, mu, nim itd.).

Słownictwo

Pamiętacie, jak w I cóż, że o Szwecji pisałam o tym, jak Szwedzcy Demokraci chcieli wpłynąć na szwedzkie słownictwo?
Nie tak dawno Szwedzcy Demokraci (Sverigedemokraterna), skrajnie prawicowa partia, zrobili wokół siebie dużo zamieszania, kiedy wyszli z pomysłem, by ograniczyć używanie anglicyzmów i zatrzymać import obcych słów. Te, które już utarły się w języku, ale mają swoje rodzime odpowiedniki, też powinny znaleźć się na słownikowej czarnej liście. Rada Języka Szwedzkiego wprawdzie nie do końca wyobrażała sobie, w jaki sposób można byłoby przeprowadzić taki projekt, ale szwedzcy dziennikarze i komicy bardzo szybko podłapali temat i zaczęli wyliczać słowa, jakich należałoby zakazać, gdyby wniosek SD został przyjęty. Zaczęło się bardzo przyziemnie od ziemniaków (potatis) i toalety, by skończyć na prztyczkach kierowanych w stronę samej partii i jej polityków. Nieszwedzko brzmią przecież „strefy no-go”, „wrażliwe strefy miejskie” (przez naszych polityków chętniej określane „strefami szariatu”). Nie mówiąc o tym, że „demokraci” też szwedzkim słowem nie są.
Do tego pomysłu SD odniosła się też Elisabeth Åsbrink w tłumaczonej przeze mnie książce Made in Sweden. 60 słów, które stworzyły naród. Zwraca tam uwagę na to, że język szwedzki nie jest samotną wyspą odizolowaną od świata, ale że przez stulecia ulegał wpływom innych języków, m.in. niemieckiego, francuskiego czy angielskiego:
Köpa, räkna, arbete, stad, rådman, hantverk, skomakare, snickare, hyvla, redskap, trappa, frukt, krydda, konst i kunskap (kupować, liczyć, praca, miasto, rajca, rzemiosło, szewc, stolarz, heblować, narzędzia, schody, owoc, przyprawa, sztuka, umiejętność) to kilka przykładów słów, które pojawiły się w języku szwedzkim dzięki ówczesnym imigrantom. [...] Badania z lat 70. XX wieku wskazują, że niemieckie zapożyczenia w języku szwedzkim stanowią 24–30% słownictwa, zależnie od sposobu liczenia. W XVII wieku do szwedzkiego przenika także parę francuskich słów, na przykład marmelad, audiens i familj (marmolada, audiencja, rodzina). A za nimi przychodzą ateljé, byrå, staty i medaljong (atelier, biuro, statua i medalion). [...] Do zapożyczeń dołączyły takie słowa jak möbel, maskerad, divan, soffa, frisyr (mebel, maskarada, kanapa, sofa, fryzura), a także kongress, officiell, jargong i journalist (kongres, oficjalny, żargon i dziennikarz). Zapożyczenia z francuskiego stanowią dzisiaj około 6% szwedzkiego słownictwa. Potem nadchodzi angielszczyzna. W XIX wieku język szwedzki wzbogacił się o takie słowa jak gentleman, panorama i klan. [...] Pojawiło się tego więcej. Biff (befsztyk), blunder (gafa), komfort oraz veranda, grill, turist, stenograf i lokomotiv. [...] Także w tym czasie, pod koniec XIX wieku, język szwedzki wzbogacił się o następujące słowa i wyrażenia: city, college, folklore, all right, intervju, anarkism, banta (odchudzać się), tippa (typować), reporter, agnostiker, slum, bojkott i räd (najazd). 
Jeśli uczycie się któregoś z tych języków obcych, pewnie to zestawienie Was ucieszyło. I pewnie zwróciliście też uwagę, że wiele z tych słów z niemieckiego, francuskiego czy angielskiego zapożyczyła też sobie polszczyzna i że można je uznać za internacjonalizmy. 
Dlatego też tak bardzo lubię, że podręcznik Rivstart rozpoczyna się ćwiczeniem, które pokazuje rozpoczynającym naukę szwedzkiego, że garść szwedzkich słówek już znają: hamburgare, advokat, bok, kaffe, potatis, papper czy mobil.

... i twardy orzech do zgryzienia

Wymowa

Jak brzmi szwedzki? Zdaniem internautów: jak jazda na kolejce górskiej, jakby ktoś gwoździem po szybie jeździł, jakby ktoś usiłował połknąć gorącego kartofla, jak mowa ufoludków, jak chiński, jak muzyka. Tak przynajmniej podsumowała to Karolina Koszałkowska w artykule Czy język szwedzki jest trudny na portalu Woofla - Świat Języków Obcych. A Radosław Kotarski we Włam się do mózgu przyznał, że język szwedzki, którego nauczył się od zera w pół roku na poziomie wystarczającym, by zdać egzamin SWEDEX na poziomie średniozaawansowanym, wydaje mu się "równie dźwięczny co spadający z metalowych schodów kaloryfer". Niezależnie od tego, czy się z tymi komentarzami zgadzacie, czy też nie, na pewno pokazują one, że szwedzka wymowa jest - jakby to powiedzieć - specyficzna 😉
A to za sprawą kilku czynników: przede wszystkim długości samogłosek i spółgłosek (we współczesnej polszczyźnie długość głosek jest po prostu... jedna), akcentu zdaniowego (pewne wyrazy w zdaniu - części mowy lub części zdania - są akcentowane lub nie), a także obecności tonemów, to znaczy akcentu muzycznego w wyrazach. To wszystko sprawia, że szwedzki brzmi tak melodyjnie ("jak jazda na kolejce górskiej", dźwięki płyną w dół i w górę - mam nadzieję, że o to chodziło autorowi komentarza). A jednocześnie dla uczących się to właśnie oznacza, że trzeba się będzie nauczyć imitować tę melodyjność.
PS Dobrze jak najwięcej się osłuchiwać się i powtarzać - TUTAJ polecałam Wam szwedzkie podcasty.



