Nordycka Planeta

Polskie blogi o Północy w jednym miejscu

Naszym celem jest zebranie w jednym miejscu najnowszych wpisów z blogów poświęconych szeroko rozumianej tematyce nordyckiej.

Farerskie szorty

Mapy / sklepy monopolowe

Co wspólnego mają ze sobą ruch abstynencki, sprzedaż wysyłkowa i prawa wyborcze kobiet? Na Wyspach Owczych bardzo wiele. Alkohol na Wyspach Owczych kupić można w sieci państwowych sklepów monopolowych Rúsdrekkasøla Landsins, zwanych przez Farerów Rúsan. Popularny na archipelagu ruch abstynencki doprowadził do referendum, które odbyło się w listopadzie 1907 roku. W głosowaniu tym po raz […]

Artykuł Mapy / sklepy monopolowe pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Farerskie szorty

Mapy / ronda

Pierwsze farerskie rondo (rundkoyring) zostało otwarte w roku 1990 w Runavíku. Na współczesnych mapach drogowych znajdziemy ich już kilkadziesiąt – ponad połowę z nich w samym Tórshavn. Cała wyspa Vágar ma ich tylko trzy. Podobnie jak drugie co do wielkości miasto na Wyspach – Klaksvík. Ale za to tam na środku ronda znajdziemy wielki hak. […]

Artykuł Mapy / ronda pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Farerskie kadry

Zabawa w toponimy

Moja słabość wobec toponimów objawiła się na „Farerskich kadrach” już nieraz. Wspólnie wędrowaliśmy po Owczych bezdrożach, rozszyfrowując intrygujące nazwy. Tym razem jednak popuśćmy nieco wodze fantazji. A jeśli by tak, zamiast próbować przekładać farerskie nazwy na polski, przenieść polskie toponimy na mapę Wysp Owczych? Uzbrojeni w samoprzylepne karteczki, pisak, mapę Wysp Owczych, spis polskich miejscowości […]

Artykuł Zabawa w toponimy pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Nowe szwedzkie słowa 2025 - nyord

Jak zwykle o tej porze przyszedł czas na podsumowania, także te językowe: wiemy, jakie słowa uznano za słowa roku w różnych językach. I tak na przykład w angielskim (Oxford Word of the Year) to rage bait - treści online przyciągające odbiorców i generujące ruch przez wywoływanie gniewu, w niemieckim (wybrane przez Gesellschaft für die Deutsche Sprache) to KI-Ära - era sztucznej inteligencji), a hiszpańskie (wybór Fundación del Español Urgente) to arancel - cło, w norweskim tekoligark - "technologiczny oligarcha", a w duńskim jernmarker - dosłownie "pola żelaza" czyli farmy fotowoltaiczne (w kontraście do pól zboża).

W Szwecji nie wybiera się jednego słowa, ale publikuje "listę nowych słów" (nyordslistan). Lista opracowywana przez Radę Języka Szwedzkiego i czasopismo "Språktidningen" odzwierciedla trendy charakterystyczne dla mijającego roku, pokazuje, czym żyły szwedzkie media. Zresztą, nie tylko szwedzkie, bo wiele ważnych zjawisk ma charakter globalny. Warto pamiętać, że to nie redakcja czy Rada wymyślają nowe frazy, tylko przedstawiają słowa i wyrażenia, które wyśledzono w mediach. O listach nowych słów opowiadałam w serii wykładów "UAMówi".

Wpisy o listach z poprzednich lat przeczytacie na Szwecjoblogu: 

2024 * 2023 * 2022 * 2021 * 2020 * 2019 * 2018 * 

2017 * 2016 * 2015 * 2014 * 2013

Tegoroczna lista zawiera 27 wyrazów i wyrażeń, została dziś opublikowana na stronach "Språktidningen" i Rady Języka Szwedzkiego. Jak co roku wybrałam garść przykładów, które wydały mi się najbardziej interesujące.

Moim zdaniem tegoroczna lista nie dostarcza wielu niespodzianek, przede wszystkim ze względu na wspomniane wcześniej globalne zjawiska, związane zarówno z polityką, jak i tym, co dzieje się online. Na liście mamy więc i ragebait (po szwedzku z pisownią łączną), mamy broligark, technologicznego oligarchę, przy czym zapożyczony z angielskiego człon bro podkreśla, że chodzi tu o mężczyznę, który buduje sieć sojuszy z innymi mężczyznami o podobnych poglądach. Mamy też hämndtull, cło odwetowe. 

Wśród słów związanych z polityką mamy złożenie zawierające nazwisko Donalda Trumpa: Trumpviskare, dosłownie "podszeptywacz Trumpa" oznacza wpływową osobę w dobrych relacjach z prezydentem USA, którą wykorzystuje się, by przekonać go do pewnych politycznych decyzji (przypominam, że na liście podsumowującej 2016 znalazła się "trumpifikacja", trumpifiering, zmiana w debacie publicznej, kiedy mówi się to, co zwraca na siebie uwagę, nie bacząc ani na to, jakie są fakty, ani na to, jakie może to mieć konsekwencje).

Z duńskim słowem roku nawiązującym do fotowoltaiki skojarzyły mi się dwa szwedzkie słowa. Balkongkraftverk (elektrownia balkonowa) to określenie mniejszych systemów fotowoltaicznych, które można na przykład umieścić na balkonie, wytwarzających energię elektryczną na potrzeby prywatne. Zapożyczone z niemieckiego dunkelflaute to dosłownie "ciemna flauta", tak zwana susza pogodowa, a więc okres, w którym z powodu braku słońca lub wiatru występują niewielkie szanse wytworzenia energii elektrycznej. 

Na liście znalazł się też szwedzki odpowiednik pojęcia brain rot - dosłownie: zgnilizna mózgu (zostało wybrane słowem roku 2024 według Oxford English Dictionary) - hjärnröta. Ta "zgnilizna" odnosi się do pogarszającego się stanu psychicznego lub intelektualnego w wyniku nadmiernej konsumpcji internetowych treści, może też odnosić się do tych treści samych w sobie. Na liście traficie też na używane także przez polską młodzież six seven czy skibidi - to chyba pierwszy raz, kiedy przy hasłach z listy nie podaje się definicji, jedynie informację, że to "nonsensowne wyrażenie/słowo".

Pewnie spotkaliście się już też polskimi odpowiednikami pojęć takich jak AI-agent (agent AI, który w odróżnieniu od chatbota AI ma wykonywać określone zadania i podejmować autonomiczne decyzje, co pozwala na zautomatyzowanie rutynowych działań) czy finflueare (finfluencer) - influencer specjalizujący się w tematyce finansowej.

Na koniec zostawiłam Wam moje ulubione słowo, które bardzo często widziałam ostatnio w mediach społecznościowych. To mammakorv - dosłownie "mamuśkowa kiebłaska", czyli puchowy płaszcz sięgający za kolana. Jest trochę bezkształtny i rzeczywiście trochę upodabnia sylwetkę do kiełbaski. Podobno to charakterystyczny ubiór dla mamusiek z klasy średniej, urodzonych pod koniec lat 80. lub na początku lat 90.

A Wy, na które ze słów w tym roku zwróciliście uwagę?

Farerskie kadry

Na straży

Nieposiadające własnych sił zbrojnych Wyspy Owcze i Grenlandia strzeżone są przez fregaty Duńskiej Marynarki Wojennej. Na wodach archipelagu spotkać jednak można także farerskie jednostki patrolowe. Kongelige Danske Marine dysponuje flotą czterech fregat klasy Thetis. Zbudowane w latach 90-tych jednostki, z portem macierzystym w Frederikshavn, docierają niekiedy aż do wybrzeży Islandii. Dostosowana do wymagań północnego Atlantyku […]

Artykuł Na straży pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Farerskie kadry

Trollowanie po farersku

Trolle – wielkie istoty z nordyckich legend – zdają się zamieszkiwać przede wszystkim Norwegię. Farerski folklor wypełniają raczej podania o huldufólk. Trolle znalazły jednak swoje miejsce także na Wyspach Owczych. A konkretniej na kartach słownika. Te mityczne istoty rozsiadły się w farerskim wokabularzu po licznych, nierzadko zaskakujących słowach. Łączy je wspólny człon – trøll. Głowa […]

Artykuł Trollowanie po farersku pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Farerskie kadry

Oyggjarvegurin

Nierzadko spowita mgłą droga krajowa nr 50 to obecnie dość rzadko używana trasa. W roku 2025 najczęściej spotkamy na niej turystów spragnionych świetnych widoków na jej trasie i intrygujących odnóg. Jednak w roku 1966 otwarcie Oyggjarvegurin odmieniło życie mieszkańców stolicy Wysp Owczych. Zanim wybierzemy się w fotograficzną podróż po Drodze Wyspy (jak należało by przetłumaczyć […]

Artykuł Oyggjarvegurin pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Farerskie szorty

Wiadukt donikąd – epilog

Czytelnicy papierowej wersji „Farerskich kadrów” pamiętają być może rozdział zatytułowany „Wiadukt donikąd”. Relacjonowałem w nim swój spacer po niedokończonej obwodnicy stolicy Wysp Owczych, okraszony zdjęciami opuszczonych wiaduktów. Plany jej budowy miały już – w roku 2018 – ponad trzydzieści lat. Okazuje się jednak, że już niebawem na opuszczonej inwestycji przestanie wreszcie hulać jedynie wiatr. W […]

Artykuł Wiadukt donikąd – epilog pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Farerskie kadry

Faroeitis

Knajpki serwujące dorsza z frytkami. Czekoladki Dairy Milk na sklepowych półkach. Farerzy z domieszką szkockiej krwi. Liczni fani Liverpoolu i Manchesteru United. To spuścizna brytyjskiej pokojowej okupacji Wysp Owczych. Rzadziej wspomina się o tajemniczej, tytułowej przypadłości, na którą zapadli żołnierze stacjonujący na archipelagu.

Artykuł Faroeitis pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Farerskie szorty

Mapy / szlaki

Wyspy Owcze poprzecinane są niemal setką bygdagøtur – szlaków, które od stuleci łączą osady. Korzystano z nich by dotrzeć do sąsiedniej wioski, wziąć udział w nabożeństwie, przenieść zmarłego na miejsce wiecznego spoczynku, dostarczyć pocztę. Na długo przed powstaniem asfaltowych dróg i wydrążeniem tuneli to właśnie one stanowiły sieć komunikacyjną na archipelagu. Szlaki te – tak […]

Artykuł Mapy / szlaki pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Nowe szwedzkie słowa 2024 - nyord

Koniec roku, czas podsumowań, kojarzy mi się także z podsumowywaniem tego, co działo się w języku. Jak pewnie wiecie, od lat z zainteresowaniem śledzę "listę nowych słów" (nyordslistan) opracowywaną przez Radę Języka Szwedzkiego i czasopismo "Språktidningen". Lista odzwierciedla trendy charakterystyczne dla mijającego roku, pokazuje, czym żyły szwedzkie media. I nie tylko szwedzkie, bo z roku na rok widać tam też globalne zjawiska. Warto pamiętać, że to nie redakcja czy Rada wymyślają nowe frazy, tylko przedstawiają słowa i wyrażenia, które wyśledzono w mediach. O listach nowych słów opowiadałam w serii wykładów "UAMówi"

Wpisy o listach z poprzednich lat przeczytacie na Szwecjoblogu: 

2024 * 2022 * 2021 * 2020 * 2019 * 2018 * 2017 * 2016 * 2015 * 2014 * 2013

Pełna lista zawierająca 32 wyrazy i wyrażenia opublikowana została dziś na stronach "Språktidningen" i Rady Języka Szwedzkiego. Jak co roku przejrzałam ją tuż po publikacji i wybrałam garść ciekawych przykładów. Co w takim razie znajdujemy na liście w tym roku? 


Jak zwykle, całkiem sporo zapożyczeń z angielskiego, w tym wiralowe demure, które zostało wybrane anglojęzycznym Słowem Roku 2024 według Dictionary.com. Słowo to oznacza skromność, ale było też używane jako komentarz do absurdalnych oczekiwań wobec kobiet. Na listę trafiło też określenie soft girl opisujące dziewczynę, która odrzuca karierę zawodową, by skupić się na tzw. "miękkich" wartościach, takich jak uroda czy życie rodzinne (co ciekawe, gdy zgooglowałam to pojęcie, jako jeden z pierwszych wyników ukazał mi się polski tekst o szwedzkiej influencerce Vilmie Larson). Tuż za soft girl na liście pojawia się swiftiepappa - ojciec, który tak jak jego córka, jest fanem Taylor Swift (w Szwecji dyskusję o switfiepappor podsycił felieton Alexa Schulmana w "Dagens Nyheter").

Lista uwieczniła także popularność romantasy, czyli romantic fantasy - gatunku książek, w którym romans łączy się z fantastyką. Moim ulubionym nowym słowem stanie się chyba tjejnyår, "dziewczyński nowy rok", czyli traktowanie nadejścia jesieni jako nowego początku - widoczne przede wszystkim w mediach społecznościowych dziewczyn. Z plebiscytu na polskie Młodzieżowe Słowo Roku oraz ze szwedzkiej "listy nowych słów" dowiedziałam się, że jestem jesieniarą i świętuję przyjście "dziewczyńskiego nowego roku".

Na listę co roku trafiają słowa związane z cyfrowym światem i rozwojem technologii. Tak jest też i teraz. Wśród nowych słów (niestety!) mamy quishing -metodę internetowego oszustwa, wykorzystującą spreparowany kod QR. W 2023 sporo nowych słów dotyczyło sztucznej inteligencji. Teraz dołącza do nich też slop, czyli z angielskiego "pomyje" - kiepskiej jakości treści generowane przez AI (w tym kontekście używane są też szwedzkie odpowiedniki, np. AI-skräp, "śmieci AI" czy AI-sörja "breja AI"). Wśród niewielu czasowników na liście mamy też tiktokifiera, czyli "tiktokizować", a więc tworzyć filmiki i inne treści, które będą klikalne. Na całe szczęście w tej grupie są nie tylko pojęcia, określające zjawiska niebezpieczne lub niskiej jakości. Na listę trafił bowiem avokadoskanner, skaner do awokado, który ułatwia określenie ich dojrzałości, a dzięki temu przyczynia się do zmniejszenia marnowania żywności - takie urządzenie pojawiło się w Szwecji w sklepach Coop, o czym informowały też polskie media.

Zaintrygowało mnie, że na liście znalazłam kilka określeń dotyczących lata,  urlopów i spędzania wolnego czasu - mamy coolcation, nowy trend w turystyce, polegający na podróżowaniu w chłodniejsze regiony zamiast do tych typowo wakacyjnych, (zbyt) ciepłych (od słów cool i vacation) - najwyraźniej swoimi wakacyjnymi wyjazdami do Szwecji nieświadomie praktykuję to od lat. Mamy też bratsommar - lato bez trosk, kiedy skupiamy się na wolności i czerpaniu przyjemności (co ciekawe, brat było kandydatem do tytułu Młodzieżowego Słowa Roku 2024). Mamy też kolejny czasownik: rawdogga, czyli robić coś bez planu, ale i powstrzymywać się od różnego rodzaju rozrywek. Takie "robić nic" - używane często w odniesieniu spędzania czasu bez telefonu, tabletu czy komputera.

Niestety, swój ślad na liście zostawiły też wojna w Ukrainie oraz przestępczość. Mamy tam "smoczy dron", drakdrönare, zapożyczenie z języka ukraińskiego (дрон-дракон, dron-drakon) - bezzałogowy dron zrzucający stopiony metal. Wśród nowych pojęć pojawiły się też barntorped oraz grön gumma - "dziecko-torpeda" i "zielona babka". Odnoszą się do dzieci i niekaranych wcześniej kobiet rekrutowanych przez organizacje przestępcze, umykających uwadze policji.

Które słowo najbardziej zapadnie Wam w pamięć? Które przydałoby się nam w polszczyźnie?

Farerskie szorty

Mapy / kościoły

Zaskakująco niewiele zachowało się z farerskich średniowiecznych świątyń. XIII-wieczny kościół parafialny św. Olafa w Kirkjubøur jest jedynym średniowiecznym farerskim kościołem, w którym nadal odbywają się nabożeństwa. Farerski Kościół ewangelicko-luterański ma łącznie 61 świątyń. Jedyny katolicki kościół – Mariukirkjan znajduje się w Tórshavn. Stare drewniane kościoły w Nes i Gøta – zastąpione przez nowoczesne budynki – […]

Artykuł Mapy / kościoły pochodzi z serwisu Farerskie kadry.

Gazela w Laponii

Zima i Święta w Norwegii – Czy To Dla Ciebie?

Zastanawiasz się nad świąteczną podróżą do Norwegii? Chłodne fiordy, malownicze zorze polarne i śnieżne krajobrazy kuszą swoją magią, ale czy zima w Norwegii to przygoda dla każdego? W tym wpisie odpowiadam na najczęstsze pytania, pomagam przygotować się na wymagające warunki Północy i dzielę się praktycznymi wskazówkami. Sprawdź, czy to miejsce dla Ciebie! Zima na Północy […]

Gazela w Laponii

Jak zaplanować tanie wakacje w Norwegii?

Norwegia na każdą kieszeń Norwegia jest znana z pięknych krajobrazów, majestatycznych fiordów i malowniczych miasteczek, ale niestety często kojarzy się też z wysokimi kosztami. Na szczęście, istnieje wiele sposobów, aby cieszyć się tym krajem bez nadwyrężania portfela. Jak to powiedział Knut Hamsun, „Norwegia to miejsce, gdzie każda dolina, góra i fiord opowiadają swoją własną historię”, […]

Gazela w Laponii

Odkryj miasto BODØ i jego okolice

Przyjeżdżasz na wyspy LOFOTY i nie wiesz czy warto zatrzymać się w BODØ? Koniecznie przeczytaj ten wpis i zapoznaj się z najnowszym Przewodnikiem po mieście Bodø i okolicach i odkryj niezwykłe atrakcje, ukryte skarby i tajemnice tego miejsca i okolic, które sprawią, że Bodø stanie się nieodłącznym elementem Twojej wyprawy na Lofoty.  Oto sześć powodów, dla których […]

SKANDIS

Nocna wiedźma, pędzącą w mroku, wieczorna jeźdźczyni – ataki mary we (wczesno)średniowiecznej Skandynawii i późniejszym folklorze.