Poza tym w szwedzkim mamy dźwięki, których nie ma w polszczyźnie, np. tak zwany SJ-ljudet, dźwięk zapisywany (między innymi) zbitką liter SJ, jak w słowach sju (siedem) czy sjuksköterska (pielęgniarka) - pisałam o nim TUTAJ. One też będą musiały z czasem "ułożyć się nam na języku" w trakcie nauki.


Dialekty

Szwedzki szwedzkiemu nierówny. Pisałam o tym w TYM WPISIE poświęconym szwedzkim dialektom i wspominałam tam, jak podczas praktyk w Skanii musiałam powoli przyzwyczajać się do innej melodii zdań, rozciągniętych samogłosek i oczywiście "charczącego R", które bardzo różniły się od rikssvenska, języka standardowego, neutralnego, który znałam z zajęć i podręczników.
Jakie znaczenie mają dialekty z perspektywy uczenia się języka? Spokojnie, w podręcznikach i na kursach będziecie mieć do czynienia z językiem standardowym (szwedzcy lektorzy mogą mówić z pewnymi cechami swojego dialektu). Ale warto osłuchać się z różnymi wariantami szwedczyzny w wykonaniu rozmówców z różnych regionów, by mieć jak najmniej trudności w komunikacji np. podczas różnego rodzaju spotkań.

Szyk zdania

Szwedzki jest pięknym językiem. Szwedzki jest pięknym językiem? Szwedzki pięknym językiem jest (no dobra, a Słowacki wielkim poetą był). Uczę szwedzkiego w Poznaniu. W Poznaniu uczę szwedzkiego. Szwedzkiego uczę w Poznaniu.
W przestawianiu elementów zdania w polszczyźnie mamy sporą dowolność. W szwedzkim w zasadzie też, z tym zastrzeżeniem, że w zdaniu oznajmującym czasownik musi znajdować się na drugim miejscu (V2): Svenska är ett vackert språk, a w pytaniach, które po polsku zaczynają się od "czy" - na pierwszym: Är svenska ett vackert språk? W szwedzkim zdaniu miejsce podmiotu musi być obsadzone, np. Jag undervisar i svenska i Poznań. W zdaniu głównym przeczenie nie stawiamy po czasowniku, np. jag vet inte, jag kan inte (w odróżnieniu od polskiego "nie wiem, nie znam się" 😉
Swój porządek mają też zdania podrzędne, bisatser. Tam działa tak zwana reguła BIFF (dosłownie: befsztyk - tak ma być łatwiej ją zapamiętać): I en bisats kommer inte före det finita verbet - W zdaniu podrzędnym [przeczenie] inte (a także inne tak zwane okoliczniki zdaniowe) występują przed czasownikiem w formie osobowej. Na przykład: Jag köper inga köttbullar, eftersom jag inte äter kött - Nie kupuję klopsików, ponieważ nie jem mięsa.
O ile samo nauczenie się zasad na pamięć nie wydaje się problemem, trudniejsze jest ich zautomatyzowanie i sprawowanie kontroli nad szykiem zdania, kiedy produkujemy teksty na piśmie, a szczególnie w mowie.

Przyimki

Pamiętacie, jak to miło, że szwedzkich rzeczowników nie trzeba odmieniać przez przypadki, uczyć się końcówek biernika, celownika itd.? Ale nie ma nic za darmo 😉 Za to trzeba nauczyć się przyimków. Piszę długopisem, więc med en penna, w marcu panowie kupują kwiaty kobietom, a więc åt kvinnor. I tak dalej. Owszem, po polsku też używamy przyimków, ale nie zawsze możemy je przełożyć jeden do jednego. Rozmawiam przez telefon, ale po szwedzku i telefon [w telefonie], jestem w sypialni, w salonie, w łazience, w toalecie, ale: i sovrummet, i vardagsrummet, i badrummet, på toaletten [na toalecie]. Połączeń z przyimkami trzeba uczyć się po prostu na pamięć.


Określoność

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze określoność: temat, w którym bardzo mocno "siedzę". W czasopiśmie naukowym "Kultura i Polityka" (21/2017) w artykule Określony, czyli jaki? O pośrednim użyciu formy określonej z perspektywy uczenia się i nauczania języka szwedzkiego jako obcego podsumowywałam tę kwestię tak (pozostawiam odniesienia bibliograficzne jak w oryginalnym tekście):
Choć we wszystkich językach istnieją różne sposoby wyrażania różnicy między tym, co znane i tym, co nieznane, rodzajniki określony i nieokreślony występują w zaledwie 8% języków świata (por. Dryer 2013a i 2013b). W języku polskim określoność nie jest kategorią zaznaczaną morfologicznie, a do wspomnianej mniejszości należy właśnie język szwedzki oraz inne języki germańskie. Opanowanie systemu rodzajników w języku angielskim, którego znajomość często deklarują polscy uczący się języka szwedzkiego, jest dla uczących się języka obcego jednym z najtrudniejszych zagadnień, niemal niemożliwym do przyswojenia (por. Liu, Gleason 2002: 2; Ekiert 2010: 125–126). Podobne trudności napotykają także osoby uczące się języka szwedzkiego, gdy muszą opanować użycie rzeczownika w czterech różnych formach:
(1) bez rodzajnika, np. flicka – dziewczynka, hus – dom,
(2) poprzedzonego rodzajnikiem nieokreślonym, np. en flicka – INDEF dziewczynka, ett hus – INDEF dom, 
(3) z sufigowanym rodzajnikiem określonym, np. flickan – dziewczynka.DEF, huset – dom.DEF
(4) z sufigowanym rodzajnikiem określonym i poprzedzonego rodzajnikiem określonym, np. den (glada) flickan – DEF (szczęśliwa) dziewczynka.DEF, det (gula) huset – DEF (żółty) dom.DEF (Eriksson, Wijk-Andersson 1988: 1).
Często jednak okazuje się, że relacja między formą a znaczeniem jest nieco bardziej skomplikowana – na przykład wtedy, kiedy we frazach o znaczeniu określonym nie występują rzeczowniki w formie określonej, a więc z sufigowanym rodzajnikiem określonym, lecz rzeczowniki w formie bezrodzajnikowej, np. min hund – mój pies (Nyqvist 2013a: 23).
Oznacza to, że dla przyswojenia sobie zasad związanych z użyciem rodzajników powinniśmy opanować odpowiedzi na pytania, czy do rzeczownika w ogóle potrzebujemy rodzajnika czy nie (wtedy potrzebujemy tak zwanej formy nagiej, naken form). Jeśli rodzajnik, to czy będzie to rodzajnik nieokreślony (en, ett) czy nieokreślony (den, det, de) - przy czym w języku szwedzkim rodzajnik nie zawsze stoi przed rzeczownikiem jak w niemieckim (np. eine Hand - die Hand), ale przede wszystkim jest doklejany do rzeczownika (np. en hand - handen). A gdy opanujemy już to, ważne jest, żeby się nie rozpędzać i nie doklejać go tam, gdzie mamy już na przykład zaimki - min hund, mój pies, a nie *min hunden, nawet jeśli wiemy, że ten pies jest określony 🙃
W teorii brzmi to pewnie skomplikowanie, ale mam nadzieję, że już niedługo uda mi się w osobnym tekście na blogu pokazać Wam  w przystępny sposób, że zagadnienia związane z określonością mogą być naprawdę fascynujące!


A jakie Wy macie doświadczenia i wrażenia? Czy język szwedzki jest trudnym językiem?

Pat i Norway

Kozia wioska - Undredal

Jeśli słysząc "ser kozi" na myśl przychodzi norweska miejscowość Undredal to wcale nie przypadkowo! 

Undredal położone jest między Flåm i Gudvangen. Było pierwszym miejscem w Norwegii, które uzyskało pozwolenie na produkcję i sprzedaż koziego sera (zarówno białego jak i brązowego) w Europie. Już przy zjeździe z głównej drogi mijamy mnóstwo kóz a po prawej stronie fabrykę sera - Undredal Stølsysteri. 

Sama miejscowość jest wręcz mikroskopijna. Oprócz prawdopodobnie najmniejszej w Europie straży pożarnej znajdziemy tam również najmniejszy w Skandynawii kościół klepkowy będący w użyciu (stavkirke). Jest tam mała i bardzo popularna kawiarnia, dom gościnny, sklep, apteka i pole namiotowe. My wybraliśmy się tam w pierwszy ciepły weekend września i był to świetny pomysł. Nie było prawie żadnych turystów więc mieliśmy czas na włóczenie się między uroczymi domkami. Wybraliśmy się również wzdłuż fiordu na trasę prowadzącą do Stokko - punktu widokowego znajdującego się 2 km od wioski. 
















Mój ulubiony brązowy ser















Pozdrawiam,
Pati

Farerskie kadry

Spektakl

W farerskim słowniku znaleźć można ponad sto sześćdziesiąt określeń na chmury i mgłę. Fakt ten przestaje dziwić, gdy odwiedzi się daleki archipelag, a szczęśliwy zbieg przypadków, prądów atmosferycznych i ośrodków niżowych zaserwuje niezwykły spektakl. Chociażby taki jak ten, którego świadkiem byłem pewnego sierpniowego wieczoru. Chmury i mgła przejęły farerskie niebo z samego rana. Tłumiły niemal […]

Artykuł Spektakl pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Szwecjoblog - blog o Szwecji

"Dobry wilk" - dobry reportaż

W czerwcu 2012 roku w ogrodzie zoologicznym w szwedzkim Kolmården doszło do tragedii: Karolina, pracownica ogrodu, została rozszarpana przez stado wilków. O sprawie głośno zrobiło się też w polskich mediach. Dziewczyna opiekowała się zwierzętami, od kiedy były jeszcze szczeniętami, jej wejście na wybieg stanowiło jedną z rutyn w jej pracy. Podczas konferencji prasowej dyrektor zoo wyraził smutek z powodu wypadku, ale podkreślił też obawy, jak zdarzenie wpłynie na „markę wilka” w Szwecji. Lars Berge zastanawia się, co to właściwie znaczy: czy zwierzęta, przyroda traktowane są jak marka, jak produkt? 