Mimo że znamy mechanizmy jego powstawania to i tak są dla większości z nas sen jest dość tajemniczym zjawiskiem, a marzenia senne nieprzewidywalne i nierzadko zaskakujące. Wyobraźcie sobie więc jak musieli przeżywać je ludzie, którzy nie wiedzieli, z czym mają do czynienia – sny są przecież odbierane jako bardzo realistyczne, niektóre ciężko odróżnić od jawy;... Czytaj dalej →

Gazela w Laponii

Wielkie otwarcie Bodø 2024!

Już pewnie wiesz, że Bodø to pierwsza w historii Europejska Stolica Kultury znajdująca się na północ od koła podbiegunowego! W tym roku odbędzie się ponad 1000 wydarzeń w całym regionie. Jaki będzie wpływ ogromnego projektu na społeczność lokalną oraz na promocję Nordland jako kluczowego miejsca na turystycznej mapie świata?  WIELKI GRAND OPENING! Już w najbliższą sobotę 03 […]

Gazela w Laponii

Bodø- Europejska Stolica Kultury 2024

bodø

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Nowe szwedzkie słowa 2023 - nyord

Jakie zjawiska były najbardziej charakterystyczne dla mijającego roku? O czym dyskutowano w Szwecji, czym żyły szwedzkie media? Czy odpowiedzi na te pytania można znaleźć w języku szwedzkim? Przyznaję się, jestem "językowym nerdem" (språknörd) i od wielu już lat z wypiekami na twarzy śledzę "listę nowych słów" (nyordslistan) opracowywaną przez Radę Języka Szwedzkiego i czasopismo "Språktidningen" (możecie posłuchać, jak opowiadam o tym zjawisku w serii wykładów "UAMówi). Zestawienie może przynieść sporo odkryć nie tylko pasjonatom języka - to w pewnym sensie doskonałe przypomnienie i przegląd wydarzeń i trendów z mijającego roku, bo to nie redakcja czy Rada wymyślają nowe frazy, tylko przedstawiają słowa i wyrażenia, które wyśledzono w mediach. 

Wpisy o listach z poprzednich lat przeczytacie Szwecjoblogu: 

2022 2021 * 2020 * 2019 * 2018 * 2017 * 2016 * 2015 * 2014 * 2013

Pełna lista zawierająca 34 wyrazy i wyrażenia opublikowana jest na stronach "Språktidningen" i Rady Języka Szwedzkiego. Ja co roku wybieram moim zdaniem najciekawsze przykłady. Co w takim razie znajdujemy na liście w tym roku? 



Jak zawsze pojawiają się tu zwroty związane z nowymi technologiami: w tym roku to kilka fraz dotyczących sztucznej inteligencji. Mamy do czynienia z generativ AI, narzędziami generatywnymi, czyli takim rodzajem technologii AI, który skupia się na generowaniu nowych treści (np. muzyki, obrazów, tekstów). Utwór albo głos może być AI-klonad, czyli skopiowany przez sztuczną inteligencję (co budzi wiele dyskusji). Na listę trafił też czasownik prompta, promptować, czyli zadawać pytania albo formułować instrukcje dla sztucznej inteligencji.

Oprócz tego na liście znalazła się "farma streamów", streamingfarm, grupa urządzeń i kont, które generują np. fikcyjne odtworzenia w serwisie Spotify, pozwalające na zwiększenie zysków lub pokazywanie, że dane treści są bardziej popularne niż w rzeczywistości. Nowym zjawiskiem w mediach społecznościowych jest deinfluencing, czyli namawianie do niekupowania pewnych produktów czy niekorzystania z pewnych usług. Twórcę internetowego, który publikuje tego typu treści można nazwać deinfluencerem. Wiele osób pozwalało sobie w ostatnim czasie na dopaminowy post, dopaminfasta, powstrzymywanie się od aktywności, które dają nam zastrzyk dopaminy, np. korzystania z mediów społecznościowych, alkoholu czy zakupów.

Na liście znalazło się też pojęcie zielonego kolonializmu, grön kolonialism, oznaczające eksploatowanie zasobów w jednej części świata lub kraju w imię rozwiązywania problemów ekologicznych w innym miejscu - czytałam o tym ostatnio w kontekście sytuacji Saamów w Skandynawii. Bardziej pozytywnie wydaje się brzmieć longtermism, ruch filozoficzny, o którym możecie też przeczytać w polskiej prasie. Longtermiści skupiają się na działaniach, które w długofalowej perspektywie mogą mieć pozytywny wpływ na przyszłość ludzkości. Także i u nas można usłyszeć o nowym zawodzie tzw. "wrażliwego czytelnika" czy też "czytelnika wrażliwości", känslighetsläsare - kogoś, kto pracuje z tekstami (książkami, artykułami lub dokumentami) i sprawdza, czy nie zawierają treści, które mogłyby urazić odbiorców. Na liście mamy też zwięzłe określenie hyschpengar, oznaczające łapówkę za milczenie (od onomatopeicznego nakazującego milczenie hysch, czyli ćśś, oraz pengar, czyli pieniądze). Podoba mi się też czasownik bubbelhoppa, czyli skakać z bańki do bańki, świadomie zmieniać otoczenie, żeby zdobyć wiedzę i poznać nowe perspektywy. Zaskoczyło mnie określenie nepo baby - nepodziecko to "dobrze urodzone" dziecko robiące karierę dzięki nepotyzmowi (pojęcie to często używane jest w odniesieniu do dzieci celebrytów, którym udało się odnieść sukces w karierze z tego samego obszaru co kariery ich rodziców). W Szwecji dyskutowało się w tym kontekście o rodzinie Skarsgårdów.

Na liście standardowo nie zabrakło wyrażeń, które stanowią komentarz do konkretnych wydarzeń ze Szwecji i świata. Na liście znajdziemy hasło det svenska tillståndet, dosłownie: szwedzki stan/stan w Szwecji. Odnosi się do sytuacji, kiedy przestępczość zorganizowana okazuje się mocno wpływać na społeczeństwo. O sytuacji w Szwecji pod tym określeniem donoszą media m.in. w krajach nordyckich. W mediach często pojawiało się określenie korankris, dosłownie: kryzys koraniczny, oznaczające napięcia polityczne wywołane aktami palenia Koranu w Szwecji. Na liście pojawiło się też słowo krigssponsor, sponsor wojny, określenie na przedsiębiorstwa, które poprzez import i eksportu swoich produktów do i z Rosji, a zatem poprzez podatki pośrednio pomagają finansować wojnę z Ukrainą. Na tegorocznej liście znów, tak jak w poprzednim roku, mamy słowo związane z inflancją. Tym razem to snikflation, która oznacza nie tyle podnoszenie cen za te same towary, co pogarszanie jakości produktów czy usług w tej samej cenie (od przymiotnika sniken - zachłanny).

Kolejna grupa przykładów to te związane ze naszym umysłem i ciałem. Mamy tu na przykład neurodiversitet, neuroróżnorodność, a więc różnorodność naszych możliwości poznawczych. Mamy toxisk positivitet, toksyczne pozytywne myślenie, polegające na szkodliwym już wypieraniu i zaprzeczaniu temu, co negatywne. Mamy też majtki menstruacyjne - menstrosa - oraz, hm, dzika (?) ciąża, vild graviditet, bez kontaktu z jednostkami ochrony zdrowia.

Z bardziej przyziemnych zjawisk zwróciłam też uwagę na pojęcie multilojal - multilojalny klient to ten, który korzysta z przywilejów dla stałych klientów w wielu sklepach, dzięki czemu może wybrać najlepsze ceny lub najkorzystniejsze rabaty. Situationship (tak pisze się o tym też w polskich mediach) to dłuższa bliska relacja pomiędzy związkiem romantycznym a przyjaźnią, takie "to skomplikowane". Moim ulubieńcem na tegorocznej liście jest tantparkour - "babciowy parkour": forma łagodnego treningu fizycznego dla osób starszych z wykorzystaniem przeszkód znajdujących się w naturalnym otoczeniu: ławek, stojaków na rowery, murków (wygooglujcie). I na koniec Barbenheimer: fenomen związany z premierami filmów Barbie i Oppenheimer tego samego dnia (przypominam, że ubiegłoroczna lista zwracała uwagę na fenomen barbiecore).

Co zwróciło w tym roku Waszą uwagę? Czy jakieś wyrażenie Wam się spodobało? Czy o pewnych trendach albo zjawiskach słyszeliście też w polskich mediach?

Szwecjoblog - blog o Szwecji

Elin Anna Labba "Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji"

Niech Was nie zmyli format tej książki. Niech Was nie zmylą malownicze krajobrazy, które zobaczycie na zdjęciach, saamskie joiki na tle ośnieżonych gór. To nie jest jeden z albumów, który przegląda się przy kawie - to lektura pełna goryczy. Książka Elin Anny Labby Panowie nas tu przesiedlili opowiada o przymusowych przesiedleniach Saamów, o ograniczeniu migracji ludzi i reniferów, do którego doszło w pierwszej połowie XX wieku. O odbieraniu prawa do ziemi i dyskryminacji. A także o stopniowym wynaradawianiu. Jak pisze Elin Anna Labba: 

To, jak szwedzkie władze interpretują pojęcie "nomada", zawiera w sobie pewną sprzeczność przyprawiającą o zawrót głowy. Ponieważ nomadzi to z definicji ludzie, którzy się przenoszą, władza wychodzi z założenia, że sama może ich dowolnie przenosić.
Wydaje mi się, że to temat w Polsce mało znany, choć procesy, o których pisze autorka, niestety wcale nie są w historii niczym obcym. Labba sama przywołuje zresztą takie ciemne rozdziały z historii rdzennej ludności w innych państwach: ubezwłasnowalnianie dzieci Aborygenów w Australii, internowanie Inuitów w Kalaallit Nunaat, jak po grenlandzku nazywa się Grenlandia, Czerokezi i inne plemiona w Stanach Zjednoczonych. Okazuje się, że losy Saamów to temat nieprzepracowany, przemilczany także w Szwecji. Na to też zwraca uwagę autorka:

W Szwecji dzieje Saamów to wciąż dzieje Saamów, nie zalicza się ch do rodzimej historii.