W ogrodzie zoologicznym Kolmården od lat 80. trwały projekty, mające na celu socjalizację z wilkami. W ramach projektu pod nazwą Närkontakt Varg, Bliski Kontakt z Wilkiem, opiekunowie poznawali „od szczeniaka” stado wilków.  Wkrótce stało się ogromną atrakcją dla turystów: samo wejście na wybieg i doświadczenie kontaktu z wilkami w ostatnich latach wygenerowało dla parku ponad 8 milionów koron. Takiego bliskiego kontaktu ze zwierzętami doświadczyli m.in. król Szwecji Karol XVI Gustaw, najbardziej znany szwedzki piłkarz Zlatan Ibrahimović, czy aktor Mikael Persbrandt – w jego przypadku miało to związek z przygotowaniami do roli Beorna w filmie Hobbit Petera Jacksona.



Zadeklarowanym celem Bliskiego Kontaktu z Wilkiem była próba zmiany negatywnego stosunku do drapieżnika, który – jak utrzymywali autorzy projektu – wynikał z niewiedzy i strachu. Dlatego wypadek był nie tylko tragedią dla wszystkich uczestników, lecz stał się również kolosalnym marketingowym fiaskiem. Bo jedyny wniosek, który się nasuwa po analizie działalności prowadzonej na wybiegu dla wilków w Kolmården, jest taki, że wilki rzeczywiście są niebezpieczne. Jak się okazało, to drapieżniki, które są w stanie zabić człowieka. Zamiast nadal szukać odpowiedzi na pytanie, kto w drugiej połowie lat siedemdziesiątych ewentualnie wprowadził wilki do szwedzkich lasów, niniejsza opowieść będzie starała się więc dociec, jak i kiedy ludzie zaczęli wchodzić na wybieg dla wilków w Kolmården.
Lars Berge (którego możecie znać jako autora powieści Korponinja) w Dobrym wilku. Tragedii w szwedzkim zoo (szwedzki tytuł Vargatacken znaczy dosłownie "Wilczy atak") postanawia zbadać, jak w Kolmården mogło dojść do tragedii. Sprawa długo pozostawała nierozwiązaną zagadką, choć zapadł wyrok wskazujący na winę ówczesnego dyrektora ogrodu zoologicznego. Berge przedstawia sprawę w znacznie szerszej perspektywie. Śledzi nie tylko sprawę tragedii z 2012 roku, ale zastanawia się nad tym, co o ludziach w ogóle mówi organizowanie tego typu atrakcji, przeprowadzenie takich eksperymentalnych projektów z udziałem zwierząt. Zwraca uwagę na to, że kontakt człowieka z dziką przyrodą i dzikimi zwierzętami to właściwie cała historia skomplikowanych relacji.

Nasze dzieci nieustannie oglądają zwierzęta pod postacią uroczych rysunkowych stworzeń i miękkich pluszowych zabawek. My z kolei wpłacamy pieniądze na Światowy Fundusz na rzecz Przyrody i przejmujemy się losem zagrożonych gatunków. Zwłaszcza tych, które ładnie wyglądają na zdjęciach. Tymczasem prawdziwe, żywe zwierzęta, które oddychają i krwawią jak my, zniknęły z naszych oczu. Konsumujemy więcej mięsa niż kiedykolwiek, lecz masowa rzeź odbywa się w anonimowych obiektach w bezpiecznej odległości od nas.
Choć Berge opisuje przede wszystkim tragiczny wypadek w Szwecji, odwołuje się często do innych kontrowersyjnych historii, które obiegły serwisy informacyjne na całym świecie: niedźwiadka polarnego z Berlińskiego Ogrodu Zoologicznego, który stał się symbolem-maskotką ochrony zwierząt (szczególnie w czasie, kiedy jeszcze był mały i słodki), goryla Harambe z Cincinnati, zastrzelonego po tym jak kilkuletni chłopiec przeczołgał się pod barierką i spadł na wybieg, czy żyrafy Mariusa z kopenhaskiego zoo – zdrowego, ale „nadwyżkowego” zwierzęcia, którym na oczach odwiedzających nakarmiono drapieżniki. 

W reportażu Larsa Bergego czuć szczerość. Autor często podkreśla, że nie jest ekspertem od wilków, zaznacza swoją perspektywę dziennikarza, prowadzi czytelnika przez swój reporterski research: „wiem, że…”, „skontaktowałem się z…”, „przeczytałem...”. Bardzo dobrze zachowuje równowagę między fragmentami bardziej osobistymi, zwierzeniami, przemyśleniami czy wspomnieniami, a przedstawianiem faktów, referowaniem kolejnych zdarzeń i opinii ekspertów. Co ważne, w jego pisaniu czuć też szacunek wobec bliskich Karoliny, która zginęła w Kolmården – Berge nie szuka sensacji, ale w wyważony sposób dokonuje analizy. Bardzo podobało mi się to, że Berge nie tyle osądza, co zadaje pytania: sobie i czytelnikom.

Dobry wilk to mądry, poruszający i rzetelnie przygotowany reportaż. Przynosi odpowiedź na pytanie, jak mogło dojść do wypadku w Kolmården - historię poznacie w książce, ale już pewnie domyślacie się, że nie chodzi tu o rozważania, czy wilk jest zły czy to może jednak tytułowy "dobry wilk". Ocenić należy raczej człowieka. Choć punktem wyjścia była pojedyncza tragedia w Szwecji, reportaż skłania do myślenia o ludzkiej chęci zdominowania natury, jak również o relacjach z przyrodą i zwierzętami na tym bardziej codziennym, indywidualnym poziomie. Dotyka kwestii ekologii, bliskiego kontaktu z przyrodą - wartości, które w Szwecji są bardzo cenione, z którymi Szwecja kojarzy się też za granicą. Berge skupia się jednak na niewygodnych aspektach związanych z tymi wartościami. 
Rodzina nie rozumiała, dlaczego piszę tę książkę. Próbowałem wytłumaczyć, że w tragicznej śmierci Karoliny dostrzegam jakąś fundamentalną prawdę o ludzkiej kondycji; że nie był to tylko wypadek przy pracy spowodowany błędnymi procedurami bezpieczeństwa, lecz wydarzenie o znacznie większej wadze. Odnoszę wrażenie, że mówi ono o czymś niezwykle charakterystycznym dla Szwecji i o tym, jak sami siebie postrzegamy. W naszym własnym wyobrażeniu o sobie – poza tym, że kochamy przyrodę – jesteśmy postępowym i sprawiedliwym społeczeństwem, które nieustannie zmierza ku nowoczesności. Jesteśmy dumni z tego, że mamy najlepsze programy ochrony zwierząt i najbardziej zaawansowane prawo pracy na świecie. Przez dwieście lat, do czasu ataku w Kolmården, żaden szwedzki obywatel nie został zagryziony przez wilka.
Na koniec - na szwedzkiej okładce książki znajduje się trafne podsumowanie, które chciałabym przytoczyć w luźnym tłumaczeniu, bo moim zdaniem świetnie pokazuje, o czym jest ta książka i dlaczego warto po nią sięgnąć: „To nie jest książka przyrodnicza. To nie jest książka o wilkach w Skandynawii. To opowieść o ludzkości: ludzkiej obsesji, ambicji i chciwości. Ale też o niektórych ludziach, którzy chcą dobrze. Którzy chcą uratować świat. To książka, która opowiada o tym, jak przyroda stała się przemysłem rozrywkowym. Gdzie to, co dzikie, stało się przedmiotem naszych wyobrażeń, naszych wizji dobrego i złego. Wizji, jak powinno być zorganizowane społeczeństwo. To książka o ludzkim pragnieniu kontrolowania natury. Ogrody zoologiczne i to, co się tam dzieje, zdecydowanie pokazują raczej nas, ludzi, niż zwierzęta zamknięte na wybiegach. One bądź co bądź są tylko zwierzętami, podążającymi za instynktem. Ale przede wszystkim to książka o tym, co tak naprawdę wydarzyło się na wybiegu wilków tamtej niedzieli przed sześcioma [siedmioma] laty. I jak mogło do tego dojść.” To książka, o której chce się dyskutować. Jedna z najważniejszych, jakie przeczytałam w ubiegłym roku - dla Vargattacken zarwałam noc.

Lars Berge Dobry wilk. Tragedia w szwedzkim zoo (Vargattacken
przeł. Irena Kowadło-Przedmojska 
Czarne 
2019


Premiera książki: 11.09.2019
Dziękuję Wydawnictwu Czarne za możliwość przedpremierowego zapoznania się z polskim przekładem.

Pat i Norway

Kim jest Harry i dlaczego nie chcesz być jak on.

Każdy kto ma w swoim otoczeniu Norwegów lub ogląda telewizję /słucha radia na pewno choć raz zetknął się z wyrażeniem *Det er  Harry* lub *Han/hun er  Harry*. 



W dosłownym tłumaczeniu oznacza *cały Henryk* a w języku polskim odnośnikiem jest obecnie *Janusz*. Ostatnio krąży w sieci mnóstwo memów na temat Januszy. Janusz ubiera się w specyficzny sposób a januszowanie to styl bycia, który jest obiektem drwin. Również w Norwegii coś co jest *harry* jest równocześnie pozbawione smaku, śmieszne, prowincjonalne a czasem wręcz groteskowe i wulgarne.  

Skąd w Norwegii wzięło się w ogóle to określenie? Cofnijmy się do początku dwudziestego wieku. W tym czasie kraj był wyraźnie podzielony na klasę robotnicza, klasę średnią i elity. O ile elity nazywały swoje dzieci duńskimi imionami, klasa średnia wybierała raczej typowe imiona norweskie, niemieckie czy francuskie to przedstawiciele tej najniższej w hierarchii grupy wybierała proste imiona angielskie. Bardzo popularnym imieniem wśród robotników było właśnie Harry. Niestety, szybko zyskało łatkę prostaka i wieśniaka. Harry to prosty robotnik, który nie przejmował się tym co na siebie ubierał i co myślą o nim inni ludzie. To również osoba, która nie grzeszyła zbytnio inteligencja.  