Jednocześnie w tekście nieraz czuć, że doświadczenie przesiedlenia stało się tabu dla tych, którzy go doświadczyli i dla ich potomków. Joik, tradycyjna forma pieśni Saamów, milkła. Joikować można kogoś lub coś, ulubione miejsca, góry. Co można joikować, gdy utraciło się ukochaną ziemię? Jak mówić o stracie? Kto ma przywrócić pamięć?

W Sápmi, gdzie dorastałam, mnóstwo ludzi opatrywało swoje rany milczeniem.

Panowie nas tu przesiedlili to debiutancka książka autorki, liryczny reportaż literacki. W 2020 otrzymała najbardziej prestiżowe szwedzkie literackie wyróżnienie - Nagrodę Augusta w kategorii Literatura faktu. W opisie jednego ze szwedzkich instagramowych postów ze zdjęciem tej książki znajduję myśl: "jak na książkę nagrodzoną jako literatura faktu jest tu zaskakująco mało faktów". Z telefonem w ręku zastanawiam się, czym są fakty. Czy fakty przestają nimi być, kiedy do głosu dochodzą też emocje? I czy wspomniane wyżej milczenie nie sprawia, że gdy fakty zostają przywołane, widać je wyraźniej?

Elin Anna Labba z początku wcale nie planowała pisania książki, próbę odtworzenia rodzinnej historii i zbieranie informacji o przesiedlonych traktowała jako pewnego rodzaju hobby, okazję do refleksji nad własną tożsamością. Ze starszego pokolenia, o którym opowiada ta książka, nie ma dziś niemal nikogo. Labba skomponowała więc kolaż, składający się ze wspomnień przekazywanych młodszym i wspomnień tych młodszych, zdjęć, listów, fragmentów joików, ale i dokumentów urzędowych, aktów prawnych, wycinków z gazet:

Jest to więc tekst oparty na chórze głosów. Anegdot, joiku, urywków wspomnień. Wątków i ścinków, które połączyłam ze sobą i splotłam. Czasem kolory są wyraźne, czasem jednak tkanina jest pełna dziur i ciszy. Przekaz ustny z czasem matowieje. Przyszło mi więc pogodzić się z tym, że forma tekstu mimowolnie upodabnia się do całej historii Saamów, jest jak tkana tasiemka do obwiązywania butów, którą pocięto siekierą. Nitki nawet się nie siepią, po prostu się urywają i trudno podjąć wzór na nowo.

Wydaje mi się, że nie umiałabym opowiedzieć o książce inaczej, jak właśnie tworząc układankę z wybranych cytatów. Najbardziej poruszyły mnie opowieści o kobietach, bo to one - jak obserwuje autorka - najsilniej odczuły skutki przesiedleń. Rzadko są wymieniane w dokumentach, najdotkliwiej odczuwają samotność, gdy nowe metody hodowli sprawiają, że coraz częściej pozostają w miejscach zamieszkania. Wstrząsające są historie matek, które musiały zostawić dzieci u krewnych, by uchronić je przed wyczerpującą podróżą. Nie wiedzą, że prawo nie pozwoli im po nie wrócić.

W książce natkniecie się nie raz na cytaty po saamsku. Pamiętam, jak czytałam książkę po raz pierwszy po szwedzku i frustrowało mnie, że ich nie rozumiem. Gdy czytam ją drugi raz, w polskim przekładzie, potykam się o fragment o tym, że konwencji, która zapoczątkowała przymusowe przesiedlenia, spisanej po norwesku i szwedzku, później przetłumaczonej na fiński - która później sprawiła, że niektórzy nigdy nie zdążyli się pożegnać z ziemią i z bliskimi - nigdy nie przetłumaczono na język Saamów. To w ten sposób autorka oddaje im teraz głos.

W języku najbliższym mojemu sercu słowa "pamiętać" i "opowiedzieć" brzmią niemal identycznie. Muitit to pamiętać, a muitalit - opowiedzieć. Pamiętamy o tych, o których opowiadamy.

Jeśli znacie język szwedzki, możecie posłuchać tutaj, jak autorka czyta fragment książki i opowiada o jej powstaniu. Poetyckość jej tekstu i ta łagodność w jej głosie przypominają mi o tym, co na okładkę napisała Ilona Wiśniewska: Labba opowiada szeptem o tym, o czym należałoby krzyczeć.


Szwecjoblog jest patronem medialnym książki.


Elin Anna Labba Panowie nas tu przesiedlili. O przymusowych przesiedleniach w Szwecji 
(Herrarna satte oss hit: Om tvångsförflyttningarna i Sverige)
przekład: Agata Teperek
Wydawnictwo Marginesy
2023

A wszystkich tych, którzy chcą przeczytać o Saamach więcej, odsyłam do:
  • artykułu "Prawo do ziemi", który Agata Teperek, tłumaczka książki Elin Anny Labby, opublikowała w miesięczniku Znak
  • rozdziału "Lapończyk ma pozostać Lapończykiem" w książce Made in Sweden Elisabeth Åsbrink (w moim przekładzie)
  • książki Kradzież Ann-Helén Laestadius, którą już niedługo będzie można przeczytać także po polsku (w moim przekładzie)

Szwecjoblog - blog o Szwecji

23. Festiwal Filmów Skandynawskich w Darłowie

"Nadmorski klimat to idealne miejsce na świeży powiew skandynawskiego myślenia" - zapewniają organizatorzy Festiwalu Filmów Skandynawskich w Darłowie. Brałam udział już w kilku kolejnych edycjach FFS, najstarszego cyklicznego wydarzenia artystycznego o takim charakterze w Polsce, i zdecydowanie się z tym zgadzam! A także z tym, że "turystyczna rola miasta świetnie kooperuje z kulturalnym charakterem Darłowa". Festiwal to doskonały pomysł na urlop - najpierw to, co najbardziej chyba oczywiste dla turystów wybierających bałtyckie wybrzeże, a wieczorami kontakt z kulturą, czyli seanse w ciemnej kinowej sali. Do tego w świetnej, kameralnej, wręcz rodzinnej atmosferze!




Tegoroczna edycja potrwa od 20 do 23 lipca, a jej tematem przewodnim będą ekologia, natura i higiena umysłu. Program obejmie piętnaście projekcji filmowych, w tym sześć dla dzieci i młodzieży. Filmy zapowiadać będzie Ryszard Jaźwiński, znany głównie z audycji Trójkowo-Filmowo. Oprócz seansów w darłowskim kinie "Bajka" w programie znajdziecie też koncert jazzowy, projekcję plenerową, spotkania autorskie, panele dyskusyjne, warsztaty, wystawę, a nawet masaż dźwiękiem czy degustację lokalnego darłowskiego przysmaku. 

Szwecjoblog po raz kolejny z dumą i radością dołącza do grona patronów medialnych tego wydarzenia. Na tegoroczną edycję cieszę się tym bardziej, że szwedzkie produkcje stanowią całkiem sporą część czterodniowego programu.


Pełen program znajdziecie na facebookowej stronie festiwalu, a ja jak co roku piszę o kilku punktach programu, których moim zdaniem nie można przegapić - pamiętajcie, że wstęp na seanse jest wolny!


Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. Tajemnica Skorpiona (LasseMajas Detektivbyrå – Skorpionens gåta), reż. Tina Mackic / 2022 / Familijny, kryminał, przygodowy 

Seans dla młodszych widzów: szósta filmowa część przygód młodych detektywów, Lassego i Mai, inspirowana postaciami z literackiego pierwowzoru - serii kryminałów dla dzieci autorstwa Martina Widmarka i Heleny Willis. Film nominowany do Złotego Żuka, prestiżowej szwedzkiej nagrody filmowej w kategorii: najlepsza muzyka oraz nagroda publiczności, zdobył nagrodę publiczności na 9. MFF Kino Dzieci.


Ufo (UFO SWEDEN)
, reż. Victor Danell / 2022 / Przygodowy, Sci-Fi 

HBL, szwedzkojęzyczny dziennik, ukazujący się w Finlandii, określił ten film jako "Stranger things w wersji z kawą i bułeczką" i skomentował go jako dobre, gatunkowe kino, które nie traktuje siebie zbyt poważnie. Moim zdaniem brzmi intrygująco! 


W trójkącie / (Triangle of Sadness)
, reż. Ruben Östlund / 2022 / dramat, komedia 

Reżyser Ruben Östlund znany jest z wywoływania w widzach poczucia dyskomfortu. Tak właśnie działa też W trójkącie, nagrodzona Złotą Palmą, szokująca, bezlitosna satyra na celebrytów i bogaczy. Polski dystrybutor opisuje ją słowami "Wszyscy płyniemy statkiem, który już dawno obrał kurs na katastrofę. Uratuje nas tylko śmiech". Jestem ciekawa, czy Wam będzie do śmiechu!


Holy Spider, reż. Ali Abbasi / 2022 / Thriller 

Kolejny film doceniony w konkursach: Holy Spider zdobył aż 11 Robertów, nagród Duńskiej Akademii Filmowej, startował jako duński kandydat do Oscara był nominowany w głównym konkursie w Cannes, Złotą Palmę otrzymała aktorka Zar Amir-Ebrahimi. Film opowiada o seryjnym mordercy, który w Iranie w 2000 roku zabijał pracownice seksualne pod pretekstem oczyszczania miasta. Reżyser, Ali Abassi, to także twórca szwedzkiego kandydata do Oscara z 2018 Granicy, którą kilka lat temu można było oglądać na FFS.


New York 1911, Producent: Svenska Biografteatern / 1911 / Dokumentalny, niemy

Czarownica (Häxan), reż. Benjamin Christensen /1922 / Horror, niemy / pokaz filmu niemego z muzyką na żywo / Muzyka: Alex Kędra 

Na zakończenie festiwalu prawdziwa gratka: dwa kultowe już filmy nieme! Dokument z podróży szwedzkich filmowców do Nowego Jorku z 1911 roku oraz horror o procesach czarownic z 1922 - Czarownicę obejrzymy z muzyką na żywo!



Co z tegorocznego programu najbardziej zainteresowało?
I kto wybiera się do Darłowa?

SKANDIS

Jak  – według islandzkiego rękopisu  – zaczarować kobietę i zdobyć jej miłość

Pisałam już o ”miłosnych” inskrypcjach runicznych,  w których wyznawano uczucia albo chwalono się podbojami. Jeżeli czytaliście inne wpisy na blogu to wiecie też, że Skandynawowie w średniowieczu wspomagali się amuletami z odpowiednią, mającą pomóc uzyskać czyjąś przychylność inskrypcją; w staroislandzkiej literaturze znajdziemy również przykłady magicznych, odwołujących się do futharku zaklęć, których celem było sprowadzić nieszczęście,... Czytaj dalej →

Finolubna

Recenzja: "Domowe makramy" / Susanna Uusitalo

Jednym z moich głównych zainteresowań jest język fiński i Finlandia - to wiecie. Czego nie wiecie, to to, że po godzinach interesuję się także rękodziełem różnego rodzaju. Ostatnio jest nim także makrama. Jestem wyplataczem o dość małym stażu (niecały rok), a na swoim koncie mam dopiero kilka gotowych plecionek. Gdy tylko dowiedziałam się o polskiej premierze książki Susanny Uusitalo "Domowe makramy. 20 pięknych projektów z podstawowych węzłów" (Kodin helpot makrameet), wiedziałam, że to coś, co muszę wypróbować.

Jak przyznaje sama Susanna, z makramą miała dość ograniczoną styczność, a w temat zaplatania zagłębiła się bardziej podczas pisania zleconej jej książki. Było to o tyle pocieszające, że nie trzeba dużego doświadczenia, by stworzyć coś ładnego. Na początku poradnika autorka zebrała instrukcje wyplatania kilku najbardziej podstawowych węzłów. Instrukcje są krótkie, dopełnione zdjęciami. Myślę, że dodatkowym ułatwieniem byłoby użycie dwóch kolorów sznurka na zdjęciach, albo strzałek tak, by jeszcze wyraźniej wyjaśnić zaplatanie. 

W dalszej części książki znajduje się 20 makram do domowego użytku, w tym np. wiszące doniczki, mały bieżnik i ozdoby naścienne. Każdy wzór opatrzony jest estetycznym zdjęciem oraz spisem potrzebnych materiałów. Wyjaśniając poszczególne wzory autorka używa nazw węzłów zaprezentowanych wcześniej. Warto jest je od początku zapamiętać, tak, by nie musieć wracać co chwilę do początku książki.

Przetestowałam jeden ze wzorów zaproponowanych przez Uusitalo. Jak mi poszło, pozostawiam do Waszej oceny.

Makrama ze strony 47.
Moje wykonanie.

Różnica jest nie tylko w kolorze, ale oczywiście nie świadczy to na minus dla zamieszczonych w książce instrukcji. Tutaj akurat mogłam zawieść ja i to jak poradziłam sobie z instrukcjami na papierze. Po tym doświadczeniu zdałam sobie sprawę, że dla mnie ta forma przekazywania wiedzy o splotach nie jest najlepsza. Choć czytałam instrukcje kilka razy, niektóre było mi ciężko pojąć. Starałam się jednak skrupulatnie wykonywać wszystko krok po kroku. Co dziwne, przy tym wzorze autorka nie podała grubości użytego sznurka, instrukcje do innych wzorów posiadają jednak takie info. 

Plusem jest cena książki i ładne, estetyczne wydanie. Z drugiej strony, makrama zaprezentowana na okładce polskiej edycji pochodzi z Shutterstocka, co moim zdaniem nie powinno mieć miejsca. Sięgając po poradnik kierujemy się także okładką. Odczułam niemałe rozczarowanie nie mogąc znaleźć tutoriala zaplatania okładkowej makramy, bo bardzo mi się ona spodobała. Dla porównania, na okładce fińskiego wydania widnieje leżak, który autorka w książce opisuje.

Moim zdaniem zaplatanie na podstawie statycznych zdjęć jest dużym wyzwaniem dla osób zaczynających przygodę z makramą (i tak jak ja - mających najwyraźniej problem z wyobraźnią przestrzenną :)). Na zdjęciach nie widać ruchu, trzeba się trochę wysilić, by zauważyć na czym polega konkretny krok i jak do niego dojść. Dla zupełnie początkujących poleciłabym raczej dobre tutoriale wideo (najlepiej oglądane w spowolnieniu), na których widać każdy ruch. Osoby, które już znają podstawowe zasady łatwiej poradzą sobie z instrukcjami na papierze i tym właśnie poleciłabym książkę Uusitalo jako źródło dodatkowych i ciekawych inspiracji.

Książkę na język polski przełożyła Agata Słabuszewska z Kolektywu Tłumaczy Literatury Fińskiej KIRJA.

Egzemplarz do recenzji otrzymałam od Wyd. Słowne (daw. Burda Książki)

Finolubna

Recenzja: "Magik i Złodziejka" / Anniina Mikama

Dawno żadna książka nie przypadła mi do gustu tak jak "Magik i Złodziejka" Anniiny Mikamy (Taikuri ja taskuvaras, tłum. S. Musielak), wydawnictwa Dwukropek. Szczerze, nie ma tutaj nic, co by mi się nie spodobało. Był klimat, który lubię, magia i tajemnica, intrygująca historia i zwroty akcji. Ale od początku...

Pixabay

Zimowe Helsinki, rok 1890. Końcówka XIX wieku, czas innowacji i postępującej industrializacji. Mina, nastolatka, która pomimo swojego młodego wieku posiada już solidny bagaż doświadczeń. Choć pochodzi z zamożnej rodziny, po śmierci ojca, a później matki, ląduje na na ulicy. Mieszka w starej drewutni, w szemranym towarzystwie kanciarzy i zbirów. Aby przeżyć, musi kraść, i w tym "fachu" jest już całkiem niezła. Pewnego dnia okrada przystojnego młodzieńca, Toma. Skradziona mu rzecz okazuje się nie być zegarkiem, ale urządzeniem dziwacznym i dość skomplikowanym, jak na owe czasy. Tom, ku zaskoczeniu Miny, proponuje jej posadę opiekunki nad starszym i niepełnosprawnym, pochodzącym z Polski, profesorem Worowskim. I tak, wraz z zamieszkaniem w ogromnym domu profesora, rozpoczyna się seria przygód Miny. 

Tom to magik, iluzjonista. Potrafi oczarować widownię swoimi sztuczkami, popisowo łapie w locie kule. To także wybitny wynalazca, inżynier, który swoje umiejętności techniczne sprytnie wykorzystuje podczas iluzjonistycznych pokazów. Jak mówił o nim profesor, to chłopak, który urwał się z księżyca. Konstruuje przedziwne machiny, mechaniczne ptaszki nagrywające dźwięk, poruszające się zabawki, a jego najbardziej zaawansowanym dziełem jest... android. Jego myśl technologiczna wyprzedza epokę o wiele wiele lat, przez co budzi niemały zachwyt ówczesnego towarzystwa, choć nie brakuje też słów krytyki. Rozwój techniki fascynuje wielu, ale też rodzi wiele wątpliwości. Czy maszyny mogą samodzielnie myśleć? Czy mają dusze? To z kolei prowadzi do dalszych pytań natury filozoficznej - co to w ogóle znaczy być człowiekiem? Czy Cynowy Żołnierzyk, stworzona przez Toma maszyna o ludzkim wyglądzie, która "uczy się" sama myśleć, może być za takiego uznana? Idąc dalej, co jeśli budowa takich maszyn się upowszechni i co jeśli się one zbuntują? Autorka porusza te kwestie, zachęcając niejako do dalszych przemyśleń. 