W latach 70-tych pojawiło się określenie *Harry i Dorris* (polski odpowiednik: Janusz i Grazyna) i definiowało ono osoby, które ubierały się w określony sposób, nosiły te same fryzury i przejawiały te same zainteresowania będąc równocześnie obiektem drwin innych osób. Obecnie, jeśli coś jest określane mianem *harry* to prawdopodobnie jest typowe dla lat 70/80 tych. Z przykładów, które znalazłam w internecie takimi rzeczami mogą być np: 
-skarpety do sandałów (chociaż patrząc obecnie na norweskich nastolatków chodzących w klapkach Kubota i białych skarpetach podciągniętych do kolan to *harry* jest chyba teraz w modzie) 
-brylantyna na włosach 
-skórzane kamizelki/ albo kamizelki typu wędkarz z milionem kieszonek używane na co dzień 
-specyficzny *wioskowy* dialekt. Norwegowie mają tendencje do określania mianem *harry* osób, które mówią wioskowym dialektem – np. zaciągają lub maja specyficzne dla swojej *wioski* słowa. 


Harry to nie tylko sposób ubierania się, czy mówienia. To również sposób bycia, który po polsku jest określany wieśniackim. Fryzura na czeskiego piłkarza jest *harry*. Wycieczki do Szwecji na zakupy są często nazywane *harrytur* czyli właśnie takie januszowe wyprawy, żeby zaoszczędzić parę koron. Koszulka typu *żonobijka* i zloty łańcuch wokół szyi jest *harry*. Czasem nawet muzyka może być *harry*!  

Czy słyszałeś/aś to określenie wcześniej? Czego dotyczyło? Koniecznie daj znać w komentarzu tu, lub na facebooku! 

Pozdrawiam, 
Pati 
Źródła: 
https://vgd.no/samfunn/vitenskap/tema/277825/tittel/hva-er-definisjonen-paa-harry 
https://no.wikipedia.org/wiki/Harry_(slang) 
https://www.dagbladet.no/kultur/var-egen-harry/65528269 
https://ordbok.uib.no/perl/ordbok.cgi?OPP=harry&bokmaal=+&ordbok=bokmaal 
https://snl.no/harry 

Finolubna

Po sąsiedzku: Rekin i Baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów.

Dawno nic mnie tak nie zachwyciło, jak "Rekin i Baran". Opowiedziana przez Martę Biernat (współautorkę bloga Bite of Island) Islandia - niby taka daleka, a jednak wydała mi się bliska. Bliska sercu Finoluba, specyficzna i osobliwa. Coś między nami zaiskrzyło. Takie zauroczenie od pierwszego zdania pierwszego rozdziału (a brzmiało ono "Islandia jest krajem dość nietypowym, gdyż na dobrą sprawę nie ma prawie wcale mieszkańców"). Choć ludzi na Islandii mało, to zdają się oni być niesamowicie intrygującymi postaciami. A może właśnie dlatego tacy są ci "skandynawscy Południowcy". Jest ich niewielu, więc praktycznie wszyscy się znają. Są jednak w izolacji od reszty świata, a polarna pogoda jak i natura zawsze stroniła im sprzyjających warunków. Wulkany, długa zima, i ciągła pochmurność. Ale Islandczycy jakoś dają sobie radę i to z godną pozazdroszczenia pogodą ducha. Autorka uchyla rąbka islandzkiej codzienności i przedstawia ją na przestrzeni wieków, od czasów zasiedlenia przez pierwszych Wikingów, po czasy teraźniejsze. Wszystko to, co sprawiają, że codzienność islandzka jest bardziej kolorowa, niż by to się mogło na pierwszy rzut oka wydawać, podobało mi się w lekturze najbardziej. Zaczynając od wieczorków z sagami w torfowych chatkach, po zbieranie dzbanuszków i dzierganie na drutach (które na Islandii jest domeną zarówno kobiet, jak i mężczyzn), po chrupanie Prince Polo, i cieszenie się długimi dniami krótkiego lata.



Czytając o Islandii, zauważam wiele wspólnych mianowników z Finlandią (tudzież z krajami nordyckimi w ogóle). Oczywista jest powszechność lukrecji, pragmatyzm i zorze polarne. Trudne, dla przeciętnego człowieka, języki. Piękne krajobrazy, chociaż w Finlandii królują brzozy i jeziora, a na Islandii lodowce i bezkresne łąki. Wszędobylskie islandzkie owce można potraktować jako odpowiedniki fińskich reniferów, a baseny - odpowiedniki saun. Różnice natomiast od razu dałoby się zaobserwować gołym okiem przypatrując się islandzkim i fińskim charakterom, bo podczas gdy Islandczycy uważani są za "Hiszpanów Skandynawii", Finowie w tym zestawieniu plasują się zdecydowanie bardziej na Północy.

Zarówno Finlandia jak i Islandia ma swoisty magnetyzm, który przyciąga ciekawość. "Rekin i Baran" rozbudziły mój apetyt, nie tyle na baraninę (a już tym bardziej na sfermentowanie mięso rekina!), co na Islandię w ogóle. Mam ochotę wybrać się tam, ubrać lopapeysa, popatrzeć na gejzer, pooddychać okołowulkanowym powietrzem, skosztować hot doga i skyr i na własnej skórze przekonać się na czym ta cała magia Islandii polega.