Wracając do głównych bohaterów: Mina to dziewczyna rezolutna, silna, ale też wrażliwa, spragniona miłości. Z kolei Tom jest wyważony, trochę zdystansowany, skrywa wielką tajemnicę. Profesor, jakby dla kontrastu, szorstki, czasem wręcz gburowaty, choć także niepozbawiony niedopowiedzeń. Dobór bohaterów to już niezła mieszanka. Do tego teatr Toma i stworzona przez niego dżungla, wprowadza bardzo specyficzny, może wręcz dziwaczny, nastrój. A wszystko to osnute dużą dawką tajemniczości. Niewyjaśniona śmierć ojca Miny, niejasna przyczyna niepełnosprawności profesora, niepojęty geniusz Toma, to sekrety, które "Magik i Złodziejka" kartka po kartce odkrywa przed swoim czytelnikiem. Magia splata się tu z kryminałem, intryga z iluzją, wątki sensacyjne z fantastyką. Mikama serwuje klimatyczną i wciągającą opowieść, pełną wartkiej akcji i momentów zaskoczenia.

Jest to z założenia książka kierowana do nastoletnich czytelników, ale warta uwagi także starszych. Nie tylko dla intrygującej historii, ale także wyłaniających się spod niej pytań wręcz filozoficznych. Autorka przedstawia opowieść na kanwie Helsinek z XIX wieku, przywołując wiele autentycznych miejsc, choć jak sama przyznaje w posłowiu, czasem nagina rzeczywistość tak, by bardziej wpasować ją w swoją opowieść.

A jest to opowieść o niezwykłym klimacie. Pięknie zarysowane sceny, ciekawa narracja i język nawiązujący do zamierzchłej epoki, który wydaje mi się został doskonale oddany w polskim tłumaczeniu. Za polską wersję "Magika..." odpowiada Sebastian Musielak, tłumacz nota bene znany również z przekładu innych fińskich powieści młodzieżowych. Okładka, niczym kropka nad i, w wersji polskiego wydania świetnie podkreśla nastrój.

Mikama funduje czytelnikowi niezmiernie przyjemną podróż w czasie, do XIX-wiecznych Helsinek, pełną fascynujących przygód i ciekawych postaci. "Magika i Złodziejkę" polecam każdemu, kto lubi powieści nieoczywiste, w klimacie tajemnic usnutych na przestrzeni epok, okraszonych magią i iluzją. Jest to pierwsza część trylogii Mikamy. Na przekłady kolejnych części czekam z ogromną niecierpliwością! 


*

Książkę do recenzji otrzymałam od wyd. Dwukropek. Kiitos!

Finolubna

Recenzja: "Reczy, które spadają z nieba" / Selja Ahava

"Czasami niebo spada na głowę, czasami ziemia osuwa się spod nóg". To jeden z moich ulubionych cytatów z "Rzeczy, które spadają z nieba", autorstwa Selji Ahavy (Taivaalta tippuvat asiat, tłum. J. Polanowska), książki, która niedawno ukazała się nakładem wyd. Relacja. Ot tak, inicjują się nowe wydarzenia, nowe ścieżki, z prostej drogi w skomplikowany labirynt. Jeden przypadek może zupełnie zmienić tok zdarzeń. Bo rzeczy spadają z nieba znienacka. Tak, jak pioruny, albo bryła lodu w letni dzień na matkę Saary, która właśnie miała zrobić z opon ogródek na truskawki.

Pixabay

To, że historia opowiedziana w "Rzeczach..." będzie oryginalna, wiemy od początku. Większość z nietypowych przypadków, przytrafiających się bohaterom, jest już bowiem wypisana na okładce. Z niej także dowiadujemy się, że Ahava jest jedną z najbardziej lubianych fińskich powieściopisarek. Czytając książkę, przekonamy się dlaczego. 

"Czasami niebo spada na głowę, czasami ziemia osuwa się spod nóg. Czasami dopada nas tak niepojęte szczęście, że trudno z nim dalej żyć. Czasami coś się wydarza - tylko jeden jedyny raz - ale przez resztę życia człowiek się zastanawia dlaczego. Czasami nie dzieje się nic i człowiek również przez resztę życia zastanawia się dlaczego."

Autorka podchodzi do swoich bohaterów z dużą dozą empatii. Główną postacią jest wspomniana już Saara, dziewczynka, która mimo młodego wieku, cechuje się zupełnie niedziecinnym spojrzeniem na świat. Jest nietuzinkowa, wrażliwa, może być postrzegana jako dziecko dziwaczne. Chciałaby być brana bardziej na poważnie, ale ze względu na wiek, przez większość ludzi nie jest. Śmierć matki rozpoczyna nowy rozdział w życiu dziecka. Smutek, tragedia, zmiana zamieszkania, zimno pustych pokoi, ciepło płynące ze wspomnień o niej - mozaikowe, drobiazgowe, codzienne, ale ujęte w niezwykły sposób.

Jest też Pekka, ojciec Saary, który załamany po stracie żony próbował, wręcz maniakalnie, zrozumieć "dlaczego". W historii poznajemy także Annu, siostrę Pekki, która po wygraniu głównej nagrody w loterii kupiła duży stary dwór, owce, i zajęła się wytwarzaniem rzeczy z wełny. Po ponownym wygraniu na loterii, sytuacja jednak przestaje mieć się tak kolorowo i nad Annu zawisa duża szara chmura. Taki nadmiar szczęścia okazuje się dla kobiety zbyt ciężki. "Życzę Pani szczęścia w życiu. Tylko nie za wiele szczęścia, żeby dało się je unieść."  - napisała do Annu Mary, żona Hamisha, człowieka, którego cztery razy raził piorun. Te życzenia, choć kierowane do ciotki Saary, są na tyle uniwersalne, że można by pokusić się o podejrzenie, czy aby autorka nie kierowała ich do wszystkich swoich czytelników, przywołując nieco na myśl szwedzki koncept lagom.

Historie snute w książce, choć podszyte smutkiem i tragedią, dziwaczne i nieprawdopodobne, opowiedziane są w atmosferze ciepła, sympatii, zrozumienia. Podobało mi się to, tak samo jak opisany dywan, który Annu utkała dla dziewczynki na jej urodziny. Z kawałków starej garderoby Saary, zbierał przeżycia, wspomnienia. Prawie pod koniec książki pojawia się jeszcze jedna postać. Krista, nowa partnerka Pekki. Jej narracja podobała mi się najmniej. Była, jak dla mnie nieco zbyt szorstka. Ale, tak jak w utkanym dywanie, choć niektóre fragmenty są szorstkie, to ogólnie dywan ociepla i niejako uspokaja. Takie też miałam ogólne wrażenia czytając "Rzeczy...". Mimo, że nie brakowało w niech tematów trudnych, historia opowiedziana jest spokojnie, z uważnością i wrażliwością Saary, pełna osobliwych zdarzeń i nietuzinkowych spostrzeżeń. Sposób narracji jest bardzo obrazowy. I tak na przykład, czytając historię o duchu krającym kołdrę dziewczynki niemal słyszałam zgrzyt nożyc, a przy opowieści o Annu w swojej pracowni prawie czułam jak trzymana w dłoniach książka zamienia się w mokrą, ciepłą i zamydloną wełnę. 

"Rzeczy..." tłumaczyła Justyna Polanowska, której należy się słowo uznania. Książkę czyta się bardzo "miękko", i to jest duży plus. 


Książkę do recenzji otrzymałam od wyd. Relacja. Kiitos! 

Finolubna

Recenzja: "Kimmi Räikkönen jakiego nie znamy" / Kari Hotakainen

Na wstępie od razu muszę znaznaczyć - nie mam zielonego pojęcia o Formule 1, w ogóle mnie ten sport nie interesuje. O Kimmim Räikkönenie wiem tyle, że jest fińskim kierowcą F1 i nigdy się nie uśmiecha. "Kimmi Räikkönen jakiego nie znamy" to oficjalna biografia kierowcy. Autorem jest Kari Hotakainen, dziennikarz, który również tak jak ja zbyt wiele pojęcia o F1 nie miał.

Tytuł książki sugeruje, że intencją autora było dać nam poznać prawdziwego Kimiego, Kimiego jakiego nie znamy. I to Hotakainen próbuje robić - więcej jest w książce opisów życia prywatnego i historii, więcej czasu spędzimy z rodzią i przyjaciółmi Kimiego, niż w jego kokpicie czy na dyskusjach o sporcie. Fakt, poznajemy też sportowe historie Kimiego, ale to nie one są na pierwszym planie. Domowe pielesze, spotkania z przyjaciółmi, prywatna strona kierowcy - to tutaj główny wątek. Mam wrażenie, że Hokainen próbuje przedstawić inne oblicze Icemana, ale pudłuje, bo moim zdaniem Kimi jest sobą zawsze. Przynajmniej ten Kimi z książki - zawsze wydaje się wyważony. Niezależnie czy w domu, czy udzielając wywiadu. 


Narracja Hotakainena przeszkadzała mi w czytaniu, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Przede wszystkim było tutaj dużo suchych faktów, choć fakty te dotyczą ekscytujących zdarzeń, poziom ekscytacji jest średni. Czułam też, że autor sili się momentami na pisanie z humorem. Poza tym, opowieść jest miejscami patchworkowa, brakuje w niej chronologii i często zdarzyło mi się w czytaniu tracić wątek.