"Rekin i baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów" to opowieść, która zaurocza. Autorka pokazuje, że owe życie w cieniu wulkanów, z pozoru szare i ponure, jest tak naprawdę barwne i wesołe. Narracja jest bardzo wciągająca, a wszystko uzupełnione zdjęciami męża autorki, Adama. Większość fotografii krajobrazów wygląda tak, jakby ktoś przepuścił je przez islandzki filtr - zastanawiam się czy tak faktycznie to wszystko wygląda, czy to po prostu moje oczy dały się ponieść islandzkiej magii i zaczęły postrzegać ją w ten dziwaczny sposób... Książka godna polecenia dla każdego, kto ma ochotę przenieść się choć 'wirtualnie' do tej odległej i niesamowitej krainy. Jedna uwaga: skutkiem ubocznym lektury może być nieposkromione pragnienie rzucenia wszystkiego i kupienia biletu do Rejkiawiku. Czytacie na własne ryzyko.


Książkę do recenzji otrzymałam od Wyd. Poznańskiego. Takk!

Finolubna

Laponia. Wszystkie imiona śniegu


Wiele osób kojarzy Laponię tylko z wioską świętego Mikołaja. Jego oficjalna siedziba, Rovaniemi, faktycznie znajduje się w Laponii, a dokładniej jej fińskiej części. Sama zaś Laponia (fiń. Lappi, szw./norw. Lappland, lap. Sápmi) zajmuje tereny aż czterech krajów, Norwegii, Szwecji, przywołanej Finlandii i Rosji. Lapończycy, Saamowie (Saami lub Sámi) to pierwotnie lud koczowniczy, który żył razem z reniferami. To właśnie te zwierzęta wyznaczały, i do dzisiaj wyznaczają, tempo i styl życia Lapończyków. Zaskakujące, że Saamowie mają na nie kilkadziesiąt określeń, podobnie z resztą jak na śnieg. Druga książka duetu autorów bloga Bite of Iceland, Marty i Adama Biernatów, jest nie o Islandii, ale właśnie Laponii.




Czytając "Laponię. Wszystkie imiona śniegu" przenosimy się przede wszystkim do dawnej Laponii, kiedy jej mieszkańcy ani myśleli o osiedleniu się gdzieś na stałe. Autorka książki sięga do korzeni lapońskiej kultury i przywołuje jej najważniejsze założenia. Możemy podejrzeć lapońskiego szamana i uszczknąć nieco pogańskich tajemnic, zapoznając się z dawnymi wierzeniami i wynikającymi z nich tradycjami i obrzędami Saamów. Bardzo żałuję, że trzymając w rękach papierową książkę nie słychać opisywanych w niej praktyk joikowania, niby śpiewu, niby wołania duszy. Kiedy chrześcijaństwo na dobre osiedliło się w Skandynawii, Saamowie zostali zmuszeni do asymilacji i porzucenia pradawnych wierzeń i praktyk. Zakazano nawet joikowania i używania szamańskiego bębna. Na całe szczęście lapońskiej kulturze udało się jednak przetrwać.

Polecam jako podkład muzyczny do lektury!



Rozdziały "Laponii" to wielowątkowa kulturalna podróż. Treść przypomina raczej zbiór ciekawostek, niż garść suchych faktów i informacji. Do tego Marta ma piękny dar opowiadania. Łatwo się oczarować. Nie tylko Laponią, ale też samą lekturą książki.

Laponia to też piękne i bezkresne krajobrazy. Kilka z nich uchwycił na zdjęciach Adam, doprawiając magiczną historię jeszcze bardziej magicznymi widokami.


Renifery, zorze, szamanizm, śnieg i joik. Tak myślę o Laponii. Postrzeganie jej tylko jako siedzibę świętego Mikołaja to przyjęcie bardzo wąskiej i, moim zdaniem, złej perspektywy (swoją drogą z książki też dowiecie się jak to się stało, że Mikołaj wylądował akurat w Rovaniemi). "Laponia. Wszystkie imiona śniegu" pozwala spojrzeć na nią szerzej, otworzyć oczy, dostrzec skrywane piękno krainy przykrytej śniegiem. Pozwala przyjrzeć się ciekawym historiom Saamów, ich złożonej kulturze i tradycjom, z których wiele przetrwało do dziś.

Czekam z niecierpliwością na kolejne książki duetu Biernatów. Dotychczasowe pozycje traktują bardzo mocno o krajach, których dotyczą i jest w nich zdecydowanie za mało prywatnych zwierzeń. Tych chciałabym więcej bo coś czuję, że one również mogłyby nas, czytelników, oczarować tak, jak piękne lapońskie zorze.


Egzemplarz do recenzji otrzymałam od wyd. Poznańskiego. Z radością objęłam patronat medialny :) 

Finolubna

Odnaleźć sisu. Fiński sposób na szczęście

Sisu, sauna i Sibelius to trzy słowa klucze, które zwykle służą do zdefiniowania fińskości. Dwa ostatnie są na pierwszy rzut oka zrozumiałe: Finlandia na całym świecie słynie z saun, a Finowie są bardzo dumni ze swojego narodowego kompozytora, Sibeliusa. Sisu wymaga większej uwagi. O tym, czym jest, pisze Katja Pantzar w swojej książce "Odnaleźć sisu. Fiński sposób na szczęście przez hartowanie ciała i ducha" (Wyd. UJ, tłum. Magdalena Rabsztyn-Anioł). Pochodząca z rodziny fińskich imigrantów, Katja wychowała się w Kanadzie, ale od wielu lat mieszka w Helsinkach. Przeprowadzka do Finlandii pozwoliła jej znaleźć równowagę psychiczną i wyjść z depresji. W swojej książce Pantzar poddaje analizie fiński styl życia i próbuje poznać tajemnice fińskiego hart ducha. Rezultaty swoich poszukiwań przedstawia w formie praktycznego przewodnika podszytego własnymi doświadczeniami. 