Być może książka nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia z powodu braku zainteresowania F1. Lubię czytać biografię, ale ta ewidentnie nie trafiła w moje gusta. Faktem jest, że pozycja ta zdradza historie z życia sportowca, więc jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć czegoś więcej o Kimmim, powinien tę pozycję rozważyć. Fanów zapewne ucieszy też całkiem pokaźny zbiór zdjęć Kimmiego z jego prywatnego archiwum.

Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Zysk. Kiitos!

Finolubna

Recenzja: "Odnaleźć sisu. Fiński sposób na szczęście" Katja Pantzar

Sisu, sauna i Sibelius to trzy słowa klucze, które zwykle służą do zdefiniowania fińskości. Dwa ostatnie są na pierwszy rzut oka zrozumiałe: Finlandia na całym świecie słynie z saun, a Finowie są bardzo dumni ze swojego narodowego kompozytora, Sibeliusa. Sisu wymaga większej uwagi. O tym, czym jest, pisze Katja Pantzar w swojej książce "Odnaleźć sisu. Fiński sposób na szczęście przez hartowanie ciała i ducha" (Wyd. UJ, tłum. Magdalena Rabsztyn-Anioł). Pochodząca z rodziny fińskich imigrantów, Katja wychowała się w Kanadzie, ale od wielu lat mieszka w Helsinkach. Przeprowadzka do Finlandii pozwoliła jej znaleźć równowagę psychiczną i wyjść z depresji. W swojej książce Pantzar poddaje analizie fiński styl życia i próbuje poznać tajemnice fińskiego hart ducha. Rezultaty swoich poszukiwań przedstawia w formie praktycznego przewodnika podszytego własnymi doświadczeniami. 

Pixabay

Wróćmy na chwilę do początku. Czym właściwie to sisu jest? Trochę pisałam już o tym tutaj. Sisu nie da się po polsku przedstawić jednym słowem. Zwykle opisuje się je jako zbiór cech takich jak wytrwałość, wytrzymałość, odwaga, temperament, duma. Czasem mówi się, że sisu to cecha narodowa Finów. Na przestrzeni wieków, narodowy duch sisu rósł w siłę, zmagając się z nieprzychylną fińską przyrodą, ale także z niełaskawą dla Finów historią. Jest to siła do hartowania ducha i ciała. Cytując badaczkę sisu, Emilię Lahti, Pantzar przywołuje definicję, która mówi, że sisu jest ucieleśnieniem psychicznej twardości [s. 48]. To stawianie czoła trudnościom, sprawdzanie się i swojej wytrzymałości. 

Tak, jak Dania ma hygge, Finlandia ma sisu. Wyobraźmy sobie brzydki, ponury, zimowy wieczór. Hygge daje nam przyzwolenie do spędzenia takiego wieczoru w domowym zaciszu, pod ciepłym kocem z kubkiem gorącej herbaty, i kontemplowania małych szczęść w przytulnej atmosferze. Sisu natomiast stwierdzi, że jeśli trzeba wyjść na zewnątrz, to trzeba wyjść i jakoś poradzić sobie z panującą tam zawieruchą. Mimo wiatru i śniegu, trzeba iść! Perkele! Hygge to herbata przy kominku, sisu to lodołamacz (nomen omen, takie właśnie miano nosi jeden z helsińskich lodołamaczy i moim zdaniem jest to świetna nazwa!). Ktoś kiedyś zobrazował sisu jako mycie samochodu podczas ulewy, albo grabienie liści gdy wieje mocny wiatr. To oczywiście żartobliwe ujęcie tematu. 


Pixabay

Każdy kij ma dwa końce i nawet sisu ma swoje złe strony, o czym Katja także wspomina w swojej książce. Wymienić można tutaj na przykład zbyt daleko idący upór, który niekiedy nie pozwala sięgnąć po pomoc innych. Może to i z tego powodu,w krainie sisu, paradoksalnie, tak wiele osób zmaga się z depresją.

"Odnaleźć sisu" nie skupia się tylko na sisu, ale też szerzej - na fińskim podejściu do życia. Tytuł oryginału, "The Finnish Way. Finding courage, wellness, and happiness through the power of sisu" oddaje to lepiej, niż jego polski przekład. Ale na czym polega owy "fiński sposób"? Metody opisane w książce nie są bardzo odkrywcze. Wręcz przeciwnie - fińskie podejście do szczęścia to zbiór prostych, dobrze znanych, zdroworozsądkowych zachowań. Duże znaczenie, według autorki, ma przede wszystkim hartowanie ciała. Ruch to lekarstwo na wszystko. Katja, zwolenniczka morsowania, poleca codzienną dawkę ruchu. Mogą to być kąpiele w lodowatej wodzie, ale także spacery albo jazda na rowerze, bardzo popularna w krajach północnych. Pantzar przywołuje też zbawienne skutki saunowania, które doskonale hartuje zarówno ciało, jak i ducha. Do tego rozsądne odżywianie, w tym korzystanie z sezonowych dóbr natury. Kontakt z przyrodą jest równie istotny. Do tego odrobina nordyckiego minimalizmu. Tak pokrótce wygląda recepta na szczęście po fińsku. Książka uzupełniona jest o zbiór praktycznych wskazówek jak zastosować poszczególne elementy "recepty" w swoim życiu. Znajdziemy w niej także mini poradnik jak morsować i saunować. 


Pixabay


Fińskie powiedzenie mówi: Onni ei tule etsien, vaan eläen. Szczęście nie bierze się z szukania, ale z życia [s. 146]. W rankingu szczęśliwych krajów, Finlandia znów osiągnęła pierwsze miejsce. Coś zatem w tym "fińskim sposobie "musi być... ale do kąpieli w lodowatej wodzie nie dam się namówić za żadne skarby! 




Egzemplarz do recenzji otrzymałam od Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego.  Kiitos!

SKANDIS

Na Kanuta świętego koniec czasu świątecznego, Na świętego Kanuta choinka będzie popsuta – Skąd wziął się „Dzień Kanuta”?

Święta, święta i po świętach. Dużo mówi się o Bożym Narodzeniu, ale temat dni kończących to świętowanie traktowany jest raczej po macoszemu. Akurat w Skandynawii jest to temat dość ciekawy, powiązany z dwoma morderstwami z XI i XII wieku, które mieszkańcom Północy nieco się mylą. Pozwólcie więc że wyjaśnię, o co chodzi z Kanutem. 6... Czytaj dalej →

SKANDIS

Amulet z Birki

Poniższy tekst pochodzi w większości z pracy Sofii Pereswetoff-Morath, analizującej na nowo amulet z Birki. Odnośnik do artykułu w języku szwedzkim, opublikowanego w Futhark: International Journal of Runic Studies Vol.11 znajdziecie w źródłach. Amulet z Birki znaleziono w czasie badań, które Hjalmar Stolpe przeprowadził na Björkö w latach 1873 – 1895; objęły one 1100 grobów... Czytaj dalej →

SKANDIS

O rumaku Gullfaxi i mieczu Gunnfjöður (baśń islandzka)

Dawno temu w pewnym królestwie żył król z królową. Małżonkowie mieli syna, jedynaka o imieniu Sygurd. Kiedy chłopak miał dziesięć lat jego matka zmarła. Władca pochował królową zgodnie ze starym obyczajem w kurhanie, na którym często przesiadywał opłakując małżonkę. Pewnego dnia, kiedy król jak zwykle siedział na usypanym nad mogiłą pagórku, zauważył pięknie odzianą kobietę.... Czytaj dalej →

Føroyar - Wyspy Owcze pod lupą

Czas na przewodnik turystyczno-kulturowy

Z nostalgią myślę o czasach, gdy ten blog żył, gdy systematycznie pojawiały się tu nowe wpisy, a zbieranie materiałów do notek było ekscytującą przygodą.

To już 13 lat jak istnieje ten adres.

Przygoda trwa dalej, ale zmieniła swe oblicze.

W zeszłym roku ukonkretnił się pomysł, by napisać wznowienie kultowego przewodnika po Wyspach Owczych, wydanego w 2003 przez Marcina Jakubowskiego i Marka Loosa. Marcin zaprosił do zespołu Kingę Eysturland, Maćka Brencza, Łukasza Łacha i mnie. Uznaliśmy, że warto to wreszcie zrobić i wzięliśmy się do żmudnej, kilkumiesięcznej pracy. Jej efektem jest przewodnik turystyczno-kulturowy po Wyspach Owczych, czyli znacznie wzbogacona wersja dawnej publikacji wydawcy magazynu „Zew Północy”. 

Będzie pięknie, jeśli ta dość obszerna książka znajdzie swoich sympatyków i pomoże ludziom zgłębiać farerski mikrokosmos. Kupić ją można choćby tutaj -> ZAMÓW.

Równolegle trwające projekty, w które jestem zaangażowany to:

- dział newsów na witrynie przewodnika 

- facebookowy fanpejdż ogólny o Wyspach Owczych

- facebookowy fanpejdż o piłce nożnej na Wyspach Owczych 

- potężny, wielowątkowy projekt Nordic Talking, skupiający miłośników kultur krajów nordyckich, wraz z towarzyszącym mu festiwalem

Tak więc absolutnie nie mówię do widzenia, choć przez ciszę na blogu mogło wydawać się inaczej. Do rychłego zobaczenia w farerskim uniwersum!