Wróćmy na chwilę do początku. Czym właściwie to sisu jest? Trochę pisałam już o tym tutaj. Sisu nie da się po polsku przedstawić jednym słowem. Zwykle opisuje się je jako zbiór cech takich jak wytrwałość, wytrzymałość, odwaga, temperament, duma. Czasem mówi się, że sisu to cecha narodowa Finów. Na przestrzeni wieków, narodowy duch sisu rósł w siłę, zmagając się z nieprzychylną fińską przyrodą, ale także z niełaskawą dla Finów historią. Jest to siła do hartowania ducha i ciała. Cytując badaczkę sisu, Emilię Lahti, Pantzar przywołuje definicję, która mówi, że sisu jest ucieleśnieniem psychicznej twardości [s. 48]. To stawianie czoła trudnościom, sprawdzanie się i swojej wytrzymałości. 

Tak, jak Dania ma hygge, Finlandia ma sisu. Wyobraźmy sobie brzydki, ponury, zimowy wieczór. Hygge daje nam przyzwolenie do spędzenia takiego wieczoru w domowym zaciszu, pod ciepłym kocem z kubkiem gorącej herbaty, i kontemplowania małych szczęść w przytulnej atmosferze. Sisu natomiast stwierdzi, że jeśli trzeba wyjść na zewnątrz, to trzeba wyjść i jakoś poradzić sobie z panującą tam zawieruchą. Mimo wiatru i śniegu, trzeba iść! Perkele! Hygge to herbata przy kominku, sisu to lodołamacz (nomen omen, takie właśnie miano nosi jeden z helsińskich lodołamaczy i moim zdaniem jest to świetna nazwa!). Ktoś kiedyś zobrazował sisu jako mycie samochodu podczas ulewy, albo grabienie liści gdy wieje mocny wiatr. To oczywiście żartobliwe ujęcie tematu. 



Każdy kij ma dwa końce i nawet sisu ma swoje złe strony, o czym Katja także wspomina w swojej książce. Wymienić można tutaj na przykład zbyt daleko idący upór, który niekiedy nie pozwala sięgnąć po pomoc innych. Może to i z tego powodu,w krainie sisu, paradoksalnie, tak wiele osób zmaga się z depresją.

"Odnaleźć sisu" nie skupia się tylko na sisu, ale też szerzej - na fińskim podejściu do życia. Tytuł oryginału, "The Finnish Way. Finding courage, wellness, and happiness through the power of sisu" oddaje to lepiej, niż jego polski przekład. Ale na czym polega owy "fiński sposób"? Metody opisane w książce nie są bardzo odkrywcze. Wręcz przeciwnie - fińskie podejście do szczęścia to zbiór prostych, dobrze znanych, zdroworozsądkowych zachowań. Duże znaczenie, według autorki, ma przede wszystkim hartowanie ciała. Ruch to lekarstwo na wszystko. Katja, zwolenniczka morsowania, poleca codzienną dawkę ruchu. Mogą to być kąpiele w lodowatej wodzie, ale także spacery albo jazda na rowerze, bardzo popularna w krajach północnych. Pantzar przywołuje też zbawienne skutki saunowania, które doskonale hartuje zarówno ciało, jak i ducha. Do tego rozsądne odżywianie, w tym korzystanie z sezonowych dóbr natury. Kontakt z przyrodą jest równie istotny. Do tego odrobina nordyckiego minimalizmu. Tak pokrótce wygląda recepta na szczęście po fińsku. Książka uzupełniona jest o zbiór praktycznych wskazówek jak zastosować poszczególne elementy "recepty" w swoim życiu. Znajdziemy w niej także mini poradnik jak morsować i saunować. 




Fińskie powiedzenie mówi: Onni ei tule etsien, vaan eläen. Szczęście nie bierze się z szukania, ale z życia [s. 146]. W rankingu szczęśliwych krajów, Finlandia znów osiągnęła pierwsze miejsce. Coś zatem w tym "fińskim sposobie "musi być... ale do kąpieli w lodowatej wodzie nie dam się namówić za żadne skarby! 




Egzemplarz do recenzji otrzymałam od Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego.  Kiitos!

Farerskie kadry

Z archiwum farerskiej poczty

Nie po raz pierwszy sięgniemy dziś na łamach „Kadrów” do farerskich znaczków jako źródła Owczych smaczków. W filatelistycznych peregrynacjach nieocenioną pomocą służą zeszyty Posta Stamps wydawane co kwartał i wysyłane bezpłatnie (!) po świecie. Wystarczy trafić na listę klientów farerskiej poczty, zamawiając chociażby jedną z ciekawych pozycji książkowych. Tym razem Owcza poczta pomoże nam w […]

Artykuł Z archiwum farerskiej poczty pochodzi z serwisu Farerskie kadry.