Føroyar - Wyspy Owcze pod lupą

Steffan Danielsen - melancholijny realista

Morgun á trappuni í Nólsoy, obraz Steffana Danielsena w galerii w Tórshavn

Steffan Danielsen. Malarz-samouk. Debiutował w 1952 roku na wystawie Farerskiej Akademii Sztuki z okazji święta Ólavsøka. Jak czytamy w książce Bárðura Jákupssona „Visual Arts in the Faroes”: „William Heinesen aż gwizdnął z uznania, gdy Steffan zgłosił swoje dzieła na wystawę, a Kampmann stwierdził, że przydałoby się zorganizować więcej przestrzeni, żeby pomieścić te oryginalne i interesujące prace”. Słowa te wypowiedzieli ówcześni czołowi aktywiści farerskich sztuk pięknych: Heinesen – wybitny pisarz, ale też muzyk, grafik, człowiek wielu talentów oraz Jack Kampmann – organizator życia artystycznego na archipelagu, malarz, inicjator wielu wystaw i warsztatów.


W chwili debiutu Steffan Danielsen miał 30 lat. W latach 1951-56 pomieszkiwał w Danii. Resztę życia, w tym 24 lata aktywnej działalności twórczej spędził na rodzinnej wyspie Nólsoy, odnajdując tam swój intymny świat i wypracowując indywidualny styl artystyczny. „Potrafił nawiązać czułą i szczerą relację z naturą, dzięki czemu zajmuje wyjątkowe miejsce wśród farerskich malarzy” – pisał Bárður Jákupsson.


Steffan Danielsen zmarł w 1976 roku w wieku 54 lat.
W 2009 roku ukazał się obszerny album poświęcony twórczości artysty, autorstwa Kinny Poulsen, opublikowany nakładem wydawnictwa Bókagarður.

[Źródła: Birkblog.blogspot.com, Listaportal.com, album „Visual Arts in the Faroes” red. Bárður Jákupsson, Sprotin 2007]

Føroyar - Wyspy Owcze pod lupą

W poszukiwaniu dawnych wrażeń

"Bardzo możliwe, że człowiek odczuwa swoje istnienie dopiero wtedy, gdy czuje na skórze dotyk bezimiennej przestrzeni, która łączy nas z najdawniejszym czasem, ze wszystkimi umarłymi, z prehistorią, gdy umysł dopiero oddzielał się od świata i jeszcze nie zdawał sobie sprawy ze swojego sieroctwa".

Andrzej Stasiuk, "Jadąc do Babadag"

Szwedzkie Ciekawostki

Skarby szwedzkich loppis'ów

Loppis to nazwa słynnego szwedzkiego sklepiku z rzeczami z drugiej ręki, którym można dać nowe życie w sposób ekologiczny, ekonomiczny i vintage. To tam można znaleźć cudowne skarby, których ktoś kiedyś chciał się pozbyć. Oczywiście nie ma nic lepszego, niż trafić na cacko za grosze. Takie targi posiadają wiele zalet. Ale czym właściwie jest loppis? I co w nim najbardziej przykuwa uwagę? 


Fot. Agata Wołoszyk

LOPPIS

Loppis, czyli skrót od słowa loppmarknad to nic innego jak pchli targ (en loppa - pchła, en marknad - targ). Loppisy mieszczą się w całej Szwecji, są to małe sklepiki, większe hale, domowe garaże, a nawet spore wydarzenia, gdzie każdy może się zaangażować i być jego częścią, sprzedając swoje niepotrzebne rzeczy.
W loopisie nie dość, że kupuje się tanie rzeczy, to wręcz należy się targować! Aby trafić na perełki, dobrze jest pojawić się w odpowiednim czasie, najlepiej zaraz przed otwarciem lub rozłożeniem nowego towaru na lady.  Warto również zapytać o historię danej rzeczy, może skrywać ciekawe informacje. Ważne, aby przed zakupem sprawdzić w jakim produkt jest stanie, czy jest funkcjonalny, ładny i bez mankamentów.
A jakie skarby można tam znaleźć?

KSIĄŻKI, KOMIKSY, GAZETY
To dla nich zawsze wracam do szwedzkich loppisów. Książki, różne różniaste, z twardą lub z miękką okładką, stare, nowe, nieużywane, używane, z autografami i ze swoją własną historią i duszą. Moim najlepszym trafem była książka "Quo Vadis" Henryka Sienkiewicza w szwedzkiej wersji językowej.

Komiksy, w każdym wydaniu, najpopularniejsze i najchętniej sprzedające się to te Walta Disneya, a dokładniej Kalle Anka (tłum. Kaczor Donald). Stwierdziłam, że chyba mam farta, skoro po takim klasyku, jak "Quo Vadis" znalazłam wydanie Kaczora Donalda z 1970 roku. Coś niesamowitego! Jakby było tego mało, komiks jest w nienaruszonym stanie, nie posiada nawet kodu kreskowego, gdzie inne, późniejsze wersje już je mają. Zachęcam was gorąco do szukania, szperania, łowienia, jestem pewna, że natrafilibyście na super rzeczy!
Gazety również można sprzedać na pchlim targu, jednak nie cieszą się taką sławą jak wyżej wspomniane komisky i książki. Poniżej dodaję kilka fotek z loppisu i moich ciekawych zdobyczy.

Fot. Agata Wołoszyk



PŁYTY WINYLOWE
Kolejnym fartem okazują się płyty winylowe, które ostatnimi czasy są strzałem w dziesiątkę. Płyty kosztują od 5 koron, po 100, 200 i więcej. Wszystko zależy od stanu, wydania i  artysty, których jest niesamowicie wielu. Loppis to dla koneserów płyt winylowych istny raj. W mojej kolecji można zaleźć między innymi Madonnę, Michaela Jacksona, Phila Collinsa, U2, The Beatles, Seala czy Jimi Hendrixa.


MEBLE I AKCESORIA DOMOWE
Najpopularniejszym targetem szwedzkich loppisów są meble i akcesoria domowe. To właśnie tam można znaleźć stare perełki i odnowić je, w piękny mebel, który upiększy wnętrze domu, lub znaleźć starą zastawę stołową, dając jej nowe życie. Wszystko za grosze, a raczej korony. A zakup w tak niskiej cenie, sprawia ogromną satysfakcję. Jeśli kiedykolwiek będziecie planować zamieszkanie w Szwecji, zanim udacie się do IKEI, polecam loppis.
Tam znajdziecie elektronikę, czasem nawet lepszą i trwalszą niż ta z półek sklepów elektronicznych, jedyna różnica polega na czasie i szybko zmieniających się trendach. Dobrym produktem okazuje się adapter, do płyt winylowych.
Fot. Agata Wołoszyk

Fot. Agata Wołoszyk


Do prawdziwego loppisu należy udać się do Szwecji i jest to według mnie najlepsza forma kupna używanej rzeczy. Jak wiadomo, w naszych czasach zakupy w sieci są bardzo modne, dlatego istnieje strona loppisportalen , gdzie można znaleźć listę loppisów online.
Listę pchlich targów na terenie całej Szwecji znajdziecie tu: svenskaloppisar i tu loppiskartan 
Jeżeli kiedyś będziecie mieć okazję podróży do Szwecji, polecam wam odwiedzić loppisy, a nóż znajdziecie jakiś skarb! Tylko nie zapomnijcie dowiedzieć się o nim historii. A może macie już jakieś? Podzielcie się swoimi znaleziskami!


KONKURS!
Jeśli macie ciekawe rzeczy ze szwedzkiego loppisu, polskiego pchlego targu, lumpeksu, które mają niesamowitą historię, podzielcie się ze mną pod postem na tym blogu, Facebooku, albo Instagramie. Najlepsze i naciekawsze nagrodzę komiksem "Kalle Anka" (po szwedzku)!
Konkurs kończy się 7 marca o północy.
Lycka Till!



Føroyar - Wyspy Owcze pod lupą

Osobliwostki z czeluści Faroe-netu

Cudownie, że to nagrano i przechowano przez tyle lat. Eli Hentze, trener i sportowy aktywista, a dawniej piłkarz, skompilował fragmenty z dziejów swojego klubu z wyspy Sandoy, B71.
Spójrzmy na fragment nagrania od 7:46 do 8:26 „Venjingarlega í Pólandi 1988” – „Obóz treningowy w Polsce, rok 1988”.
Dwa mecze na naszych klepiskach i wycieczka do Auschwitz.
„Byliśmy w Polsce trzy lata z rzędu, 1988, 1989, 1990. Nie pamiętam konkretnych miejsc i gier, ale wierzę, że mam jakieś zapiski z tamtych wyjazdów. Spróbuję je odszukać” – napisał Eli.
Co zostało z tych okruchów przeszłości?

- - -

Tymczasem pod tym niepozornym adresem natrafiamy na historię farerskiej kinematografii. Z lewej strony pod belką „Filmur” kryje się dziewięć filmowych produkcji z Wysp Owczych! Wiedzieliście, że teledysk do piosenki Eivør „True Love” to tylko część dłuższej etiudy, w której wokalistka z Eysturoy gra jedną z ról?!



Føroyar - Wyspy Owcze pod lupą

Postacie napotkane na wirtualnym spacerze

Z tęsknoty za archipelagiem, spacerujemy po Farojach dzięki Street View. Szukamy przypadkowych ludzi, oznak życia - i nie jest to łatwe. Podwójna samotność w internecie.